Will Smith przypomniał mi o temacie, który krążył mi po głowie przez dosyć długi czas. Will mówi, że najważniejsza jest ciężka praca. Tylko ciężko pracując można osiągnąć sukces. Brzmi w miarę sensownie, bo tak jakoś podświadomie człowiek czuje, że bez pracy za dużo osiągnąć się nie da. Dosyć świeża książka ?Poza schematem? zdaje się to potwierdzać, bo za przykład daje m.in.The Beatles, czy Billa Gates?a, którzy musieli wypracować swoje magiczne dziesięć tysięcy godzin zanim osiągnęli wyniki wybijające się ponad przeciętność.
Ta filozofia konkuruje jednak z dosyć długą listą pozycji, które twierdzą, że można mieć prawie wszystko bez wysiłku. ?Sekret? tutaj króluje. Można znaleźć masę mniej lub bardziej zmanipulowanych historyjek o tym jak wszystko przychodzi do ludzi bez wysiłku dzięki magicznym technikom, czy innym ustrojstwom. No i tutaj mam problem, bo z jednej strony wiem, że to jest maksymalna ściema i bzdura, z drugiej strony coś w tym jest.
Jak pogodzić te dwa światy? Ja nie zamierzam. Chcę raczej zwrócić uwagę na pewną prawidłowość, której pewnie sam doświadczyłeś w swoim życiu. Sytuacje, w których pracowałeś na maksa, żyłując się do maksimum jednocześnie czując dziką radość i zadowolenie z siebie. Nawet jeżeli zmęczenie było odczuwalne. Pamiętasz takie sytuacje? Ja mogę sobie przypomnieć kilka, takich gdzie nie mogłem się ruszać ze zmęczenia, albo mój mózg się wyłączał i wpadał w ?mega-głupawkę?.
Jednocześnie pamiętam, że każdy sukces, który osiągnąłem poprzedzony był mniej lub bardziej dokładnym planowaniem, mniej lub bardziej udaną wizualizacją i co nie mniej ważne, długimi godzinami pracy. Bez wyjątku. Jednocześnie nauczyłem się wraz z doświadczeniem, że warto pracować przede wszystkim mądrze, a nie ciężko. Zaharować się na śmierć potrafi każdy. Osiągnąć spektakularne rezultaty nieliczni. Niby dodatkowy argument do tego, że ciężka praca to przeżytek. Czy na pewno?
Mam taką śmiałą teorię. Mówiąc o ciężkiej pracy widzimy jednocześnie przed oczami człowieka machającego łopatą albo kilofem i wykonującego wyczerpujące i ?bezmyślne? zajęcie kopania rowu. To jakoś nie przystaje do wizerunku nowoczesnego i przebojowego młodziana pędzącego w kabriolecie przez życie. To powoduje dysonans. Moim skromnym zdaniem właśnie przez to buntujemy się trochę przed zaakceptowaniem oczywistej prawdy ? na sukces trzeba zapracować. Szukamy prostych, szybkich i łatwych rozwiązań. Tym bardziej, że, sam się z tym spotkałem, słyszymy od ludzi, którzy coś osiągnęli, że niektóre rzeczy przychodziły im bardzo łatwo.
Kłamią? Niekoniecznie. Warto po prostu odróżnić od siebie kilka rzeczy. Nakład pracy włożony o osiągnięcie celu, jej względne obciążenie dla nas i jej postrzeganie. Co do nakładu pracy wg. mnie nie ma dyskusji i o tym mówi Will Smith: trzeba wpompować energię, żeby dostać coś w zamian. Z obciążeniem bywa różnie, bo możemy pracować nad czymś co dla nas jest łatwe i nie obciąża ani szarych komórek ani mięśni w nadmiarze. Zazwyczaj jednak jeżeli będzie to dla nas coś dużego, coś co ma zmieniać nasze życie to raczej trzeba się nastawić na ?zakwasy? po drodze. No i trzeci element to postrzeganie wykonywanej przez nas pracy. Jeżeli robisz coś co lubisz i widzisz efekty, to ?łatwo to idzie?.
Biorąc właśnie to pod uwagę: nakład, obciążenie, postrzeganie wykonanej pracy mamy w miarę pełne spojrzenie. Napracować się trzeba, przygotować na przekroczenie strefy komfortu też, ale jeżeli robisz to co kochasz i kochasz to co robisz, nie nazwiesz tej pracy nigdy ?harówą? w negatywnym sensie, raczej będziesz z niej cholernie dumny. A, żeby nie zapomnieć o elemencie pracowania mądrze. To jest po to, żeby twój nakład pracy był optymalny względem celu, który chcesz osiągnąć, ale to już inne story ;)
Może ludzie, którzy mówią, że osiągnęli coś łatwo i bez dużego wysiłku, mieli po prostu dobry pomysł, który pozwolił im skrócić drogę do celu. A ponieważ nie wliczają czasu i energii poświęconej na myślenie i planowanie do czasu pracy, wychodzi na to, że pracy było mało.
