Archive for filozofia
Nieśmiertelne zasady
Posted by: | Comments
To najdłuższa jak do tej pory przerwa pomiędzy dwoma postami jaka się pojawiła od czasu powstania proaktywnie. Proaktywnie poszło do przedszkola a ja uczę się w szkole życia, więc tak jakoś razem dojrzewamy ;). Powinno wyjść obu stronom na dobre. Skąd przerwa – pracy po sufit i jeszcze więcej, przedsięwzięcia rozwijają się, a tym samym na każdym etapie docieram do granicy mojego doświadczenia, wiedzy, umiejętności i chcąc nie chcąc sporo czasu i energii zajmuje mi uczenie się nowego. Tym samym za wcześnie na podsumowania pewnych spraw, bo nie jestem przekonany co do ostatecznych wniosków. Ale jest kilka punktów, które sprawdzają się zawsze. I ten post to podsumowanie najlepszych praktyk, które działają na 100%
Read More→
Przekształcanie pasji w biznes
Posted by: | Comments
/>Człowiek z wiekiem albo dziwaczeje, albo odkrywa większą głębię w tym co wydawało się bardziej banalne. Znowu jakoś powraca stary temat „być czy mieć” i teraz po doświadczeniach ostatnich miesięcy znowu patrzę na niego trochę inaczej. A łączy się to też z tytułowym pytaniem, czy warto przekształcać pasję w biznes.
Read More→
Pasywny przychód, aktywny z…
Posted by: | Comments
Idea pasywnego przychodu jest niesamowicie kusząca. Ach jak miło i przyjemnie siedzieć sobie na plaży jak napływają do mojej kieszeni pieniądze z tych wszystkich aktywów, które wygenerowałem, dzięki mojej zapobiegliwości i nieziemskiej inteligencji. Zwizualizowałem te wszystkie czeki i teraz pojawiają się w moje skrzynce, a ja sącząc mojito rozkoszuję się tym, że pracuję tylko 4 godziny w tygodniu dla przyjemności. Ach jakie to piękne ten pasywny przychód.
Read More→
Zqeez way
Posted by: | CommentsTo między innymi dlatego ostatnio nie piszę. Ulokowałem maksimum wysiłku w dwóch inicjatywach – Leadership Center i Zqeez. Pierwsza, chociaż też mocno ciekawa i coraz bardziej się rozkręca i dostarcza sporo tematów, mniej pasuje do opisywania na razie. Więc napiszę trochę więcej o tym, co mnie pasjonuje, jest rozwinięciem moich pomysłów i tak naprawdę kolejną generacją idei rozpoczętej na proaktywnie.
Read More→
Wszystko ma znaczenie
Posted by: | CommentsKilka ważnych cytatów utkwiło mi ostatnio w pamięci i mocno drążyły moją świadomość. Wszystkie razem doprowadziły do jakiegoś ciągu przemyśleń, który nadal nie jest gotowy do dzielenia się ze światem, ale dłużej bez pisania nie pomoże, a tak przynajmniej napiszę co u mnie słychać.
Słowo klucz tego roku – determinacja. Czytałem fajną książkę T.Harv Ekera „Bogaty albo biedny. Po prostu różni mentalnie”. Fajna, dobrze się czyta, chociaż bardzo dużo nowego tam nie wyczytałem, bo tak naprawdę to w pewnym momencie w nowej książce z zakresu rozwoju osobistego możesz znaleźć mało nowej wiedzy. Fundament tak naprawdę się nie zmienia. Tutaj ten mały kawałek, który znalazłem dla siebie uruchomił ciekawy proces. Teza z ksiązki – musisz być zdeterminowany, żeby być bogatym, inaczej nie będziesz. Determinacja. Zadałem sobie pytanie jak bardzo ja jestem zdeterminowany do tego, żeby zrealizować moje cele? Co pokazuje, że jestem zdeterminowany? Co robię takiego, co za tym świadczy?
