Niepopularne jest dobre
Komentarzy (1)
Inspiracja postem Patryka na facebooku. „Mam coś więcej niż odwagę! Mam cierpliwość. Stanę się tym, kim wiem, że jestem”. Refleksja nad tym, co słychać na co dzień z każdego miejsca: szybko, bez wysiłku, łatwo, bez wyrzeczeń, bez nerwów i jakiegokolwiek zaangażowania z Twojej strony Twoje życie stanie się lepsze. Chyba bardzo chcemy w to wierzyć. Ja też bym bardzo chciał, żeby tak było. Niestety tak nie jest. Jeżeli chcesz osiągnąć coś, co jest ponadprzeciętne, coś co jest naprawdę trudne, to sama proaktywność, odwaga wzięcia odpowiedzialności za siebie i zapał nie wystarczą. Wspomniana cierpliwość, wytrwałość, odporność na przeciwności jest podstawą.
Czytaj całość… →
Nieśmiertelne zasady
Komentarzy (2)
To najdłuższa jak do tej pory przerwa pomiędzy dwoma postami jaka się pojawiła od czasu powstania proaktywnie. Proaktywnie poszło do przedszkola a ja uczę się w szkole życia, więc tak jakoś razem dojrzewamy ;). Powinno wyjść obu stronom na dobre. Skąd przerwa – pracy po sufit i jeszcze więcej, przedsięwzięcia rozwijają się, a tym samym na każdym etapie docieram do granicy mojego doświadczenia, wiedzy, umiejętności i chcąc nie chcąc sporo czasu i energii zajmuje mi uczenie się nowego. Tym samym za wcześnie na podsumowania pewnych spraw, bo nie jestem przekonany co do ostatecznych wniosków. Ale jest kilka punktów, które sprawdzają się zawsze. I ten post to podsumowanie najlepszych praktyk, które działają na 100%
Czytaj całość… →
Do przedszkola
Komentarzy (3)
Tak jakoś w ferworze walki mi umknęło, że proaktywnie weszło w wiek przedszkolny, czyli skończyło trzy lata. 15 maja 2007 pojawił się pierwszy wpis, dzisiejszy będzie 306-tym. Coś mądrego wypadałoby napisać, ale jakoś na złość nic do głowy mi nie przychodzi ;).
Zorientowałem się, że to 3 lata gdy sprawdzałem pierwsze wpisy w natchnieniu do rozpoczęcia nowej serii wpisów, które zasugerował mi kiedyś dobry znajomy z P&G (pozdrawiam Tomka ;) ) – dyskusje z samym sobą sprzed lat. Ciekawe może być dojrzalsze spojrzenie na ten sam temat. Na ile doświadczenie powoduje, że na pewne sprawy patrzę inaczej, może całkiem inaczej, a może z dodatkową perspektywą. Zobaczymy. Spróbuję ze sobą podyskutować ;).
Dziękuję wam za waszą aktywność i obecność i mam nadzieję, że razem spędzimy co najmniej drugie tyle, aż do podstawówki ;).
Przekształcanie pasji w biznes
Komentarzy (10)
/>Człowiek z wiekiem albo dziwaczeje, albo odkrywa większą głębię w tym co wydawało się bardziej banalne. Znowu jakoś powraca stary temat „być czy mieć” i teraz po doświadczeniach ostatnich miesięcy znowu patrzę na niego trochę inaczej. A łączy się to też z tytułowym pytaniem, czy warto przekształcać pasję w biznes.
Czytaj całość… →
Pasywny przychód, aktywny z…
Komentarzy (6)
Idea pasywnego przychodu jest niesamowicie kusząca. Ach jak miło i przyjemnie siedzieć sobie na plaży jak napływają do mojej kieszeni pieniądze z tych wszystkich aktywów, które wygenerowałem, dzięki mojej zapobiegliwości i nieziemskiej inteligencji. Zwizualizowałem te wszystkie czeki i teraz pojawiają się w moje skrzynce, a ja sącząc mojito rozkoszuję się tym, że pracuję tylko 4 godziny w tygodniu dla przyjemności. Ach jakie to piękne ten pasywny przychód.
