Archive for Działanie

mar
01

Wszystko ma znaczenie

Posted by: Mariusz | Comments (7)

Kilka ważnych cytatów utkwiło mi ostatnio w pamięci i mocno drążyły moją świadomość. Wszystkie razem doprowadziły do jakiegoś ciągu przemyśleń, który nadal nie jest gotowy do dzielenia się ze światem, ale dłużej bez pisania nie pomoże, a tak przynajmniej napiszę co u mnie słychać.

Słowo klucz tego roku – determinacja. Czytałem fajną książkę T.Harv Ekera „Bogaty albo biedny. Po prostu różni mentalnie”. Fajna, dobrze się czyta, chociaż bardzo dużo nowego tam nie wyczytałem, bo tak naprawdę to w pewnym momencie w nowej książce z zakresu rozwoju osobistego możesz znaleźć mało nowej wiedzy. Fundament tak naprawdę się nie zmienia. Tutaj ten mały kawałek, który znalazłem dla siebie uruchomił ciekawy proces. Teza z ksiązki – musisz być zdeterminowany, żeby być bogatym, inaczej nie będziesz. Determinacja. Zadałem sobie pytanie jak bardzo ja jestem zdeterminowany do tego, żeby zrealizować moje cele? Co pokazuje, że jestem zdeterminowany? Co robię takiego, co za tym świadczy?

Teraz czas na oburzenie dla „bardziej uduchowionych” – Bogactwo! Kolejny materialista! Spieszę uspokoić – myślałem raczej o wolności. Ale nie ukrywam, że odpowiedni poziom finansowy ma tutaj spore znaczenie. Wracając po chwili oburzenia do determinacji. Na ile jesteś zdeterminowany do osiągania swoich celów? Co jesteś gotów dla nich poświęcić? Co robisz w tym kierunku? Bardzo mocne pytania. Miałem nad czym myśleć. Nadal mam. Traktuję „determinację” jako rodzaj kompasu – czy jestem na właściwej drodze, czy nie obijam się za bardzo, czy nie odpuszczam rzeczy ważnych.

Ciekawe jest też, co znaczy bycie zdeterminowanym. Czy to oznacza, że rzucam siłownię i w tym czasie mocno pracuję? Czy to oznacza, że przestaję robić wszystko, co nie prowadzi bezpośrednio do celu? Czy to oznacza pracę kilkanaście godzin na dobę? Co jeszcze to znaczy? Ile determinacja kosztuje? Co będzie miało sens teraz? Co będzie miało sens za pół roku? A późnie? Co chcę osiągnąc? Co stracę? Czy będę mógł to odzyskać?

Najprostsza recepta: rzuć w cholerę dodatkowe zajęcia i zajmij się tylko kluczowymi projektami i basta! Najlepiej jednym projektem i tylko nad nim pracuj. Wtedy pojawiło mi się kolejne powiedzenie, z którego mocno sam się kiedyś nabijałem „power of and”. Nie chcę rezygnować ze zdrowego trybu życia, chcę ćwiczyć regularnie, dobrze się odżywiać i jednocześnie realizować z sukcesami moje przedsięwzięcia. Tak naprawdę dopiero wtedy udowodnię, że da się zaaplikować to o czym tutaj piszę w rzeczywistości. Bazując na silnych fundamentach zbuduję trwałe rezultaty, inaczej się wypalę (już ćwiczyłem podobne akcje). Tym bardziej, że to za co się zabrałem przyniesie owoce w ciągu kilkunastu miesięcy lub kilku lat, nie od razu.
Jak to przekłada się na praktykę: trzeba ograniczyć to co się robi do niezbędnego minimum, żeby utrzymać koncentrację, myśląc jednocześnie o przyszłości i ostatecznym celu. Wiem co jest dla mnie ważne teraz i tego nie odpuszczam. Zdrowie jest mi potrzebne teraz i w przyszłości, to jest nienegocjowalne. Z projektów wybrać to co będzie miało największe przełożenie na rezultaty i tam się skupić, żeby zamykać regularnie kolejne etapy. Szukać szans, dźwigni – co pozwoli mi najszybciej i najlepiej pokonać kolejny etap? Kto i co może mi pomóc?

