Kto oglądał 300? Jeżeli ktoś jeszcze tego nie zrobił to proponuję nadrobić zaległości. Jeżeli ktoś nie czytał książek o Indianach też proponuję nadrobić. Taka refleksja do mnie trafiła, że wraz z rozwojem cywilizacyjnym strzeliliśmy sobie w duchowe kolano. Im dalej w las, im wyższe wykształcenie tym większe poczucie, że liczą się tylko obecne zdobycze naszej techniki, wiedzy i kultury, a wszystko co stare trzeba schować w schowku na szczotki albo wywalić na śmietnik.

Zdobywając wykształcenie człowiek zaczyna podważać ?zabobony? mniej wykształconych ludzi, takie jak religia i tym podobne rytuały. Przecież jako Boga nie ma to cały ten kram to pic na wodę i fotomontaż. I taki wykształcony człowiek (w to wliczam też siebie) wywala wszystko do kosza nie zastanawiając się specjalnie nad tym. A później okazuje się, że wraz z kramem wyrzucił dużą część wiedzy, która przez pokolenia się zbierała, a służyła utrzymaniu równowagi duchowej i psychicznej człowieka. Odpoczynek, równowaga, dbania o zdrowie, refleksja, wyciszanie umysłu. W każdej z religii jest to w dużej mierze gdzieś wpisane. Trzeba tylko umieć to odnaleźć. Ale nie wypada nowoczesnemu człowiekowi być religijnym, to do śmieci z tym.

Ale potrzeba duchowości nie znika. Stąd rozwój coachingu, psychologii, terapeutów itd. I tutaj też obserwując co się dzieje nie ma spójnej wizji, spójnego systemu, tylko każdy w ramach swojej specjalizacji zajmuje swoją niszę. W końcu systemy religijne powstawały przez wieki, szkoły rozwoju osobistego przez lata w najlepszym wypadku. Wniosek numer 1: nie wszystko co nowe jest lepsze, wywalanie wszystkiego starego do kosza to zgubna strategia. Trzeba robić to mądrze.

Druga obserwacja to stopień zubożenia naszej cywilizacji. Dawno, dawno temu jak chłopiec osiągał wiek męski musiał udowodnić, że jest godny tego, żeby nazywać się mężczyzną. W 300 szedł zabić wilka, w niektórych plemionach afrykańskich wieszano go na hakach, Indianie też mieli multum swoich prób i sposobów. Młody chłopak szedł do lasu szukać swojego ducha opiekuńczego, szukał sposobu na zrozumienie swojego miejsca w świecie. Zawsze istniało coś takiego jak inicjacja.

Trzeba było chociaż w minimalnym stopniu zaryzykować swoje życie chociaż raz, żeby zobaczyć z czego się jest zrobionym. Jakimś dziwnym sposobem zniknęła w naszej cywilizacji. W imię równouprawnienia faceci wychowywani są przez całe swoje życie przez kobiety i jeżeli nie mają dobrego wzorca ze strony ojca i nie potrafią odnaleźć swojej tożsamości to? i tak się to odbije kryzysem wieku średniego. Rozpaczliwym szukaniem swojego męskiego ja. Wniosek numer 2: rozwijając wniosek numer 1, faceci są jak motyle, dojrzewają, gdy stawiają czoła niebezpieczeństwu w różnej formie. Cywilizacja raczej ich kastruje niż stawia im wyzwania.

Co daje w zamian cywilizacja dzisiaj? Dostaliśmy maksymalną wolność, z której korzystamy zachłystując się i krzycząc więcej. Masz ogromną piaskownicę, w której masz masę zabawek, a jakby coś się działo to przybiegnie opiekuńcza mamusia, albo ktoś, kto gra jej rolę i się Tobą zajmie. Niebezpieczeństwo jest zminimalizowane, wyzwania dopasowane do twojego poziomu, albo troszeczkę niżej, żebyś się nie sfrustrował. Nic Ci się nie stanie.

Taka sytuacja to trochę jakby topić się w szampanie, zamiast pływać w wodzie. Jest lepiej, więcej, a tak naprawdę to przytłacza. Konsumpcja, konsumpcja, konsumpcja. Pływasz i pakujesz jednocześnie coraz więcej w kieszenie, to faktycznie ciągnie na dno. Duchowości zero. Kto by słuchał księży, ale oni mają rację. Co prawda sami chcą przyciągnąć ludzi na mszę. Ale może oni mają trochę racji? Może tak naprawdę chodzi o balans. Nie o to, żeby przeżyć życie jako element na taśmie produkcyjnej (przedszkole, szkoła, studia, praca, emerytura, śmierć) tylko wypełnić ten cykl swoją treścią? Poszukać samemu swojej tożsamości, swoich wyzwań, swojego miejsca. Odbyć swoją duchową podróż, przekonać się co jest ważne, do czego większego od nas możemy się zwrócić w momencie próby. Przekonać się na co mnie stać. Nie w walce na ślepaki tylko na ostrą amunicję.

A może to tylko przedsmak kryzysu wieku średniego i nie mam racji?