sty
26

Trudne pytania

By Mariusz

W zeszłym miesiącu miałem dyskusję z Wiktorią (4,5 roku). Wracaliśmy do domu samochodem. I rozmawialiśmy o tym skąd się biorą ludzie. Tak dotarliśmy do moich rodziców i dziadków. Opowiedziałem jej o mojej babci, po której Wiktoria ma imię. Wiktoria spytała:
- Gdzie ona teraz jest? – Odpowiedziałem, że umarła.
- Czy wszyscy ludzie umierają?
- Tak.
- Czy ja też umrę?
Jak byście odpowiedzieli na to dziecku? Waszemu dziecku?
- Kochanie jesteś jeszcze mała masz dużo czasu. Nie martw się tym.
- Ja nie chcę umierać! – i zapłakała. Spytała po chwili:
- A co się dzieje z ludźmi po tym jak umierają?
A ja nie wiedziałem co odpowiedzieć. „Zasypiają i kiedyś wszyscy spotkają się razem”. Nie potrafiłem wytłumaczyć tego inaczej dziecku. Bo sam nie mam odpowiedzi.

Bardzo łatwo mówi się o byciu ateistą, agnostykiem i bóg wie jeszcze czym gdy się po prostu gada z dorosłymi. W zetknięciu z dzieckiem wyjaśnienie tego staje się trudniejsze. Mam dziwne odczucie, że bardziej prawdziwe.

Jak byś odpowiedział na te pytania dziecku?

Categories : Misja

11 Komentarze

1

Chyba najlepiej byłoby powiedzieć prawdę. Taką potwierdzoną naukowo. Zna ktoś może?
Albo chociaż tak, jakby się odpowiadało samemu sobie.
Tylko ja samemu sobie też nie potrafię odpowiedzieć. Tu jest problem.

Z drugiej strony myślę, że odpowiedziałbym podobnie, jak Ty. A jak dziecko podrośnie to się i tak będzie musiało pozastanawiać na własny rachunek. Po co ma martwić się już teraz?
To trochę jak ze Świętym Mikołajem. Mówić prawdę, czy podtrzymywać w dziecku wiarę w coś, co sami chcielibyśmy, żeby istniało?

Twoje pytanie rodzi więcej pytań. Ja się zastanawiam, czy dla dobra dziecka należy wychowywać go w jakiejś religii, czy wręcz przeciwnie. Jestem przekonany, że wierzący mają łatwiej. Gdybyś był, to nie musiałbyś rozmyślać, co powiedzieć dziecku. (Ludzie umierają, a dusza wędruje albo do raju, albo do piekła, jak się jest niegrzecznym.)
Z drugiej strony przekonywac do czegoś, do czego samemu nie ma się przekonania?
Można zostawić mu wolny wybór, ale jak o tym wolnym wyborze powiedzieć właśnie czterolatce?

Pocieszające jest jedno.
Na to główne, podstawowe pytanie wszyscy kiedyś poznamy odpowiedź.

2

Miałem identyczne pytanie od mojej równiez 4,5 letniej córki Hani :) , może to taki wiek :)
Hania jakis czas temu dostała w prezencie książkę “Dlaczego ?” , książeczka napisana w formie pytań i odpowiedzi dla dzieci. Jest tam min. dział o życiu, pytania skąd się biorą dzieci, są też pytania o umieranie. Moja córka kiedy jej to czytałem te pytania i odpowiedzi zaczęła wnikać mocniej w temat. A ponieważ oboje z żoną uważamy, że nie ma co dziecku kręcić (za wyjątkiem Świętego Mikołaja ale to inny temat) zacząłem tłumaczyć o co chodzi w rodzeniu się i umieraniu. Nie ukrywam że pomogły mi odpowiedzi zawarte w tej książeczce. Oczywiście nie jest to pora na przekazanie Hani informacji “technicznych” jak dochodzi do poczęcia.Jednak fakt, że dziecka nie przynosi bocian jest dla Hani zrozumiały. Co do umierania to było trudniejsze, nie potrafiła zrozumieć dlaczego już nigdy więcej nie będzie odwiedzać prababci i tu użyłem przykładu o raju (o piekle na razie nie wspominałem).
Tematy trudne, książka nieco pomogła

3

A może po prostu bez ściemy powiedzieć “nie wiem”? I dodać coś w rodzaju “wielu ludzi wierzy, że po śmierci człowieka jego dusza trafia do nieba”.
Pozdrawiam :)

4

@Piotr: naukowo chyba nie ma potwierdzonej żadnej ;). Co do religii to sam nie wiem. Raczej nie wcskać na się, ale patrząc z praktycznego punktu widzenia (i może idąc trochę na łatwiznę) to porządkuje trochę zrozumienie wszechświata.

@Bartek: z tym skąd się biorą dzieci nie mieliśmy problemu, to akurat da się wytłumaczyć bazując na faktach, unikając szczegółów. Dziadek raz powiedział jej, że dzeci przynosi bocian i musieliśy odkręcać! Akurat jestem zdania, że jak dzieci są takie małe to trzeba karmić je rzetelną wiedza, nie głupotami. Dzieci są mega-logiczne i konsekwnentne w pytanich – dokładnie jak u Ciebie, Wiktoria zdała logiczne pytanie. Aha i Święty Mikołaj to jedyna ściema – ma to uzasadnienie wychowawczo-tajemnicze ;)

@Asia S.: To byłoby jakbym był politykiem. Tutaj wolę zająć moje stanowisko, a nie stanowisko wielu ludzi. Ja wierzę (albo chce wierzyć?), że nasze życie to coś więcej niż banalne przemiany chemiczno-fizyczne, kawał galarety, który nami kieruj i kawał mięcha, którym jesteśmy. I w jakiejś formie istnijemy po tym jak skończy się nasze życie tutaj. Dowodu ne będę miał raczej dopóki się nie przeknam. Szczerze mówiąc pasuje mi to i mogę bardzo, badzo długo obyć sę bez dowodów :)

5

Napisałeś ” sam nie mam odpowiedzi”, a jednak okazuje się, że jakaś jest :)
Przy okazji- może takie rozmowy na tematy ostateczne to dobry moment, żeby zacząć uświadamić dziecku jak ważne jest cieszenie się życiem, bo nasz czas na tym świecie jest ograniczony?