Co jest w tym najtrudniejsze? Strach przed tym, że skoro się ograniczę do mniejszej liczby rzeczy to moje szanse sukcesu maleją! Przecież zawsze słyszałem – zdywersyfikuj ryzyko! A tutaj trzeba grać va banque. Drugi element to ciągłe operowanie daleko poza strefą komfortu, prawie na granicy paniki, albo czasem nawet i za nią! Styczeń to była dla mnie kumulacja działania w strefie paniki. Ciekawe uczucie, niekoniecznie chciałbym je często powtarzać, ale tak naprawdę jest rozwojowe ;). Jak się na nie spojrzy z dystansu, niekoniecznie na takie wygląda jak jest się w środku. Znowu to przeczy teorii, która mówi, że trzeba rozsądnie dawkować wysiłek. Tutaj też trzeba się zastanowić jak poukładać całość, żeby jednak długotrwale nie odbijało się to na zdrowiu.

Dla podsumowania ostatni cytat, który jest odpowiedzią na pytanie, co jest najważniejsze przy urzeczywistnianiu marzeń? – everything matters! Wszystko jest ważne, nie ma uniwersalnego rozwiązania, jednego punktu, który jest najważniejszy. Ważne ostatecznie będzie wszystko.

Jaki wniosek z tego wszystkiego? Teoria do kosza? Przekonania do kosza? Tak naprawdę to nic nie wiadomo? Tak naprawdę to sam jeszcze nie wiem. Gdybym teraz opisał wam – róbcie tak jak ja to sprzeniewierzyłbym się mojej wartości „odpowiedzialność”. Wiem jedno – warto żyć tak, żeby nawet małymi krokami iść w kierunku realizacji najważniejszych celów, albo nie bójmy się tego słowa – marzeń, bo wtedy dzieją się bardzo ciekawe, dobre rzeczy. Trzeba pilnować się, żeby nie zachłysnąć się swoją „zajebistością”. Tego słowa też się nie bójmy. To co z tego, że realizujesz swoje marzenia – ich urzeczywistnienie to inna sprawa – wymaga pracy i oddania, samo realizowanie tak naprawdę nic nie znaczy – trzeba udowodnić, że potrafisz coś zrobić. To przynajmniej moje przekonanie, może niesłuszne?

Categories : Działanie, Osobowość
Comments (7)
sty
13

Ogrodnik swojego losu

Posted by: Mariusz | Comments (9)

Jakiś czas temu przyszedł mi do głowy pomysł na artykuł o kowalu swojego losu. O tym jak kowal pracuje z żelazem. Jak rozgrzewa je, kuje gorące, później chłodzi, znowu rozgrzewa zmieniając twardy materiał w coś plastycznego, co można przekształcać w cokolwiek tylko chcesz. Pod warunkiem, że wiesz jak to robić. Nie walisz „na pałę” cały czas, tylko dajesz czas na odpoczęcie materiału, rozgrzewając, chłodząc i składając doprowadzasz do stanu, w którym zmienia swoje właściwości i możesz na nim pracować dalej. Wydawało mi się wtedy, że tak właśnie pracuje się ze swoim życiem. Od Ciebie zależy czy wszystko pójdzie ok., czy coś skopiesz. To Ty dzierżysz młot (bez sierpa) i jesteś Panem Stworzenia. No ale…

Doszedłem do wniosku, że to bardzo kusząca i budująca ego metafora, ale mało jednak trafiona. Bo w przypadku kowala kontroluje on większość czynników sukcesu przedsięwzięcia, podczas, gdy tak naprawdę w życiu bezpośrednio od nas nie zależy praktycznie nic! Masz wątpliwości? To wyjdź w pogodną noc w miejsce skąd zobaczysz gwiazdy i się zastanów jak wielkie znaczenie masz dla wszechświata. Ja tam zawsze przy takim eksperymencie nabierałem pokory, chociaż od ładnych kilku (kilkunastu?) lat go nie uprawiałem.

