Archive for Działanie

Mój dobry kolega dzwoni do mnie o 14:15 i z zażenowaniem mówi: „Wiesz Mikołaj, nie wyrobie się na tą 14:30, bo tu muszę jeszcze jedną sprawę załatwić, proszę odwołajmy to spotkanie”. Innego dnia zapomina przynieść mi obiecanej już dawno książki. Kolejny raz dzwonię do niego bezskutecznie – znowu wyładowana komórka. Kiedy wreszcie udaje nam się spotkać, wspomina: „Jestem tak zawalony, że już nie daje rady. Przydałaby się jeszcze jedna dodatkowa godzina w dniu – byłoby chociaż trochę luzu”. Taki przypadek to niestety dość powszechna sytuacja, który skłania mnie do opisania kilku refleksji na temat tego, czym jest efektywność personalna, a czym nie jest, jaka jest jej geneza i dlaczego warto się nią zainteresować.

Wracając do naszego przypadku, niestety – ta dodatkowa godzina absolutnie nic by nie zmieniła! Nie zmieniłaby, bo to nie brak czasu jest tutaj problemem. Czas jest wymiarem, który w jakikolwiek sposób go mierzymy (godzinach, dniach, latach) i tak płynie nieubłaganie, nie możemy go ani kontrolować, ani magazynować. Co gorsza, nikt z nas nie zna końca swojego czasu. Nie możemy więc zarządzać czasem. Może to problem priorytetów? My takie priorytety mamy, instynktownie je wyczuwamy, ale one także nie podlegają zarządzaniu. Jeśli chodzi zaś o informacje – to w dzisiejszym świecie jest ich taki nadmiar, że chcąc nimi zarządzać, przy pierwszym wejściu do biblioteki lub Internetu musielibyśmy eksplodować…

Jedyne, co ma sens i może przynieść realne efekty to zarządzanie własnym działaniem – tym, co, jak i kiedy robimy, a także tym, czego nie robimy. I tym właśnie zajmuje się efektywność personalna. Jej celem jest osiągnięcie maksymalnej produktywności i jednocześnie uczucia zrelaksowania, zarówno w życiu zawodowym i prywatnym zawsze, gdy tego chcemy. W praktyce pozwala nam na przykład:
• zaoszczędzić czas w pracy i w domu (i móc wykonywać więcej rzeczy bądź mieć więcej wolnego czasu)
• nie zapominać o zadaniach do wykonania (i nie narażać się na konsekwencje z tego wynikające)
• nie marnować czasu (na robienie tych samych rzeczy wiele razy)
• nie nawarstwiać niezałatwionych spraw (co wpędza nas w poczucie winy i stres)
• mieć poczucie efektywności i sensowności własnych działań (co jest nam niezbędne do poczucia sukcesu w życiu)
Brzmi to wszystko bardzo obiecująco, ale właściwie ktoś może powiedzieć: „Ale jakie są źródła naszych obecnych problemów z efektywnością? Kiedyś ludzi się tym nie interesowali i też sobie jakoś radzili”. Odpowiadając najogólniej jak to możliwe – źródłem są zmiany w otaczającym nas świecie.

Jak zauważa David Allen (twórca popularnego systemu „Getting Things Done”) natura naszej pracy zmieniła się szybciej, niż nasza zdolność do jej wykonywania. Jeszcze w I połowie XX wieku dominującym typem pracy mas ludzi była praca oparta na czynnościach typu „wykonaj i przekaż dalej”, prostej, oczywistej, doskonale określonej jak np. pakowanie w kartony, oranie pola, malowanie płotu itp. Pracy, w której wiadomo, co dokładnie trzeba zrobić, jak to zrobić i kiedy to będzie ukończone. W drugiej połowie XX wieku nastąpiło przejście w kierunku (jak to określił znany guru marketingu i biznesu Peter Drucker) „pracy opartej na wiedzy”.

Organizacja konferencji, zmotywowanie zespołu projektowego, negocjacje z klientem, analiza rynku – nie zawsze jest jasne jak najlepiej wykonać daną czynność – dostępnych jest szereg różnych podejść i metod. Mamy przy tym do dyspozycji dosłownie nieskończoną ilość informacji – poprzez sieć oraz udoskonaloną komunikację (telefonia mobilna, komunikatory internetowe). Ta przytłaczająca ilość informacji prowadzi z kolei do większej niejednoznaczności. To sprawia, że aby być efektywnym i aby osiągnąć optymalne wyniki, musimy podejmować odpowiednie wybory.
Że nie wystarczy pracy wykonywać, ale trzeba ją przemyśleć, zorganizować, zaplanować. Ponadto granica pracy opartej na wiedzy to nieskończoność, niezdefiniowana perfekcja, a my możemy tylko starać się jak najbardziej do niej zbliżyć.

