Nie bez powodu na pisałem Rozwój Osobisty właśnie tak. Trochę z przekory też, bo dotarła do mnie pewna bardzo oczywista rzecz. I razem z nią znowu się zdziwiłem jak bardzo na co dzień oczywiste rzeczy umykają z pola widzenia. Chociaż chwila, może nie do końca to takie oczywiste jest. Może po kolei wyjaśnię o co chodzi, bo chyba właśnie popełniam jeden z najbardziej zakręconych wstępów jakie kiedykolwiek napisałem ;).
Z czym kojarzy Ci się hasło ?rozwój osobisty?? Mi z jakiegoś trudnego do uświadomienia powodu koszarzył się z tematami takimi jak: efektywność osobista, zarządzanie czasem, inteligencja finansowa, rozwój duchowy, misje, wizje i tym podobne. Generalnie wszystko, co nie dotyczy ?twardych? kompetencji, bo rozwój tychże jest przecież ?oczywistą oczywistością?.
Wkurzało mnie to, że w programie edukacji w naszym kraju nie ma nic, co pozwalałoby wykorzystać techniki wykorzystania potencjału ludzi, za to naładowany jest on na maksa wiedzą, która w 90% ląduje w koszu w momencie podjęcia pracy. Przyznaję się tutaj do swoistego fantazymu i niczym nie wytłumaczalnego zafascynowania ?miękkim rozwojem osobistym?.
Oczywista rzecz, która do mnie dotarła jest następująca: rozwój osobisty oznacza harmonijne rozwijanie swojego potencjału bazujące zarówno na miękkich jak i na twardych kompetencjach. Zaniedbanie którejkolwiek z tych dziedzin powoduje, że nasz rozwój nie osiągnie pełnego potencjału.
Zastanawiałem się skąd mi się wzięło to, że ostatnie lata spędziłem koncentrując się na umiejętnościach miękkich. Rozwiązanie jest bardzo proste ? bo wcześniej bardzo dużo czasu zainwestowałem w twardą, konkretną wiedzę i umiejętności, nie czułem więc, że potrzebuję tu inwestować więcej. Wykorzystując to jako bazę i dodając do tego kolejne elementy mogłem się rozwijać w dużo szybszym tempie, traktując to co już wiedziałem i potrafiłem jako coś oczywistego dla mnie i dla wszystkich.
Po co to piszę? Bo skoro ?widzenie tunelowe? dotknęło mnie, to istnieje niezerowe prawdopodobieństwo, że w podobnym trybie znajduje się co najmniej jedna osoba. Widzenie tunelowe w przypadku rozwoju osobistego może prowadzić do interesującej dla otoczenia katastrofy.
Nagle odkrywasz, że istnieje część świata, o której nie miałeś pojęcia, a dzięki tej wiedzy nagle twoja skuteczność, efektywność i percepcja rosną niesamowicie. Od tego można się uzależnić. Człowiek wpada w tę nową dziedzinę i kończy się to różnie. Jeżeli wpadł w dobrym momencie i skorzystał sensownie to wszystko ok. Gorzej, jeżeli w ?rozwoju osobistym? szuka odpowiedzi na wszystkie problemy wszechświata. Brak jakiejkolwiek kompetencji nawet przy genialnych miękkich umiejętnościach ma dosyć niszowe zastosowanie praktyczne.
Pułapka ?rozwoju osobistego? polega na tym, że techniki NLP, inspirujące książki, filmy i szkolenia dają niesamowite uczucie uniesienia. Kto nie lubi jak mu się mówi, że może wszystko? ;) A jak nauczysz się kontrolować swoje stany emocjonalne i przeczytasz Kiyosakiego to już w ogóle. Uczucie ?bycia bogiem? jest super. Warto sobie je podpompować od czasu do czasu. Uczenie się jakiegoś języka programowania albo jakiejś tam metodyki pracy w projekcie jest przy tym maksymalnie nudne i nie daje tego ?kopa?.
Ale bez tych ?nudnych? twardych kompetencji masz marne szanse wcielić swoje marzenia w życie. To brutalny fakt. Do mnie dotarło to teraz, gdy potrzebuję doszkolić się w pewnych dziedzinach prowadzenia firmy i czas zanurkować w świat finansów i prawa. Bardzo twarde dziedziny. Poczułem, że teraz tego mi brakuje, żeby być efektywnym. I to skłoniło mnie do dodatkowych przemyśleń.