Pozytywne myślenie, afirmacja, odpowiednie nastawienie jest ważne ale podobnie jak autor uważam, że taki np. Sekret to ustrojstwo. No nie przesadzajmy. Więcej osób jest bogatych ze względu na swoją bezwzględność, drapieżność i swoje przekręty niż dlatego, że posiedli jakiś sekeret. Jak się coś lubi to samo idzie. Zachęcam do zapoznania się z tematem „Antykariery” Ricka Jarrow. Można trochę o tym poczytać na stronce Pracowni [url=http://www.prapelnia.pl]Rozwoju Osobistego[/url] „Pełnia” http://www.prapelnia.pl.
Myślę, że można pracować mądrze, a przez to lżej. Cały sekret tkwi dla mnie w doświadczeniu, w tych tysiącach wypracowanych godzin, które są jednocześnie tysiącem godzin nauki jak zrobić coś sprytniej, szybciej, niemal bez wysiłku. Mogę przeczytać tysiące publikacji, w których inni radzą jak osiągnąć sukces, może mnie to zainspirować, ale nie wierzę, że w mig, bez pracy, bez próby nagle spadnie mi gwiazdka z nieba.
Myślę, że warto przede wszystkim wiedzieć, po co się pewien wysiłek pokonuje. Inaczej para idzie w gwizdek. Dam przykład. Robię doktorat i czasem wykonuje masę obliczeń na danych lub masę poszukiwań w literaturze i znajduje odpowiedź lub nawet kilka interesujących odpowiedzi, ale nie wiem czemu one mają służyć, bo zapominam z jakim pytaniem zaczynałem badania lub poszukiwania. Ba, czasem nawet na początku nie wiedziałem czego szukam, zaczynałem działać po prostu machinalnie: tu wrzuć to, tu to, w Google wrzuć słowa kluczowe i zobacz. Trzeba mniej więcej spodziewać się, co się dostanie, albo co się ma nadzieje dostać i mniej więcej pomyśleć co nam da znalezienie tego wyniku, jak to dalej się przyda. Praca robotnika, którą tu za przykład podajesz, miała dać głównie pieniądze na przeżycie, szanse pracy razem etc. Oczekiwanie, że coś więcej wyniknie z machinalnie powtarzanych czynności, albo że ktoś zauważy, albo „że coś się stanie” w zamian za ilość (a nie celowość) wykonywanej pracy, to jest ułuda. Warto więc działać celowo, bo każda każde działanie ma swój skutek.
@May: Na pewno coś w tym jest. Sukces wieńczy dzieło. Jak się już uda to wydaje się to takie oczywiste. Wystarczy spojrzeć na youtube, nasza-klasa, paypal. Przecież to takie proste było ;)
@Marta: też jestem fanem doświadczenia :). To chyba widać ;)
@dzieciou: zgoda, że działanie powinno być celowe. Wtedy można sprawdzić, czy ten cel osiągamy. Bo nie zawsze skutek naszego działania jest zgodny z naszymi oczekiwaniami. Ale wtedy z takiego dośiwadczenia też wiemy, czego chcemy się nauczyć :).
W jakiej działce piszesz doktorat?
@Mariusz: Jestem jak najbardziej na tak — to takie pozytywne kopy w cztery litery, konfrontacje — w taki sposób dowiadujemy się dużo o sobie. Takie rezultaty, których w gruncie rzeczy nie chcieliśmy dostać pozwalają nam sobie uświadomić to, czego nie chcieliśmy i następnym razem jaśniej określać nasze wymagania, cele i granice. Szef może nam narzucić cel lub sposób wykonania, nie wprost, mimo chodem, a my po realizacji tego celu możemy sobie uświadomić sobie, że np. drażni mnie to, nie chce więcej tego robić, wolę to robić inaczej.
Doktorat robię z informatyki (Web serwisy). Ciekawa rzecz :-)
@piony: Też jestem sceptyczny wobec Sekretów, Poradników drogi do szczęście, rozumienia swojej realizacji w ramach jednego, z góry zaszufladkowanego wymiaru: jako robienia kariery, pieniędzy, własnego szczęścia, hedonistycznych przyjemności, wolnego miejsca na parkingu etc. Zawężając naszą rozmowę choćby do samych książek: literatura, i to nie tylko współczesna, mówi o ludzkich doświadczeniach, nie uzurpując sobie przy tym miana poradników. Można szukać w książkach beatników, jak Burroughs, kontestacji wartości tego świata i podróżowania dla samego podróżowania. Można też czerpać garściami z książek Wańkowicza o tym, jak polscy emigranci w stanach lasy karczowali pod swoją ziemię. Co, kto woli.
@dzieciou: zdecydowanie ciekawa rzecz. Uruchomiła mi kilka procesów myślowych („Jak wykorzystać web-serwisy w nowym pomyśle” ;).
Co do poradników – ich mnogość pokazuje, że ludzie poszukują. Sekret jest majstersztykiem marketingu i nlp. W 100% dopracowany produkt. Nadal jestem pod wrażeniem :). Niezależnie od tego: poszukujący znajdzie coś wartościowego wszędzie. Mnie inspirują gry komputerowe, s-f, biografie, miesięcznik „Komandos”, magazyny o grach „Neo-geo” i „PSX Extrme”, zabawa z dziećmi, latanie modelami, klejenie modeli, praca w sadzie, wizyta w rafinerii. Możliwe, że trochę wypadam z normy, ale naprawdę uważam, że gdy szuka się inspiracji wystarczy posiedzieć 5 minut na ławce obserwując ludzi lub niebo i coś się „zadzieje” :)