Teraz czas na oburzenie dla „bardziej uduchowionych” – Bogactwo! Kolejny materialista! Spieszę uspokoić – myślałem raczej o wolności. Ale nie ukrywam, że odpowiedni poziom finansowy ma tutaj spore znaczenie. Wracając po chwili oburzenia do determinacji. Na ile jesteś zdeterminowany do osiągania swoich celów? Co jesteś gotów dla nich poświęcić? Co robisz w tym kierunku? Bardzo mocne pytania. Miałem nad czym myśleć. Nadal mam. Traktuję „determinację” jako rodzaj kompasu – czy jestem na właściwej drodze, czy nie obijam się za bardzo, czy nie odpuszczam rzeczy ważnych.
Ciekawe jest też, co znaczy bycie zdeterminowanym. Czy to oznacza, że rzucam siłownię i w tym czasie mocno pracuję? Czy to oznacza, że przestaję robić wszystko, co nie prowadzi bezpośrednio do celu? Czy to oznacza pracę kilkanaście godzin na dobę? Co jeszcze to znaczy? Ile determinacja kosztuje? Co będzie miało sens teraz? Co będzie miało sens za pół roku? A późnie? Co chcę osiągnąc? Co stracę? Czy będę mógł to odzyskać?
Najprostsza recepta: rzuć w cholerę dodatkowe zajęcia i zajmij się tylko kluczowymi projektami i basta! Najlepiej jednym projektem i tylko nad nim pracuj. Wtedy pojawiło mi się kolejne powiedzenie, z którego mocno sam się kiedyś nabijałem „power of and”. Nie chcę rezygnować ze zdrowego trybu życia, chcę ćwiczyć regularnie, dobrze się odżywiać i jednocześnie realizować z sukcesami moje przedsięwzięcia. Tak naprawdę dopiero wtedy udowodnię, że da się zaaplikować to o czym tutaj piszę w rzeczywistości. Bazując na silnych fundamentach zbuduję trwałe rezultaty, inaczej się wypalę (już ćwiczyłem podobne akcje). Tym bardziej, że to za co się zabrałem przyniesie owoce w ciągu kilkunastu miesięcy lub kilku lat, nie od razu.
Jak to przekłada się na praktykę: trzeba ograniczyć to co się robi do niezbędnego minimum, żeby utrzymać koncentrację, myśląc jednocześnie o przyszłości i ostatecznym celu. Wiem co jest dla mnie ważne teraz i tego nie odpuszczam. Zdrowie jest mi potrzebne teraz i w przyszłości, to jest nienegocjowalne. Z projektów wybrać to co będzie miało największe przełożenie na rezultaty i tam się skupić, żeby zamykać regularnie kolejne etapy. Szukać szans, dźwigni – co pozwoli mi najszybciej i najlepiej pokonać kolejny etap? Kto i co może mi pomóc?
Co jest w tym najtrudniejsze? Strach przed tym, że skoro się ograniczę do mniejszej liczby rzeczy to moje szanse sukcesu maleją! Przecież zawsze słyszałem – zdywersyfikuj ryzyko! A tutaj trzeba grać va banque. Drugi element to ciągłe operowanie daleko poza strefą komfortu, prawie na granicy paniki, albo czasem nawet i za nią! Styczeń to była dla mnie kumulacja działania w strefie paniki. Ciekawe uczucie, niekoniecznie chciałbym je często powtarzać, ale tak naprawdę jest rozwojowe ;). Jak się na nie spojrzy z dystansu, niekoniecznie na takie wygląda jak jest się w środku. Znowu to przeczy teorii, która mówi, że trzeba rozsądnie dawkować wysiłek. Tutaj też trzeba się zastanowić jak poukładać całość, żeby jednak długotrwale nie odbijało się to na zdrowiu.
Dla podsumowania ostatni cytat, który jest odpowiedzią na pytanie, co jest najważniejsze przy urzeczywistnianiu marzeń? – everything matters! Wszystko jest ważne, nie ma uniwersalnego rozwiązania, jednego punktu, który jest najważniejszy. Ważne ostatecznie będzie wszystko.