Wniosek mniej więcej jest taki. Świadomy rozwój osobisty jak najbardziej tak. Warto znać siebie (a to miękkie techniki połączone ze średnio-twardymi narzędziami), określić w co warto zainwestować swój wysiłek (jakie umiejętności rozwinąć) i tam się skupić. Czasem będzie to miękka, czasem twarda strona mocy. Wszystko w zależności od tego, co zamierzasz osiągnąć. Natomiast jeżeli Twój rozwój ogranicza
się tylko do jednego z tych aspektów, to strzelasz sobie w kolano.
Wrócił mi szacunek dla naszego systemu edukacji i uświadomiłem sobie ponownie jakie zasoby dzięki niemu posiadam. Zachęcam do małej refleksji ? gdzie teraz jesteś i ile czasu spędziłeś na rozwoju obu obszarów siebie. Jeżeli jest jakaś nierównowaga, postaraj się do niej powrócić.
Witaj:)
„rozwój osobisty oznacza harmonijne rozwijanie swojego potencjału”
Oczywiście pełna zgoda. Ja to widzę tak, że wszystko powinno się odbywać symultanicznie – rozwój osobisty (jak to nazywasz „umiejętności miękkie”) i szkolenie/nabywanie konkretnej wiedzy w dziedzinie którą się zawodowo zajmujemy.
Przerost jednego na drugim (albo patrząc z drugiej strony deficyt jednego do drugiego) nieuchronnie spowoduje zachwianie całości.
Druga rzecz, która nasuwa mi się na myśl jest taka:
Najpierw powinniśmy położyć nacisk na rozwój osobisty (chodzi o chronologię) – bo bez pewnego poziomu świadomości, nie będziemy w stanie zrozumieć siebie i tego do czego tak naprawdę dążymy, a co za tym idzie, wyznaczyć sobie dobrych celów (zgodnych z tym kim jesteśmy
Pozdrawiam
JJ
@JJ: Witam. Zdecydowanie zgadzam się z drugą rzeczą :). Warto poznać siebie jak najlepiej.
Cały „myk” polega na tym, że poznajemy się cały czas przez doświadczenie. I bardzo często dowiadujemy się czego chcemy po tym jak zrobimy coś, czego nie chcieliśmy ;). Część nauki i doprecyzowania własnych celów.
Grunt to wyciągać wnioski z sukcesów i porażek, żeby przybliżać do tego miejsca, do którego chcemy.
Covey pisze o trzech etapach: zależności, niezależności i współzależności. Z mojego doświadczenia wynika, że 2-gi i 3-ci się przenikają i przejście pomiędzy nimi zajmuje dosyć długo. W niektórych dziedzinach jesteśmy mocno niezależni, podczas, gdy w innych szukamy mocnej współzależności.
Zrozumienie tego modelu pojawia się dopiero z doświadczeniem. Na szczęscie, czy na nieszczęścię? Kolejne pytanie dla filozofów ;)
Pozdrawiam,
Mariusz
Witaj Mariusz,
Zaczynając od końca – myślę, że na szczęście jednak:) Gdybyśmy od razu wszystko wiedzieli nie byłoby całej zabawy – bo z jakichś powodów tak dzisiaj widzę życie (oczywiście nie zabawy w sensie nieodpowiedzialności oczywiście, ale właśnie „rozgryzania” tego wszystkiego, wprowadzania w czyn i cieszenia się wynikiem:))
Z Coveyem w tym punkcie zgadzam się całkowicie…. Niektórzy tylko mają tendencję do mylenia współzależności od współuzależnienia – ale to temat na inną dyskusję. To są naturalne etapy ewolucji człowieka.
Czego Covey natomiast nie pisze (chyba – czytałem „7 nawyków” bardzo dawno więc głowy nie daję) to fakt, iż większość ludzi próbuje przejść do etapu nr 3 z pominięciem etapu nr 1. Ma to oczywiście tendencje do kończenia się źle.
Ostatnio miałem do czynienia z wziętym top sprzedawcą, managerem – który odkrył, że tak naprawdę robi coś, w czym się nie spełnia, przez co popadł w konflikt z samym sobą. W wieku ponad 30 lat musiał przedefiniować swoje cele niemal od zera i teraz jest szczęśliwym człowiekiem robiąc coś zupełnie innego – pomagając ludziom z problemami. Mniej zarabia ale zakwitł.
