Archive for Planowanie
Wybierz wilka, którego karmisz
Posted by: | CommentsPewien indiański chłopiec zapytał kiedyś dziadka:
- Co sądzisz o sytuacji na świecie?
Dziadek odpowiedział:
- Czuję się tak, jakby w moim sercu toczyły walkę dwa wilki. Jeden jest pełen złości i nienawiści. Drugiego przepełnia miłość, przebaczenie i pokój.
- Który zwycięży? – chciał wiedzieć chłopiec.
- Ten, którego karmię – odrzekł na to dziadek.
Ogrodnik swojego losu
Posted by: | CommentsJakiś czas temu przyszedł mi do głowy pomysł na artykuł o kowalu swojego losu. O tym jak kowal pracuje z żelazem. Jak rozgrzewa je, kuje gorące, później chłodzi, znowu rozgrzewa zmieniając twardy materiał w coś plastycznego, co można przekształcać w cokolwiek tylko chcesz. Pod warunkiem, że wiesz jak to robić. Nie walisz „na pałę” cały czas, tylko dajesz czas na odpoczęcie materiału, rozgrzewając, chłodząc i składając doprowadzasz do stanu, w którym zmienia swoje właściwości i możesz na nim pracować dalej. Wydawało mi się wtedy, że tak właśnie pracuje się ze swoim życiem. Od Ciebie zależy czy wszystko pójdzie ok., czy coś skopiesz. To Ty dzierżysz młot (bez sierpa) i jesteś Panem Stworzenia. No ale…
Doszedłem do wniosku, że to bardzo kusząca i budująca ego metafora, ale mało jednak trafiona. Bo w przypadku kowala kontroluje on większość czynników sukcesu przedsięwzięcia, podczas, gdy tak naprawdę w życiu bezpośrednio od nas nie zależy praktycznie nic! Masz wątpliwości? To wyjdź w pogodną noc w miejsce skąd zobaczysz gwiazdy i się zastanów jak wielkie znaczenie masz dla wszechświata. Ja tam zawsze przy takim eksperymencie nabierałem pokory, chociaż od ładnych kilku (kilkunastu?) lat go nie uprawiałem.
Ale jak się to ma do proaktywności? I tego, ze przecież ode mnie zależy moje życie? No i tutaj pojawia się ogrodnik. Uprawia ogród troszcząc się o niego najlepiej jak potrafi. Sadzi potrzebne rośliny, pieli chwasty, chroni przed szkodnikami wszelakiej maści, usuwa uschłe gałęzie, podpiera drzewa przechylone przez wiatr. Według swojej najlepszej wiedzy nawozi, podlewa i dogląda całości. Wstaje wcześnie, kładzie się spać późno, żeby jego ogród kwitł i rozwijał się. Od czasu do czasu jakaś roślina żółknie, liście się zwijają, marnieje w oczach. Wtedy ogrodnik siedzi z nosem w książkach, pyta znajomych, ekspertów co może być przyczyną, co robić. Szuka rozwiązań i czasem znajduje. A czasem nie. Roślina usycha, sadzi na jej miejsce nową, a przy kolejnej podobnej przygodzie udaje mu się ją uratować. Czasem pojawiają się burze strząsając owoce, czasem grad uszkadzając je. Czasem mrozy niszcząc kwiaty, a tym samym owoce. Ogrodnik w tym sezonie nic nie zyska, albo bardzo mało.
Jak wpływ na plony ma ogrodnik? Jaki wpływ na wygląd ogrodu? Co może zrobić z pogodą? Co może zrobić z chorobami i innymi przypadkami losowymi? Jak to jest, że na dwóch sąsiadujących ze sobą polach jeden zbiera plon, a drugi nie?
Tak naprawdę nasz ogrodnik ma wpływ tylko na to co sam robi i co wie. Nigdy nie wie jaki i kiedy efekt uzyska. Pewna jest praca, jej wynik niekoniecznie. Z czasem jednak ogrodnik nabiera doświadczenia i lepiej radzi sobie z chorobami drzew, ze szkodnikami. Nie kontroluje wszystkiego, akceptuje, że na żywioły nie ma rady, tak jak nie ma rady na cykl pór roku. To zasady, których negowanie byłoby bez sensu. To co może robić to maksymalizować szanse swojego sukcesu przez systematyczną pracę, zdobywanie wiedzy i cierpliwość.