Jaki wniosek z tego wszystkiego? Teoria do kosza? Przekonania do kosza? Tak naprawdę to nic nie wiadomo? Tak naprawdę to sam jeszcze nie wiem. Gdybym teraz opisał wam – róbcie tak jak ja to sprzeniewierzyłbym się mojej wartości „odpowiedzialność”. Wiem jedno – warto żyć tak, żeby nawet małymi krokami iść w kierunku realizacji najważniejszych celów, albo nie bójmy się tego słowa – marzeń, bo wtedy dzieją się bardzo ciekawe, dobre rzeczy. Trzeba pilnować się, żeby nie zachłysnąć się swoją „zajebistością”. Tego słowa też się nie bójmy. To co z tego, że realizujesz swoje marzenia – ich urzeczywistnienie to inna sprawa – wymaga pracy i oddania, samo realizowanie tak naprawdę nic nie znaczy – trzeba udowodnić, że potrafisz coś zrobić. To przynajmniej moje przekonanie, może niesłuszne?
Trudne pytania
Posted by: | CommentsW zeszłym miesiącu miałem dyskusję z Wiktorią (4,5 roku). Wracaliśmy do domu samochodem. I rozmawialiśmy o tym skąd się biorą ludzie. Tak dotarliśmy do moich rodziców i dziadków. Opowiedziałem jej o mojej babci, po której Wiktoria ma imię. Wiktoria spytała:
- Gdzie ona teraz jest? – Odpowiedziałem, że umarła.
- Czy wszyscy ludzie umierają?
- Tak.
- Czy ja też umrę?
Jak byście odpowiedzieli na to dziecku? Waszemu dziecku?
- Kochanie jesteś jeszcze mała masz dużo czasu. Nie martw się tym.
- Ja nie chcę umierać! – i zapłakała. Spytała po chwili:
- A co się dzieje z ludźmi po tym jak umierają?
A ja nie wiedziałem co odpowiedzieć. „Zasypiają i kiedyś wszyscy spotkają się razem”. Nie potrafiłem wytłumaczyć tego inaczej dziecku. Bo sam nie mam odpowiedzi.
Bardzo łatwo mówi się o byciu ateistą, agnostykiem i bóg wie jeszcze czym gdy się po prostu gada z dorosłymi. W zetknięciu z dzieckiem wyjaśnienie tego staje się trudniejsze. Mam dziwne odczucie, że bardziej prawdziwe.
Jak byś odpowiedział na te pytania dziecku?
Ogrodnik swojego losu
Posted by: | CommentsJakiś czas temu przyszedł mi do głowy pomysł na artykuł o kowalu swojego losu. O tym jak kowal pracuje z żelazem. Jak rozgrzewa je, kuje gorące, później chłodzi, znowu rozgrzewa zmieniając twardy materiał w coś plastycznego, co można przekształcać w cokolwiek tylko chcesz. Pod warunkiem, że wiesz jak to robić. Nie walisz „na pałę” cały czas, tylko dajesz czas na odpoczęcie materiału, rozgrzewając, chłodząc i składając doprowadzasz do stanu, w którym zmienia swoje właściwości i możesz na nim pracować dalej. Wydawało mi się wtedy, że tak właśnie pracuje się ze swoim życiem. Od Ciebie zależy czy wszystko pójdzie ok., czy coś skopiesz. To Ty dzierżysz młot (bez sierpa) i jesteś Panem Stworzenia. No ale…
Doszedłem do wniosku, że to bardzo kusząca i budująca ego metafora, ale mało jednak trafiona. Bo w przypadku kowala kontroluje on większość czynników sukcesu przedsięwzięcia, podczas, gdy tak naprawdę w życiu bezpośrednio od nas nie zależy praktycznie nic! Masz wątpliwości? To wyjdź w pogodną noc w miejsce skąd zobaczysz gwiazdy i się zastanów jak wielkie znaczenie masz dla wszechświata. Ja tam zawsze przy takim eksperymencie nabierałem pokory, chociaż od ładnych kilku (kilkunastu?) lat go nie uprawiałem.