Tak więc jak się okazuje wyciągać wnioski i decydować się na podstawie tych wniosków na konkretną akcję też się da:)
Spokój ducha ponad wszystko
Pozdrawiam
JJ
W rozwoju osobistym przede wszystkim chodzi o to byś się rozwijał, tzn. zyskiwał coraz to nowe możliwości. Ale po co? Po to, abyś mógł realizować twoje marzenia, byś mógł robić to dzięki czemu dusza ci gra, tego co powoduje że czujesz że żyjesz. Jeżeli coś ci nie pozwala tego robić, to wyćwiczenie umiejętności która pozwala ci przekroczyć to ograniczenie jest rozwojem osobistym – i nieważne czy to „twarda” czy „miękka” kompetencja.
W zasadzie nie powinno się nawoływać do rozwoju osobistego, a raczej do sięgania po marzenia i pokonywania przeszkód. Rozwój osobisty to tego niejako efekt uboczny.
Witajcie,
Bez rozwoju osobistego i ogólnie rozwijaniu umiejętności nie da się osiągnąć rzeczy wielkich. Nie da rozwiązywać problemów.
To nie jest efekt uboczny to pewien styl życia., przynajmniej dla mnie :)
Pozdrawiam,
Adam
Czytając powyższy artykuł naszła mnie pewna refleksja, a mianowicie, że z naszym rodzimym szkolnictwem nie jest jednak najgorzej. Co prawda nie jest rozwijana u dzieci umiejętność abstrakcyjnego i samodzielnego myślenia, ale za to uczy się je systematyczności i rzetelnego zdobywania wiedzy. Priorytetem są umiejętności twarde, zawodowe, dzięki, którym w przyszłości można dostać dobrą pracę. I właśnie, ta praca zazwyczaj jest tylko dobra, jeśli dziecko/młodzieniec/osoba dorosła nie koncentruje się na umiejętnościach miękkich.
Wspominaliście o ’7 nawykach…’. Przyznam, że rozwijająca jest to lektura. Przestudiowałam ją z wielkim zaangażowaniem. Rozwijające jest również szkolenie Franklin Covey.
Piszecie, że ludzie zazwyczaj przeskakują do etapu 3 z pominięciem poprzednich. Z kolei wg mnie ludzie popełniają inny, o wiele bardziej znaczący błąd a konkretnie – nie wykształcają nawyku ostatniego, czyli ‘ostrzenia piły’.
Co nam po wszystkich pozostałych 6 nawykach jesli nie będziemy wprowadzali ich w życie, nie będziemy implikować ich do otaczającej nas rzeczywistosci?
@metanoia: ze szkolnictwem raczej się nie zgadzam. Systemowo mamy to raczej kiepsko rozwiązane. Nie uczy się ludzi elastyczności, tego, że zdobyte wykształcenie nie gwarantuje pracy. Dużo bardziaj wolałbym ludzi, którzy potrafią myśleć abstrakcyjnie i rozwiązań nowo napotany problem niż takich, którzy są ekspertami od maszyn, które dawno wyszły z użycia. Długa dyskusja by wyszła. Może faktycznie warto zrobić wątek: Co poprawić w systemie edukacji w Polsce? To byłoby dużo bardziej pozytwne, konkretne i „nienarzekackie”, a co się z tym zrobi to się zobaczy :). Zaraszam tutaj do dyskusji .
Ostrzenie piły to w moim zrozumieniu rozwój, a nie wdrażanie nawyków w życie. Ale co do idei się zgadzam – bez działania czytać sobie można w nieskończoność, a życie nie zmieni się nawet trochę.
@Adam Mrowiec: Piszesz, że bez rozwoju nie da się rozwiązać pewnych problemów, nie da się osiągnać rzeczy wielkich. Ja rozwijam się, żeby zrealizować moje cele. Nie rozwijam się w dziedzinach, które uważam za zbędne dla mnie. Rozwój nie jest celem samym w sobie, ale narzędziem, które pozwala osiągać „rzeczy wielkie”.
Zgadzam się, że w pewnym momencie wchodzi w nawyk „rozwinę się jeszcze tutaj” ;), ale czasem jest to ślepa uliczka. Wolałbym zamiast rozwój osobisty używać terminu „Świadome Życie”. To lepiej oddaje sens całości, bo zawiera nie tylko rozwój ale i działanie, a jednocześnie w planowy i zoragnizowany sposób.