Kilka ważnych cytatów utkwiło mi ostatnio w pamięci i mocno drążyły moją świadomość. Wszystkie razem doprowadziły do jakiegoś ciągu przemyśleń, który nadal nie jest gotowy do dzielenia się ze światem, ale dłużej bez pisania nie pomoże, a tak przynajmniej napiszę co u mnie słychać.
Słowo klucz tego roku ? determinacja. Czytałem fajną książkę T.Harv Ekera ?Bogaty albo biedny. Po prostu różni mentalnie?. Fajna, dobrze się czyta, chociaż bardzo dużo nowego tam nie wyczytałem, bo tak naprawdę to w pewnym momencie w nowej książce z zakresu rozwoju osobistego możesz znaleźć mało nowej wiedzy. Fundament tak naprawdę się nie zmienia. Tutaj ten mały kawałek, który znalazłem dla siebie uruchomił ciekawy proces. Teza z ksiązki ? musisz być zdeterminowany, żeby być bogatym, inaczej nie będziesz. Determinacja. Zadałem sobie pytanie jak bardzo ja jestem zdeterminowany do tego, żeby zrealizować moje cele? Co pokazuje, że jestem zdeterminowany? Co robię takiego, co za tym świadczy?
Teraz czas na oburzenie dla ?bardziej uduchowionych? – Bogactwo! Kolejny materialista! Spieszę uspokoić ? myślałem raczej o wolności. Ale nie ukrywam, że odpowiedni poziom finansowy ma tutaj spore znaczenie. Wracając po chwili oburzenia do determinacji. Na ile jesteś zdeterminowany do osiągania swoich celów? Co jesteś gotów dla nich poświęcić? Co robisz w tym kierunku? Bardzo mocne pytania. Miałem nad czym myśleć. Nadal mam. Traktuję ?determinację? jako rodzaj kompasu ? czy jestem na właściwej drodze, czy nie obijam się za bardzo, czy nie odpuszczam rzeczy ważnych.
Ciekawe jest też, co znaczy bycie zdeterminowanym. Czy to oznacza, że rzucam siłownię i w tym czasie mocno pracuję? Czy to oznacza, że przestaję robić wszystko, co nie prowadzi bezpośrednio do celu? Czy to oznacza pracę kilkanaście godzin na dobę? Co jeszcze to znaczy? Ile determinacja kosztuje? Co będzie miało sens teraz? Co będzie miało sens za pół roku? A późnie? Co chcę osiągnąc? Co stracę? Czy będę mógł to odzyskać?
Najprostsza recepta: rzuć w cholerę dodatkowe zajęcia i zajmij się tylko kluczowymi projektami i basta! Najlepiej jednym projektem i tylko nad nim pracuj. Wtedy pojawiło mi się kolejne powiedzenie, z którego mocno sam się kiedyś nabijałem ?power of and?. Nie chcę rezygnować ze zdrowego trybu życia, chcę ćwiczyć regularnie, dobrze się odżywiać i jednocześnie realizować z sukcesami moje przedsięwzięcia. Tak naprawdę dopiero wtedy udowodnię, że da się zaaplikować to o czym tutaj piszę w rzeczywistości. Bazując na silnych fundamentach zbuduję trwałe rezultaty, inaczej się wypalę (już ćwiczyłem podobne akcje). Tym bardziej, że to za co się zabrałem przyniesie owoce w ciągu kilkunastu miesięcy lub kilku lat, nie od razu.
Jak to przekłada się na praktykę: trzeba ograniczyć to co się robi do niezbędnego minimum, żeby utrzymać koncentrację, myśląc jednocześnie o przyszłości i ostatecznym celu. Wiem co jest dla mnie ważne teraz i tego nie odpuszczam. Zdrowie jest mi potrzebne teraz i w przyszłości, to jest nienegocjowalne. Z projektów wybrać to co będzie miało największe przełożenie na rezultaty i tam się skupić, żeby zamykać regularnie kolejne etapy. Szukać szans, dźwigni ? co pozwoli mi najszybciej i najlepiej pokonać kolejny etap? Kto i co może mi pomóc?
Co jest w tym najtrudniejsze? Strach przed tym, że skoro się ograniczę do mniejszej liczby rzeczy to moje szanse sukcesu maleją! Przecież zawsze słyszałem ? zdywersyfikuj ryzyko! A tutaj trzeba grać va banque. Drugi element to ciągłe operowanie daleko poza strefą komfortu, prawie na granicy paniki, albo czasem nawet i za nią! Styczeń to była dla mnie kumulacja działania w strefie paniki. Ciekawe uczucie, niekoniecznie chciałbym je często powtarzać, ale tak naprawdę jest rozwojowe ;). Jak się na nie spojrzy z dystansu, niekoniecznie na takie wygląda jak jest się w środku. Znowu to przeczy teorii, która mówi, że trzeba rozsądnie dawkować wysiłek. Tutaj też trzeba się zastanowić jak poukładać całość, żeby jednak długotrwale nie odbijało się to na zdrowiu.