“(..) I w jakiejś formie istnijemy po tym jak skończy się nasze życie tutaj”- no tak, tego się nie dowiemy póki nie sprawdzimy, ale pewne jest, że możemy istnieć w formie wspomnień i wszystkiego co zostawiamy po sobie.

6

Powiedziałbym, że nie umieramy tylko dopiero się rodzimy i dopiero wtedy zaczynamy naprawdę żyć :) Tak powiem mojej Wiktorii, która na razie ma 2,5 roku. Pozdrawiam :)

7

@Ania S.: masz rację. Mam odpowiedź dla siebie :). I na pewno to dobry moment. Nie mogę się doczekać jak pojadę odebrać dzieciaki i babcie z Zakopca i zobaczyć jak Wiktoria jeździ na nartach! Wstaję o 2 w nocy i jadę :).

“Zbudowałem pomnik trwalszy od spiżu” Non omnis moriar. To nie wynika ze strachu, że jeżeli po śmierci nic nie istnieje i nikt o nas nie będzie pamiętał to znikniemy na zawsze? Rodzaj polisy ubezpieczeniowej?

@Nikodem: niezłe. Chociaż niesie ze sobą pewne ryzyko. Od razu zaznaczam, że mogę przesadzać, ale wiedząc, że dzieci biorą pewne rzeczy dosłownie. Trochę może pokazać, że umierane jest dobre. mam już paranoję?

8
Magda Raczkowska
Luty 9th, 2010 at 1:56 pm

Najlepiej nie straszyć dzieci, czyli na pytanie “czy ja tez umrę?” nie mówić wlasnie czegoś w stylu “masz jeszcze dużo czasu, nie martw się” bo odrazu implikuje się dziecku ze śmierć to coś starsznego o co należy sie martwić. Tak to wyglada z komunikacyjnego punktu widzenia i tego jak dziala mózg (co nie widzi “nie” tylko to co jest za “nie”)
{mam nadzieje, że moja wypowiedź nie zabrzmiała jak krytyka czy cos w tym guście ;-)}

9

Hmmm …
To trudne pytanie szczególnie od tak młodego dziecka. Jako agnostyk wyobrażam sobie świat jako zbiór cząstek i zasad, reguł nimi rządzących(reguły z definicji są nieśmiertelne). Trudno to dziecku wytłumaczyć, dlatego w tym wieku nie warto takiego tematu poruszać. Niestety czasem rzeczywistość stawia nas w sytuacji, w której musimy odpowiedzieć na rożne pytania.
W tym wypadku lepiej mówić o nieprzemijalności, czyli że przodkowie są właściwie nami, są w nas i w nas żyją dopóki my nie przeminiemy( są to przecież nasze geny, które otrzymaliśmy od nich).

10

@Magda: kryyka? skąd ;). “nie martw się”-wiem, że to durna rada, nawet dla dorosłego. 100% zgoda – po takiej wypowiedzi dziecko i dorosły zrozumie Śmierć – martw się! Niedostateczny z komunikaci dla tatusia :(.

Mea culpa – mocno mnie zamurowało i nie wiedziałem co powiedzić. Moja śmierć mnie niespecjalnie rusza – wiem, że tak będzie, trzeba przygotować wszystko tak, żeby sprawić jak najmniej kłopotów żyjącym. To nie tak, że jestem gotów umierać ;), wprost przeciwnie dbam coraz bardzij o zdrowie, bo chcę przeżyć jak najwięcej i nie rozmienić go na drobne.

Co innego jeżeli chodzi o najbliższych. Kto potrafi o tym myśleć racjonalnie ręka w górę. Ja nie potrafię i nie chcę. Można się domyślić dlaczego.

@Hubert: podoba mi się bardzo “są w nas i żyją w nas”. Część o genach bym ominął, bo pytania o geny mogłyby znowu zaprowadzić na manowce ;). Dzięki za inspirację.

11

Mariusz, ależ nasza Babcia Wiktoria jest w Niebie! Ja też wybieram się tam, ale jeszcze nie teraz. Wiem, że przywita mnie pysznym, świeżym mlekiem, da mi chleba z masłem, które sama robiła i dostanę taki duuuży plaster twarogu. Ona ma tam też woreczek z pięknie pachnącymi, suszonymi jabłkami…
A gdzie jest Niebo? To jest takie miejsce, gdzie są nasi kochający nas najbliżsi. Każdy człowiek może znaleźć drogę do nieba, ale to wymaga pewnej dojrzałości (trochę tajemniczości nie zaszkodzi ;))

Racjonalnie nie da się tego jednak wytłumaczyć. Rzeczywistość bowiem, w której żyjemy i otaczający nas świat nie ogranicza się jedynie do tego, co możemy ogarnąć naszym rozumem.

Pozdrawiam bardzo serdecznie :)

Skomentuj