Temat chodzi za mną tak mocno, że jak go nie zamknę to nie zaznam spokoju. Zastanawiałem się, co takiego odciąga mnie od napisania tego tekstu. Jest jedna mała rzecz, ale o tym później, najpierw zajmę się tym co najważniejsze. Spojrzeniem na cały 2009, moje plany, postanowienia, nadzieje i weryfikację 365 dni. Kolejnych 365. To dużo, pytanie jak dobrze je wykorzystałem i co zamierzam zrobić dalej.

Jak zwykle postaram się opisać to w taki sposób, żebyś mógł z tego jak najbardziej skorzystać, pomimo tego, że ten wpis jest mocno osobisty, bo dotyczy mojego roku. Tym niemniej możesz uczyć się na moich sukcesach, błędach i wnioskach, żeby uniknąć tych drugich i szybciej przejść do wdrażania w życie trzecich, tak żeby twój rok był wypełniony tymi pierwszymi ;).

Jak oceniam 2009?
Tak naprawdę to ten rok zaczął się dla mnie 1 listopada 2008, a skończy najprawdopodobniej na początku lutego 2010. Wydłużony kalendarz, niekoniecznie kompatybilny z kalendarzem Majów, ale na moje potrzeby działa rewelacyjnie. Prawda jest taka, że lata nie istnieją w silosach i oderwaniu od siebie, a są elementem dłużych cyklów i dopiero patrzenie w ten sposób pozwala lepiej ocenić co się działo. Tym bardziej, że niektóre wydarzenia mają długofalowe efekty. Tak było i w moim przypadku. Ale po kolei.

2009 to dla mnie i dla całej naszej rodziny rok zmian. Zmieniło się prawie wszystko co mogło, oprócz mieszkania (co tak na marginesie było bliskie realizacji, na szczęście podjęliśmy decyzję, że na razie nie jest to dobry moment). W sierpniu 2008 urodził się Mateusz, we wrześniu Wiktoria poszła do przedszkola, w listopadzie rozstałem się całkowicie z pracą na etacie i rozpocząłem na 100% działalność na własny rachunek, w czerwcu 2009 rozluźniłem współpracę z firmą, z którą zaczynałem moją przygodę na własnym i przerzuciłem moje siły na tworzenie Leadership Center i pracę nad projektem Proaktywnie NEXT (nazwa kodowa na razie ;) ). Jakby tego było mało we wrześniu Karina wróciła do pracy, po to, żeby po fajnej propozycji, zmienić ją na dużo ciekawszą w listopadzie.

Patrząc na czynniki stresu wygenerowane w ciągu tego roku przekroczyliśmy wszelakie dopuszczalne normami unijnymi poziomy ;). I to faktycznie miało swoje negatywne skutki, choćby jeżeli chodzi o mój plan zbudowania formy. No i bez ukrywania mieliśmy kilka poważnych dyskusji co do stylu pracy trenera (ciągłe wyjazdy), tym bardziej, że Wiktoria po rozpoczęciu kariery przedszkolaka zaczęła mocno chorować i zamiast w przedszkolu dużo czasu spędzała w domu.

Podejmując te wszystkie decyzje zdawałem sobie sprawę, że to dużo zmian na raz, ale tak naprawdę to było najlepszy moment, w którym mogłem tak zadziałać. Gdyby nie to uciekły by bardzo ważne szanse, których mógłbym nie odrobić w szybkim czasie. Dało się przewidzieć, że Wiktoria będzie chorować, a to nałożone na moje wyjazdy może nieźle namieszać. Ale szczerze mówiąc gdybym to robił to w życiu bym się nie zdecydował na zdecydowane działanie.

Pomimo tych stresowych rzeczy to był jeden z najciekawszych okresów w życiu pod kątem nauki i realizacji pewnych, z pozoru nierealistycznych celów. Pierwsze wakacje od II roku studiów, które trwały trzy miesiące :), oczywiście przeplatane pracą, ale bez jakiegoś mega stresu, wprost przeciwnie, wypełnione poczuciem, że zmierzam we właściwą stronę. Spojrzenie na świat z perspektywy innej niż manager w korporacji było bardzo ożywcze i inspirujące. Przyznając się teraz do tego trochę bardziej: chyba zaczynam dorastać ;). Gdzieś przeczytałem, że 30 lat to wiek dojrzewania. Coś w tym jest.

Podsumowując podsumowanie odpowiem na pytanie, które zadał mi ostatnio mój znajomy. ?Czy żałujesz tych decyzji??. Odpowiedź brzmi ? Czy wydawało mi się, że wiem co robię? Tak. Czy wiedziałem, na co tak naprawdę się decyduję? Nie :). Czy żałuję decyzji? Nie. Największa nauka z tego roku ? jeżeli robisz to, co Cię pasjonuje spełniasz się najbardziej.