„Wystarczy, że uderzysz w dzwonek i wszystko się skończy! Będziesz mógł wrócić w ciepłe miejsce, zejść z deszczu i w końcu odpocząć. To twoja decyzja. Przecież i tak nie dasz rady!” To takie słowa z każdego filmu o jednostkach specjalnych. Stoi sierżant i wrzeszczy na człowieka, który na skraju wyczerpania stoi przed poważnym dylematem. Na czym mu bardziej zależy? Na tym, żeby ukończyć morderczą selekcję, czy na chwili odpoczynku? Są takie dni, że czuję się jak ten gość, nad którym wrzeszczy sierżant. I gdy sobie tak myślę o tym, że warto może zadzwonić odkrywam ciekawe rzeczy.
Jakiś czas temu odkryłem, że w przypadku szkoleń z zarządzania projektami istnieje pewien dziwny paradoks. Im bardziej się uczy innych jak robić projekty, tym bardziej Ci inni nie chcą się do tego stosować. Lista rzeczy, które powinno się robić jest znana od bardzo dawna. Moje prywatne badanie wykazało, że wiele osób, które mówią o tym, co się „powinno” tak naprawdę tego nie robi! Tym sposobem, o czym innym się mówi ucząc innych, a co innego dzieje się naprawdę. Tym sposobem wiele osób próbuje realizować coś, co istnieje tylko na papierze i w pobożnych życzeniach! To mi pomogło przeorientować to, czego i jak ja uczę. Mówię prawdę jak jest i co działa, a nie co powinno działać.
W tym tygodniu dotarło do mnie, że w przypadku rozwoju osobistego i tego typu spraw mamy do czynienia z tym samym. Czytasz sobie teksty, o tym jak budować niezłomną dyscyplinę. O tym jak stosując NLP stał się ze zwykłego śmiertelnika pewnym siebie człowiekiem nieodczuwającym strachu, niepewności ani zawahania. Powinno się być pewnym siebie, trwać w dążeniu do swojego celu, niezłomnie działać dalej. No i patrzysz na listę bohaterów, którzy to osiągnęli: Steve Jobs, Bill Gates, Albert Einstein i podstaw sobie tutaj, kogo tylko chcesz. Kto Ci imponuje i kto jest dla Ciebie wzorcem. Na pewno ten człowiek obudził się pewnego dnia i po prostu trzymał swojej wizji codziennie planując kolejny dzień i nigdy nie robiąc wyłomu w samodyscyplinie. Najprawdopodobniej już się taki urodził.
Bzdura. Każda z tych osób ma dni i momenty, kiedy traci wiarę. Kiedy się nie udaje. Kiedy jest załamana i zastanawia się czy jednak nie walnąć w ten dzwonek. To nasza percepcja osób, które odniosły sukces od razu przyznaje im ?boskie? atrybuty. Porównujemy się wtedy do wyidealizowanego obrazka, a nie do człowieka! To nie może specjalnie pomóc. Problem polega na tym, że ludzi, którzy wiedzą co powinno się robić jest cała masa. Jak to np. zrobić wie już odpowiednio mniej. Tych, którzy spróbowali jest jeszcze mniej. Tych, którzy stali przed dzwonkiem i jednak w niego nie uderzyli jest faktycznie mało.
I tutaj kluczowe pytanie? Co sprawia, że jednak nie złapali za linę? Chęć udowodnienia sobie, że dadzą radę? Wstyd? Ambicja? Gniew? Chęć pokazania innym, że potrafią? A może nie mieli wyjścia? Czy to ma znaczenie? Pewnie trochę tak. Bo analizowanie post factum bardzo często pokazuje, że to były osobę z wizją od początku. Prawda często okazuje się inna. Inne motywy były na starcie, zmieniły się w trakcie. Warto popatrzeć, posłuchać co mówią znane osoby w wywiadach. Nie interesują mnie sukcesy, interesują mnie słabości i to jak sobie z nimi radzą.
Gdy masz w głowie obraz ideału, to w momencie, w którym poczujesz słabość pojawia się poczucie winy. Człowiek sam zaczyna się czuć źle, bo odczuwa emocje i stany, których przecież nikt inny nie odczuwa! A już na pewno nie ludzie sukcesu. Budujemy sobie w głowie nieprawdziwe wyobrażenie tego, co czują inni. A ponieważ to wstyd przyznać się do wątpliwości to nikt się nie przyznaje. I tym sposobem tworzy się wirtualny świat. Prawda jest taka, że takie emocje są udziałem wszystkich i to ok je mieć! Każdy normalny człowiek boi się rzeczy, które są nowe. Czuje dyskomfort przy rozwoju. Nie chce popełnić błędu. Chce być najlepszy w swoich oczach i oczach innych. To normalne. Zaakceptuj to, a nie wpędzaj w poczucie winy.
Jeżeli trafisz na poradnik, który Ci mówi, że może być tylko dobrze, i że przemieli Ci mózg, że nigdy nie poczujesz zniechęcenia uciekaj tak daleko jak się da. Albo pisał go idiota, albo cynik. Jeżeli spotkasz guru, który Ci powie, że po drodze do ważnych rzeczy nie będzie bolało sugeruję to samo, co przy poradniku. To nie po to, żebyś się nad sobą litował. Wybierasz trudną drogę to licz się z konsekwencjami. Dzwonek jest twój. Wisi sobie i zachęcająco dynda. Wystarczy w niego uderzyć. Przecież inni zrozumieją, że nie było innego wyjścia. Ci, którzy nie zadzwonili na pewno nie mieli takich myśli jak ty.
