Archive for jakość życia
Oddychanie szczęścia nie daje
Posted by: | CommentsChyba nazwę serię wpisów „Łaziło mi po głowie” ;). Jeżeli dobrze sobie przypominam, to kilka właśnie tak się zaczyna. Wpadło mi coś do głowy i nie mogłem się od tego uwolnić. Mianowicie zastanawiałem się nad tym jak bardzo niektóre powiedzenia i zakorzenione „mądrości ludowe” mogą być mylące i czasem totalnie od czapy. Tym razem na warsztat poszło „Pieniądze szczęścia nie dają”.
Spuśmy analityka ze smyczy na początek. Co za bezsensowne stwierdzenie. Taki samo ma sens jak tytuł tego wpisu. Ile razy w życiu oddychanie dało Ci szczęście? Oddychasz bo bez tego przestaniesz żyć. Szczęścia samo w sobie to na pewno Ci nie da. Krew szczęścia nie daje. Tak samo, potrzebujesz jej do życia, ale raczej rzadko powiesz „Ile szczęścia dało mi to, że mój mięsień sercowy pompuje moją krew w tętnice.” Jakoś nie przychodzi nam do głowy łączyć jednego z drugim.
Dzieje się trochę gorsza rzecz przy interpretacji tego stwierdzenia, które jednak mądrość w sobie zawiera. Jakie jest twoje pierwsze skojarzenie? Jeden z ciągów skojarzeń: Pieniądze szczęścia NIE DAJĄ! Aha, czyli pieniądze to NIESZCZĘŚCIE! A skoro pieniądze to nieszczęście to są ZŁE! Wynik – Pieniądze są złe. To ekstremum, ale patrząc na całe spektrum raczej pieniądze rzadko są kojarzone ze szczęściem.
Może i słusznie. Kto tam wie. Moim skromnym zdaniem to wielkie nieporozumienie dookoła pieniędzy bierze się z emocji, które się z nimi wiążą. Jak zwrócił mi uwagę znajomy (dzięki Marcin) to w Biblii nie pisze, że pieniądze są złe. Pisze, że „miłość do pieniędzy jest zła”. To trochę zmienia punkt widzenia. Uproszczenia tłumaczenia i interpretacji powodują, że zaczynamy myśleć o pieniądzach w trochę dziwny sposób. Przyznaję, że sam nie byłem ani nie jestem wyjątkiem. Doświadczenia ostatniego roku dały mi inne perspektywy patrzenia na to, czym waluta faktycznie jest i może być.
Wynik: zakochałem się w pieniądzach! Zaraz, chwilunia, to jak to z tą miłością do pieniędzy? No bynajmniej nie uchylam się od mądrości biblijnych. Moje zakochanie jest podobnej natury co mój podziw dla koła, energii elektrycznej, komputerów czy druku. Pieniądze są genialnym wynalazkiem, świetnym narzędziem ułatwiającym życie. Pozwalającym na robienie bardzo fajnych rzeczy i unikanie konfliktów. Pod warunkiem, że traktujesz je zgodnie z ich przeznaczeniem.
Pieniądze wymyślono, żeby ułatwić wymianę handlową w bardziej zorganizowanych społecznościach. Barter przestał pełnić swoją funkcję, gdy pojawiła się specjalizacja wśród ludzi. Trzeba było znaleźć inny sposób wymianę i rozwój. Pojawiły się pieniądze! Dzięki nim można było rozwijać się dalej. U podstawy pieniędzy stało zaufanie, umowa pomiędzy ludźmi, że za papierki, kawałki płótna czy muszelki, a teraz świstki papieru i kawałki metalu możesz nabyć usługi i produkty. Teraz już nawet papieru i metalu jest coraz mniej, wszystko istnieje elektronicznie. Pieniądze to nic więcej jak narzędzie. Niesamowite, bo bardzo uniwersalne, ale po prostu narzędzie. Genialne i dające niesamowite możliwości, pewnie dlatego tak często budzi różne emocje.
Genialność pieniędzy polega jeszcze na tym, że są świetną miarą wartości tego co tworzysz, wymyślasz, produkujesz. Reklama z kartą kredytową i zakupami za rózne kwoty i uczuciem bezcenne to już klasyk. Świetna, bo trafia w sedno tego czym jest plastik, którym się posługujesz i jednocześnie pokazuje, o co tak naprawdę chodzi. Tworzyć bezcenne uczucia, wrażenia i wspomnienia. Ale do ich wytworzenia potrzebne są jakieś konkretne mierzalne i namacalne zasoby. Bezcenne wrażenia uzyskuje się dlatego, że ktoś gotów jest za nie ponieść jakiś koszt (niekoniecznie w formie pieniężnej).
