Ogrodnik swojego losu
ByJakiś czas temu przyszedł mi do głowy pomysł na artykuł o kowalu swojego losu. O tym jak kowal pracuje z żelazem. Jak rozgrzewa je, kuje gorące, później chłodzi, znowu rozgrzewa zmieniając twardy materiał w coś plastycznego, co można przekształcać w cokolwiek tylko chcesz. Pod warunkiem, że wiesz jak to robić. Nie walisz „na pałę” cały czas, tylko dajesz czas na odpoczęcie materiału, rozgrzewając, chłodząc i składając doprowadzasz do stanu, w którym zmienia swoje właściwości i możesz na nim pracować dalej. Wydawało mi się wtedy, że tak właśnie pracuje się ze swoim życiem. Od Ciebie zależy czy wszystko pójdzie ok., czy coś skopiesz. To Ty dzierżysz młot (bez sierpa) i jesteś Panem Stworzenia. No ale…
Doszedłem do wniosku, że to bardzo kusząca i budująca ego metafora, ale mało jednak trafiona. Bo w przypadku kowala kontroluje on większość czynników sukcesu przedsięwzięcia, podczas, gdy tak naprawdę w życiu bezpośrednio od nas nie zależy praktycznie nic! Masz wątpliwości? To wyjdź w pogodną noc w miejsce skąd zobaczysz gwiazdy i się zastanów jak wielkie znaczenie masz dla wszechświata. Ja tam zawsze przy takim eksperymencie nabierałem pokory, chociaż od ładnych kilku (kilkunastu?) lat go nie uprawiałem.
Ale jak się to ma do proaktywności? I tego, ze przecież ode mnie zależy moje życie? No i tutaj pojawia się ogrodnik. Uprawia ogród troszcząc się o niego najlepiej jak potrafi. Sadzi potrzebne rośliny, pieli chwasty, chroni przed szkodnikami wszelakiej maści, usuwa uschłe gałęzie, podpiera drzewa przechylone przez wiatr. Według swojej najlepszej wiedzy nawozi, podlewa i dogląda całości. Wstaje wcześnie, kładzie się spać późno, żeby jego ogród kwitł i rozwijał się. Od czasu do czasu jakaś roślina żółknie, liście się zwijają, marnieje w oczach. Wtedy ogrodnik siedzi z nosem w książkach, pyta znajomych, ekspertów co może być przyczyną, co robić. Szuka rozwiązań i czasem znajduje. A czasem nie. Roślina usycha, sadzi na jej miejsce nową, a przy kolejnej podobnej przygodzie udaje mu się ją uratować. Czasem pojawiają się burze strząsając owoce, czasem grad uszkadzając je. Czasem mrozy niszcząc kwiaty, a tym samym owoce. Ogrodnik w tym sezonie nic nie zyska, albo bardzo mało.
Jak wpływ na plony ma ogrodnik? Jaki wpływ na wygląd ogrodu? Co może zrobić z pogodą? Co może zrobić z chorobami i innymi przypadkami losowymi? Jak to jest, że na dwóch sąsiadujących ze sobą polach jeden zbiera plon, a drugi nie?
Tak naprawdę nasz ogrodnik ma wpływ tylko na to co sam robi i co wie. Nigdy nie wie jaki i kiedy efekt uzyska. Pewna jest praca, jej wynik niekoniecznie. Z czasem jednak ogrodnik nabiera doświadczenia i lepiej radzi sobie z chorobami drzew, ze szkodnikami. Nie kontroluje wszystkiego, akceptuje, że na żywioły nie ma rady, tak jak nie ma rady na cykl pór roku. To zasady, których negowanie byłoby bez sensu. To co może robić to maksymalizować szanse swojego sukcesu przez systematyczną pracę, zdobywanie wiedzy i cierpliwość.
To wg. mnie lepsza metafora życia. Nie możemy być pewni co, kiedy się wydarzy. Możemy tylko wybrać działanie i zaakceptować jego konsekwencje. Im lepiej będziemy rozumieć system, w którym żyjemy i działamy tym większa będzie nasza zdolność przewidywania tego co się stanie. Im większa nasza wiedza, doświadczenie i umiejętności tym większe szanse na sukces. Ale bez żadnej gwarancji. Może się okazać, że nie rozumiesz kontekstu, w którym działasz, wtedy zachowujesz się jak ogrodnik negujący pory roku, im bardziej się buntujesz tym bardziej nie wychodzi. Masz szansę, pod warunkiem, że zrozumiesz w jaką grę grasz.