Drugim źródłem problemów z efektywnością jest zwiększona częstotliwość zmian naszych obowiązków. Kto z nas wykonuje w tej chwili dokładnie to i tylko to, do czego był zatrudniony? Zmieniające się produkty, cele, partnerzy, klienci, rynki, technologie reorganizują struktury, formy działania, role i obowiązki. Obecnie (w szczególności jest to widoczne na Zachodzie) zmieniamy całą ścieżkę kariery tyle razy ile kiedyś było zmieniane stanowisko pracy. Dziś pracownik jest bardziej wolnym strzelcem do wynajęcia, u którego obok umiejętności miękkich (tj. negocjacje, umiejętność pracy w grupie, przywództwo) ceniona jest najbardziej właśnie ogólna umiejętność efektywnego działania w ciągle zmieniających się warunkach.

Zmiany, które przynosi czas, powodują więc z jednej strony poprawę jakości życia, a z drugiej zwiększają wymagania, konkurencję, a tym samym stres i napięcie. W tej nowej rzeczywistości – dopuszczamy do siebie ogromne ilości wpływającej informacji i komunikacji ze świata zewnętrznego i generujemy równie duża ilość pomysłów i ustaleń sami w sobie. Jednak nigdy nie zostaliśmy specjalnie przygotowani i wyposażeni, aby umiejętnie radzić sobie z tymi nowymi wyzwaniami. W szkołach publicznych uczono nas intensywnie np. o budowie komórek pierwotniaków, ale o technikach, które pomogłyby nam poradzić sobie w tych nowych warunkach, nikt nie wspominał. Także w innych, pozaszkolnych źródłach rzadko można było zetknąć się z tą problematyką – uznajemy to jako stan zastany, jako coś zupełnie oczywistego.

Bardzo wiele ludzi pracuje więc, nie zdając sobie sprawy jak powinien wyglądać proces takiej pracy. Choć jednocześnie…..wielu ludzi ma permanentne odczucie, że ma za dużo rzeczy do zrobienia i za mało czasu na to wszystko. Czują się w pewnym stopniu sfrustrowani i zagubieni, co do tego jak tą sytuacje zmienić. Dokładnie tak jak wspomniany na początku przypadek mojego kolegi. Doskonałą odpowiedzią i rozwiązaniem mogą być właśnie techniki efektywności personalnej, które niniejszym bardzo gorąco wszystkim polecam. Zmieniły one moje życie, może mogą także zmienić Wasze!

Categories : Działanie
Comments (1)

Jak można przyłapać się samemu na tym, jak bardzo mocno mamy zakotwiczone pewne nawyki. Widzę książkę drukowaną to sobie od razu myślę „przeczytam ją”. Przeczytanie jej oznacza systematyczne zapoznanie się z treścią od pierwszej strony do ostatniej strony okładki. Tym sposobem ogarnia się całości i książkę można „odhaczyć”.

W przypadku tej właśnie to się nie sprawdzi. Bez sensu. To prawda, że niektóre poradniki czyta się jak fabułę, a po ich ukończeniu człowiek czuje, że ogarnął całość. Ta książka jest pomyślana i napisana trochę inaczej i dużo bardziej jej struktura pasuje do hipertextu niż tradycyjnego druku. Ale z drugiej strony jej zawartość jest na tyle przydatna na co dzień, że warto mieć ją pod ręką.
Read More→

Categories : Działanie
Comments (1)
sie
16

Czy wiesz, że masz motor?

