W luźnej przerwie dyskutowałem sobie na temat dbania o formę, gdy człowiekowi praca wypełnia cały dostępny czas. Doszliśmy do wniosku, że najłatwiej jest pilnować tego, żeby nie objadać się i trzymać sensownego planu odżywiania. Natomiast padło takie zdanie ?To moja ostatnia przyjemność, której nikt mi nie odbierze!?.

W tym zdaniu ujawnia się bardzo ciekawy mechanizm. Każdy z nas potrzebuje możliwości skompensowania wysiłku wkładanego w pracę odpowiednim poziomem przyjemności w formie wszelakiej. W momencie, w którym na rzecz bieżącej pracy zaczynasz powoli rezygnować z przyjemności, którym się oddawałeś rośnie stosunkowo opór przed kolejnymi wyrzeczeniami. Im dłużej trwa sytuacja, w której brakuje przyjemności, tym trudniej zrezygnować z kolejnej i zdobyć się na kolejny wysiłek.

Jak to się dzieje, że posiadając całą wiedzę na poziomie świadomym, co powinienem robić, żeby być w dobrej formie czuję wewnętrzny opór przed wdrożeniem wskazówek w życie. Wynika on właśnie ze wspomnianego powyżej mechanizmu. Podświadomie bronisz się prze ?jeszcze jednym wyrzeczeniem?, przecież zrezygnowałeś już ze wszystkiego! Nie ma najmniejszego znaczenia, że to byłoby dla Ciebie dobre w długim okresie, że ma to sens i warto to robić. Pojawia się sygnał ostrzegawczy ?nie dasz rady tego utrzymać, bo życie nie polega na ciągłym żyłowaniu siebie?.

Co w takiej sytuacji? Zmuszać się? Możesz, ale raczej wróżę temu przedsięwzięciu porażkę. Trzeba trochę rozszerzyć perspektywę. Skoro wydaje mi się, że to jedyna forma przyjemności, to z czego to wynika? Co robię w tym momencie, co sprawia mi czystą przyjemność? Na ile zrezygnowałem z tych rzeczy ostatnio i faktycznie niewiele już zostało?

Jeżeli diagnoza wygląda na niekorzyść i za dużo przyjemnych rzeczy nie ma warto zająć się najpierw tą kwestią zanim rzucisz się na męczenie się ?z żelazem? na siłowni. Co możesz zacząć robić, co spowoduje, że będziesz odczuwać większą przyjemność? Czego potrzebujesz, żeby dojść do stanu, w którym dodatkowe jedzenie nie będzie dla Ciebie już miało wartości?

Na ile to uniwersalny mechanizm nie wiem. Na pewno działa przynajmniej w dwu przypadkach ;). Wygląda jednak na tyle prosty, że może sprawdzać się w wielu aspektach, także tych nie dotyczących zdrowia. Odwlekasz rozpoczęcie pracy nad czymś, co uważasz za ważne, ale ?tak jakoś nie możesz się zabrać?? Jak bardzo postrzegasz tę pracę jako kolejne ?wyrzeczenie?? Z czego potrzebujesz zrezygnować, co potrzebujesz zrobić dla siebie, żeby ta praca to była ?przyjemność??

Z obserwacji wynika, że organizm człowieka zawsze dąży do równowagi. Zachwianie na krótko nie powoduje problemów, dłuższe eksploatowanie w jakimkolwiek obszarze uruchamia mechanizm ?wymuszonego przywracania równowagi?. Lepiej go rozpoznać, niż z nim walczyć.