Miałem kilka takich sytuacji w ciągu ostatnich miesięcy, a pojawiają się one coraz częściej, gdy chcesz zrealizować jakiś pomysł. Poszczególne osoby mogą włożyć w ten pomysł różne dobra pracę, know-how, pieniądze, dostęp do klienta. W jaki sposób podzielisz spółkę? Każdemu po równo? Jak policzyć wkład każdego z tych elementów i jego wartość? Jaka jest wartość danego składnika teraz, a jaka będzie za kilka lat? Jakie ryzyko ponosi każdy z uczestników? Ćwiczenie nie jest proste. Jeżeli zależy Ci na dobrych relacjach to najlepiej sprowadzić rozmowę do kwestii pieniędzy. Przeliczenia każdego ze składników, ich zmiany w czasie, wartości itd, tak, żeby ostatecznie wypracować rozwiązanie, w którym każdy z uczestników będzie się czuł zadowolony. Win-win or no deal.
Nie wyobrażam sobie, ze może być lepsze rozwiązanie. Teksty w stylu „jakoś się dogadamy”, „przecież jesteśmy przyjaciółmi i dorosłymi ludźmi” prowadzą później do dużo głębszych nieporozumień. Na co to komu? Powołując się na mądre słowa dziadka Uli „chce miec spokojny sen i szczesliwa rodzine, przyjaciol wokolo”. Szczególnie jeżeli chodzi o budowanie wartości, która ma trwać latami.
Podsumowując jakoś temat. Miłość do pieniędzy to trochę jak miłość do młotka. Też genialne narzędzie, miłość to piękne uczucie, ale połączenie obu już jakoś niespecjalnie pasuje ;), pomimo tego, że młotki przyczyniły i przyczyniają się do powstania wielu pięknych rzeczy, które nas otaczają. Szczęście to stan, nie ma co go uzależniać od posiadania lub nieposiadania pieniędzy. Szczęśliwy możesz być zawsze. Pieniądze są super, bo dają możliwości. Możliwości z kolei możesz przekuć na cokolwiek sobie wymyślisz.
Gdybym miał coś zapamiętać dla siebie to ująłbym to tak: „Pieniądze szczęścia mogą nie dawać. Dawanie szczęścia innym ma spore szanse dać pieniądze Tobie.”
Rozcieńczanie doznań
Posted by: | CommentsSłyszałem taki dowcip o potrawce, którą robiono z koniny i kurczaka. Kucharz zapytany o proporcje tego dania odparł „Pół na pół. Pół konia, pół kurczaka.” Nie jadłem, więc o smaku nie będę nic pisał, skupię się raczej na aspekcie proporcji. Może tytuł powinien brzmieć „łyżka miodu w beczce dziegciu”? O co mi chodzi?
Jak wygląda przeciętny nasz dzień. Uogólniam jak zwykle, ale niech tam. To jeszcze nie blog naukowy. Czyli jak wygląda mój dzień uogólniony na całą populację? Zazwyczaj zabiegany. Dużo się dzieje, dużo do zrobienia. Dużo na dziś, jeszcze więcej na wczoraj, a jutro też się wciska do dzisiaj z każdego miejsca. Presja na to, żeby efektywnie, a nawet bardzo efektywnie wykorzystać czas nie maleje. A wprost przeciwnie z dnia na dzień staje się większa. W pewnym momencie nawet nie wiesz, czy ona rzeczywiście istnieje, czy to po prostu „ślad pamięciowy” w twoim mózgu z automatu narzuca „masz mało czasu, rób więcej rzeczy na raz!”.
Jeżeli tak nie masz to koniecznie napisz. Próbuję się nauczyć jak sobie ten „drive” do działania odrobinę stonować. Jeżeli masz to będzie łatwiej się nam zrozumieć. Wracając do meritum. W takim stanie znajdujesz fajną książkę, artykuł albo przychodzi Ci ochota do rozmowy z kimś bliskim. Ponieważ na świecie dzieje się jednocześnie tyle ważnych spraw to w tle koniecznie musi ujadać radio, telewizor albo cokolwiek innego. Przecież spokojnie można czytać i słuchać jednocześnie. Nigdy nie wiadomo, kiedy przegapi się Niezwykle Ważną Wiadomość O Czymś Co Odmieni Twoje Życie. Macie tak?
