Słyszałem taki dowcip o potrawce, którą robiono z koniny i kurczaka. Kucharz zapytany o proporcje tego dania odparł ?Pół na pół. Pół konia, pół kurczaka.? Nie jadłem, więc o smaku nie będę nic pisał, skupię się raczej na aspekcie proporcji. Może tytuł powinien brzmieć ?łyżka miodu w beczce dziegciu?? O co mi chodzi?
Jak wygląda przeciętny nasz dzień. Uogólniam jak zwykle, ale niech tam. To jeszcze nie blog naukowy. Czyli jak wygląda mój dzień uogólniony na całą populację? Zazwyczaj zabiegany. Dużo się dzieje, dużo do zrobienia. Dużo na dziś, jeszcze więcej na wczoraj, a jutro też się wciska do dzisiaj z każdego miejsca. Presja na to, żeby efektywnie, a nawet bardzo efektywnie wykorzystać czas nie maleje. A wprost przeciwnie z dnia na dzień staje się większa. W pewnym momencie nawet nie wiesz, czy ona rzeczywiście istnieje, czy to po prostu ?ślad pamięciowy? w twoim mózgu z automatu narzuca ?masz mało czasu, rób więcej rzeczy na raz!?.
Jeżeli tak nie masz to koniecznie napisz. Próbuję się nauczyć jak sobie ten ?drive? do działania odrobinę stonować. Jeżeli masz to będzie łatwiej się nam zrozumieć. Wracając do meritum. W takim stanie znajdujesz fajną książkę, artykuł albo przychodzi Ci ochota do rozmowy z kimś bliskim. Ponieważ na świecie dzieje się jednocześnie tyle ważnych spraw to w tle koniecznie musi ujadać radio, telewizor albo cokolwiek innego. Przecież spokojnie można czytać i słuchać jednocześnie. Nigdy nie wiadomo, kiedy przegapi się Niezwykle Ważną Wiadomość O Czymś Co Odmieni Twoje Życie. Macie tak?
Zauważyłem, że mam problem z byciem ?tu i teraz?. Zazwyczaj myślę już o tysiącu spraw, które mam do załatwienia, planuję na lata do przodu. Bawię się z dziećmi, a w duchu wymyśliłem właśnie kilka kolejnych narzędzi do szkoleń, albo strategię marketingową firmy. Jak bardzo nonsensowne to jest zachowanie! Niby efektywne, bo przecież robię co najmniej 2 rzeczy jednocześnie. A tak naprawdę to jest marnowanie czasu w czystej postaci! Ani dzieci nie są zadowolone, bo tak naprawdę to mnie nie ma, ani ja ? bo nie mogę się skupić na tym za czym właśnie powędrowały moje myśli!
Zacząłem się zastanawiać nad tematem i doszedłem do wniosku, że warto na poważnie wrócić do medytacji. Dotarło do mnie, że chcę zyskać umiejętność maksymalnej koncentracji na ?tu i teraz?. Nierozproszonej przez niecierpliwość, niepokój, rozdrażnienie. To nie tylko pozwala na pełniejsze przeżywanie wszystkiego, co mnie spotyka, ale poważnie redukuje stres i agresję. Do tego dodałem zasadę ?rób to na co masz ochotę? (o tym napiszę trochę później) i ograniczenie do minimum rzeczy ważnych. Pierwsze efekty już są. Czuję się dużo lepiej, polecam rozważyć nadanie priorytetu zabawie ?tu i teraz?. No ale oprócz efektywności jest jeszcze inny aspekt ? jakość życia.
Może to już przyzwyczajenie, ale mam wrażenie, że otoczenie działa właśnie w taki sposób ? powoli uczy Cię mieszać różne smaki, dźwięki, wrażenie w niestrawną papkę. Taki silny wniosek i motyw do przemyśleń pojawił się na koncercie Bajmu, na który poszliśmy z Kariną. Ponieważ siedząc w kongresowej nie miałem ze sobą laptopa, długopisu ani kartek ;) mogłem skupić się na muzyce i koncercie. I ze zdziwieniem zauważyłem, że zazwyczaj nie słucham tak muzyki! Nagle zacząłem słyszeć więcej, czuć więcej, zastanawiać się nad tekstem, interpretować, zanurzać się w dźwięki i wrażenia. Po prostu być tu i teraz.
Pojawiło mi się pytanie ?Kiedy ostatnio mogłem skupić się na 1 rzeczy bez obawy, że zaraz wyskoczy mi coś kolejnego??. Kiedy czytałem książkę skupiają się tylko na niej, dając sobie czas na jej ?przetrawienie? do głębi, a nie przełożenie na coś praktycznego? Jakoś na studiach chłonąłem tony fantastyki, a teraz ta pasja zniknęła. Kolejne pytania: Co mnie powstrzymuje, żeby do tego wrócić? Odpowiedź nie była specjalnie zaskakująca ? ja sam. Szkoda mi czasu! No rany boskie, genialne po prostu genialne. Oddychanie na szczęście jest odruchem bezwarunkowym, bo znając siebie też bym pewnie odłożył ?na później? bo nic nie wnosi do moich projektów ;).