To wg. mnie lepsza metafora życia. Nie możemy być pewni co, kiedy się wydarzy. Możemy tylko wybrać działanie i zaakceptować jego konsekwencje. Im lepiej będziemy rozumieć system, w którym żyjemy i działamy tym większa będzie nasza zdolność przewidywania tego co się stanie. Im większa nasza wiedza, doświadczenie i umiejętności tym większe szanse na sukces. Ale bez żadnej gwarancji. Może się okazać, że nie rozumiesz kontekstu, w którym działasz, wtedy zachowujesz się jak ogrodnik negujący pory roku, im bardziej się buntujesz tym bardziej nie wychodzi. Masz szansę, pod warunkiem, że zrozumiesz w jaką grę grasz.
Uświadomienie sobie faktu jak mało do Ciebie zależy jest przygnębiające, czy wprost przeciwnie? Mnie uspokoiło. Wiem, że zrozumienie systemu to podstawa, umiejętności da się zdobyć, wiedzę też, doświadczenie przychodzi. Mam wpływ na to co robię. I na tym warto się skupić – na działaniu. Plon się pojawi.
Podsumowanie 2009 – Dynamiczna Równowaga
Posted by: | CommentsRok 2009 zaczynał się bardzo ciekawie. Od wielkiego skoku w nieznane. Najciekawsze i jednocześnie najfajniejsze jest to, że nie byłbym w stanie opisać dokładnie w jakim stanie będą moje projekty 31 grudnia 2009. W życiu bym nie wpadł na te wszystkie rzeczy, które pojawiły się „z nikąd” i doprowadziły kilka moich projektów znacząco do przodu. To na moją małą osobistą skalę potwierdza hipotezę, że nie da się wygenerować genialnej i dokładnej wizji tego, co zamierzasz osiągnąć pozostając tylko na poziomie mentalnym. Dopiero działając uczysz się i możesz sterować swoim życiem. W innym przypadku po prostu dryfujesz pogrążony w wizjach. O tym też pewnie więcej w kolejnych postach, teraz skupię się na podsumowaniu moich postanowień, tego jak wyglądał plan, jaka się okazała rzeczywistość i co ostatecznie się zmaterializowało.
Priorytety na 2009 były następujące:
1. Praca z Kariną nad jej biznesem
2. Realizacja 3 wspólnych rzeczy z listy 100 najważniejszych w życiu
3. Zdrowie
4. Rozwijanie biznesu Zarządzania Projektami
5. Proaktywnie.pl
Co się wydarzyło w ciągu roku i jaka jest ich postać końcowa?
1. Proaktywnie.pl przekształciło się w Proaktywnie NEXT
Na liście projektów nie ma rozwoju proaktywnie.pl. To pierwszy rok, w którym proaktywnie nie załapało się w ogóle na listę! Stało się tak dlatego, że postanowiłem ocenić pomysły na rzeczy którymi chcę się zająć pod kątem czterech cech: ważności dla mnie i rodziny, bezpośrednie przełożenie na osiągnięcie celów, instynktowne przeczucie „wartości wysiłku” i „przyprawy”, czyli jak atrakcyjny ten projekt jest dla mnie.
Chcę trochę lepiej opisać „miary”, które zastosowałem. Ważność dla mnie i rodziny jest w miarę oczywista. Zajrzałem co mam w misji życiowej, przyłożyłem do projektu i stąd pojawiła się ocena. W tym momencie kluczowy jest stały i stabilny przychód, więc to był jeden z głównych czynników oceny.
Bezpośrednie przełożenie na realizację celów. Zauważyłem u siebie tendencję szukania dróg na skróty. To dzięki kilku rozmowom ze znajomymi (dzięki Magda, dzięki Przemek). Zamiast od razu uderzać tam, przygotowuję dodatkowe zasoby przed „przypuszczeniem ostatecznego szturmu”. Postanowiłem skoncentrować się na projektach, które najszybciej i najprościej prowadzą do moich celów.
Nauczyłem się ufać przeczuciom. Dlatego pojawiała się taka miara, jeżeli czułem, że projekt miał w sobie „coś”, czego nie jestem w stanie opisać i policzyć, ale w środku coś krzyczy „to jest dobre” dodawałem dodatkowy punkt.
No i ostatnie, też nauka z tego roku. Jeżeli projekt ma w sobie coś co sprawia, że życie staje się ciekawsze dostawał punkt za przyprawę. Sama realizacja celów jest nudna, jeżeli nie są odpowiednio doprawione.
W ten sposób powstała lista, na której jak wspominałem proaktywnie się nie pojawiło. Po 2,5 roku działania dotarło do mnie, że idąc dalej tą drogą idę w ślepą uliczkę. Dużo rzeczy próbowałem w 2009. Konkursy, wykłady, warsztaty, szkolenia. Wszystko szukając tożsamości proaktywnie. W tym wszystkim zaczął się gubić pierwotny sens i cel założenia bloga, wartości dla czytelników. Tak być nie może. Zaglądacie tutaj, chcę, żebyście dostawali coś, co dla was stanowi wartość. Robiąc zbyt wiele rzeczy na raz zacząłem tę wartość rozwadniać.
