Z poprawnością polityczną pewnie się każdy zetknął w swoim życiu. Z road rage też na pewno :). Tak na wszelki wypadek przytoczę krótkie wyjaśnienie ? road rage to stan wściekłości, który ogarnia kierowców. Poza samochodem są normalni, siadając za kółkiem wynajdują w sobie ekstra pokłady agresji. No i co jedno ma wspólnego z drugim? Śpieszę z wyjaśnieniem.

Rano jadąc sobie samochodem słucham programów publicystycznych. Akurat trafiłem na audycję dotyczącą wieszania krzyży w szkołach. Okazało się, że gdzieś tam jednej rodzinie się to nie spodobało (na marginesie, muzułmańskiej) i sprawa skończyła się w Strasburgu. Rodzina żądała usunięcia krzyża ze szkoły. Zagotowałem się. Nie jestem wojującym katolikiem. Daleko mi do tego. Zresztą podobne uczucie mi towarzyszyło, gdy słuchałem kilka lat temu sprawozdań z tego co się działo we francuskich szkołach, gdzie zabroniono muzułmańskim dziewczynkom chodzić do szkoły w chustach, bo to zbytnia manifestacje religijności.

Posłuchałem 2 minuty dyskusji redaktorów zanim włączyłem sobie muzykę i zacząłem się zastanawiać, co się do cholery dzieje! Mniejszość zaczyna terroryzować większość (krzyże), w imieniu tolerancji prześladuje się mniejszość (chusty). Gdzie tu jakikolwiek postęp cywilizacyjny. Pogubiliśmy się maksymalnie. A w dużym stopniu to wina poprawności politycznej. Nie wypada używać pewnych słów, które mogą być dla innych obraźliwe. Nie ma grubych tylko są szczupli inaczej, nie ma głupich, tylko inteligentni inaczej. Nie ma niewolników tylko są ?freedom challenged? ;).

W założeniach miało to chyba służyć lepszemu, bardziej harmonijnemu życiu społecznemu, a w rzeczywistości prowadzi to do całkiem odwrotnych efektów. Człowiek się zastanawia, czy czasem kogoś nie urazi i na wszelki wypadek się zamyka. Zamiast powiedzieć co myśli, myśli sobie co by powiedział i na tym się kończy. W jakiejś chorej wizji współżycia społecznego jakiś ?inteligentny inaczej? postanowił wyeliminować jakikolwiek konflikt z relacji międzyludzkich. Wynik: nie potrafimy sobie radzić z konfliktami. Umiejętności konstruktywnego rozwiązywania sporów są w takim samym zaniku jak ogon! Ewolucja jest bezwzględna. Nie skaczemy po drzewach to ogon nie jest nam potrzebny do utrzymania równowagi. Nie ma konfliktów ? na grzyba nam umiejętność radzenia sobie z takowym!

A gdzie tu road rage? Zdarzenie z kolejnego dnia. 8:20, czas gdy ludzie jadą do pracy. Wyjeżdżamy z garażu, rodzina w środku. Wyjazd od nas jest dosyć wąski. Samochody parkujące po jednej stronie ulicy powodują, że ruch musi być wahadłowy, inaczej wszystko się blokuje. Zazwyczaj co kilka samochodów kierowcy sami się przepuszczają i mechanizm działa. Tego dnia mechanizm się odrobinę przytkał. Na końcu wyjazdu stoi sobie samochód przyblokowany przez drugi. Temu drugiemu wystarczyłoby przejechać pół metra na bok, żeby wszystko się odblokowało, ale stoi i wyraźnie blokuje przejazd. Dojeżdżamy do samochodów. Nic się nie dzieje. Ludzie z obu stron widzą, że coś się zablokowało. Część zawraca, żeby objechać cała akcję, reszta siedzi w samochodach. Wychodzę, żeby pogadać z ludźmi, coby rozładować sytuację.

Podchodzę do samochodu, człowiek odpina pas i grzecznie tłumaczy, że ?tamta Pani zajechała drogę i tak dalej?. Pogadaliśmy chwilę wróciłem do samochodu. Za chwilę pojawił się taksówkarz w trochę innej formie przedstawił argumenty i droga się odblokowała. Najważniejszą myślą z całej sytuacji była następująca ?Nikt inny nie wysiadł!?. Masa ludzi, nikt nie wysiadł pogadać z drugą osobą! Nawet ta dwójka, która się blokowała nie próbowała rozmawiać! Po prostu siedzieli w samochodach. A inni czekali co będzie!

Niesamowity mechanizm. Ludziom odbija za kółkiem, bo siedzą ?bezpiecznie? w swojej ?twierdzy?. Nie widzą w drugim samochodzie kierowcy tylko kupę żelastwa i ew. ?debila i idiotę?, który go prowadzi. Maksymalna izolacja od świata zewnętrznego. Przestawienie świadomości! Zmiana stanu i zatracenie umiejętności społecznych, a to przecież tylko trochę plastiku i stali na gumowych kółkach! Spróbujcie się w takiej sytuacji zachować inaczej niż oczekiwana norma. Otwórzcie okno, albo wyjdźcie z samochodu. Reakcja drugiej strony: ?ten wariat mnie zabije!?. Poważnie to najlepszą opcją jest chyba uśmiechnięcie się, bo agresja za kółkiem eskaluje się dosyć szybko, lepiej zmienić ten schemat.

No nic. Co chciałem przekazać? Nie ma się co bać konfliktu, warto się uczyć takie sytuacje rozwiązywać. Mogą pomóc w szybszym dojechaniu do pracy i nie tylko ;). No i jeszcze jeden apel do kierowców: inne samochody prowadzą ludzie, więc może warto wrzucić na luz.

A i ostania rzecz: precz z poprawnością polityczną. Jak ktoś jest czarny to jest czarny, jak jest biały to jest biały. Mam prawo manifestować moje przekonania, to samo dotyczy Ciebie. Niech sobie krzyż i półksiężyc wiszą obok siebie. Wrzućmy trochę na luz i nauczymy się dyskutować na trudne tematy, zamiast je omijać.

P.S. Jakbym rozwiązał dyskusję z facetem z samochodu, żeby było skuteczniej? Spytałbym „Co chce takim zachowaniem osiągnąć” :)