Ale jak się to ma do proaktywności? I tego, ze przecież ode mnie zależy moje życie? No i tutaj pojawia się ogrodnik. Uprawia ogród troszcząc się o niego najlepiej jak potrafi. Sadzi potrzebne rośliny, pieli chwasty, chroni przed szkodnikami wszelakiej maści, usuwa uschłe gałęzie, podpiera drzewa przechylone przez wiatr. Według swojej najlepszej wiedzy nawozi, podlewa i dogląda całości. Wstaje wcześnie, kładzie się spać późno, żeby jego ogród kwitł i rozwijał się. Od czasu do czasu jakaś roślina żółknie, liście się zwijają, marnieje w oczach. Wtedy ogrodnik siedzi z nosem w książkach, pyta znajomych, ekspertów co może być przyczyną, co robić. Szuka rozwiązań i czasem znajduje. A czasem nie. Roślina usycha, sadzi na jej miejsce nową, a przy kolejnej podobnej przygodzie udaje mu się ją uratować. Czasem pojawiają się burze strząsając owoce, czasem grad uszkadzając je. Czasem mrozy niszcząc kwiaty, a tym samym owoce. Ogrodnik w tym sezonie nic nie zyska, albo bardzo mało.

Jak wpływ na plony ma ogrodnik? Jaki wpływ na wygląd ogrodu? Co może zrobić z pogodą? Co może zrobić z chorobami i innymi przypadkami losowymi? Jak to jest, że na dwóch sąsiadujących ze sobą polach jeden zbiera plon, a drugi nie?

Tak naprawdę nasz ogrodnik ma wpływ tylko na to co sam robi i co wie. Nigdy nie wie jaki i kiedy efekt uzyska. Pewna jest praca, jej wynik niekoniecznie. Z czasem jednak ogrodnik nabiera doświadczenia i lepiej radzi sobie z chorobami drzew, ze szkodnikami. Nie kontroluje wszystkiego, akceptuje, że na żywioły nie ma rady, tak jak nie ma rady na cykl pór roku. To zasady, których negowanie byłoby bez sensu. To co może robić to maksymalizować szanse swojego sukcesu przez systematyczną pracę, zdobywanie wiedzy i cierpliwość.

To wg. mnie lepsza metafora życia. Nie możemy być pewni co, kiedy się wydarzy. Możemy tylko wybrać działanie i zaakceptować jego konsekwencje. Im lepiej będziemy rozumieć system, w którym żyjemy i działamy tym większa będzie nasza zdolność przewidywania tego co się stanie. Im większa nasza wiedza, doświadczenie i umiejętności tym większe szanse na sukces. Ale bez żadnej gwarancji. Może się okazać, że nie rozumiesz kontekstu, w którym działasz, wtedy zachowujesz się jak ogrodnik negujący pory roku, im bardziej się buntujesz tym bardziej nie wychodzi. Masz szansę, pod warunkiem, że zrozumiesz w jaką grę grasz.

Uświadomienie sobie faktu jak mało do Ciebie zależy jest przygnębiające, czy wprost przeciwnie? Mnie uspokoiło. Wiem, że zrozumienie systemu to podstawa, umiejętności da się zdobyć, wiedzę też, doświadczenie przychodzi. Mam wpływ na to co robię. I na tym warto się skupić – na działaniu. Plon się pojawi.

Categories : Działanie, Misja
Comments (9)

Rok 2009 zaczynał się bardzo ciekawie. Od wielkiego skoku w nieznane. Najciekawsze i jednocześnie najfajniejsze jest to, że nie byłbym w stanie opisać dokładnie w jakim stanie będą moje projekty 31 grudnia 2009. W życiu bym nie wpadł na te wszystkie rzeczy, które pojawiły się „z nikąd” i doprowadziły kilka moich projektów znacząco do przodu. To na moją małą osobistą skalę potwierdza hipotezę, że nie da się wygenerować genialnej i dokładnej wizji tego, co zamierzasz osiągnąć pozostając tylko na poziomie mentalnym. Dopiero działając uczysz się i możesz sterować swoim życiem. W innym przypadku po prostu dryfujesz pogrążony w wizjach. O tym też pewnie więcej w kolejnych postach, teraz skupię się na podsumowaniu moich postanowień, tego jak wyglądał plan, jaka się okazała rzeczywistość i co ostatecznie się zmaterializowało.

Priorytety na 2009 były następujące:
1. Praca z Kariną nad jej biznesem
2. Realizacja 3 wspólnych rzeczy z listy 100 najważniejszych w życiu
3. Zdrowie
4. Rozwijanie biznesu Zarządzania Projektami
5. Proaktywnie.pl

Co się wydarzyło w ciągu roku i jaka jest ich postać końcowa?
1. Proaktywnie.pl przekształciło się w Proaktywnie NEXT
Na liście projektów nie ma rozwoju proaktywnie.pl. To pierwszy rok, w którym proaktywnie nie załapało się w ogóle na listę! Stało się tak dlatego, że postanowiłem ocenić pomysły na rzeczy którymi chcę się zająć pod kątem czterech cech: ważności dla mnie i rodziny, bezpośrednie przełożenie na osiągnięcie celów, instynktowne przeczucie „wartości wysiłku” i „przyprawy”, czyli jak atrakcyjny ten projekt jest dla mnie.