Net – Pomysł na relaksacje, medytacje i skupianie się na jednej rzeczy i nabywanie tego nawyku (nie mam go, bo w trakcie pisania tego postu sprawdziłem maila, plus jest taki, że zauważam jak zaczynam robić takie rzeczy) wynika z mojej obserwacji siebie i silnego uświadomienia sobie, że bez skupienia się na tym czym aktualnie się zajmuje tak naprawdę to: obniżam jakość mojego życia, zadowolenie z niego, zmniejszam moją efektywność (mimo wszystko to dla mnie ważna miara).
Nawet krótki czas (teraz około 3 tygodni) świadomego skupienia na wdrażaniu opisanych powyżej sposobów daje zauważalne wyniki. Warto rozważyć ten temat, szczególnie jeżeli dużo dzieje się w Twoim życiu. Koncentracja i sprawnie funkcjonująca mózgownica na 100% będzie Ci potrzebna.
Na koniec mały test na skupienie na jednej rzeczy: ile okienek masz jednocześnie otwartych na swoim kompie? W czym to Ci pomaga? Potrzebujesz ich w tym momencie?
Mój wynik teraz:7 + 5 katalogów. Tragedia :(. Na szczęście tylko Outlook mnie przyciągnął do siebie :), Do napisania tego postu potrzebowałem tak naprawdę 2: word?a i odtwarzacza z muzyką. Czyli Wskaźnik Przeładowania Okienkami (WPO) = Otwarte (12)/Potrzebne(2) = 600%. I tym samym zakończyłem bardzo naukowo. Oczywiście dążyć należy do wskaźnika WPO=100%. A jak wygląda Twój WPO? ;)
Witam,
Bardzo wartościowy post, tak się składa że wczoraj czytałem „Być jak płynąca rzeka” Paulo Coelho tam jest taka przypowieść „Manuel – człowiek ważny i potrzebny”
Manuel był człowiekiem, który lubił czuć się ważny, potrzebny. Uważał, że dzięki pracy osiągnie to czego szuka, zapewni rodzinie dobry byt. Zawsze musiał być na bieżąco z informacjami o świecie, z nowinkami. Po przebudzeniu pierwsze kroki kierował do telewizora, aby móc obejrzeć wiadomości, bo przecież coś mogło go ominąć jak spał. Pewnego dnia przyszedł do niego Anioł we śnie. Zapytał Manuela czy może się choć na chwile zatrzymać na pięć minut w ciągu dnia i pomyśleć, spojrzeć na otaczający go świat?Manuel odpowiedział, że nie ma czasu? Wtedy Anioł rzekł ?Praca jest darem kiedy pomaga zrozumieć, co robimy, ale może być przekleństwem, kiedy staje się ucieczką przed pytaniem o sens życia??
Po przebudzeniu Manuel potraktował spotkanie jako sen i szybko o nim zapomniał. Przepracował parę naście lat po czym udał się na zasłużona emeryturę? Teraz miał czas by pomyśleć, by zająć się sobą? Jednak Manuel poczuł się samotny. Dzieci dorosły opuściły rodzinny dom, z żona nigdy nie miał tematów do rozmów? teraz został sam. Poświęcił swoje życie innym ( rodzinie), a rodzina teraz gdy ją potrzebuje nie ma dla niego czasu? Zasypia, przychodzi Anioł? Zadaje pytanie: ? Co zrobiłeś ze swoim życiem? Postarałeś się przeżyć je zgodnie z marzeniami???
Kiedy mi zwala się tona zajęć na głowę, nie biorę się za nic dopóki nie przeanalizuję mojego kodeksu wartości. Tak naprawdę od tego zaczyna się cała organizacja. Nie wszystko musi być ważne i pilne, niektóre rzeczy mogą zaczekać. A jeśli uważam że nie mogą to i tak wiem że będą musiałby bo nie jestem cyborgiem i się nie wyrobię.
Tak więc warto 24/7 mieć w głowie swój kodeks zasad i wartości, który pozwala zachować kontrolę. Na takim fundamencie buduje się organizację swojego czasu.
Poza tym bazą każdego działania zaraz po zasadach jest stan umysłu i kondycja ogólna. Jest sens o to zadbać żeby móc pracować w tempie F1 a nie w tempie starego przeładowanego vana na oparach paliwa. Warto brać pod uwagę potrzeby własnego organizmu, jak sen czy relaks, bo to w gruncie rzeczy od ogólnej kondycji zależy z czym się później wyrobię a z czym nie.
Jest jeszcze jedna dobra zasada, którą sam stosuję: albo intensywny wysiłek albo intensywny wypoczynek. A więc biorę się do pracy maksymalnie wypoczęty, planuję wszystko na podstawie kodeksu zasad i wartości oraz pracuję bez kompromisów, cały zamieniony w koncentrację, aby potem móc wypocząć maksymalnie, nie myśląc ani na chwilę o pracy, chyba że jest to jakaś forma relaksu (gdy praca to życiowa pasja).
