Uwielbiam dwa zwroty: ?nie da się? i ?nie mam czasu?. Są genialne, niesamowicie skuteczne i bezbłędne. 100% skuteczności w uspokajaniu sumienia. Doprowadzają do wewnętrznego komfortu, bo przecież się nie da. W takim razie, bo nie jestem przecież głupi, nie będę się tym zajmował, bo skoro to nie jest możliwe, to, zgodzicie się przecież ze mną, tylko niespełna rozumu osobnik by marnował na to czas. Wiecie, co? To chyba dobra rada.
Bardzo łatwo zorientować się kiedy pojawia się u mnie nawał pracy albo raczej kiedy dzieje się coś, co sprawia, że rekonstruuję moje spojrzenie na świat. Wtedy przez jakiś czas nie piszę. Lubię mieć poukładane i wolę napisać coś, pod czym mogę się podpisać. Tak jest lepiej, nie tylko dla mnie, ale i dla czytających. Teraz niekoniecznie piszę w pełni poukładany, ale to dobry moment, żeby się kilkoma myślami podzielić
Na pewno żadnej gwarancji, że którekolwiek z nich zrealizujesz. To akurat mogę zagwarantować ;). Specjalny czas przełomu roku tak naprawdę nie różni się niczym od przełomu 15/16 marca, czy 12/13 lutego. W każdym momencie można sobie coś postanowić. Jest jednak pewna zaleta 1 stycznia. Wtedy praktycznie wszyscy zadają sobie pytanie czego chcą w nowym roku i jest taki moment, kiedy prawie każdy czuje, że to da radę, że może pokierować
Skąd ta dwójka? Bo kiedyś już pisałem na ten temat na podstawie modelu, który przedstawiał Stephen Covey [ Chcieć to za mało, żeby móc ]. Coś mi się wydaje, że zaczynam rzucać wyzwanie po kolei wszystkich wielkim nazwiskom rozwoju osobistego tego świata. Wcześniej Brian Tracy [ Tracy nie ma racji ], teraz Covey. O Davidzie Allenie jeszcze nie napisałem, ale już niedługo jego kolej ;). W tym przypadku jednak nie
Pewien indiański chłopiec zapytał kiedyś dziadka: – Co sądzisz o sytuacji na świecie? Dziadek odpowiedział: – Czuję się tak, jakby w moim sercu toczyły walkę dwa wilki. Jeden jest pełen złości i nienawiści. Drugiego przepełnia miłość, przebaczenie i pokój. – Który zwycięży? – chciał wiedzieć chłopiec. – Ten, którego karmię – odrzekł na to dziadek
Miałem jak to mam ostatnio w zwyczaju spojrzeć najpierw na moją listę rzeczy do zrobienia, ale chęć napisania czegoś mniej zobowiązującego zwyciężyła. Tym bardziej, że wyrzuty sumienia nie dają mi spać. No dobra, aż tak źle nie jest, ale najlepiej się z tym nie czuję, że regularność wpisów cierpi. Sam się zaczynam wkurzać na siebie, że ciągle tylko na to narzekam. Może coś faktycznie z tym zrobię. Tak czy inaczej.
Przestałem wierzyć w dogmaty. Wszelakie. Już dawno temu tak naprawdę. Teraz największą frajdę sprawia mi odkrywanie co tak naprawdę się pod nimi kryje. Najciekawsze ostatnio dla mnie to wykorzystywanie wiedzy z zarządzania w całkiem nowym kontekście. To bardzo pouczające jak strategie funkcjonujące w jednej sytuacji potrafią być nieskuteczne w innej. Gdybym chciał zarządzać moimi projektami tak jak to robiłem w korporacji to bym niewiele posunął się do przodu. Gdybym z
Przynajmniej taki wniosek można wyciągnąć po lekturze kilku artykułów zamieszczonych w poczytnych tygodnikach. Przynajmniej to jakaś mania. Najpierw natknąłem się na artykuł potępiający w czambuł optymizm, a później kolejny anty Sekretowy. Najciekawsza była manipulacja zastosowana przez autora artykułu o optymizmie. Przytoczył na początek anegdotkę. Marynarze płynący statkiem wiedzą, że kończą się im zapasy i zastanawiają się co robić dalej. Jeden z nich radzi optymistycznie nie przejmować się niczym, używać ich
Artykuł napisana dla miesięcznika „Odnowa”. Ukazał się w 2008 roku. — Zawodowo zajmuję się zarządzaniem projektami w dużej międzynarodowej firmie. Doświadczenie zdobyte w pracy połączone z hobby w postaci rozwoju osobistego może czasem owocować niecodziennymi przemyśleniami. Jednym z nich jest wykorzystanie wiedzy i metodyki przydatnej na co dzień w biznesie do realizacji celów w życiu osobistym. Co wspólnego mogą mieć przedsięwzięcia realizowane przez globalne korporacje z życiem przeciętnego Kowalskiego? Okazuje
Zauważyliście, że bardzo trudno jest uwierzyć nam w to, że najprostsze rozwiązanie, które się nam nasuwa może być właściwe? Jak to możliwe, że półki w księgarniach uginają się pod ciężarem książek dotyczących rozwoju osobistego, sukcesu i bogactwa, a nic dookoła się nie zmieniło w skali makro? No może zmieniło, ale niekoniecznie w oczekiwanym kierunku ;). Dlaczego jest tak, że nie ufamy sobie na tyle, żeby wdrożyć w życie rozwiązania, które