Chcę trochę lepiej opisać „miary”, które zastosowałem. Ważność dla mnie i rodziny jest w miarę oczywista. Zajrzałem co mam w misji życiowej, przyłożyłem do projektu i stąd pojawiła się ocena. W tym momencie kluczowy jest stały i stabilny przychód, więc to był jeden z głównych czynników oceny.

Bezpośrednie przełożenie na realizację celów. Zauważyłem u siebie tendencję szukania dróg na skróty. To dzięki kilku rozmowom ze znajomymi (dzięki Magda, dzięki Przemek). Zamiast od razu uderzać tam, przygotowuję dodatkowe zasoby przed „przypuszczeniem ostatecznego szturmu”. Postanowiłem skoncentrować się na projektach, które najszybciej i najprościej prowadzą do moich celów.

Nauczyłem się ufać przeczuciom. Dlatego pojawiała się taka miara, jeżeli czułem, że projekt miał w sobie „coś”, czego nie jestem w stanie opisać i policzyć, ale w środku coś krzyczy „to jest dobre” dodawałem dodatkowy punkt.

No i ostatnie, też nauka z tego roku. Jeżeli projekt ma w sobie coś co sprawia, że życie staje się ciekawsze dostawał punkt za przyprawę. Sama realizacja celów jest nudna, jeżeli nie są odpowiednio doprawione.

W ten sposób powstała lista, na której jak wspominałem proaktywnie się nie pojawiło. Po 2,5 roku działania dotarło do mnie, że idąc dalej tą drogą idę w ślepą uliczkę. Dużo rzeczy próbowałem w 2009. Konkursy, wykłady, warsztaty, szkolenia. Wszystko szukając tożsamości proaktywnie. W tym wszystkim zaczął się gubić pierwotny sens i cel założenia bloga, wartości dla czytelników. Tak być nie może. Zaglądacie tutaj, chcę, żebyście dostawali coś, co dla was stanowi wartość. Robiąc zbyt wiele rzeczy na raz zacząłem tę wartość rozwadniać.

2010 nie oznacza, że proaktywnie znika. Wraca do formy bloga. Zero biznesu powiązanego z proaktywnie, zero warsztatów, coachingu czy czegokolwiek. Proaktywnie to idea, a wiązanie jej z pieniędzmi powoduje, że pojawiają się wątpliwości „Co on próbuje mi sprzedać kolejnym postem?”. Tego nie chcę.

Czym jest Proaktywnie NEXT? Zobaczycie wkrótce. Nazwa będzie bardziej sexy, zapewniam :D, rozwiązanie także. Po prostu proaktywnie.pl było pożywką, na której wykiełkowały świetne pomysły. Fazą 0 dużo większego projektu, który dorósł i się usamodzielnił. Tak będzie najlepiej dla obu bytów :D. Proaktywnie to „miejsce z rodzinną atmosferą”. Może to dobry claim „delikatny tuning życia w rodzinnej atmosferze”. Jak się wam podoba?

2. Projekty 1 & 4 przekształciły się w Leadership Center
Okazało się, że pracując nad tym jak widzimy nasze kariery doszliśmy do wniosku, że Karina dużo bardziej realizuje się prowadząc duże projekty marketingowe, a w ogóle nie pociąga jej „zabawa” w start-up.

Jedna z najlepszych decyzji w życiu :D, bo wszystko ułożyło się nawet lepiej niż sobie to planowaliśmy na początku roku. Znowu przykład tego, że nie da się wymyślić wszystkiego tak dobrze, jak to może być w rzeczywistości. Jak tylko namówię Karinę na wywiad do proaktywnie do działki „jak łączyć udane macierzyństwo z karierą zawodową” będę pisał o sobie ;).

Rozwiązania dla biznesu przybrały postać Leadership Center. Doświadczenie z początków tworzenia własnego brandu, organizowania zespołu, negocjowania warunków – bezcenne. Ostatecznie rok kończy się rewelacyjnie. Razem z Professional połączyliśmy siły, plan wygląda solidnie pozostaje go zrealizować.