Posted by: Mariusz | Comments (3)

Amerykańscy sprzedawcy na początku rodzenia się kapitalizmu w Rosji wybrali się tam ze swoją ofertą handlową. Sprzedawali piły spalinowe, wybrali się w okolice Syberii. Tamtejsi drwale żądni nowinek technicznych, ale jednocześnie bardzo praktyczni zapytali, ile drzew może drwal ściąć dziennie taką piła. „Nawet 50” – pochwalili się sprzedawcy. „To bierzemy” – ucieszyli się drwale. Jakiś czas później w siedzibie amerykańskiej firmy odzywa się telefon i w słuchawce słychać zbulwersowany głos jednego z drwali „Oszukaliście nas! Najlepszy drwal u nas ledwo cztery drzewa potrafi ściąć! Zabierajcie sobie te piły w cholerę!”.
Read More→

Categories : Działanie, Planowanie
Comments (3)
sie
13

Troskliwe dłonie czy porządny kop

Posted by: Mariusz | Comments (4)

… czyli ciężki wybór coacha

RozwójPopatrz tylko na ten obrazek, czyż nie słodziutki? Troskliwe dłonie coacha i jego opieka pozwalają małej roślince wzrastać, aż stanie się silnym dębem, Bartkiem co najmniej i wtedy troskliwe dłonie zajmą się innymi roślinkami. Rozczulające… Nie wiem dlaczego mnie drażni ta metafora, tym bardziej, że sam z niego kiedyś korzystałem. Ale jak dla mnie to lepsza metafora dla wychowywania dzieci niż wsparcie rozwoju dorosłego człowieka.
Read More→

Comments (4)
sie
10

Wybierz wilka, którego karmisz

Posted by: Mariusz | Comments (4)

Pewien indiański chłopiec zapytał kiedyś dziadka:
- Co sądzisz o sytuacji na świecie?
Dziadek odpowiedział:
- Czuję się tak, jakby w moim sercu toczyły walkę dwa wilki. Jeden jest pełen złości i nienawiści. Drugiego przepełnia miłość, przebaczenie i pokój.
- Który zwycięży? – chciał wiedzieć chłopiec.
- Ten, którego karmię – odrzekł na to dziadek.

Read More→

Categories : Działanie, Planowanie
Comments (4)
maj
14

Pasywny przychód, aktywny z…

Posted by: Mariusz | Comments (6)

Mojito pasywnego przychoduIdea pasywnego przychodu jest niesamowicie kusząca. Ach jak miło i przyjemnie siedzieć sobie na plaży jak napływają do mojej kieszeni pieniądze z tych wszystkich aktywów, które wygenerowałem, dzięki mojej zapobiegliwości i nieziemskiej inteligencji. Zwizualizowałem te wszystkie czeki i teraz pojawiają się w moje skrzynce, a ja sącząc mojito rozkoszuję się tym, że pracuję tylko 4 godziny w tygodniu dla przyjemności. Ach jakie to piękne ten pasywny przychód.
Read More→

Categories : Działanie, Misja
Comments (6)
kwi
24

Yoda, winda, wyrwiłapka

Posted by: Mariusz | Comments (7)

Winda w góręMiałem jak to mam ostatnio w zwyczaju spojrzeć najpierw na moją listę rzeczy do zrobienia, ale chęć napisania czegoś mniej zobowiązującego zwyciężyła. Tym bardziej, że wyrzuty sumienia nie dają mi spać. No dobra, aż tak źle nie jest, ale najlepiej się z tym nie czuję, że regularność wpisów cierpi.

Sam się zaczynam wkurzać na siebie, że ciągle tylko na to narzekam. Może coś faktycznie z tym zrobię. Tak czy inaczej. Nie piszę bo mam roboty po kokardę. I nie zapowiada się, żeby sytuacja w najbliższym czasie się zmieniła. Już nawet sam nie pamiętam, czy pisałem o strategii osiągania celów „na wyrwiłapkę”. Łapiesz się jadącej do góry windy, trzymasz z całych sił, żeby dojechać jak najwyżej. Taką wyrwiłapkę sobie rozkręciłem trochę w formie Zqeez i Leadership Center.

Read More→

Categories : Działanie
Comments (7)
kwi
06

Zqeez way

Posted by: Mariusz | Comments (7)

To między innymi dlatego ostatnio nie piszę. Ulokowałem maksimum wysiłku w dwóch inicjatywach – Leadership Center i Zqeez. Pierwsza, chociaż też mocno ciekawa i coraz bardziej się rozkręca i dostarcza sporo tematów, mniej pasuje do opisywania na razie. Więc napiszę trochę więcej o tym, co mnie pasjonuje, jest rozwinięciem moich pomysłów i tak naprawdę kolejną generacją idei rozpoczętej na proaktywnie.
Read More→

Categories : Działanie, Misja
Comments (7)
mar
01

Wszystko ma znaczenie

Posted by: Mariusz | Comments (10)

Kilka ważnych cytatów utkwiło mi ostatnio w pamięci i mocno drążyły moją świadomość. Wszystkie razem doprowadziły do jakiegoś ciągu przemyśleń, który nadal nie jest gotowy do dzielenia się ze światem, ale dłużej bez pisania nie pomoże, a tak przynajmniej napiszę co u mnie słychać.