Dla podsumowania ostatni cytat, który jest odpowiedzią na pytanie, co jest najważniejsze przy urzeczywistnianiu marzeń? – everything matters! Wszystko jest ważne, nie ma uniwersalnego rozwiązania, jednego punktu, który jest najważniejszy. Ważne ostatecznie będzie wszystko.
Jaki wniosek z tego wszystkiego? Teoria do kosza? Przekonania do kosza? Tak naprawdę to nic nie wiadomo? Tak naprawdę to sam jeszcze nie wiem. Gdybym teraz opisał wam ? róbcie tak jak ja to sprzeniewierzyłbym się mojej wartości ?odpowiedzialność?. Wiem jedno ? warto żyć tak, żeby nawet małymi krokami iść w kierunku realizacji najważniejszych celów, albo nie bójmy się tego słowa ? marzeń, bo wtedy dzieją się bardzo ciekawe, dobre rzeczy. Trzeba pilnować się, żeby nie zachłysnąć się swoją ?zajebistością?. Tego słowa też się nie bójmy. To co z tego, że realizujesz swoje marzenia ? ich urzeczywistnienie to inna sprawa ? wymaga pracy i oddania, samo realizowanie tak naprawdę nic nie znaczy ? trzeba udowodnić, że potrafisz coś zrobić. To przynajmniej moje przekonanie, może niesłuszne?
Według mnie przy temacie determinacji warto po prostu pamiętać, żeby żyć świadomie. W każdej chwili zdawać sobie sprawę z tego co się robi i do czego to prowadzi.
Taka analiza pozwala ocenić tempo zmian i postępów w dążeniu do celów. Do tego wizja drogi – czy wszystko dzieje się tak jak według planów powinno się dziać, czy jest to droga taka super jak została zaplanowana, czy raczej próbujemy sforsować bezsensownie mury żeby pójść na skróty. Sama droga jest ważna, bo to ona zmienia człowieka i to, jaki człowiek jest na mecie w porównaniu do momentu startu, jest najważniejsze, ponieważ im bardziej się zmieniamy na jednej drodze, tym łatwiej jest na następnej.
Podczas realizacji kilku projektów na raz najlepiej jest gdy działają synergicznie, bo wtedy nie czuje się tak bardzo natłoku całkowicie odrębnych obowiązków. Klimaty mogą być wtedy różne, ale pewne „bazy” do osiągnięcia bywają wspólne.
A zatem jeśli droga jest przyjemna, to nie czuje się negatywnego ciężaru, a jedynie ten motywujący i napędzający. Wtedy pytanie o determinację może się stać niepotrzebne, bo wszystko idzie dokładnie w odpowiednim tempie i w odpowiednim kierunku. Do celów.
@Łukasz: genealnie zgoda, „zchallengowałbym” dwa elementy:
- skąd wiadomo, że nasz plan jest realny? Ile mamy czasu, żeby się o tym przekonać? Co jeżeli popełniliśmy błąd? I to taki, którego napawienie zajmie bardzo dużo czasu i energii?
- co jeśli droga jest przyjemna, ale niekoniecznie prowadzi do celu? Ale o tym przekonujemy się za późno?
Jedyną receptę jaką znalazłem na te elementy to mentor – ktoś, kto przeszedl już podobną drogę i jest w stanie najlepiej powiedzieć, czy to wogóle ma sens.
„Moją deteminację” traktuje bardzo osobiście ;). Zorientowałem się, że zrobiłem się trochę wygodny ;). 9 lat temu jechałem po kilkanaście godzin, żeby z poziomu „zera” wejść na poziom eksperta w danej dziedzinie. Teraz już mam przed tym opory. Wtedy sobie mówię – Dobra dziadku, dosyć użalania się i do robot ;)
Mariusz ;) troche obserwuje proaktywnie i szczeze mowiac bardzo słaby ten wpis ostatni w porównaniu do poprzednich bardzo błyskotliwych ten jest ” o wszystkim i niczym ” . No i bez obrazy ale troche na poczatku wyszedles na strasznego materialiste, nie da się nie odczuc, ze tylko forsa Ci w głowie ;) sorki za te słowa, ale podobno człowieka poznaje się po tym jak potrafi przyjac nie pochwały a krytyke.
@slawex: dzięki za feedback. Jestem skłonny się z Tobą zgodzić. Znam nawet prawdopodobną przyczynę, ale to pewnie za jakiś cza napisze ;).
