Postanowienia noworoczne to bardzo kontrowersyjny temat. Zdania wśród ludzi zajmujących się rozwojem osobistym są podzielone. Czy warto robić postanowienia noworoczne, skoro większości z nich nie spełniamy, czy może lepiej przestać i nie przejmować się tym. Moje podejście do postanowień ewoluowało. Na studiach jeszcze robiłem je regularnie. I dużą część dawało się zrealizować, były też takie, które co roku przepisywałem w kalendarz, a mimo tego jakoś nie chciały się spełnić. W późniejszym okresie stwierdziłem, że nie ważna data, lecz samo postanowienie i specjalnie wystrzegałem się rozpoczynania czegokolwiek w styczniu. Co sugeruję teraz? Po pierwsze postanowienia można robić zawsze, niezależnie od daty. Po drugie, warto wykorzystywać naturalne momenty, w których czujemy przypływ motywacji. Punkty zwrotne w życiu takie jak narodziny dziecka, kolejne urodziny, czy właśnie Nowy Rok można wykorzystać do tego, żeby zmienić coś w swoim życiu na lepsze. Warto zrobić to z głową.

Traktowanie postanowień na zasadzie „i tak się nie uda, więc ich nie róbcie” jest marnowaniem potencjału. To tak samo jak lepiej nie jeździć na rowerze, bo się człowiek może przewrócić. Co więcej nie nauczymy się w ten sposób niczego o sobie, ani jak osiągać swoje cele. Przez 3 lata prowadziłem na swoim blogu projekt Postanowienia Noworoczne, gdzie czytelnicy mogli je spisywać i na bieżąco na forum zdawać relację ze swoich osiągnięć. Sam wziąłem udział w tym eksperymencie jako jeden z uczestników. Z tych doświadczeń pojawiło się kilka konkretnych wniosków.

Wizerunek postanowień noworocznych wygląda mniej więcej tak: podejmuje się je po to, żeby je złamać po pewnym czasie, bo to trudne. W tym miejscu jest klucz. Jeżeli ktoś podejmował postanowienia i nie udało się ich zrealizować, to robi się coraz lepszy w ich niespełnianiu zgodnie z zasadą: stajesz się mistrzem w tym, co regularnie robisz. Są też osoby, które robią postanowienia kiedy chcą i potrafią je realizować. Skąd się bierze ta różnica? Przede wszystkim to złe założenia i przekonania odnośnie samych postanowień. Zacznijmy od tych najważniejszych.

1.Zakładają, że się nie uda. Jeżeli masz takie przekonanie to się nie uda. Wszystko, co się będzie działo będziesz postrzegać, jako potwierdzenie twojego założenia. Przykład: gdy zakładałem sobie, że będę trenował konsekwentnie 5 dni w tygodniu, każdy wyjazd służbowy był pretekstem do tego, żeby przerwać trening, bo przecież „nie mogę w takich warunkach ćwiczyć”. Ale gdy wyjazd służbowy trafił się, gdy obiecałem sobie, że dam radę to znajdowałem sposób na to, żeby na wyjeździe znaleźć siłownie i ćwiczyć, nawet, gdy trzeba było wstać o 5 rano. „Kto chce szuka sposobu, kto nie chce szuka powodu”.

2. Pułapka czasu. Teraz przyznaj się. Jeżeli myślisz o postanowieniach noworocznych to w jakiej perspektywie o nich myślisz? Najprawdopodobniej zakładasz, że musisz zrealizować to, co sobie wymyśliłeś do końca roku, prawda? A kto powiedział, że tak ma być? Niektóre postanowienia da się zrealizować dopiero po latach, 1 stycznia to dopiero początek podróży! Warto go wykorzystać na solidny plan i zbudować realistyczne oczekiwania, a nie starać się osiągnąć niemożliwe. Jednocześnie niektóre postanowienia, np. utrzymanie zdrowego trybu życia będą towarzyszyć Ci całe życie! Nie ze wszystkim trzeba się spieszyć.