2010 nie oznacza, że proaktywnie znika. Wraca do formy bloga. Zero biznesu powiązanego z proaktywnie, zero warsztatów, coachingu czy czegokolwiek. Proaktywnie to idea, a wiązanie jej z pieniędzmi powoduje, że pojawiają się wątpliwości „Co on próbuje mi sprzedać kolejnym postem?”. Tego nie chcę.
Czym jest Proaktywnie NEXT? Zobaczycie wkrótce. Nazwa będzie bardziej sexy, zapewniam :D, rozwiązanie także. Po prostu proaktywnie.pl było pożywką, na której wykiełkowały świetne pomysły. Fazą 0 dużo większego projektu, który dorósł i się usamodzielnił. Tak będzie najlepiej dla obu bytów :D. Proaktywnie to „miejsce z rodzinną atmosferą”. Może to dobry claim „delikatny tuning życia w rodzinnej atmosferze”. Jak się wam podoba?
2. Projekty 1 & 4 przekształciły się w Leadership Center
Okazało się, że pracując nad tym jak widzimy nasze kariery doszliśmy do wniosku, że Karina dużo bardziej realizuje się prowadząc duże projekty marketingowe, a w ogóle nie pociąga jej „zabawa” w start-up.
Jedna z najlepszych decyzji w życiu :D, bo wszystko ułożyło się nawet lepiej niż sobie to planowaliśmy na początku roku. Znowu przykład tego, że nie da się wymyślić wszystkiego tak dobrze, jak to może być w rzeczywistości. Jak tylko namówię Karinę na wywiad do proaktywnie do działki „jak łączyć udane macierzyństwo z karierą zawodową” będę pisał o sobie ;).
Rozwiązania dla biznesu przybrały postać Leadership Center. Doświadczenie z początków tworzenia własnego brandu, organizowania zespołu, negocjowania warunków – bezcenne. Ostatecznie rok kończy się rewelacyjnie. Razem z Professional połączyliśmy siły, plan wygląda solidnie pozostaje go zrealizować.
Dla wszystkich, którzy zamierzają rozkręcać własny biznes moich bezcennych wniosków. Po pierwsze pieniądze są genialnym wynalazkiem! Chcąc wypracować rozwiązanie wygrana-wygrana trzeba sprowadzić dyskusję do pieniędzy i ich wartości w czasie. To powoduje, że nieporozumień jest później dużo mniej.
Ustal zasady współpracy na starcie. „Chcesz pokoju, szykuj się do wojny”. Bez jasnego określenia jak wszystko będzie wyglądało w szczegółach bardzo szybko pojawiają się nieporozumienia i rozczarowanie. Zasady współpracy jak najszybciej, a wszystkie wątpliwości rozwiązywać jak tylko się pojawią.
Partnerskie zasady nie zawsze są możliwe do wypracowania, ale tylko w takich układach tak naprawdę warto pracować. Nie oznacza to, że obie strony muszą być „tej samej wielkości”, to raczej chodzi o mentalne podejście oparte na szacunku, asertywnych postawach z obu stron i jasności motywów, dla których podjęliśmy w ogóle współpracę.
3. Zdrowie to jest niezmienne ;)
Moja największa porażka w tym roku? Nie zrealizowałem celu, który zamierzyłem, więc patrząc z tej perspektywy faktycznie kicha. Najciekawsze jest to, że dla siebie nie potrafię tego traktować jednoznacznie, a na pewno sam oceniam ją bliżej fajnej przygody niż wtopy. Zajmując się tą działką nauczyłem się o sobie bardzo dużo. Wielu rzeczy na nowo niestety.
Co takiego sprawia, że nie traktuję tej działki jednoznacznie? Po kolei. Zaczynałem rok od wagi 108 kg, w okolicach kwietnia pilnując się dotarłem do 102. Pod koniec czerwca było to 113! Pracując na siłowni dotarłem do 107, żeby wylądować na 113 w grudniu! Niezła jazda.
Co ciekawe jednocześnie. Przed czerwcem nienawidziłem biegania. Zacząłem treningi od 2:00 wolnego biegu i 2:00 marszu (łącznie godzina).
Zrealizowałem mój cel przebiegnięcia ciągiem dystansu 5 km, w tempie 9,5 km/h. Nie wierzyłem, że to w ogóle możliwe. Teraz trenuję 2:00 biegu, 30 sekund marszu. I kupiłem sobie wdzianko do biegania przy temperaturze 0-10 stopni. To też uważałem za niemożliwe, a jednak się da i jest fajnie :).
