Usłyszałem bardzo fajne stwierdzenie. Dokonanie zmiany w naszym życiu jest tak trudne, dlatego, że nasza podświadomość i nasz organizm traktuje ją jakby miała przyczynić się do naszej śmierci. Dlatego tak mocno się przed nią broni w swojej ?intencji i mniemaniu? chroniąc Cię przed strasznymi tej zmiany następstwami. A że czasem strzela Ci w ten sposób w metaforyczne ?kolano? to już całkiem inna sprawa.
Opisywałem moje zmagania z treningami i bieganiem na forum. Zmagania zbiegły się w czasie z eksperymentem, który na sobie przeprowadzam, a polegającym na świadomym obserwowaniu moich reakcji i zmieniających się stanów emocjonalnych, wkrótce się podzielę wnioskami. Dzięki temu splotowi okoliczności odkryłem jak skomplikowane strategie mamy wmontowane w głowy, które będą nas skłaniały do utrzymania status quo.
Biegałem sobie któregoś wieczora, w czasie biegania wchodzę w stan podobny do tego jaki uzyskuję medytując i zaczynają się pojawiać ciekawe skojarzenia. Jako, że jestem dosyć prosty w mojej konstrukcji psychicznej, to próbując się czasem zmotywować sięgam po atawistyczne symbole walki, wojownika, zmagań z potężnym przeciwnikiem. A ponieważ kiedyś spędziłem długie godziny biegając z mieczem i siekąc potwory w Diablo i innych grach tego typu, to o skojarzenia niekoniecznie powszechnie akceptowalne nietrudno ;).
Przed moimi oczami pojawił się demon. Taki solidny, jak to demon powinien wyglądać. Mój Demon Obżarstwa i Błogiego Lenistwa. Wygląd jego budzi grozę i co mniej odważni od razu mdleją. No, ale nie raz i nie dwa stawałem z nim w szranki i nawet udawało mi się go pokonać, ale on, jak to demon, zawsze się odradzał. Pewnie jakiś cymbał uwalniał go z krypty, butelki albo innego artefaktu, w którym był zamknięty. Nie wchodźmy teraz w to, kto tym cymbałem mógł być. Patrzmy w przyszłość ;).
Tym razem nasze spotkanie było inne bo przejrzałem go w jego perfidii działania. Ten gość nie jest taki głupi na jakiego wygląda. Potrafi adaptować się do sytuacji, żeby w ostateczności doprowadzić do swojego zwycięstwa. Darwin byłby zachwycony tym jak jest w tym dobry. To co mu pomaga, to nieograniczona wiedza o mnie! Wie czego chcę, wie jak mnie podejść. Wie kiedy jestem zmęczony, wie jakie są moje marzenia, co mnie gnębi, co jest dla mnie ważne. Jednym słowem: wie jak mnie kupić dla swoich celów. Ale odkryłem kilka z jego tricków i jeżeli spotkacie kiedyś swojego demona zmiany to pewnie będzie używał podobnego repertuaru
Pierwsza faza: walka na śmierć i życie. Tutaj jest tak naprawdę najmniej groźny. Wyrywa się szarpie, boli i stosuje prymitywne sposoby. Chcesz mniej jeść to on będzie powodował, że będziesz czuć głód. Chcesz coś robić, będzie przywoływał zmęczenie. Prosta biegunowość. W 100% możesz kontrolować siebie i krok po kroku wygrywać starcie. Po prostu konsekwentnie realizujesz plan. Wszystkie te uczucia miną jeżeli przetrwasz pierwszy okres
Faza druga: chwilowe uśpienie. Trzy musi być jakąś mistyczną cyfrą, bo w takich cyklach uderza. Po trzech dniach, tygodniach i miesiącach. Jeżeli przeskakujesz te okresy to demon jest coraz słabszy. Ale w każdy ?potrójny jubileusz? uaktywni się na pewno i będzie próbował podjąć walkę podobną do tej z fazy pierwszej. Wiesz, że się pojawi, przygotuj się na to, zbierz siły, naostrz żelastwo i czekaj na niego ze złowieszczym uśmiechem na ustach.
Faza trzecia: podstęp. I dopiero tutaj robi się naprawdę groźny. Bo już nie pojawia się w swojej postaci i nie próbuje zdzielić Cię centralnie w czerep. Tutaj ima się podstępów, których Zagłoba by się nie powstydził. Te, które kronikarsko udało mi się wychwycić.
Podstęp 1: Przecież zasłużyłeś.
Pojawia się w głowie głosik ?Jesteś wspaniały. Tyle osiągnąłeś, byłeś taki dzielny, pokonałeś swoje słabości. Możesz zrobić sobie dziś dzień dziecka, przyznaj sobie nagrodę?. I żeby nie szukać daleko przed oczami pojawia się nagroda. Oczywiście najczęściej będzie to coś czego nie chcemy robić, ale bardzo lubiliśmy przed zmianą. U mnie to były potrawy wyśmienite, asortymentu wszelakiego ze szczególnym uwzględnieniem tych najmniej zdrowych ;). Na ten podstęp nie dałem się nabrać, więc kolejnym razem bestia nauczyła się, że to zbyt prymitywne
Podstęp 2: Przecież zasłużyłeś wariant sprytny.
