Taki durny życiowy paradoks. Człowiek nie zdaje sobie sprawy z rzeczy dla siebie ważnych, dopóki ich nie utraci. A może inaczej, może zdawać sobie sprawę, ale nie do końca jest w stanie oszacować jaką wagę do danej wartości przypisać. Jak można na co dzień wycenić to, że masz kochającą rodzinę, dobrych przyjaciół, spokojne życie? Po sobie zauważyłem, że takie rzeczy traktuje się jako oczywiste. Jako dane raz na zawsze, niezmienne i takie, które będą niezależnie od wszystkiego.
Komu przyjdzie do głowy świadome dbanie o to, co już zdobyliśmy, albo zostało nam dane. Codziennie gonimy za czymś nowym, czego jeszcze nie mamy, bo to da więcej szczęścia, więcej satysfakcji, więcej czegoś. A tymczasem, coś co było ważne, co już ?mieliśmy? znika w międzyczasie i niepostrzeżenie. Świat się nie zatrzymuje. Świat żyje dalej, bo taka jest jego natura.
Może tak to jest z wartościami, że nie można ich mieć? Trzeba nimi być? Nie da się najważniejszych w życiu spraw zapakować w pudełka, opakować, sprzedawać w supermarkecie i schować w lodówce na gorsze czasy. Dla utrzymania każdej wartości trzeba ?być? w tej wartości, dawać z siebie, żeby ?mieć? tej wartości więcej, żeby trwała. Mentorski ton? Chyba głównie wobec siebie. W moich celach i wizji wartości pojawiają się trochę w ukryty sposób, niektóre wymieniam z nazwy. Co ciekawe zaznaczam je w misji, zaznaczam w wizji, ale cele, które sobie wyznaczam tylko pośrednio do nich się odnoszą.
Być może to dobrze? Nie wiem. Idealne sytuacje, gdzie możesz się poświęcić temu co naprawdę istotne są rzadkie. Dla większości z nas codzienność to szukanie równowagi pomiędzy rzeczami materialnymi i kluczowymi wartościami. Istnieje proste narzędzie do sprawdzenia jak dobrze stoimy z naszymi wartościami. Koło wartości, na którym możemy sprawdzić równowagę w najważniejszych dla nasz obszarach. Dzięki niemu można wyznaczyć jakiś kierunek.
Znowu odezwał się we mnie pragmatyczny analityk: jak znaleźć sposób na mierzenie niemierzalnego. Trudno pokonać swoją naturę. Na pewno warto sobie uświadomić , bo uświadamianie sobie jak coś jest dla nas ważne przez tracenie tego jest co najmniej mało sensowne. A nawet ujmując to mocniej ? idiotyczne. Jak wyglądają jednak proporcje wykorzystania naszego czasu na co dzień? Więcej czasu spędzamy wkurzając się na korki niż myśląc o ważnych sprawach.
Rozwiązanie, które mi się nasuwa, a raczej filozofia, bo rozwiązanie trochę majaczy, to wpisanie tych wartości w codzienne życie. Na przykład w przypadku rodziny dbania o to, żeby do nich regularnie dzwonić, spotykać się z nimi, interesować się ich sprawami, myśleć co im sprawi przyjemność i robić to. Na co dzień to małe gesty będą budować wartość w naszym życiu, inaczej trudno byłoby skutecznie funkcjonować, bo idee same w sobie są mało sprawcze. Myślenie o wartości jaką jest rodzina samo tej rodziny nie stworzy. Z drugiej strony rzucenie wszystkiego co się robiło do tej pory i poświęcenie ich tylko na spędzanie czasu z rodziną też nie wygląda na najbardziej praktyczne.
Mam tutaj problem. Bo mogę powtórzyć za wieloma technikami jak wartości wybrać, ustalić w priorytety, zdefiniować, a później to już standard ? wyznaczyć cele i zadania i je realizować. Ale nie chcę tego robić. Chyba przede wszystkim dlatego, że to za ważny temat, żeby go załatwić jednym wpisem i prostą receptą. Chociaż sam znam teorię nie zawsze poświęcam się tym wartościom, którym powinienem. Dopóki nie przemyślę tematu dogłębnie nie będę wrzucał tutaj półśrodków i tyle.
Z czym w takim razie zostajesz? Z pytaniem: co masz dzisiaj, czego za nic nie chciałbyś utracić?
Dokładnie Mariuszu!
Do tego namawiam wszystkie osoby, które chcą coś w życiu osiągnąć. Wyznaczajcie sobie swoje cele zgodnie ze swoją naturą. Problem w tym, że ludzie nie wiedzą jak szukać w sobie owych wartości. W swoim blogu proponuję kilka ćwiczeń, które z pewnością mogą pomóc w ich odnajdywaniu.
Pozdrawiam,
Artur Rak