Miałem straszną ochotę popełnić ten wpis w niedzielę, zaraz po doświadczeniach z warsztatu medytacji zorganizowanego przez Małgosię i Maję z Zatoki-Zen. Tak się zadziało, że już któryś tydzień z rzędu praca wypełnia wszystkie szczeliny, a dodatkowo pojawiają się różne wrzutki od losu. Te negatywne też, bardziej wkurzają, trochę się skumulowały nieszczęścia związane z samochodami, na szczęście te zawodowe to kompensują. Idealna równowaga ;). Tytuł jest cytatem z Małgosi, mam nadzieję, że nie będę musiał płacić tantiem ;).
Siedzę sobie na rynku w Bieruniu. Tak naprawdę to na ryneczku. Potrzebowałem dotrzeć na pocztę, żeby coś wysłać. Dzień jest piękny, zimno, ale bezchmurno i słońce daje fajne światło. Ryneczek jest urokliwy i bardzo zadbany. Normalnie pewnie bym sobie przez niego szybko przebiegł ruszając dalej (przecież jest jeszcze tyle do zrobienia). A dzisiaj po szybkim dialogu wewnętrznym posłuchałem siebie i usiadłem na ławeczce. ?Wow! To niesamowite?, mogę się założyć, że taka myśl właśnie przemknęła Ci przez głowę. ?Usiadł na ławeczce!!!? ;).
Gdzie niesamowitość tej sytuacji i jak to się ma do medytacji? Po dniu spędzonym na próbowaniu różnych technik i poświęceniu nawet 1 godziny na medytację odkryłem kilka rzeczy na swój temat, które jakoś tam docierały do świadomości, a dopiero teraz złapałem z nimi bliższy kontakt. Potrzebowałem takiego warsztatu, bo chciałem jeszcze lepiej koncentrować się na zadaniach do wykonania. To dostałem, ale w trochę inny sposób niż oczekiwałem. Zresztą tak jest z ważnymi rzeczami ? jak wiesz czego chcesz to jakoś to przychodzi, nie ma co się martwić konkretnie o sposób. Co takiego odkryłem?
Nosimy na sobie zbroje, które rzadko zdejmujemy. Przyzwyczajamy się do nich i chociaż krępują ruchy, na co dzień tego nie widać, bo dzieje się to stopniowo. Dopiero, gdy zaczynasz się sobie przyglądać okazuje się, że sam siebie ograniczasz na różnych poziomach. Tak jak w przypadku ryneczku ?nie mam czasu na duperele?. A taka duperela może się okazać najważniejszą chwilą dnia. Nie słuchamy tego, co mówi do nas nasz organizm, bo mówi za cicho. Wystarczy się trochę przyjrzeć, żeby wyczuć, że człowiek się spina. Nie sądziłem, że będę w stanie wyczuć napięcie na koniuszkach palców. Jeżeli rozluźni się ciało, wolny staje się też umysł i może zacząć wędrować tam, gdzie na co dzień nie chodzi.
Znalazłem swój sposób na medytację, która praktycznie od razu daje wyniki! Jestem uważniejszy, więcej do mnie dociera, jednocześnie bardziej się skupiam. Naprawdę fajna sprawa. No i najważniejszy tytułowy cytat. ?Cokolwiek jest. Jest ok.? Tak po prostu jest. Dzisiaj jest takie jakie jest. Nieważne, czy to burza, nie ważne czy to słońce. Po prostu jest. Od ciebie zależy jak do tego podejdziesz.
Jest różnica pomiędzy powiedzeniem sobie ?pieprzyć to? a ?ok., tak jest i co dalej?. Niby efekt jest taki sam, czujemy się lepiej, ale drugie podejście daje więcej mocy w dłuższym okresie. Spokój i odporność na huragany. Po prostu są. Dużo pracy, jeszcze więcej wkrótce ? jest ok. Skomplikowany projekt, a trudniejsze na horyzoncie ? jest ok. Wierzę, że może być jeszcze lepiej ? i to też jest ok. :). To, że zauważyłem ten ryneczek to naprawdę milowy krok ;).
I jeszcze jedna bardzo ważna rzecz ? jeżeli masz iść czegoś się uczyć to idź do ludzi za pasją. To tak dodatkowo buduje, że chcesz więcej i chcesz wracać! Jeżeli Małgosia i Maja zorganizują kolejne warsztaty to po prostu tam bądź! Warto.
Słuszna idea. Ale ja tak nie potrafię.
Ciekawy pomysł – wydaje się sensowniejsze mówić „jest jak jest – jest ok” niż „mam to wszystko w dupie”. Co z tego, że mam dość świata i pracy – jest jak jest, zawsze mogę to zmienić. Sadze jednak, że czasem trzeba uderzyć pięścia w stół i powiedzieć „dość”.
Michale – wystarczy zrobić pierwszy krok i odrazu będziesz bliżej celu :)
Mariusz,
bardzo się cieszę że napisałeś ten post i że tak wspaniale interpretujesz to czego doznałeś na warsztatach medytacyjnych. Właśnie o to chodzi!
Nasze życie przecież nie jest wyjściem na spacer, to prawdziwa wędrówka w góry :-)
Medytacja pomaga mi akceptowac wszystko co dzieje się wokół mnie. Oczywiście że nie zawsze jest to łatwe, ale „co kolwiek jest, jest ok”, prawda? :-)
Serdecznie pozdrawiam,
Maja
@Maja: oj wędrówka, oj w wysokie :). Największa wartość dla mnie to dotarło do mnie jak ważne jest „uważne życie”. Jak dużo można przegapić jak się biegnie.
I jakoś koncentrowanie się na „chrakpach” w czasie oddychania zaczęło mi się podobać. Chyba się naobserwowałem i zaczynam się koncentrować.
Do zobaczenia na kolejnych warsztatch :)
Mariusz,
świetny post! :-)
Michał, Kuba,
z mojego doświadczenia, akceptacja tego co jest, jest jedynym sensownym podejściem do jakiejkolwiek zmiany. Chodzi tutaj o wytworzenie specyficznej energii. Jeśli walczymy z naszą rzeczywistością (nie cierpię tej pracy! Moj szef jest beznadziejny! Nic mi się nie udaje, moje życie jest bez sensu), niewiele dobrego może się „narodzić” z takiej energii.
Jeśli zaś zaakceptujemy to co jest, bez jakiejkolwiek walki, pojawia się niesamowita energia, z tej pozycji wszystko jest możliwe. I oczywiście nie mowie tu o rezygnacji, bo to nie jest akceptacja rzeczywistości, ale zwykle poddanie się.
Cokolwiek jest, jest OK. To pierwszy krok. I od nas zależy, w jakim kierunku będzie ten następny. :-)
Pozdrawiam serdecznie,
Gosia
Mariusz,
dzięki za post.Ująłeś w 100% to co trudno mi było ubrać w słowa.
Bardzo się cieszę, że udało mi się spróbować czegoś nowego, ale jeszcze niestety nie potrafię zwolnić tego życiowego biegu.
Będę nad tym pracować !!!, mam nadzieję w przyszłości korzystając z takich warsztatów:)
Pozdrawiam serdecznie
Anita
A czy jesteście w stanie, nakierować mnie na jakieś warsztaty w Poznaniu?
Oczywiście mogę wrzucić temat w wyszukiwarkę, jednak znając środkowisko przypuszczam, że możecie polecić dobrą osobę lub dobry warsztat (aby zacząć).