Uświadomienie sobie faktu jak mało do Ciebie zależy jest przygnębiające, czy wprost przeciwnie? Mnie uspokoiło. Wiem, że zrozumienie systemu to podstawa, umiejętności da się zdobyć, wiedzę też, doświadczenie przychodzi. Mam wpływ na to co robię. I na tym warto się skupić – na działaniu. Plon się pojawi.


9 Komentarze
Styczeń 14th, 2010 at 9:56 am
I pisze to ten co mówił, że wierzy w prawo przyciągania?
Styczeń 14th, 2010 at 3:35 pm
A ten wpis preczy prawu przyciągania?
Styczeń 20th, 2010 at 9:40 pm
Mariuszu, chyba przeczy gdyż prawo przyciągania zakłada że od nas zależy WSZYSTKO i możemy osiągnąć WSZYSTKO co chcemy. Natomiast w tej notatce jedynie przedstawiasz inne spojrzenie na życie.
Styczeń 21st, 2010 at 11:19 am
@Paweł: Ja tam uważam, że niekoniecznie. Trzymając się tego, co ja zarozumiałem z Sekretu “Prawo przyciągania” czy jakkolwiek by je zwać nie mówi, że masz wpływa na wszystko. Po pierwsze masz być wdzięczny za to co masz, po drugie powinieneś szczerze prosić o, a po trzecie otworzyć się na otrzymywanie. Bez tych elementów nic się nie “przyciągnie”.
Przechodząc na moje pragmatyczne rozważania i doświadczenia. Wiele rzeczy, które sobie jakoś wizalizowałem, wyznaczałem jako cel, myślałem o nich, poświęcałem im uwagę spełniało się. Natomiast bardzo rzadko w formie, którą mógłbym przewidzieć gdy byłem na początku drogi. Zależało mi na fajnych studiach, ciekawej pracy, rodzinie, dużym mieszkaniu, życiu na fajnym poziomie. To się działo i dzieje. Zależało mi na zmianie sposobu pracy i to też się wydarzyło, w tym przypadku przez spory “przypadek”, bo na stronie portalu, którą akurat rzadko przeglądałem pojawiło się nazwisko osoby, z którą miałem kontakt 2 razy w życiu, a tak się zaczęła nasza współpraca.
Mojego obecnego wspólnika też poznałem na studiach przypadkiem, bo szukałem osoby do mojego zespołu. Jedna z trwalszych i owocnych przyjaźni. Więcej takich “przypadków”, które się trafiały i miały później ogrmony wpływ na moje życie. Naukowo nie da się ich sklasyfikować, bo równe dobrze mogę sobie coś uzasadniać teraz i racjonalizować, natomiast…
oprócz wizualizacji zawsze było działanie. Zamierzone i wyarzone cele się spełniały, natomiast czasem w przewrotny sposób. Początkowo mieliśmy mieszkać na Ursynowie, ale spółdzielnia tam dała mocno ciała i straciliśmy masę czasu, a pieniądze odzyskaliśmy dopiero w sądzie, za to w tym czasie szukając rozwiązania kupiliśmy mieszkanie na Mokotowie tuż przed drastycznym wzrostem cen. Netto wyszliśmy na tym dużo lepiej. Gdyby tam wszystko poszło zgodnie z planem raczej nie byłoby tak fajnie. Tu znowu może wchodzić w grę racjonalizowanie. NIe wiem i szczerze mówiąc nic mnie to nie obchodzi ;). Ważne jest przekonanie, które w sobie wyrobiłem:
Działaj, staraj się maksymalizować swoje szanse (wizualizacje, planowanie, ciężka praca), a pożądany efekt nadejdzie. Niekoniecznie wtedy i w takiej formie jak sobie dokładnie wyobrażasz, ale będzie na pewno. Uff. Cały dodatkowy post się, zrobił, ale niech stracę ;).
Styczeń 21st, 2010 at 3:37 pm
Jezus jest autorem tego prawa ” proscie a bedzie wam dane” ” szukajcie a znajdziecie ” itd.
Styczeń 21st, 2010 at 3:50 pm
@on: w tej formie zgoda. Zresztą pozstałe elemnty: wdzięczności, proszenia i przyjmowania łask też bardzo często przewijają się w Biblii i chrześcijaństwie. Ktoś wspomniał, że Sekret to nic nowego. To prawda. Od tysiącleci nie odkrywamy w tej dziedzienie nic nowego, trochę inaczej podajemy to, żeby można było zrozumieć te rady we współczesnej formie.
Nie wiem jak Ty, ale mi zajęło sporo czasu zrozumienie jaka jest subtelna różnica pomiędzy szczerą prośbą a zaowalowanym żądaniem. Mądrzy kapłani wszystkich religii mówią – studiujcie pismo. Bez refleksji nad wiarą, przekonaniami itd. nie ma postępu. Kazanie na górze jest super, ale potrzeba czasu i zaangażowania, żeby zrozumieć jak prosić, żeby było dane.