Słowo klucz tego roku – determinacja. Czytałem fajną książkę T.Harv Ekera „Bogaty albo biedny. Po prostu różni mentalnie”. Fajna, dobrze się czyta, chociaż bardzo dużo nowego tam nie wyczytałem, bo tak naprawdę to w pewnym momencie w nowej książce z zakresu rozwoju osobistego możesz znaleźć mało nowej wiedzy. Fundament tak naprawdę się nie zmienia. Tutaj ten mały kawałek, który znalazłem dla siebie uruchomił ciekawy proces. Teza z ksiązki – musisz być zdeterminowany, żeby być bogatym, inaczej nie będziesz. Determinacja. Zadałem sobie pytanie jak bardzo ja jestem zdeterminowany do tego, żeby zrealizować moje cele? Co pokazuje, że jestem zdeterminowany? Co robię takiego, co za tym świadczy?

Teraz czas na oburzenie dla „bardziej uduchowionych” – Bogactwo! Kolejny materialista! Spieszę uspokoić – myślałem raczej o wolności. Ale nie ukrywam, że odpowiedni poziom finansowy ma tutaj spore znaczenie. Wracając po chwili oburzenia do determinacji. Na ile jesteś zdeterminowany do osiągania swoich celów? Co jesteś gotów dla nich poświęcić? Co robisz w tym kierunku? Bardzo mocne pytania. Miałem nad czym myśleć. Nadal mam. Traktuję „determinację” jako rodzaj kompasu – czy jestem na właściwej drodze, czy nie obijam się za bardzo, czy nie odpuszczam rzeczy ważnych.

Ciekawe jest też, co znaczy bycie zdeterminowanym. Czy to oznacza, że rzucam siłownię i w tym czasie mocno pracuję? Czy to oznacza, że przestaję robić wszystko, co nie prowadzi bezpośrednio do celu? Czy to oznacza pracę kilkanaście godzin na dobę? Co jeszcze to znaczy? Ile determinacja kosztuje? Co będzie miało sens teraz? Co będzie miało sens za pół roku? A późnie? Co chcę osiągnąc? Co stracę? Czy będę mógł to odzyskać?

Najprostsza recepta: rzuć w cholerę dodatkowe zajęcia i zajmij się tylko kluczowymi projektami i basta! Najlepiej jednym projektem i tylko nad nim pracuj. Wtedy pojawiło mi się kolejne powiedzenie, z którego mocno sam się kiedyś nabijałem „power of and”. Nie chcę rezygnować ze zdrowego trybu życia, chcę ćwiczyć regularnie, dobrze się odżywiać i jednocześnie realizować z sukcesami moje przedsięwzięcia. Tak naprawdę dopiero wtedy udowodnię, że da się zaaplikować to o czym tutaj piszę w rzeczywistości. Bazując na silnych fundamentach zbuduję trwałe rezultaty, inaczej się wypalę (już ćwiczyłem podobne akcje). Tym bardziej, że to za co się zabrałem przyniesie owoce w ciągu kilkunastu miesięcy lub kilku lat, nie od razu.
Jak to przekłada się na praktykę: trzeba ograniczyć to co się robi do niezbędnego minimum, żeby utrzymać koncentrację, myśląc jednocześnie o przyszłości i ostatecznym celu. Wiem co jest dla mnie ważne teraz i tego nie odpuszczam. Zdrowie jest mi potrzebne teraz i w przyszłości, to jest nienegocjowalne. Z projektów wybrać to co będzie miało największe przełożenie na rezultaty i tam się skupić, żeby zamykać regularnie kolejne etapy. Szukać szans, dźwigni – co pozwoli mi najszybciej i najlepiej pokonać kolejny etap? Kto i co może mi pomóc?

Co jest w tym najtrudniejsze? Strach przed tym, że skoro się ograniczę do mniejszej liczby rzeczy to moje szanse sukcesu maleją! Przecież zawsze słyszałem – zdywersyfikuj ryzyko! A tutaj trzeba grać va banque. Drugi element to ciągłe operowanie daleko poza strefą komfortu, prawie na granicy paniki, albo czasem nawet i za nią! Styczeń to była dla mnie kumulacja działania w strefie paniki. Ciekawe uczucie, niekoniecznie chciałbym je często powtarzać, ale tak naprawdę jest rozwojowe ;). Jak się na nie spojrzy z dystansu, niekoniecznie na takie wygląda jak jest się w środku. Znowu to przeczy teorii, która mówi, że trzeba rozsądnie dawkować wysiłek. Tutaj też trzeba się zastanowić jak poukładać całość, żeby jednak długotrwale nie odbijało się to na zdrowiu.