Dla wszystkich, którzy zamierzają rozkręcać własny biznes moich bezcennych wniosków. Po pierwsze pieniądze są genialnym wynalazkiem! Chcąc wypracować rozwiązanie wygrana-wygrana trzeba sprowadzić dyskusję do pieniędzy i ich wartości w czasie. To powoduje, że nieporozumień jest później dużo mniej.

Ustal zasady współpracy na starcie. „Chcesz pokoju, szykuj się do wojny”. Bez jasnego określenia jak wszystko będzie wyglądało w szczegółach bardzo szybko pojawiają się nieporozumienia i rozczarowanie. Zasady współpracy jak najszybciej, a wszystkie wątpliwości rozwiązywać jak tylko się pojawią.

Partnerskie zasady nie zawsze są możliwe do wypracowania, ale tylko w takich układach tak naprawdę warto pracować. Nie oznacza to, że obie strony muszą być „tej samej wielkości”, to raczej chodzi o mentalne podejście oparte na szacunku, asertywnych postawach z obu stron i jasności motywów, dla których podjęliśmy w ogóle współpracę.

3. Zdrowie to jest niezmienne ;)
Moja największa porażka w tym roku? Nie zrealizowałem celu, który zamierzyłem, więc patrząc z tej perspektywy faktycznie kicha. Najciekawsze jest to, że dla siebie nie potrafię tego traktować jednoznacznie, a na pewno sam oceniam ją bliżej fajnej przygody niż wtopy. Zajmując się tą działką nauczyłem się o sobie bardzo dużo. Wielu rzeczy na nowo niestety.

Co takiego sprawia, że nie traktuję tej działki jednoznacznie? Po kolei. Zaczynałem rok od wagi 108 kg, w okolicach kwietnia pilnując się dotarłem do 102. Pod koniec czerwca było to 113! Pracując na siłowni dotarłem do 107, żeby wylądować na 113 w grudniu! Niezła jazda.
Co ciekawe jednocześnie. Przed czerwcem nienawidziłem biegania. Zacząłem treningi od 2:00 wolnego biegu i 2:00 marszu (łącznie godzina).

Zrealizowałem mój cel przebiegnięcia ciągiem dystansu 5 km, w tempie 9,5 km/h. Nie wierzyłem, że to w ogóle możliwe. Teraz trenuję 2:00 biegu, 30 sekund marszu. I kupiłem sobie wdzianko do biegania przy temperaturze 0-10 stopni. To też uważałem za niemożliwe, a jednak się da i jest fajnie :).

Szpagat. To dowód, że człowiek uczy się całe życie a i tak umiera głupi ;). Na grzyba mi robienie szpagatu? Znajoma trener fitness go nie robi. Wniosek dla mnie: Zasadę „Think Big” stosować tylko wobec naprawdę ważnych dla mnie rzeczy. Nie wszystko co robię musi być super-mega-wypaśne. Niektóre, takie jak rozciągnięcie wystarczy, że są na odpowiednim poziomie. W tym roku poznam sukces po opinii mojego trenera na temat mojego rozciągnięcia. I wystarczy.

Najciekawsze w całej sprawie jest jednak to, że w 2010 dojście do idealnej wagi jest moim jedynym postanowieniem. I jestem przekonany, że je zrealizuję. Na jakiej podstawie tak twierdzę? Bo dotarłem do kolejnego najistotniejszego czynnika sukcesu w moim przypadku.

Zjadł mnie demon stresu. Tak naprawdę za każdym razem on mnie pokonywał. Rosnący stres powoduje u mnie przewidywalny efekt i impuls „jedz, jedz, jedz”. Nieważne jak to działa psychologicznie, ważne, że tak się dzieje. I jak spojrzę w przeszłość, też patrząc na sytuacje, w których udało mi się doprowadzić do rewelacyjnej formy, relaks odgrywał bardzo ważną rolę. Wtedy miałem komfortowe warunki pod tym względem. Ten rok, jak pisałem już w poprzednim poście raczej, do najspokojniejszych nie należał.