Tak samo jak poprzednio, tylko teraz pojawił się wizerunek z pozoru niewinnej nagrody. Mianowicie coli light. ?Przecież lubisz, a to ma zero kalorii, nic nie tracisz a nagrodzisz siebie za wysiłek?. Prawda, że logiczne? Co mi może zrobić taka mała butelka.
Spryt demona polega na tym, że rozgląda się jakby zrobić wyłom w twoim postanowieniu ale pośrednio. Cola jak wiadomo jest gazowana. Gaz w żołądku powiększa jego objętość, a to powoduje wzrost uczucia głodu, tadaa! A jak jeszcze Demon dorzuci do tego regułę konsekwencji i zarzuci ?Jesteś głodny bo po treningu, napiłeś się już coli, to małe ciasteczko tylko Ci pomoże? nie trzeba wiele więcej żeby zniknęło wszystko co nie jest na stałe przymocowane i zjeść się nie da.
Tutaj złapał mnie cwaniak kilka razy zanim się zorientowałem.
Podstęp 3: Odpocznij sobie.
Drań zaczyna grać mocno nie fair! W przypadku zmiany konsekwencja i budowanie rytuału to podstawa. A ten już nie atakuje bezpośrednio, nawet nie w pobliżu naszego obszaru zainteresowania tylko próbuje uderzyć jeszcze w mniejszy kamyczek systemu próbują wywołać lawinę! Proponuje Ci coś takiego ?Zrób sobie dziś dzień dla siebie. Pracowałeś ciężko i już wygrałeś. Usiądź dziś przed telewizorem, odpal konsolę i popykasz sobie jakiś czas. To twoja nagroda?. No nie zgodzilibyście się? Gdzie jest haczyk? W moim przypadku nie wyśpię się. A to oznacza, że kolejny dzień będę miał mniej energii i albo odpuszczę kolejny trening albo będę polował na jedzenie!
Podstęp 4: Popracuj więcej
A to już maksymalna perfidia i w parlamentarnych słowach trudno to opisać jak bardzo poniżej pasa jest to zagranie. On już wie, że musi sięgnąć po niezły arsenał. I co robi ?Popracuj dzisiaj więcej. To ważne. Nie możesz dłużej z tym zwlekać. To ważne! Bierz się do pracy?. Co w tym złego? Czas, w którym to robi. Albo w czasie treningu i wtedy człowiek robi się niespokojny i chce skończyć trening, co znowu atakuje rytuał tak jak w przypadku podstępu nr 3. Albo późno wieczorem, co prowadzi dokładnie do takich samych skutków jak we wspomnianym wyżej podstępie.
Na razie jestem na tym etapie. Nie posądzam mojego demona o wywoływanie bólu w barku, ale kto go tam wie ;).
Myślę, że z czasem będę katalog podstępów uzupełniał, bo Demon się uczy, a jak wiemy z historii do tej pory to on częściej wygrywał. Jest jedna niezawodna technika, która pozwala przetrwać przez zmianę ze 100% sukcesem. Wyłączenie myślenia i realizowanie swojego planu niezależnie co. Masz ochotę, nie masz ochoty to nie ma znaczenia. Jeżeli to ważne to po prostu rób. Ja wiem, że fajnie byłoby zmienić swój stan na ?chce mi się i nic mnie nie powstrzyma?, da się to zrobić jeżeli wyrobisz w sobie tę umiejętność, ale jeżeli jej jeszcze nie masz to zaciśnij zęby i dawaj.
Opiszę w kolejnych postach jak można podejść do zidentyfikowania ?systemu?, który demon chce nam zaatakować i wyniki mojego eksperymentu z obserwowania stanów emocjonalnych. To pomoże walczyć skuteczniej z demonami.
Żegnam się używanym w starożytnym Rzymie pozdrowieniem walczących z demonami ?Apage Deomonas? ;)
Witam,
Bardzo dobry post – idealnie opisane podstępy „demona”, sama prawda, doświadczyłem tego nie raz.
Czekam z niecierpliwością na kolejne w tym temacie.
Pozdrawiam,
Greg
U mnie przeszkodą jest wspaniała klarowność umysłu. Jeżeli pomyślę o zrobieniu czegokolwiek, widzę z doskonałą precyzją i przejrzystością każdy krok prowadzący do tego celu, i sam cel tak jakbym go miał na wyciągnięcie ręki, jakby już był mój.