Szpagat. To dowód, że człowiek uczy się całe życie a i tak umiera głupi ;). Na grzyba mi robienie szpagatu? Znajoma trener fitness go nie robi. Wniosek dla mnie: Zasadę „Think Big” stosować tylko wobec naprawdę ważnych dla mnie rzeczy. Nie wszystko co robię musi być super-mega-wypaśne. Niektóre, takie jak rozciągnięcie wystarczy, że są na odpowiednim poziomie. W tym roku poznam sukces po opinii mojego trenera na temat mojego rozciągnięcia. I wystarczy.
Najciekawsze w całej sprawie jest jednak to, że w 2010 dojście do idealnej wagi jest moim jedynym postanowieniem. I jestem przekonany, że je zrealizuję. Na jakiej podstawie tak twierdzę? Bo dotarłem do kolejnego najistotniejszego czynnika sukcesu w moim przypadku.
Zjadł mnie demon stresu. Tak naprawdę za każdym razem on mnie pokonywał. Rosnący stres powoduje u mnie przewidywalny efekt i impuls „jedz, jedz, jedz”. Nieważne jak to działa psychologicznie, ważne, że tak się dzieje. I jak spojrzę w przeszłość, też patrząc na sytuacje, w których udało mi się doprowadzić do rewelacyjnej formy, relaks odgrywał bardzo ważną rolę. Wtedy miałem komfortowe warunki pod tym względem. Ten rok, jak pisałem już w poprzednim poście raczej, do najspokojniejszych nie należał.
Mechanizm upadku był prosty. Zaczynam czuć, że za mało czasu poświęcam na kluczowe projekty biznesowe, odpuszczam wtedy treningi. Pierwsze wypadały biegowe, bo uważałem je za mniej istotne. Tak naprawdę to oprócz treningu miały one dodatkowy dobroczynny wpływ. Godzina biegu relaksuje dużo bardziej niż godzina z żelastwem! Pozwala na przemyślenie wielu spraw i zrelaksowanie się. Wyrzucenie tego, bez kompensowania tego ćwiczeniami relaksacyjnymi napędzała błędne koło! Stres rósł coraz bardziej, aż do opisanego wyżej niepohamowanego impulsu!
Co zacząłem robić, żeby to zmienić? W 2010 ustaliłem listę projektów i ich priorytetów. Nic nowego nie pojawi się na liście, dopóki nie zamknę tych. Potrzebowałem rozwinąć asertywność wobec siebie samego ;). Odkryłem saunę! Po każdym treningu spędzam w niej 10-15 minut. Nie wiem na ile to efekt sugestii, ale nie choruję jak w zeszłym sezonie i pobyt w niej bardzo mnie relaksuje. Polecam! Po trzecie w końcu wziąłem się za medytacje, co cały rok przecież wypisywałem (podświadomość chciała mi coś powiedzieć, a ja to ignorowałem). Efekt jest super. Pod koniec dnia 20 minut sprawia, że poziom stresu się redukuje, a do głowy przychodzą lepsze pomysły.
Stąd też nazwa roku 2010 dla mnie – zrelaksowana koncentracja. Potrzebuję pilnować tego, żebym swobodnie mógł się skupić na najważniejszych rzeczach, bez rozpraszania na drobnicę.
4. 3 z 100 najważniejszych rzeczy w życiu? W 2009 zainicjowałem jedną bardzo ważna – start-up własnej firmy, tak naprawdę to dwóch osobnych. Z pozostałych nic nie wyszło. W tym roku jest to część projektów „Okruszki” i „Próbowania nowych rzeczy”. Jestem przekonany, że będzie dużo lepiej. Żeby nadrobić zaległości w tym roku zaplanować powinienem 5 z 100 ;). Niech tak będzie.
Całkiem szczerze to najbardziej tego podsumowania potrzebowałem chyba ja. Ale myślę, że może się przydać też wam przy refleksji na przeżytym rokiem i dojdziecie do ciekawych wniosków. Teraz pozostaje tylko zabrać się za dziennik wojenny. Bo prowadzenie go pozwoliło mi na najlepszą i najdokładniejszą jak do tej pory ocenę moich działań. Spisuj co postanawia i jak Ci idzie. Ta widza jest bezcenna! Naprawdę. Powodzenia w tym roku i zapraszam do Postanowień 2010 :D.
Ta książka pomoże Ci odnaleźć klucz do podniesienie jakości Twojego życia, ale paradoksalnie nie ma go w tej publikacji. On tkwi tak naprawdę w Tobie i bez Twojej pomocy ta publikacja będzie kolejną ślepą uliczką w Twoim życiu. Ten klucz porusza 42 zapadek zamku, który trzyma Cię w więzieniu Twojego obecnego życia. W niewoli sytuacji, w której się obecnie znajdujesz.