Możesz wybrać ciepło i spokój, albo jeszcze postać na deszczu. Przecież nie jesteś głupi. Wiesz, co zrobić.


Oj tak. Dziwie się czasami jak ludzie się łapią na takie rzeczy. Zawsze się zastanawiałem dlaczego? Dlaczego ludzie szukają tej magicznej pigułki. Pewnie odpowiedź jest jedna: z lenistwa, albo raczej z niechęci. Jednak taka pigułka nie istnieje.
Jeżeli coś jest wartościowe to trzeba się namęczyć i to sporo. :(
Pozdrawiam
Kamil Kuczyński
http:www.szybkirozwoj.hostklub.pl -blog o rozwoju osobistym
Teoretyków na pęczki. Z praktykami już trochę gorzej. Nie mam nic do teoretyków są miejsca gdzie tylko oni dają radę, jak na przykład mój ulubiony Albert E. :)
Jednak sprzedawanie niesprawdzonej wiedzy to cienka sprawa. Nie odstrzelam tego, ale zawsze mnie denerwuje jeśli ktoś nie zaznacza, że przkazuje cudze doświadczenia.
@Kamil: ja się już nie dziwię. To po prostu normalne, że chcesz mieć dużo bez wysiłku. Czasem tak sie da, można zamiast się pocić odessać tłuszcz. Ale to ściema. Człowiek i tak znowu nim obrośnie. Tylko sprzedaj komuś taki produkt – dlatego lepiej wrzucić „Rewolucja – Twój suckes w ciągu 30 dni” działa lepiej ;)
@Robert: ten motyw też rozumiem – wydaje nam się, ze jesteśmy mądrzejsi. Taki motyw już chyba był w jakiejś bajce, o nagim królu, czy jakoś tak ;). Postanowiłem uruchomic mały projekt „Fakty i Mity rozwoju osobistego”, wkrótce premiera na proaktywnie + w kilku innych miejscach :). Może trochę się naprostuje powszechnie panujące przekonania.
Hej,
trzymasz poziom :) Następny wpis, z którym zgadzam się w zupełności. Ludzie, którzy nie zetknęli się z rozwojem osobistym często są zdania, iż ludzie sukcesu mieli prostą drogę do osiągnięcia swoich marzeń. Po prostu, byli geniuszami, mieli szczęście itd. A przecież sam Thomas Edison powiedział :
?Geniusz jest w jednym procencie inspiracją a w 99 poceniem się?
Bez pracy nie ma kołaczy i nie ma co tutaj wydziwiać – jeśli nie ruszy się tyłka do roboty, to nie stanie się nic. Droga do sukcesu to rollercoaster, a nie niemiecki autobahn – czasem zaliczasz górkę, czasem dołek, czasem wykręca cię go góry nogami, a niektórzy i potrafią w trakcie jazdy „wyrzucić z siebie wszystko” :).
Poza tym, czasami zdarza mi się słyszeć lamenty w stylu „gdybym miał milion na koncie, to byłoby zupełnie inaczej” – i sądzę, że wcale by u tej osoby nic się nie zmieniło nawet jakby miała i dwa miliony. Dlaczego? Bo sukces i bogactwo to odpowiednie nastawieni umysłowe i prędzej czy później ze swoimi nawykami owe dwa miliony by szybko stopniały. Ostatnio miałem okazję zapytać się klienta, który chciał poprawić swoją sytuację finansową – „jak możesz zarobić dodatkowe 2000 zł?” – i nie miał pomysłu. Był totalnie zamknięty w „swoim świecie”. Nic więc dziwnego, że „milion na koncie” w takim przypadku pozostanie tylko pobożnym życzeniem, a nie realnym celem (dopóki się kogoś z tego nastawienia nie wyrwie).
Trochę się rozpisałem, jednak „dotknąłeś” tematu rzeki w moim mniemaniu. Czekam na serię Fakty i Mity RO!
Pozdrawiam,
Bartosz Jezierski
Z tym milionem w kwesti pobożnego życzenia to się zgadzam. Jeżeli jednak wypowiedź dotyczy to posiadania śródków do realizacji celu to już moje doświadczenia są inne. Jeżeli celem jest zrobienie miliona to posiadanie gotówki na koncie w takiej kwocie wybitnie ułatwia jego realizację.
Myślę, że większość ludzi (przede wszystkim mężczyzn) boi się porażki. Odczuwają ciągły strach przed tym, że zostaną zdemaskowani, wystawieni na pokaz jako osoby, które nie potrafią osiągnąć sukcesu. Większość facetów staje do walki tylko wtedy, gdy sądzą, że na pewno wygrają. Chodzi jednak właśnie o to aby podejmować nawet te najtrudniejsze bitwy i uwolnić się od strachu przed porażką.
Zgadzam się z Bartkiem, że poruszone kwestie to temat rzeka, więc trudno coś tu więcej napisać :)
Pozdrawiam
Jakub Mikołajczak