Ale jak się to ma do proaktywności? I tego, ze przecież ode mnie zależy moje życie? No i tutaj pojawia się ogrodnik. Uprawia ogród troszcząc się o niego najlepiej jak potrafi. Sadzi potrzebne rośliny, pieli chwasty, chroni przed szkodnikami wszelakiej maści, usuwa uschłe gałęzie, podpiera drzewa przechylone przez wiatr. Według swojej najlepszej wiedzy nawozi, podlewa i dogląda całości. Wstaje wcześnie, kładzie się spać późno, żeby jego ogród kwitł i rozwijał się. Od czasu do czasu jakaś roślina żółknie, liście się zwijają, marnieje w oczach. Wtedy ogrodnik siedzi z nosem w książkach, pyta znajomych, ekspertów co może być przyczyną, co robić. Szuka rozwiązań i czasem znajduje. A czasem nie. Roślina usycha, sadzi na jej miejsce nową, a przy kolejnej podobnej przygodzie udaje mu się ją uratować. Czasem pojawiają się burze strząsając owoce, czasem grad uszkadzając je. Czasem mrozy niszcząc kwiaty, a tym samym owoce. Ogrodnik w tym sezonie nic nie zyska, albo bardzo mało.
Jak wpływ na plony ma ogrodnik? Jaki wpływ na wygląd ogrodu? Co może zrobić z pogodą? Co może zrobić z chorobami i innymi przypadkami losowymi? Jak to jest, że na dwóch sąsiadujących ze sobą polach jeden zbiera plon, a drugi nie?
Tak naprawdę nasz ogrodnik ma wpływ tylko na to co sam robi i co wie. Nigdy nie wie jaki i kiedy efekt uzyska. Pewna jest praca, jej wynik niekoniecznie. Z czasem jednak ogrodnik nabiera doświadczenia i lepiej radzi sobie z chorobami drzew, ze szkodnikami. Nie kontroluje wszystkiego, akceptuje, że na żywioły nie ma rady, tak jak nie ma rady na cykl pór roku. To zasady, których negowanie byłoby bez sensu. To co może robić to maksymalizować szanse swojego sukcesu przez systematyczną pracę, zdobywanie wiedzy i cierpliwość.
To wg. mnie lepsza metafora życia. Nie możemy być pewni co, kiedy się wydarzy. Możemy tylko wybrać działanie i zaakceptować jego konsekwencje. Im lepiej będziemy rozumieć system, w którym żyjemy i działamy tym większa będzie nasza zdolność przewidywania tego co się stanie. Im większa nasza wiedza, doświadczenie i umiejętności tym większe szanse na sukces. Ale bez żadnej gwarancji. Może się okazać, że nie rozumiesz kontekstu, w którym działasz, wtedy zachowujesz się jak ogrodnik negujący pory roku, im bardziej się buntujesz tym bardziej nie wychodzi. Masz szansę, pod warunkiem, że zrozumiesz w jaką grę grasz.
Uświadomienie sobie faktu jak mało do Ciebie zależy jest przygnębiające, czy wprost przeciwnie? Mnie uspokoiło. Wiem, że zrozumienie systemu to podstawa, umiejętności da się zdobyć, wiedzę też, doświadczenie przychodzi. Mam wpływ na to co robię. I na tym warto się skupić – na działaniu. Plon się pojawi.
Ta książka pomoże Ci odnaleźć klucz do podniesienie jakości Twojego życia, ale paradoksalnie nie ma go w tej publikacji. On tkwi tak naprawdę w Tobie i bez Twojej pomocy ta publikacja będzie kolejną ślepą uliczką w Twoim życiu. Ten klucz porusza 42 zapadek zamku, który trzyma Cię w więzieniu Twojego obecnego życia. W niewoli sytuacji, w której się obecnie znajdujesz.