Czytaj całość… →
Sterowanie impulsami
Komentarzy (9)
Pozbyłem się wątpliwości. Sekret działa. Nie uwierzyłem nagle w siłę umysłu zmieniającą rzeczywistość i wpływającą na materię. Trzymając się empirycznych doświadczeń mogę stwierdzić, że wizualizacje mają bardzo duży wpływ na to realizowanie przez nas celów. No w każdy bądź razie, mają na moje. Skąd nagle ta zmiana?
Czytaj całość… →
Yoda, winda, wyrwiłapka
Komentarzy (7)
Miałem jak to mam ostatnio w zwyczaju spojrzeć najpierw na moją listę rzeczy do zrobienia, ale chęć napisania czegoś mniej zobowiązującego zwyciężyła. Tym bardziej, że wyrzuty sumienia nie dają mi spać. No dobra, aż tak źle nie jest, ale najlepiej się z tym nie czuję, że regularność wpisów cierpi.
Sam się zaczynam wkurzać na siebie, że ciągle tylko na to narzekam. Może coś faktycznie z tym zrobię. Tak czy inaczej. Nie piszę bo mam roboty po kokardę. I nie zapowiada się, żeby sytuacja w najbliższym czasie się zmieniła. Już nawet sam nie pamiętam, czy pisałem o strategii osiągania celów „na wyrwiłapkę”. Łapiesz się jadącej do góry windy, trzymasz z całych sił, żeby dojechać jak najwyżej. Taką wyrwiłapkę sobie rozkręciłem trochę w formie Zqeez i Leadership Center.
To między innymi dlatego ostatnio nie piszę. Ulokowałem maksimum wysiłku w dwóch inicjatywach – Leadership Center i Zqeez. Pierwsza, chociaż też mocno ciekawa i coraz bardziej się rozkręca i dostarcza sporo tematów, mniej pasuje do opisywania na razie. Więc napiszę trochę więcej o tym, co mnie pasjonuje, jest rozwinięciem moich pomysłów i tak naprawdę kolejną generacją idei rozpoczętej na proaktywnie.
Czytaj całość… →
Wykrywacz sensu życia
Komentarzy (8)Wynalazłem super urządzenie. Wykrywacz sensu życia. Jeżeli oglądaliście kiedyś „Aliens” albo lepiej graliście w Aliens vs. Predator na dużo łatwiej będzie wam załapać o co mi chodzi. Wyobraźcie sobie, że zmontowałem urządzenie, które działa podobnie do czujnika ruchu ze wspomnianych przeze mnie powyżej produkcji. Tam im bliżej było źródło ruchu tym mocniej „bipał” czujnik, im bardziej się oddalało tym „bipał” mniej. No, miałem chwilę wolnego czasu w weekend, zręczne rączki (no dobra grabie straszne, trochę się pokaleczyłem), biegłość w użyciu sprzętu majsterkowicza (jak z grabiami, wiertło samo zsunęło mi się na kolano, ale podobno jest do uratowania) i genialny pomysł (tutaj nawet ja nie ośmielę się żartować). No i jest.
Nie jest duże, nawet jak na prototyp, mieści się w plecaku. Dołączona do tego stara komórka robi za „bipacz” i wyświetlacz. Działa bardzo prosto. Idziesz sobie po ulicy (nie zwracając uwagi na ludzi, którzy dziwnie się patrzą) i jak zbliżasz się do sensu życia to urządzono mocniej „bipa”. Jak się oddalasz „bipa” mniej. A jak zadzwoni telefon, to rozlega się zwykły dzwonek i wtedy odbierasz, proste i genialne w swojej prostocie. Wyobraźcie sobie teraz, że uruchomię seryjną produkcję, będzie można ściągnąć na swoją komórkę taki programik. Nie trzeba będzie się zastanawiać jaki jest sens naszego istnienia, bo znajdzie się go w try miga na spacerze, albo w drodze po zakupy do hipermarketu. „Bipnie” i teraz na pewno go nie ominiesz! W kolejce do wynalezienia czeka wykrywacz szans jedynych w swoim rodzaju, odkrywacz miłości życia i detektor wiecznego szczęścia. Jeżeli zdecydujesz się na ich przedpremierowe zamówienie w trakcie czytania tego tekstu dostaniesz w prezencie komplet mało używanych noży.