Dla podsumowania ostatni cytat, który jest odpowiedzią na pytanie, co jest najważniejsze przy urzeczywistnianiu marzeń? – everything matters! Wszystko jest ważne, nie ma uniwersalnego rozwiązania, jednego punktu, który jest najważniejszy. Ważne ostatecznie będzie wszystko.

Jaki wniosek z tego wszystkiego? Teoria do kosza? Przekonania do kosza? Tak naprawdę to nic nie wiadomo? Tak naprawdę to sam jeszcze nie wiem. Gdybym teraz opisał wam – róbcie tak jak ja to sprzeniewierzyłbym się mojej wartości „odpowiedzialność”. Wiem jedno – warto żyć tak, żeby nawet małymi krokami iść w kierunku realizacji najważniejszych celów, albo nie bójmy się tego słowa – marzeń, bo wtedy dzieją się bardzo ciekawe, dobre rzeczy. Trzeba pilnować się, żeby nie zachłysnąć się swoją „zajebistością”. Tego słowa też się nie bójmy. To co z tego, że realizujesz swoje marzenia – ich urzeczywistnienie to inna sprawa – wymaga pracy i oddania, samo realizowanie tak naprawdę nic nie znaczy – trzeba udowodnić, że potrafisz coś zrobić. To przynajmniej moje przekonanie, może niesłuszne?

Categories : Działanie, Osobowość
Comments (10)
lut
04

Oddychanie szczęścia nie daje

Posted by: Mariusz | Comments (8)

Chyba nazwę serię wpisów „Łaziło mi po głowie” ;). Jeżeli dobrze sobie przypominam, to kilka właśnie tak się zaczyna. Wpadło mi coś do głowy i nie mogłem się od tego uwolnić. Mianowicie zastanawiałem się nad tym jak bardzo niektóre powiedzenia i zakorzenione „mądrości ludowe” mogą być mylące i czasem totalnie od czapy. Tym razem na warsztat poszło „Pieniądze szczęścia nie dają”.

Spuśmy analityka ze smyczy na początek. Co za bezsensowne stwierdzenie. Taki samo ma sens jak tytuł tego wpisu. Ile razy w życiu oddychanie dało Ci szczęście? Oddychasz bo bez tego przestaniesz żyć. Szczęścia samo w sobie to na pewno Ci nie da. Krew szczęścia nie daje. Tak samo, potrzebujesz jej do życia, ale raczej rzadko powiesz „Ile szczęścia dało mi to, że mój mięsień sercowy pompuje moją krew w tętnice.” Jakoś nie przychodzi nam do głowy łączyć jednego z drugim.

Dzieje się trochę gorsza rzecz przy interpretacji tego stwierdzenia, które jednak mądrość w sobie zawiera. Jakie jest twoje pierwsze skojarzenie? Jeden z ciągów skojarzeń: Pieniądze szczęścia NIE DAJĄ! Aha, czyli pieniądze to NIESZCZĘŚCIE! A skoro pieniądze to nieszczęście to są ZŁE! Wynik – Pieniądze są złe. To ekstremum, ale patrząc na całe spektrum raczej pieniądze rzadko są kojarzone ze szczęściem.

Może i słusznie. Kto tam wie. Moim skromnym zdaniem to wielkie nieporozumienie dookoła pieniędzy bierze się z emocji, które się z nimi wiążą. Jak zwrócił mi uwagę znajomy (dzięki Marcin) to w Biblii nie pisze, że pieniądze są złe. Pisze, że „miłość do pieniędzy jest zła”. To trochę zmienia punkt widzenia. Uproszczenia tłumaczenia i interpretacji powodują, że zaczynamy myśleć o pieniądzach w trochę dziwny sposób. Przyznaję, że sam nie byłem ani nie jestem wyjątkiem. Doświadczenia ostatniego roku dały mi inne perspektywy patrzenia na to, czym waluta faktycznie jest i może być.