Mechanizm upadku był prosty. Zaczynam czuć, że za mało czasu poświęcam na kluczowe projekty biznesowe, odpuszczam wtedy treningi. Pierwsze wypadały biegowe, bo uważałem je za mniej istotne. Tak naprawdę to oprócz treningu miały one dodatkowy dobroczynny wpływ. Godzina biegu relaksuje dużo bardziej niż godzina z żelastwem! Pozwala na przemyślenie wielu spraw i zrelaksowanie się. Wyrzucenie tego, bez kompensowania tego ćwiczeniami relaksacyjnymi napędzała błędne koło! Stres rósł coraz bardziej, aż do opisanego wyżej niepohamowanego impulsu!

Co zacząłem robić, żeby to zmienić? W 2010 ustaliłem listę projektów i ich priorytetów. Nic nowego nie pojawi się na liście, dopóki nie zamknę tych. Potrzebowałem rozwinąć asertywność wobec siebie samego ;). Odkryłem saunę! Po każdym treningu spędzam w niej 10-15 minut. Nie wiem na ile to efekt sugestii, ale nie choruję jak w zeszłym sezonie i pobyt w niej bardzo mnie relaksuje. Polecam! Po trzecie w końcu wziąłem się za medytacje, co cały rok przecież wypisywałem (podświadomość chciała mi coś powiedzieć, a ja to ignorowałem). Efekt jest super. Pod koniec dnia 20 minut sprawia, że poziom stresu się redukuje, a do głowy przychodzą lepsze pomysły.

Stąd też nazwa roku 2010 dla mnie – zrelaksowana koncentracja. Potrzebuję pilnować tego, żebym swobodnie mógł się skupić na najważniejszych rzeczach, bez rozpraszania na drobnicę.

4. 3 z 100 najważniejszych rzeczy w życiu? W 2009 zainicjowałem jedną bardzo ważna – start-up własnej firmy, tak naprawdę to dwóch osobnych. Z pozostałych nic nie wyszło. W tym roku jest to część projektów „Okruszki” i „Próbowania nowych rzeczy”. Jestem przekonany, że będzie dużo lepiej. Żeby nadrobić zaległości w tym roku zaplanować powinienem 5 z 100 ;). Niech tak będzie.

Całkiem szczerze to najbardziej tego podsumowania potrzebowałem chyba ja. Ale myślę, że może się przydać też wam przy refleksji na przeżytym rokiem i dojdziecie do ciekawych wniosków. Teraz pozostaje tylko zabrać się za dziennik wojenny. Bo prowadzenie go pozwoliło mi na najlepszą i najdokładniejszą jak do tej pory ocenę moich działań. Spisuj co postanawia i jak Ci idzie. Ta widza jest bezcenna! Naprawdę. Powodzenia w tym roku i zapraszam do Postanowień 2010 :D.

Comments (0)
lis
04

Kariera – jak dobrze wystartować

Posted by: Mariusz | Comments (10)

Zeszły tydzień to intensywny udział w Dniach Kariery. Bardzo fajne doświadczenie dla proaktywnie pod wieloma względami. Jednocześnie był to debiut obszaru dotyczącego świadomego rozwoju zawodowego – Pro Kariera. Bardzo udany debiut :).
Read More→

Categories : Rozwój osobisty
Comments (10)
paź
11

Post Gościnny: Wyluzuj

Posted by: Mariusz | Comments (4)

Autorem postu jest Bartek z bloga BartekPopiel.pl. Bartek jest trenerem szybkiego czytania i pasjonatem prostego rozwoju osobistego. Możesz obserwować go na Blipie lub zasubskrybować jego blog.
__________________________________________________________
Read More→

Categories : Rozwój osobisty
Comments (4)
paź
09

Coś się wymyśli

Posted by: Mariusz | Comments (3)

Przestałem wierzyć w dogmaty. Wszelakie. Już dawno temu tak naprawdę. Teraz największą frajdę sprawia mi odkrywanie co tak naprawdę się pod nimi kryje. Najciekawsze ostatnio dla mnie to wykorzystywanie wiedzy z zarządzania w całkiem nowym kontekście. To bardzo pouczające jak strategie funkcjonujące w jednej sytuacji potrafią być nieskuteczne w innej. Gdybym chciał zarządzać moimi projektami tak jak to robiłem w korporacji to bym niewiele posunął się do przodu. Gdybym z kolei robił projekty w przeszłości tak jak robię niektóre teraz to raczej nie bardzo miałbym jak się podpisać pod jakimikolwiek osiągnięciami ;).
Read More→

Categories : Rozwój osobisty
Comments (3)
mar
19

O k… to nie ta góra

Posted by: Mariusz | Comments (8)

Naprawdę ostatnio mało przyczyniam się do poszerzania zawartości merytorycznej bloga. Zastanawiałem się, dlaczego tak się dzieje. Może dlatego, że mam czas wypełniony po brzegi inną aktywnością, a może dotarłem do momentu, w którym zrozumiałem, że nie napiszę niczego odkrywczego.