3. Pułapka daty. Kolejne zakorzenione przeświadczenie ? Postanowienia robi się tylko w Nowy Rok. Nikt rozsądny nie przyzna tego otwartym tekstem, ale tendencja do odkładania wszystkiego do 1 stycznia, albo w ogóle do 1szego następnego miesiąca, poniedziałku jest bardzo widoczna. Rzeczywistość: rób postanowienia wtedy, kiedy Ci przyjdą do głowy. Zazwyczaj dzieje się to w momentach dla Ciebie ważnych jak urodziny, ślub, rozpoczęcie nowej pracy. Wykorzystaj te momenty i emocje, które się wtedy budzą. Jednocześnie zakładaj codzienną pracę nad dochodzeniem do założonych celów. Sukces tworzy się codziennie. To nie jest jednorazowy strzał.

4. Pułapka pierwszego rozwiązania. Zazwyczaj wypisujesz sobie postanowienia, jeżeli to robisz, i zaczynasz je realizować. Po pewnym czasie nie wychodzi i albo się zastanawiasz dlaczego,, albo rezygnujesz z ich realizacji. Ukryte założenie – to co sobie wypisałem mam zrealizować kropka w kropkę. A kto Ci to powiedział? Rzeczywistość jest taka, że w trakcie możesz powiedzieć „Nie do końca to chciałem osiągnąć. To postanowienie jest bez sensu, wcale go nie chcę, a to chcę przeformułować.”. I to jest ok. Uczysz się po drodze. Spisywanie dziennika pomaga. Jeżeli zapiszesz co robiłeś, jak się z tym czułeś, co pomaga, co przeszkadza lepiej zrozumiesz jakie zmiany w twoim życiu potrzebujesz wprowadzić. Często samo odkrywanie właściwego rozwiązania jest niezłym projektem.

5. Nieznajomość motywów. Wypisując sobie listę np. chcę stracić na wadze uważamy sprawę za zakończoną. Mój cel to utrata wagi. Pytanie czy na pewno. Dlaczego chcesz stracić na wadze? Dlaczego chcesz mieć sześciopak? Moja odpowiedź: będę się czuł pewniej, będę mógł spokojnie powiedzieć o sobie, że jestem przykładem dla moich dzieci, będę miał więcej energii i bardziej będę cieszył się życiem. Za każdym z celów kryje się emocja, jeżeli zidentyfikujesz jaka, dotrzesz dużo bliżej prawdziwego celu. Warto robić wszystko przede wszystkim dla siebie. Nie w egoistycznym sensie, ale jako motywy wypływające głęboko z twojego wnętrze. Inaczej podchodzisz do nauki czegoś, co zawsze chciałeś robić niż do wkuwania na pamięć „Historii myśli motywacji”, bo zostało to Ci narzucone. Przy postanowieniach zapisz dla kogo to robisz. Może samo działanie jest w porządku, trzeba zmienić tylko sposób jego realizacji?

6. Pułapka spisywania. Spisywanie celów i ich sprawdzanie to nuda i sztywniactwo. Może i tak. Spisanie tego na kartce może być nudne. Ale znowu, kto powiedział, że jesteś ograniczony do pisania? Możesz zrobić tablicę wizualizacyjną, możesz zrobić videoclip, grafitti, narysować kredkami, ulepić. Im bardziej to zaangażuje Twoją kreatywność i emocje tym lepiej. Ja poprzestaję na rysowaniu na kartkach, prezentacjach i Excelu, ale jeżeli to Ci nie wystarcza to śmiało. Nie ograniczaj się. Najważniejsze tak naprawdę przy spisywaniu jest to, że możesz sobie przypominać o tym, co postanowiłeś, a dodatkowo doprecyzowywać, o co Ci tak naprawdę chodzi. Gdy to nie jest spisane, nie ma punktu odniesienia co do naszych działań i postępów. Wtedy naprawdę trudno cokolwiek zrealizować.