Perfidia polega na tym że skoro to jest na wyciągnięcie ręki to przecież nie muszę się męczyć :P Kiedy trzeba działać, ja się ociągam, osiągam, osiągam, aż pewnego dnia widzę nagle z doskonałą przejrzystością że na osiągnięcie celu jest już za późno…
Ta przejrzystość umysłu to moje przekleństwo, bo jeśli się nie pilnuję, to rzeczy o których pomyślę że trzeba zrobić odhaczam jako zrobione (no bo przecież w głowie już to zrobiłem) – tak realistyczne są te obrazy. Muszę prowadzić skrupulatną listę zadań – i tak jak Allen w GTD – zapisywać wszystko natychmiast jak mi przyjdzie do głowy bo inaczej ulatuje jak dmuchawiec na wietrze.
@Leszek: W jaki sposób widzisz to osiągnięcie? Tak jakbyś patrzył „własnymi oczami”? Teoretycznie skuteczniejsze powinno być, jeżeli spróbujesz sobie zobaczyć to samo, ale z osoby 3-ciej osoby. Tak jakbyś widział siebie osiągającego ten cel. Wtedy nie powinno być efektu „już to mam”. Sprawdź i daj znać jak funkcjonuje.
To faktycznie kolejny demon do galerii
Demon 5: Przecież to takie łatwe.
Czyli możesz zrobić kiedykolwiek :). A kiedykolwiek w teorii w praktyce przeradza się w nigdy.
Tak się zastanawiam, że to dobry motyw na konkurs :). Stworzenie klasyfikacji demonów zmiany i prokrastrynacji. Akurat będzie jak znalażł na Nowy Rok :)
mariusz – kolejny ziomek ktory mysli ze nlp zalatwi wszystko…/pozdrowka
a co do tego co napisales. to nie demony. to walka z programem w podswiadomosci.
Dzielisz zycie na prace i odpoczynek. w rzeczywistosci nie ma takich pojec.
zycie toczy sie caly czas.
jesli zmeczy sie twoje cialo, odpocznie twoje cialo, nie ty. A w moim przypadku po 8 godzinach pracy na budowie wystarczy mi 30 min drzemki i jestem jak nowo narodzony.
Zastanow sie nad swoimi przekonaniami i programami. Porozmawiaj z podswiadomoscia. Przekonaj ja, pokaz jej jaki masz cel.
Jesli nadwyrezysz sobie miesien to tez bedziesz biegal dalej? poprzez bol cialo komunikuje „hej cos jest nie tak”.
Zgadzam sie ze przez pierwsze tygodnie cwiczen po dluzszej przerwie trzeba sie zmusic i zdyscyplinowac, zeby odzyskac forme. Ale jesli tego naprawde CHCESZ, to nie widze tu demonow. Widze determinacje i prócie do przodu.
/pozdrowka
@chaq:
piszesz „mariusz ? kolejny ziomek ktory mysli ze nlp zalatwi wszystko?” – co Cię skłoniło do wyciągnięcia takiego wniosku?
„to nie demony. ” – ulżyło mi, odwołam egzorcystę, był zamówiony na wtorek.
Jak poznać, że naprawdę się chce?
Świetny post! Teraz widzę, że nie tylko ja tak mam :) Sukces tkwi zdawaniu sobie sprawy z tych „demonicznych” mechanizmów.
Ciekawi mnie tylko dlaczego jednym tak trudno wprowadzić nowe zmiany w życie, a niektórym przychodzi to z łatwością? Jaki to mechanizm w naszym mózgu blokuje wszelkie nasze radosne inicjatywy? Taki efekt jojo dla psychiki, hmm ciekawe. Wrodzona skłonność do bilansowania strat tak fizycznych jak i psychicznych? Nasza podświadomość jest tak obżarta i leniwa, że nie pozwala (a przynajmniej utrudnia) na świadome ćwiczenia konsekwencji?
Pozdrawiam
Arek
@Arek: Efekt jojo dla psychiki na pewno istnieje. Otyłość bardzo rzadko jest genetyczna (to raczej styl życia dziedziczymy), podobnie ze zdolnościami mentalnymi. Tak jest, że jak ktoś robi postanowienia i nie wychodzą to ma dwie opcje.
a) zastanowić się co się takiego stało i jak najstępnym razem zrobić to lepiej
b) uznać, że to bez sensu.
Z wysiłkiem fizycznym jest tak samo. Bieganie podnosi kondychę. Medytację podnoszą konrolę nad umysłem. Ćwiczenia w planowaniu i pokonwaniu lenia – podnoszą naszą zdolność planowania i realizacji.
Analogia z obżartą motywacją, która kiedyś była piękna, szczupła i skakała przez płotki wydaje się być całkiem pasująca :)
Właśnie odkryłem post który tłumaczy to uczucie „zrobienia już tego” chociaż tylko to oglądnąłeś:
http://www.thesimpledollar.com/2009/10/11/mirror-neurons-why-watching-others-succeed-wont-help-you-succeed
A odpowiedź jest prosta – jeśli chcesz coś zrobić, rób to zamiast oglądać innych jak to robią!