Wszystko na temat rozwoju osobistego zostało już napisane. Czy tego chcę czy nie. Na pewno każdą genialną myśl, którą odkryję ktoś gdzieś, kiedyś już spisał i odkrył. Po grzyba w takim razie powtarzać się i pisać coś, co już wiadomo? No jest to poniekąd przyczyna. Z drugiej strony mam wrażenie, że to nie pisanie spowoduje, że pojawi się zmiana. Pewnie też poniekąd słuszne. To też wniosek, do którego doszliśmy w czasie spotkań zespołu proaktywnie. Powoli, ale konsekwentnie działamy i wyniki będą widoczne wkrótce.

Gdyby ktoś pytał mnie dzisiaj, gdzie leży klucz do rozwoju osobistego i osiągania celów to sprowadziłoby się to do dwóch rzeczowników: działania i doświadczania. Tylko robienie czegoś gwarantuje wyciągnięcie indywidualnego doświadczenia, a przez to wzbogacenie siebie. Zarządzanie projektami uczy, że najpierw trzeba mieć plan, wizję tego, gdzie chcesz dojść, a później działać. Sam tego uczę i uważam, że to słuszne, ale od każdej reguły są wyjątki.

Czasem stoisz sobie, rozglądasz się dookoła i widzisz dookoła siebie tylko góry i pagórki na które możesz się wspiąć. Zasłaniają widok na tyle, że nie wiadomo, którędy najlepiej iść. Można sobie planować do woli, pytać ludzi o kierunek i nic z tego nie wyjdzie. Trzeba wejść na najbliższą górę, rozejrzeć się z perspektywy nowego doświadczenia, z założenia widok z góry jest lepszy niż dołu. Nawet wniosek „o k… to nie ta góra” jest lepszy niż smęcenie, że nie wiadomo dokąd iść.

Skąd to mogę wiedzieć? Dobre pytanie sobie zadałem ;). Nie mam pojęcia. Może to prawda i zasada, która działa tylko w moim przypadku. Może za parę lat będę myślał o tym inaczej, tak jak teraz patrzę na życie trochę inaczej niż kilkadziesiąt doświadczeń temu. Może za parę lat dojdę do wniosku, że jednak pierwsza góra była tą właściwą?

Filozofia coraz bardziej mnie przyzywa, chyba naprawdę się starzeję ;). Co tak naprawdę jest sensem życia? Osiągnięcie celów, czy ich osiąganie? Cel podróży, czy droga sama w sobie? Jakiś czas temu pisałem, że samemu tworzymy cel naszego życia . Nadal się pod tym podpisuję, chociaż teraz raczej traktowałbym wszystko co da się osiągnąć jako etap w podróży.
Wiadomo, że można w takim punkcie chwilę odpocząć, ale zaraz trzeba będzie wstać i ruszyć dalej. Tutaj może odezwać się moje wrodzone dążenie do kolejnego i kolejnego celu, dlatego nie musi być to stwierdzenie prawdziwe dla Ciebie: ważne, żeby przejść dobrze swoją drogę i aby każdy kolejny cel był co najmniej „o oczko” wyżej od poprzedniego. Tak poznam, że to co robiłem miało sens.

Teraz dopiero otwiera się lista pytań. A skąd wiadomo, że to jest większe wyzwanie? Co jest trudniejsze: rozwijanie firmy czy wychowanie dzieci? Trudniejsze jest zarobienie miliona, czy bycie w kumpelskich i szczerych relacjach z nastoletnim dzieckiem? Zdobycie grona przyjaciół, czy domu na Hawajach? Ile osób tyle pytań i tyle odpowiedzi.

Jakieś wnioski? Warto szybko wleźć na najbliższą górę, żeby nie zorientować się, że całe życie czekaliśmy na wejście na niewłaściwą. Warto działać i warto doświadczać. Dzisiaj doświadczenie to dla mnie największa wartość.

Categories : Rozwój osobisty
Comments (8)