7. Zapominanie o obowiązkach. Wydaje nam się, że wystarczy postanowić, że coś będę robić i magicznie znajduje się na to czas. Okazuje się jednak, że jesteśmy bardzo mocno zajęci naszym bieżącym życiem i na realizację nowych rzeczy, szczególnie dużych może nie być w tym momencie miejsca. To wcale nie znaczy, że jest źle. Możliwe, że w tej chwili poświęcamy się właśnie rzeczom najważniejszym, a postanowienia to tylko małe sprawy, mniej istotne dla nas. Zdecydowanie wtedy, że to, co robię na co dzień jest dla mnie na tyle ważne, że nie chcę dodawać nic nowego jest jak najbardziej w porządku. Taka świadoma decyzja także da Ci więcej energii na co dzień. Wynika z tego, że przemyślana decyzja o nie realizowaniu postanowienia też dodaje wartość do twojego życia.

Jak zatem zabrać się za robienie postanowień, żeby mieć maksymalną szansę ich realizacji?
Krok 1: Wykorzystać moment, w którym naprawdę chcemy do chwili namysłu i oceny tego, co chcemy zrobić. Najpierw jednak pozwól sobie na nieskrępowane spisanie wszystkiego, co chcesz osiągnąć, co sobie postanawiasz, jakie marzenia chcesz w tym roku zrealizować. Na razie bez żadnych zobowiązań, potraktuj to jak list do Świętego Mikołaja z listą prezentów, które chcesz dostać.

Krok 2: Uzupełnij swoją listę o te rzeczy, które działają dobrze do tej pory i chcesz je zachować. Mamy tendencję do myślenia „od tej pory moje życie będzie wyglądać całkiem inaczej”. Najczęściej tak nie jest na szczęście. Na pewno robiłeś coś do tej pory, co nadal chcesz zachować. Każdy z nas pełni konkretne role życiowe, które chce wypełniać dobrze. Zapominanie o nich na początku Nowego Roku nie jest dobrym pomysłem. Ich wypełnianie zajmuje czas i warto wiedzieć, ile możesz go przeznaczyć w nadchodzących miesiącach na rzeczy nowe.

Krok 3: Posortuj całą stworzona listę od najważniejszych do najmniej ważnych. Gdybyś się koncentrował tylko na nowych postanowieniach można by zapomnieć o ważnych sprawach, w które jesteś już zaangażowany, a to by dawało fałszywy obraz rzeczywistości. Niektórzy mają tendencję do traktowania tego, co już jest jak „danego na stałe”. Prawda jest taka, że o to, co już zdobyliśmy trzeba regularnie dbać i inwestować w to nasz czas. Ciągła pogoń za nowościami niekoniecznie temu pomaga.

Krok 4: Najważniejsze na liście przekształć w Cele. Tutaj kończy się bujanie w obłokach, schodzimy na ziemię upewniając się, że maksymalizujemy szanse sukcesu na to, co jest dla nas najważniejsze. Wyznaczanie celu jest dosyć proste. Wystarczy odpowiedzieć sobie na pięć pytań:

  •  Co konkretnie chcesz osiągnąć? – czyli nie „zorganizuję się”, tylko „będę korzystał z kalendarza do planowania mojego czasu”
  •  Do kiedy to chcesz zrobić? – wyznaczenie daty bardzo mocno motywuje do realizacji, jeżeli jest zbyt odległa warto wyznaczyć sobie daty pośrednie, tzw. „kamienie milowe”, które utrzymają tempo realizacji i wysoką motywację
  •  Gdzie to zrobisz? – miejsce może być bardzo ważne, bo czasem wydaje się, że możemy np. uprawiać sport tylko w klubie fitness, a tak naprawdę podróż służbowa tego nie przekreśla
  •  Z kim to zrobisz? – warto pamiętać, że nie jesteśmy sami i są ludzie, którzy mogą nam pomóc w realizacji naszych celów
  •  Co zyskasz realizując go? – uświadomienie sobie po co to robimy jest dobrym punktem kontrolnym i służy ocenie jak bardzo chcemy coś zrobić, a jak bardzo się nam wydaje, że chcemy.