Jeżeli się zastanawiasz o co chodzi, to jesteśmy razem :). Ja też właśnie zacząłem. To chyba odreagowanie po długotrwałym stresie. Ale na poważnie. Jeżeli wierzysz w wykrywacz sensu życia to zgłoś się do mnie proszę, chętnie podam Ci numer konta do wpłat. Jeżeli nie wierzysz to jesteś w błędzie. Trick polega na tym, że masz go wmontowanego na stałe, tylko pewnie rzadko używasz. Ja też momentami zapominam, ostatnio się rozkalibrował, sklejam go teraz trochę.
Ten wykrywacz to pozytywne emocje. Im bliżej jesteś sensu życia tym silniej je odczuwasz, im dalej tym mniej. Gdy robisz coś co daje Ci pozytywne emocje to sobie to zanotuj: co, z kim, kiedy. Po jakimś czasie będziesz mieć solidną listę, która pozwoli w przybliżeniu określić gdzie ten sens jest. Dzięki temu łatwiej będzie podejmować decyzje, w którym kierunku się udać.
Szkoda, że na co dzień słuchamy siebie samych tak mało. Nasz wewnętrzny głosik za często zagłusza kakofonia cywilizacyjna. Gdybym teraz skończył byłbym jak reporter programu „informacyjnego” – zawsze kończą z manierą „ale i tak jest źle”, zauważyliście? To ja skończę jednak na dobrze – słuchaj siebie od dzisiaj. Pamiętaj i zapisuj chwile, gdy czułeś, że żyjesz. Lepszego kompasu na razie nie wymyślili. Bo nie jest Ci potrzebny.
Gdybyś jednak chciał kupić wykrywacz, który zmontowałem, to ja bardzo chętnie się go pozbędę ;).
Wszystko ma znaczenie
Komentarzy (10)Kilka ważnych cytatów utkwiło mi ostatnio w pamięci i mocno drążyły moją świadomość. Wszystkie razem doprowadziły do jakiegoś ciągu przemyśleń, który nadal nie jest gotowy do dzielenia się ze światem, ale dłużej bez pisania nie pomoże, a tak przynajmniej napiszę co u mnie słychać.
Słowo klucz tego roku – determinacja. Czytałem fajną książkę T.Harv Ekera „Bogaty albo biedny. Po prostu różni mentalnie”. Fajna, dobrze się czyta, chociaż bardzo dużo nowego tam nie wyczytałem, bo tak naprawdę to w pewnym momencie w nowej książce z zakresu rozwoju osobistego możesz znaleźć mało nowej wiedzy. Fundament tak naprawdę się nie zmienia. Tutaj ten mały kawałek, który znalazłem dla siebie uruchomił ciekawy proces. Teza z ksiązki – musisz być zdeterminowany, żeby być bogatym, inaczej nie będziesz. Determinacja. Zadałem sobie pytanie jak bardzo ja jestem zdeterminowany do tego, żeby zrealizować moje cele? Co pokazuje, że jestem zdeterminowany? Co robię takiego, co za tym świadczy?
Teraz czas na oburzenie dla „bardziej uduchowionych” – Bogactwo! Kolejny materialista! Spieszę uspokoić – myślałem raczej o wolności. Ale nie ukrywam, że odpowiedni poziom finansowy ma tutaj spore znaczenie. Wracając po chwili oburzenia do determinacji. Na ile jesteś zdeterminowany do osiągania swoich celów? Co jesteś gotów dla nich poświęcić? Co robisz w tym kierunku? Bardzo mocne pytania. Miałem nad czym myśleć. Nadal mam. Traktuję „determinację” jako rodzaj kompasu – czy jestem na właściwej drodze, czy nie obijam się za bardzo, czy nie odpuszczam rzeczy ważnych.
Ciekawe jest też, co znaczy bycie zdeterminowanym. Czy to oznacza, że rzucam siłownię i w tym czasie mocno pracuję? Czy to oznacza, że przestaję robić wszystko, co nie prowadzi bezpośrednio do celu? Czy to oznacza pracę kilkanaście godzin na dobę? Co jeszcze to znaczy? Ile determinacja kosztuje? Co będzie miało sens teraz? Co będzie miało sens za pół roku? A późnie? Co chcę osiągnąc? Co stracę? Czy będę mógł to odzyskać?
