Z wydawnictwa Samo Sedno otrzymałem do recenzji książkę „Zarządzanie Czasem”. I pisanie tej recenzji nauczyło mnie kilku rzeczy o sobie. Głównie tego, że na pewnym etapie człowiek doznaje niepokojącego syndromu „Przecież ja to wszystko wiem i niczego nowego się nie dowiem.” Postanowiłem zresetować moje myślenie i zajrzeć do środka, żeby się przekonać do czego można by się tutaj przyczepić. I czego można się nauczyć. W dowolnej kolejności.

Kuba Ujejski na produktywnie.pl opisał główny model promowany w książce, czyli OATS. Jednocześnie zainspirowało mnie to, żeby przyjrzeć się czemuś innemu. I odkryłem inny model, tym razem dotyczący tego, czego najbardziej brakuje mi w większości książek o efektywności i nie tylko? wyjątków od głównego scenariusza sukcesu.

Wielu autorów pisze po prostu: zmobilizuj się, zaplanuj dzień, realizuj plan, ignoruj zakłócenia. Łatwo napisać, trudniej zrobić. A człowiek, któremu się nie udaje zaczyna obwiniać siebie, bo skoro innym działa, to u niego też powinno. Zatem to z nim coś jest nie tak. Za co trzeba docenić autora? Za to, że uwzględnił wyjątki, a szczególnie te związane z „czynnikiem ludzkim” ;).

Pauza – zanim zaczniesz coś robić zastanów się przez chwilę, nie musisz automatycznie działać
Objaśnienie -  upewnij się, że wiesz, czego ta osoba od Ciebie chce
Opcje – jakie masz opcje, którą z nich wybierzesz?
Czyn – wdróż najlepszą opcję
Ocena – oceń swoją decyzję

Procedura jest stosunkowo prosta i da się ją zastosować w praktyce. Szczególnie dlatego, że ostatni punkt „Oceń” decyzję pozwala świadomie się uczyć i dopracowywać nasze zachowania. Za każdym razem lepiej decydując i zgrabniej odmawiając ;) lub ochoczo decydując się na zadania zlecone z zewnątrz.

Jeżeli miałbym podsumować całą książkę. To sam nie wiem. Z jednej strony jest tutaj dużo wiedzy, dużo więcej niż np. w Getting Things Done Allen’a, natomiast brakowało mi w niej spójnej struktury, która prowadziłaby przez całość. To, czym sam się zainspirowałem to akronimy. Tego mi brakowało w mojej pracy i zamierzam zacząć to stosować. Patrząc obiektywnie, to jeżeli szukasz złotej recepty na zarządzanie sobą w czasie, to nie ma takiego podręcznika, bo zmiana będzie potrzebna od wewnątrz. OATS i kilka innych sposobów opisanych w książce daje radę i niesie ze sobą wartość. Na przykład położenie nacisku na dyscyplinę, czy spojrzenie bardziej całościowo na motywację. Książka może być niezłym uzupełnieniem do GTD, „7 nawyków skutecznego działania”, czy „Nawyku Samodyscypliny”. Wolę tę książkę niż np. „Zjedz tę żabę” B. Tracy’ego, gdzie poza inspiracją niewiele było konkretu. Tutaj jest odwrotnie. Zresztą będziecie mogli się przekonać sami, co tam jest, bo będzie można wygrać „Zarządzanie Czasem” w mini-konkursie.

Jeżeli chcesz otrzymać egzemplarz książki opisz w komentarzu jeden sposób na radzenie sobie z „przeszkadzajkami”, który udało się zastosować w praktyce. Ważne, żeby wymyślić do swojej metody dobry akronim :). Autor najciekawszego, wyłonionego przez jednoosobową komisję w składzie „ja” wybierze zwycięzcę. Na komentarze czekam do 9 grudnia.