Wynik: zakochałem się w pieniądzach! Zaraz, chwilunia, to jak to z tą miłością do pieniędzy? No bynajmniej nie uchylam się od mądrości biblijnych. Moje zakochanie jest podobnej natury co mój podziw dla koła, energii elektrycznej, komputerów czy druku. Pieniądze są genialnym wynalazkiem, świetnym narzędziem ułatwiającym życie. Pozwalającym na robienie bardzo fajnych rzeczy i unikanie konfliktów. Pod warunkiem, że traktujesz je zgodnie z ich przeznaczeniem.

Pieniądze wymyślono, żeby ułatwić wymianę handlową w bardziej zorganizowanych społecznościach. Barter przestał pełnić swoją funkcję, gdy pojawiła się specjalizacja wśród ludzi. Trzeba było znaleźć inny sposób wymianę i rozwój. Pojawiły się pieniądze! Dzięki nim można było rozwijać się dalej. U podstawy pieniędzy stało zaufanie, umowa pomiędzy ludźmi, że za papierki, kawałki płótna czy muszelki, a teraz świstki papieru i kawałki metalu możesz nabyć usługi i produkty. Teraz już nawet papieru i metalu jest coraz mniej, wszystko istnieje elektronicznie. Pieniądze to nic więcej jak narzędzie. Niesamowite, bo bardzo uniwersalne, ale po prostu narzędzie. Genialne i dające niesamowite możliwości, pewnie dlatego tak często budzi różne emocje.

Genialność pieniędzy polega jeszcze na tym, że są świetną miarą wartości tego co tworzysz, wymyślasz, produkujesz. Reklama z kartą kredytową i zakupami za rózne kwoty i uczuciem bezcenne to już klasyk. Świetna, bo trafia w sedno tego czym jest plastik, którym się posługujesz i jednocześnie pokazuje, o co tak naprawdę chodzi. Tworzyć bezcenne uczucia, wrażenia i wspomnienia. Ale do ich wytworzenia potrzebne są jakieś konkretne mierzalne i namacalne zasoby. Bezcenne wrażenia uzyskuje się dlatego, że ktoś gotów jest za nie ponieść jakiś koszt (niekoniecznie w formie pieniężnej).

Miałem kilka takich sytuacji w ciągu ostatnich miesięcy, a pojawiają się one coraz częściej, gdy chcesz zrealizować jakiś pomysł. Poszczególne osoby mogą włożyć w ten pomysł różne dobra pracę, know-how, pieniądze, dostęp do klienta. W jaki sposób podzielisz spółkę? Każdemu po równo? Jak policzyć wkład każdego z tych elementów i jego wartość? Jaka jest wartość danego składnika teraz, a jaka będzie za kilka lat? Jakie ryzyko ponosi każdy z uczestników? Ćwiczenie nie jest proste. Jeżeli zależy Ci na dobrych relacjach to najlepiej sprowadzić rozmowę do kwestii pieniędzy. Przeliczenia każdego ze składników, ich zmiany w czasie, wartości itd, tak, żeby ostatecznie wypracować rozwiązanie, w którym każdy z uczestników będzie się czuł zadowolony. Win-win or no deal.

Nie wyobrażam sobie, ze może być lepsze rozwiązanie. Teksty w stylu „jakoś się dogadamy”, „przecież jesteśmy przyjaciółmi i dorosłymi ludźmi” prowadzą później do dużo głębszych nieporozumień. Na co to komu? Powołując się na mądre słowa dziadka Uli „chce miec spokojny sen i szczesliwa rodzine, przyjaciol wokolo”. Szczególnie jeżeli chodzi o budowanie wartości, która ma trwać latami.

Podsumowując jakoś temat. Miłość do pieniędzy to trochę jak miłość do młotka. Też genialne narzędzie, miłość to piękne uczucie, ale połączenie obu już jakoś niespecjalnie pasuje ;), pomimo tego, że młotki przyczyniły i przyczyniają się do powstania wielu pięknych rzeczy, które nas otaczają. Szczęście to stan, nie ma co go uzależniać od posiadania lub nieposiadania pieniędzy. Szczęśliwy możesz być zawsze. Pieniądze są super, bo dają możliwości. Możliwości z kolei możesz przekuć na cokolwiek sobie wymyślisz.

Gdybym miał coś zapamiętać dla siebie to ująłbym to tak: „Pieniądze szczęścia mogą nie dawać. Dawanie szczęścia innym ma spore szanse dać pieniądze Tobie.”

Categories : Działanie, Misja
Comments (8)