wrz
15

Zmęcznie proaktywnością

By Mariusz

No tym razem tekst prosto od serca z mrocznej strony podążania wyboistą ścieżką, którą sam propaguję. Ten tydzień był tak intensywny pod kątem poszerzania strefy wpływu, zarządzania stresem, rozwijania kontaktów interpersonalnych i zarządzania czasem, że nadal dochodzę do siebie i generalnie mam ochotę przespać cały weekend. Przynajmniej nie mam już agresywnych odruchów.


Po kolei. Tydzień upłynął na wdrażaniu w życie podstawowych zasad Coveya. Ode mnie zależy, co się stanie z moim projektem, mam wizję tego, co powinniśmy osiągnąć, najważniejsze jest uporządkowanie całej struktury itd. itp. Działając zgodnie z tym duchem osiągnąłem w ciągu tego tygodnia dużo więcej niż w ciągu ostatnich kilku tygodni wykraczając grubo poza strefę komfortu i grając na granicy paniki. Kilka wniosków, do których doszedłem:

1. Warto, warto i jeszcze raz warto walczyć o to, co uważasz za słuszne.
2. Jeszcze bardziej warto odpowiednio się do takiej walki przygotować
3. Łatwo jest rekomendować rozwiązania, które ciężar decyzji składają na barki kogoś innego
4. Rozmowa o emocjach potrafi rozwiązać konflikt, jeżeli nie daje tego rozmowa o faktach.
5. Przygotuj sobie strategię odpoczynku, bo proaktywność męczy.

Dlaczego zawsze warto walczyć o to, co uważasz za słuszne? Bo wtedy nie możesz przegrać! Jeżeli poddasz się, to wkraczasz na ścieżkę ściągającą Cię w dół. Tracisz motywację, wiarę we własne siły w końcu wiarę w siebie i wpadasz w depresję, z której się nie wyciągniesz. Jedna mała uwaga: to nie jest łatwe! Wręcz przeciwnie, jest cholernie trudne. Żyjąc sobie obrastamy w różnego rodzaju zależności i dobra: pozycja w pracy, relacje z szefami, kolegami, rutyna w pracy itp., czyli tworzymy naszą strefę komfortu. Jeżeli coś się dzieje dookoła Ciebie, co nie dotyka Cię bezpośrednio to najbardziej naturalną reakcją jest zignorowanie tego, bo nie warto ryzykować swojego stanu posiadania. Jednak, jeżeli nie zareagujesz odpowiednio wcześnie, to i tak konsekwencje do Ciebie dotrą prędzej czy później.

Łatwo mówić i sobie racjonalizować, ale nie jest łatwo powiedzieć coś niepopularnego, jeżeli boisz się o swoją karierę, wizerunek, zarobki. Patrząc z perspektywy miałem obawę, że się wystawiam poniekąd na „strzał”, ale jak sobie teraz o tym myślę, to był jednak spacer po parku, można następnym razem zaszaleć bardziej ;). Im lepiej się przygotujesz, tym łatwiejsze to będzie, stąd wniosek numer dwa. Pomyśl dwa razy, zanim coś powiesz. Nie chodzi o to, że coś się może stać, tylko paplając bez zastanowienia zamiast zbliżać się do rozwiązania możesz tylko zaognić sytuację, dyplomacja jest jednak pożyteczną umiejętnością.

Wniosek 3: Moja rekomendacja wydawała mi się, i nie tylko mi, lecz osobom, z którymi rozmawiałem słuszna. W straszne zadowolenie z siebie mnie to wprawiło. „Rany, jaki ja jestem mądry, błyskotliwy i strasznie, strasznie proaktywny.” Dwa lata temu odbyłem dyskusję, w której usłyszałem, że czasem jestem odbierany jako arogancki buc, sporo się zmieniło od tego czasu, ale tym razem sam sobie przyznaję solidne punkty. Może mocna intelektualnie ta rekomendacja, ale w ogóle nieprzemyślana pod kątem tego, co oznacza jej wdrożenie w życie. Dla mnie żadnych konsekwencji, dla osoby, która będzie musiała tę decyzję podjąć to już całkiem inna sprawa: zaryzykowanie kariery, kilku lat pracy i zaufania swojego szefa! Jak to do mnie dotarło, to się zorientowałem, że to wcale nie ja jestem w sytuacji wystawienia „na strzał”. Nawyk piąty: staraj się najpierw zrozumieć, potem być zrozumiany. Niedługo napiszę więcej o tym nawyku, bo mnie coraz bardziej pasjonuje.

Rozmowa o emocjach. Największe odkrycie tego tygodnia i co najdziwniejsze w świecie IT, baz danych i specyfikacji wymagań, kto by się spodziewał. Kilka tygodni próbowaliśmy ustalić ostateczne wymagania odnośnie systemu, który mamy zbudować. Jakoś szło to po grudzie i tylko atmosfera wokół całego procesu się zagęszczała. Oczywiście w wielkiej mojej mądrości byłem przekonany, że wiem w czym leży przyczyna: w nieklarownym procesie zbierania wymagań. Tak uczą w książkach, tak nauczyło mnie doświadczenie, więc po co się tu dłużej zastanawiać.

Niespodzanka! W czasie rozmowy, dosyć burzliwej mnie natchnęło: problem nie w procesie, tylko zrozumieniu emocji. Dokument uwzględniał wszystkie wymagania tak jak zostały powiedziane, ale uwagi od użytkowników były umieszczone jako jeszcze jeden akapit na równi z innymi. Problem polegał na tym, że te uwagi na boku, to są najważniejsze dla użytkowników kryteria! Nie eksponując ich odpowiednio, nie usuwaliśmy obawy, że te kryteria nie zostaną spełnione! Banalnie prosta sprawa, ale nie świecie IT, tutaj się mówi o megabajtach.

A wniosek numer pięć: nagromadzenie wydarzeń spowodowało u mnie maksymalne nasycenie emocjami negatywnymi, czyli doświadczyłem w stanie pełnej świadomości jak odreagowuje się stres, jeżeli się nie przewidzi odpowiedniego odpoczynku. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, bo mam materiał na cały tydzień, więc zapraszam po więcej.

Categories : Rozwój osobisty

Skomentuj