Wymówka dobra jak każda inna. Mam wrażenie, że nie było mnie na tym blogu wieki. Czuję się mocno przepuszczony przez magiel rzeczywistości. Trudno mi tak naprawdę ocenić jak wszystko wygląda bo nie miałem możliwości zatrzymać się i stanąć ?z boku?. Mam wrażenie, że to czas najwyższy bo kilka wyraźnych objawów wskazuje na ?zmęczenie materiału?.
Sprawdziłem teraz i faktycznie ostatni post pojawił się 3 tygodnie temu! Tak długiej przerwy jeszcze nigdy nie robiłem. Zdecydowanie negatywny objaw. Co prawda w międzyczasie odbyły się 2 warsztaty internetowe, które też trochę czasu zajęły, ale to nie usprawiedliwia trzech tygodni. Dugie miejsce, gdzie mnie nie było to ?tygodniówki?. Gdzie byłem gdy mnie nie było? Starałem się odpocząć. Ostatnie tygodnie to niesamowity maraton szkoleniowy. Cały czas jestem w trasie, na szkoleniach, spotkaniach coachingowych. Zero luzu w systemie. Drugi raz nie piszę się aż na taką jazdę. A może inaczej. Trochę zmodyfikuję warunki.
Mam pewną zgubną cechę: rzucam się na pewne wyzwania zbyt pochopnie. Z drugiej strony dzięki temu wypracowuję sobie jakieś nowe podejście i niezłą sytuację. Tak było gdy zaczynałem pracę, gdy realizowałem najważniejsze projekty w mojej karierze studenckiej i później zawodowej. Tak jest teraz, gdy zmieniłem sposób pracy. Wygląda na to, że ten typ tak ma. Na ile to jest rozsądne zachowanie? Mój wewnętrzny racjonalista mówi ?bez żartów?. I ma rację, to trochę jak strategia ćmy. Widzi światełko i popyla tam najkrótszą drogą paląc sobie skrzydełka. Z drugiej strony to szczerze mówiąc nie mam pojęcia co robi ćma jak nie leci do światła, więc może metafora nie jest najlepsza ;). Może po prostu czeka aż jakieś światło się pojawi? Intrygujące, nieprawdaż ;).
Co do jednej rzeczy jestem pewien. Napracowałem się solidnie ostatnio. Nauczyłem się jeszcze więcej. Szczególnie tego, że bardzo lubię pracę trenera. Kontakt z grupą, ?ujarzmianie żywiołu?, ciągłe doskonalenie swojego warsztatu i wiedzy, żeby nie wpaść w manierę ?cotonieja?. To czego mi jeszcze brakuje to przełożenia na natychmiastowy efekt. Nie wiem ile z tej wiedzy uczestnicy zastosują w praktyce, a ja lubię widzieć efekt. Dlatego coaching jest pod tym względem atrakcyjniejszy. Niesamowita satysfakcja gdy obserwujesz efekty, czasem praktycznie natychmiastowe. To co tygrysy lubią najbardziej ;).
Jedna rzecz jest też pewna. Jeżeli nie jesteś pewien swojego celu prawdopodobieństwo poddania się po drodze jest dużo większe. Wewnętrzny głos przekonujący ?dobrze było Ci tam gdzie byłeś? czasem bywał dosyć głośny. Co ciekawe już się nie odzywa ?, 1:0 dla mnie ?.
No ale jak na ćmę przystało przysunąłem się mocno światła i trochę poharatałem skrzydełka. Plany związane z zadbaniem o kondycję trafił koncertowo szlag. Wróciłem do stanu wyjściowego ze stycznia. Nie żebym się tego nie mógł spodziewać. Sam sobie zgotowałem ten los przez obciążanie się pracą na maksa. Dodatkowo wracając ze szkolenia skasowałem sobie laptopa. Dobrze, że tak się stało, bo dzięki temu na trochę miałem wymuszony ?postój?. Nie miałem co robić ?. Dzięki temu skupiłem się na odpoczywaniu. Zastanawiam się na ile to jest u mnie cykliczny rytuał, sięgając w przeszłość można znaleźć posty o tym jak sobie dorzucić do pieca, żeby nie wytrzymać. Chyba kiepsko się uczę na błędach ;).
Z drugiej jest tutaj pewien paradoks. Jak oceniam ten cały czas? Bardzo pozytywnie. Tym bardziej, że plusy przewyższają minusy. Teraz tematem numer jeden jest przeprowadzka. Jeżeli wszystko pójdzie godnie z planem niedługo zmienimy mieszkanie na większe. Trzymajcie kciuki. Moja skłonność do podejmowania ryzyka zdecydowanie wzrosła ostatnimi czasy i czuję się z tym bardzo dobrze. Dlaczego wcześniej na to nie wpadłem ;).
Dosyć wątków autobiograficznych. Przytaczam je, żeby odpowiednio nakreślić tło. Nie wybielam mojej przecież i tak nieskazitelnej postaci ;), wykorzystuję ten post raczej jako publiczny rachunek sumienia, z którego możesz też skorzystać.
Wnioski z całego doświadczenia.
1. Najpierw trzeba zadbać o rzeczy ważne (eureka ;)). Ustawić w kalendarzu czas na treningi siłowe i kondycyjne, a dopiero później dodawać do niego pracę.
2. Dodawać sobie powoli kolejne elementy obciążenia. Jeżeli widać, że system się chwieje zatrzymać, ustabilizować i dopiero ruszać dalej. Szkolenia, rozwijanie firmy, rozwijanie pro aktywnie. Realniej wyceniać cele. Praca nie powinna stanowić więcej niż 50 godzin tygodniowo. Zacznę to kontrolować.
3. Dbać o siebie. To jest element, w którym u mnie zaczyna się zjazd po równi pochyłej. Gdy dbam o to, żeby mieć pod ręką wodę, warzywa, wysypiać się całość jest pod kontrolą. Gdy zaczynam odpuszczać to efekt jest lawinowy.
Tak na dobrą sprawę punkt 3 powinien pojawić się na początku listy jako rzecz najważniejsza, ale niech już tak zostanie.
Życzę powodzenia i stosujcie w życiu strategię jakiś mądrzejszych zwierzątek niż wspomniana ćma. Moim idolem jest leniwiec ;).