 

Gdybym miał wybierać, które z tych pytań jest najważniejsze to postawiłbym na ostatnie. Zrozumienie tego, co nas pcha do zrobienia czegoś jest fundamentalne, bo pozwala odkryć bardzo dużo o sobie. Czasem robimy coś „bo tak wypada”, „bo ktoś inny tak robi”, „bo czujemy, że musimy”. Gdzie jest w tym coś dla nas? Co ja dzięki temu zyskuję? Co w tym sprawia mi satysfakcję? Spisywanie celu to nie tylko mechaniczna czynność, to swoisty auto-coaching, rodzi się nowe spojrzenie i dzięki temu nowa jakość w naszym podejściu do zamierzeń.

Już wiem, że czytając dalej obawiasz się zobaczyć następujące słowa „a teraz trzeba stworzyć plan”. Mówienie o planowaniu u wielu osób wywołuje niepokojące objawy znudzenia i utraty radości związanej z dążeniem do realizacji marzeń. Od razu mówię, że planowanie może być proste i przyjemne. A służy temu, żeby nie zmarnować wysiłku, który zamierzasz włożyć w pracę nad sobą. Plan może być oczywiście mega-skomplikowany, natomiast w większości wypadków sprawdzają się dwa kluczowe elementy: przewidywanie przeszkód i ustalenie kolejnych kroków.

Bardzo często poddajemy się nie dlatego, że coś było naprawdę trudne, tylko dlatego, że nastawialiśmy się na bezproblemową realizację, podczas gdy w rzeczywistości praktycznie nigdy się tak nie zdarza. Jeżeli nasze oczekiwanie było zbyt idealistyczne, to każda niemiła niespodzianka sprawia, że mamy ochotę się poddać. Z drugiej strony, jeżeli spędziliśmy chwilę nad zastanowieniem się „Co może pójść nie tak? Co może mi przeszkodzić?”, a później dla każdego z tych punktów dopisaliśmy odpowiadającą mu odpowiedź na pytanie „Co zrobię, żeby to zneutralizować?” to zyskujemy niesamowity zasób. Wytworzone nawet w ten sposób rozwiązania prawie automatycznie będziemy wdrażać w życie! Mózg będzie wiedział, że ma kilka opcji, a nie tylko „poddać się, bo to za trudne”. Przykład z mojego doświadczenia i postanowienia chodzenia na siłownie. Oczywiście któregoś dnia zapomniałem zabrać ze sobą sprzętu. Udało się to rozwiązać w zaimprowizowany sposób, ale od tej pory miałem dodatkowy strój w klubie fitness. Jeżeli zapomnę to jest plan B. Jak ćwiczyć, gdy jestem na wyjeździe? Zabierać ze sobą sprzęt do biegania, bo biegać można gdziekolwiek. To proste podejście, ale niesamowicie zwiększające twoje szanse powodzenia. Warto, naprawdę warto wykonać to ćwiczenie.

A kolejny element to ustalanie kolejnego kroku po drodze do sukcesu. To może być mały ruch, który ustawisz sobie do wykonania, a po jego zrobieniu wyznaczysz kolejny. Ważne jest utrzymanie tempa i systematyczności, natomiast perspektywa „małego wyzwania” pozwala łatwiej się rozpędzić i traktować cel jako możliwy do spełnienia.

Jest jeszcze pewien bardzo ciekawy aspekt Nowego Roku oprócz postanowień. To naturalny czas dla zrobienia bilansu dla swoich osiągnięć, zamierzeń, pragnień. Warto znaleźć ten czas dla siebie i przyjrzeć się sobie, bo przy tempie w jakim żyjemy kolejna okazja może być dopiero za rok. Chyba, że postanowisz coś innego. Powodzenia.

P.S. Zacznij prowadzić dziennik swojego postanowienia. Dzięki temu naprawdę dużo się dowiesz o tym, po co to robisz i czego tak naprawdę chcesz. Codziennie odpowiadaj sobie, koniecznie na piśmie na co najmniej trzy pytania: Co dzisiaj zrobiłem, w kierunku realizacje celu? Co mi pomagało? Co mi przeszkadzało?