To wszystko według mnie, bo zdaję sobie sprawę że człowiek posiadający rodzinę może potrzebować innego podejścia do tego tematu.
Pozdrawiam
Łukasz
@Paweł: dziękuję. Poleca przeczytać też „Przebudzenie” de Mello. Warto!
@Łukasz: word hard & play hard – dzięki za przypomnienie tej zasady. W 100% wartościowa i dokładnie w zgodzie z tym co chciałem przekazać.
Zagadzam się w 100%, że najważniejsze jest to co najważniejsze;). Niezależnie od tego czy masz rodzinę, czy nie to podejście jest takie samo: zajmuj się priorytetami. Co prawda mając rodzinę, a szczególnie małe dzieci trzeba wykazać się niezłą elastycznością, natomiast pryncypiów to nie zmienia.
To o co mi głównie chodziło, to, że planowanie to jedna sprawa, a działanie to druga. Czasem trudno się poprzestawić. Szcególnie tudno, gdy człowiek nie potrafi podjąc trudnej decyzji – odkładam to na później, bo potrzebuję teraz odpoczyku. Panuje dużo częściej przekonanie, że odpocznę jak to zrobię. Co de facto czasem jest dobrą metodą, ale raczej na sytuacje awaryjne niż codzienność.
Sam nie mam problemu z decydowniem co jest ważne, a co nie. Ale przyznaję, że wypracowaie tego zajęło mi trochę czasu. Większy problem miałem ze skupieiem na pracy. Teraz wiem z czego to wynikało: za dużo pracy, za mało odpoczynku dla umysłu. Odkąd regularnie poświęcam wieczorem 20 minut na medytacje widzę niesmowitą poprawę.
Zresztą odnosi się to do każdej chyba dzdziny życia: „aktywna bezczynnosć” fizyczna, umysłowa, społeczna jest bardzo pożyteczna. Bo pozwala wrócić do tematu z nową siłą. Czasem nawet ulubione tematy warto odłożyć na jakiś czas, żeby po powocie do nich wywidnować je mocno w górę.
Kurcze mój wpo wygląda chyba jeszcze gorzej….:)
Co do treści – masz rację. Słabo idzie koncentrowanie się tylko na tym co się robi, ale jest to konieczne do osiągnięcia spokoju ducha.
Czytałem o tym chyba po raz pierwszy w książce „Sztuka Miłości” nieodżałowanego geniusza Ericha Fromma, twórcy psychoanalizy humanistycznej. Samo siedzenie w ciszy, całkowicie samemu z własnymi myślami, bez żadnych „dystraktorów”, przez 20 minut, jest niemożliwe dla ponad 90% ludzi (pewnie jest to i 99%). A tego typu umiejętność jest potrzebna do tego, żeby umieć być tu i teraz.
Kiedy się temu bliżej przyjrzeć, życie większości ludzi na tej planecie upływa na rozpamiętywaniu tego co było i myśleniu o tym co będzie, bez specjalnego koncentrowania się na tym co JEST.
Pozdrawiam
JJ
Ja kiedy nie mogę się skoncentrować na czymś (szczególnie na pracy) i uciekam gdzieś myślami stawiam po prostu kreski na kartce. Pomyślę o czymś niepotrzebnym i pyk kreska,to tak jak bym się przyłapywał na błądzeniu myślami . Stopniowo jest ich coraz mniej a ja jestem coraz bardziej skupiony.. :)
@JJ: a ile było twoje WPO? ;). Spory wpływ na to, że mamy probem jako gatunek z koncentracją jest postęp cywilizacyjny i nie nadążająca ewolucja. Kiedyś jako rolnicy, myśliwi więcej było spokoju i koniczności czekania, odpoczynku.Teraz to „niemoliwe” bo świat „pędzi i zmienia się tak szybko”. Tyle razy to słyszałem na studiach i od „liderów”, że uwiezyłem :).
Świat zmienia się bardzo szybko to prawda, ale nie znaczy, że wszystko dla nas jest tak samo ważne. Jak wesz co jest ważne możesz „olać” resztę, bo po co Ci ona :). Ale to też łatwe nie jest.
@Paweł: niezły patent. Jak staram się medytować (też cały czas coś się pomyśli fajnego), to czasem uciekam w wątek, który się pojawia. To pozwala mi rozwiąać problemy, bo po prostu „umysł prowadz”. Wiem, że to niezgodne z głównym celem „koncentracji na 1″, ale bardzo użteczne.
W życiu codziennym (biurowym) dobrą praktyką jest napisać w widocznym miejscu na flip-charce cel spotkania! Wtedy można przywrócić myślenie grupowe do tego. Ja zrobiłm sobie mind-mapę „FOCUS”, w której wyciągam najważniejsze elementy, które wymagają skupienia teraz. Jak jest to 1 sztuka to działa, jak więcej to się sypie(sprawdziłe na sobie).
Najśmieszniejsz jest to, że nie można sobie stawiać kresek w nagrodę gdy jesteś skoncentrowany ;)