Teraz jak ktoś tafi na tę stronę ma pełne prawo zaliczyć ją do sekciarskich ;).
Styczeń 21st, 2010 at 10:54 pm
“@Paweł: Ja tam uważam, że niekoniecznie. Trzymając się tego, co ja zarozumiałem z Sekretu “Prawo przyciągania” czy jakkolwiek by je zwać nie mówi, że masz wpływa na wszystko. Po pierwsze masz być wdzięczny za to co masz, po drugie powinieneś szczerze prosić o, a po trzecie otworzyć się na otrzymywanie. Bez tych elementów nic się nie “przyciągnie”.”
(jak i reszta komentarza)
Mariusz, nie wiem jak Ci to powiedzieć (dla mnie wydaje się to nieco szokujące) , ale wszystkie Twoje słowa napisane w tym komentarzu dokładnie mógłbym przełożyć na swoje życie.
– mam taki sam stosunek do “prawa przyciągania” (szczera prośba, otwartość na otrzymywanie, wdzięczność)
- moje cele również realizują się “bardzo rzadko w formie, którą mógłbym przewidzieć gdy byłem na początku drogi”
- również zdarzają mi się “przypadki” o jakich mówisz – “przypadki”, które całkiem nieoczekiwanie prowadzą do realizacji celu
i na koniec pozwolę sobie ponownie zacytować genialny akapit:
“Działaj, staraj się maksymalizować swoje szanse (wizualizacje, planowanie, ciężka praca), a pożądany efekt nadejdzie. Niekoniecznie wtedy i w takiej formie jak sobie dokładnie wyobrażasz, ale będzie na pewno.”
Na szczęście mi nie trzeba tego mówić, mam to zakorzenione w podświadomości ;)
Styczeń 24th, 2010 at 6:31 pm
mnie też coraz bardzej wyłania się taki obraz prawa przyciągania jaki opisał tutaj Mariusz. A odnośnie samego kowala – przypomniał mi się cytat nieznanego mi autora: “ciężko być kowalem własnego losu pracując w nieswojej kuźni” ;) Pozdrowienia
Styczeń 25th, 2010 at 12:50 am
Bardzo, moim zdaniem, udana ogrodnicza metafora.
W Biblii jest też dużo przypowieści odwołujących się do symboliki siewcy, ogrodu, winnicy, owoców itd ;) Kiedyś doświadczenie siania i zbioru plonów było dostępne znacznie większej grupie ludzi niż obecnie, więc metafory te były jasne i bliskie doświadczenia codziennego. Ale, że sam mam niewielki ogródek, to podpisuję się pod powyższą obserwacją.
Ja bardziej prawo przyciągania rozumiem jako przekonanie, że można osiągnąć praktycznie wszystko, o ile postępuje się we właściwy, wspomniany już wyżej sposób. Ale prawo przyciągania nie gwarantuje, że się to uda. Można wiele osiągnąć. Ale pewności sukcesu nie ma.
Doświadczenie faktu, że na wiele rzeczy nie ma się wpływu jest nieprzyjemne, ale trudno mi uwierzyć, że ktoś naprawdę sądzi, że wszystko zależy wyłącznie od niego. To już jest myślenie bardzo magiczne. I takie podejście do prawa przyciągania wraz z całą jego mistyczną otoczką tworzą już jak dla mnie ten sekciarki klimat;)
Ale pogodzenie się z faktem, że nie jest się wszechmocnym, jest chyba jednak wyzwalające. Skoro nie da się na niektóre sprawy nic poradzić, to można w miarę spokojnie przejść do następnych. Skupić się na tym, na co mamy pewien wpływ, czyli na sobie i swojej pracy, jak zauważył Mariusz.
Jesli uprawiamy ogród na piaszczystej glebie, w zimnym klimacie, to po prostu nie ma sensu sadzić niektórych roślin. Na Mazowszu o rododendrony trzeba dbać i często rosną niechętnie, marzną, a na południu Francji same bujnie porastają lasy;) Możemy sobie przyciągać do woli, ale pewnych warunków się nie przeskoczy. Można pogłębiać wiedzę dotyczacą tego, jak dbać o to co uprawiamy, maksymalizować przyrost i zbiory, ale warto dobrze się zastanowić, co tak naprawdę sens jest posadzić.
O ile kuźnię w zasadzie każdy może zbudować taką samą, to czasami dostajemy do uprawy działkę taką, jaka się trafi;)