W zeszłym miesiącu miałem dyskusję z Wiktorią (4,5 roku). Wracaliśmy do domu samochodem. I rozmawialiśmy o tym skąd się biorą ludzie. Tak dotarliśmy do moich rodziców i dziadków. Opowiedziałem jej o mojej babci, po której Wiktoria ma imię. Wiktoria spytała:
- Gdzie ona teraz jest? – Odpowiedziałem, że umarła.
- Czy wszyscy ludzie umierają?
- Tak.
- Czy ja też umrę?
Jak byście odpowiedzieli na to dziecku? Waszemu dziecku?
- Kochanie jesteś jeszcze mała masz dużo czasu. Nie martw się tym.
- Ja nie chcę umierać! ? i zapłakała. Spytała po chwili:
- A co się dzieje z ludźmi po tym jak umierają?
A ja nie wiedziałem co odpowiedzieć. ?Zasypiają i kiedyś wszyscy spotkają się razem?. Nie potrafiłem wytłumaczyć tego inaczej dziecku. Bo sam nie mam odpowiedzi.

Bardzo łatwo mówi się o byciu ateistą, agnostykiem i bóg wie jeszcze czym gdy się po prostu gada z dorosłymi. W zetknięciu z dzieckiem wyjaśnienie tego staje się trudniejsze. Mam dziwne odczucie, że bardziej prawdziwe.

Jak byś odpowiedział na te pytania dziecku?