Zauważyłem, że mam problem z byciem „tu i teraz”. Zazwyczaj myślę już o tysiącu spraw, które mam do załatwienia, planuję na lata do przodu. Bawię się z dziećmi, a w duchu wymyśliłem właśnie kilka kolejnych narzędzi do szkoleń, albo strategię marketingową firmy. Jak bardzo nonsensowne to jest zachowanie! Niby efektywne, bo przecież robię co najmniej 2 rzeczy jednocześnie. A tak naprawdę to jest marnowanie czasu w czystej postaci! Ani dzieci nie są zadowolone, bo tak naprawdę to mnie nie ma, ani ja – bo nie mogę się skupić na tym za czym właśnie powędrowały moje myśli!
Zacząłem się zastanawiać nad tematem i doszedłem do wniosku, że warto na poważnie wrócić do medytacji. Dotarło do mnie, że chcę zyskać umiejętność maksymalnej koncentracji na „tu i teraz”. Nierozproszonej przez niecierpliwość, niepokój, rozdrażnienie. To nie tylko pozwala na pełniejsze przeżywanie wszystkiego, co mnie spotyka, ale poważnie redukuje stres i agresję. Do tego dodałem zasadę „rób to na co masz ochotę” (o tym napiszę trochę później) i ograniczenie do minimum rzeczy ważnych. Pierwsze efekty już są. Czuję się dużo lepiej, polecam rozważyć nadanie priorytetu zabawie „tu i teraz”. No ale oprócz efektywności jest jeszcze inny aspekt – jakość życia.
Może to już przyzwyczajenie, ale mam wrażenie, że otoczenie działa właśnie w taki sposób – powoli uczy Cię mieszać różne smaki, dźwięki, wrażenie w niestrawną papkę. Taki silny wniosek i motyw do przemyśleń pojawił się na koncercie Bajmu, na który poszliśmy z Kariną. Ponieważ siedząc w kongresowej nie miałem ze sobą laptopa, długopisu ani kartek ;) mogłem skupić się na muzyce i koncercie. I ze zdziwieniem zauważyłem, że zazwyczaj nie słucham tak muzyki! Nagle zacząłem słyszeć więcej, czuć więcej, zastanawiać się nad tekstem, interpretować, zanurzać się w dźwięki i wrażenia. Po prostu być tu i teraz.
Pojawiło mi się pytanie „Kiedy ostatnio mogłem skupić się na 1 rzeczy bez obawy, że zaraz wyskoczy mi coś kolejnego?”. Kiedy czytałem książkę skupiają się tylko na niej, dając sobie czas na jej „przetrawienie” do głębi, a nie przełożenie na coś praktycznego? Jakoś na studiach chłonąłem tony fantastyki, a teraz ta pasja zniknęła. Kolejne pytania: Co mnie powstrzymuje, żeby do tego wrócić? Odpowiedź nie była specjalnie zaskakująca – ja sam. Szkoda mi czasu! No rany boskie, genialne po prostu genialne. Oddychanie na szczęście jest odruchem bezwarunkowym, bo znając siebie też bym pewnie odłożył „na później” bo nic nie wnosi do moich projektów ;).
Net – Pomysł na relaksacje, medytacje i skupianie się na jednej rzeczy i nabywanie tego nawyku (nie mam go, bo w trakcie pisania tego postu sprawdziłem maila, plus jest taki, że zauważam jak zaczynam robić takie rzeczy) wynika z mojej obserwacji siebie i silnego uświadomienia sobie, że bez skupienia się na tym czym aktualnie się zajmuje tak naprawdę to: obniżam jakość mojego życia, zadowolenie z niego, zmniejszam moją efektywność (mimo wszystko to dla mnie ważna miara).
Nawet krótki czas (teraz około 3 tygodni) świadomego skupienia na wdrażaniu opisanych powyżej sposobów daje zauważalne wyniki. Warto rozważyć ten temat, szczególnie jeżeli dużo dzieje się w Twoim życiu. Koncentracja i sprawnie funkcjonująca mózgownica na 100% będzie Ci potrzebna.
Na koniec mały test na skupienie na jednej rzeczy: ile okienek masz jednocześnie otwartych na swoim kompie? W czym to Ci pomaga? Potrzebujesz ich w tym momencie?
Mój wynik teraz:7 + 5 katalogów. Tragedia :(. Na szczęście tylko Outlook mnie przyciągnął do siebie :), Do napisania tego postu potrzebowałem tak naprawdę 2: word’a i odtwarzacza z muzyką. Czyli Wskaźnik Przeładowania Okienkami (WPO) = Otwarte (12)/Potrzebne(2) = 600%. I tym samym zakończyłem bardzo naukowo. Oczywiście dążyć należy do wskaźnika WPO=100%. A jak wygląda Twój WPO? ;)