Jenocześnie się cieszę, że poprzednie były błyskotliwe ;). To, że mogę wyjść na materialistę uprzedziłem ;) w jedym z akapitów, zawsze jest tak jak piszę o pieniądach :).
@Mariusz: odpowiedzią jest S.M.A.R.T. Stąd wiemy czy plan jest realny i czy droga prowadzi do celu :)
@Slawex: z tym materializmem to też trochę przesada. To że ktoś pisze o pieniądzach, nie znaczy że jest 100-procentowym materialistą. Pieniądze wszak są tylko narzędziem. Można ich użyć do spełniania marzeń i pomocy innym, a wtedy życzę każdemu żeby był „obrzydliwie” bogaty ;) tak finansowo, jak duchowo i intelektualnie.
@Łukasz: a skąd bierzesz dane do weryfikacji SMART? Ocena realizmu jest zawsze subiektywna. Bez weryfikacji z zewnątrz nie masz pojęcia czy to jest realne czy nie. No i SMART określa tylko cel sam w sobie, a plan to druga sprawa.
Cel może być właściwy, plan dotarci do niego niekoniecznie. Próbując rozgryźć to samodzielnie dodajesz sobie dodatkowe utrudnienie.
Nie ma prolemu z wyznaczeniem celu i drogi dotarcia w domenie, którą dobrze znamy. Problem pojawia się, gdy chcesz wywindować się kilka poziomów ponad to gdzie jesteś teraz. Wtedy ważna jest ciągła werfikacja sensowności celu, poprawności planu i twoich zdolności do jego wykonania. Cholernie ciężka robota, mcno obciążająca i stresująca. Bo tak naprawdę człowiek jedzie po bandzie. Można się pomylić w każdym z tych elementów, pytanie skąd się wie, który jest wadliwy? Może wszytkie, może dwa, a może tylko jeden?
Dobrym rozwiązaniem jest praca w zespole. Wtedy rozpracowywanie tego typu dylematów jest łatwiejsze, ale też natrafia się na barierę.
Nie piszę tego, żeby sobie ponarzekać. Natrafiłem na ciekawy problem do obserwacji i rozgryzienia, na który tak naprawdę natyka się wiele osób, które chcą rzucić się na głęboką wodę i np. rezygunując z etatu działać na własny rachunek. Istnieje tyle niewiadomych, że może to paraliżować podjęcie decyzji. Szukam recepty na taki sytuacje
Czekam jak sam rozwiążę wszystkie moje równania, wtedy będę miał jakąś perspektywę popartą doświadczeniem. Teraz jasny gwint czekam na wyniki moich działań z ostatnich tygodni i wkrótce dużo się wyjaśni. Wtedy mój osąd też już nie będzie obiektywny ;), bo racjonalizowanie po fakcie to łatwizna, ale trudno, tak już będzie.
Dziękuję za wsparcie z materializmem. Doszedłedm do wniosku w zeszłym tygodniu, że bycie bogtym jest faktycznie bez sensu, po co to komu. Ja chcę być „obrzydliwie bogaty”.To ma sens ;).
hehe ;) a mozesz zdradzic dlaczego chcesz byc ” obrzydliwie bogaty ” ? Potrzebne Ci to do szczescia ? Do czegokolwiek ? Zarobisz milion 2 nawet 10 i co wtedy bedziesz szczesliwy ? Zdradz nam na co Ci te pieniadze Mariusz ;) . Bynajmniej nie jestem przeciwnikiem posiadania pieniedzy w ramach wyjasnienia wrecz przeciwnie lepiej miec pieniadze niz ich nie miec ;)
Odbiegajac od tematu ostatnio zrobilem sobie poraz pierwszy w zyciu test IQ i wyszło 149 ;D
W jednej z książek Kiyosakiego napisałem, że dla naszej przyszłości ważne jest to co robimy w czasie wolnym. Dzięki za ten artykuł tutaj, krótka odpowiedź na niego: http://tajemnicerozwoju.blogspot.com/2010/05/determinacja-jest-wazna.html
Tak, ja też uważam że ma to bardzo duże znaczenie. Dlatego sam kieruje się zasadami pozytywnego przyciągania (znalazłem to w książce Sekret i byłem w zeszłym roku na szkoleniu, w tym też się wybieram). Wszystko ma znaczenie, a największe znaczenie mają nasze własne myśli. Jeśli o czymś bardzo dużo myślimy i staramy się to przyciągnąć, to jest spore prawdopodobieństwo tego, że uda nam się osiągnąć wyznaczone cele.
@Ali: na pewno prawdopodobieństwo rośnie. Myśli mają znaczenie, pytania jakie sobie zadajemy jeszcze większe. Przełożenie ich na akcję – fundamentalne. Tego się będę trzymał. Nawet, gdy z miesięczym opóźnieniem odpowiadam na komentarze. Przepraszam za to.