Najprostsza recepta: rzuć w cholerę dodatkowe zajęcia i zajmij się tylko kluczowymi projektami i basta! Najlepiej jednym projektem i tylko nad nim pracuj. Wtedy pojawiło mi się kolejne powiedzenie, z którego mocno sam się kiedyś nabijałem „power of and”. Nie chcę rezygnować ze zdrowego trybu życia, chcę ćwiczyć regularnie, dobrze się odżywiać i jednocześnie realizować z sukcesami moje przedsięwzięcia. Tak naprawdę dopiero wtedy udowodnię, że da się zaaplikować to o czym tutaj piszę w rzeczywistości. Bazując na silnych fundamentach zbuduję trwałe rezultaty, inaczej się wypalę (już ćwiczyłem podobne akcje). Tym bardziej, że to za co się zabrałem przyniesie owoce w ciągu kilkunastu miesięcy lub kilku lat, nie od razu.
Jak to przekłada się na praktykę: trzeba ograniczyć to co się robi do niezbędnego minimum, żeby utrzymać koncentrację, myśląc jednocześnie o przyszłości i ostatecznym celu. Wiem co jest dla mnie ważne teraz i tego nie odpuszczam. Zdrowie jest mi potrzebne teraz i w przyszłości, to jest nienegocjowalne. Z projektów wybrać to co będzie miało największe przełożenie na rezultaty i tam się skupić, żeby zamykać regularnie kolejne etapy. Szukać szans, dźwigni – co pozwoli mi najszybciej i najlepiej pokonać kolejny etap? Kto i co może mi pomóc?
Co jest w tym najtrudniejsze? Strach przed tym, że skoro się ograniczę do mniejszej liczby rzeczy to moje szanse sukcesu maleją! Przecież zawsze słyszałem – zdywersyfikuj ryzyko! A tutaj trzeba grać va banque. Drugi element to ciągłe operowanie daleko poza strefą komfortu, prawie na granicy paniki, albo czasem nawet i za nią! Styczeń to była dla mnie kumulacja działania w strefie paniki. Ciekawe uczucie, niekoniecznie chciałbym je często powtarzać, ale tak naprawdę jest rozwojowe ;). Jak się na nie spojrzy z dystansu, niekoniecznie na takie wygląda jak jest się w środku. Znowu to przeczy teorii, która mówi, że trzeba rozsądnie dawkować wysiłek. Tutaj też trzeba się zastanowić jak poukładać całość, żeby jednak długotrwale nie odbijało się to na zdrowiu.
Dla podsumowania ostatni cytat, który jest odpowiedzią na pytanie, co jest najważniejsze przy urzeczywistnianiu marzeń? – everything matters! Wszystko jest ważne, nie ma uniwersalnego rozwiązania, jednego punktu, który jest najważniejszy. Ważne ostatecznie będzie wszystko.
Jaki wniosek z tego wszystkiego? Teoria do kosza? Przekonania do kosza? Tak naprawdę to nic nie wiadomo? Tak naprawdę to sam jeszcze nie wiem. Gdybym teraz opisał wam – róbcie tak jak ja to sprzeniewierzyłbym się mojej wartości „odpowiedzialność”. Wiem jedno – warto żyć tak, żeby nawet małymi krokami iść w kierunku realizacji najważniejszych celów, albo nie bójmy się tego słowa – marzeń, bo wtedy dzieją się bardzo ciekawe, dobre rzeczy. Trzeba pilnować się, żeby nie zachłysnąć się swoją „zajebistością”. Tego słowa też się nie bójmy. To co z tego, że realizujesz swoje marzenia – ich urzeczywistnienie to inna sprawa – wymaga pracy i oddania, samo realizowanie tak naprawdę nic nie znaczy – trzeba udowodnić, że potrafisz coś zrobić. To przynajmniej moje przekonanie, może niesłuszne?
Czy wierzysz, że Twoje marzenia się spełnią i zrealizujesz swoje cele, czy może tylko bujasz w obłokach nie będąc przekonanym, że to rzeczywiście się stanie?