Naprawdę ostatnio mało przyczyniam się do poszerzania zawartości merytorycznej bloga. Zastanawiałem się, dlaczego tak się dzieje. Może dlatego, że mam czas wypełniony po brzegi inną aktywnością, a może dotarłem do momentu, w którym zrozumiałem, że nie napiszę niczego odkrywczego.
Wszystko na temat rozwoju osobistego zostało już napisane. Czy tego chcę czy nie. Na pewno każdą genialną myśl, którą odkryję ktoś gdzieś, kiedyś już spisał i odkrył. Po grzyba w takim razie powtarzać się i pisać coś, co już wiadomo? No jest to poniekąd przyczyna. Z drugiej strony mam wrażenie, że to nie pisanie spowoduje, że pojawi się zmiana. Pewnie też poniekąd słuszne. To też wniosek, do którego doszliśmy w czasie spotkań zespołu proaktywnie. Powoli, ale konsekwentnie działamy i wyniki będą widoczne wkrótce.
Gdyby ktoś pytał mnie dzisiaj, gdzie leży klucz do rozwoju osobistego i osiągania celów to sprowadziłoby się to do dwóch rzeczowników: działania i doświadczania. Tylko robienie czegoś gwarantuje wyciągnięcie indywidualnego doświadczenia, a przez to wzbogacenie siebie. Zarządzanie projektami uczy, że najpierw trzeba mieć plan, wizję tego, gdzie chcesz dojść, a później działać. Sam tego uczę i uważam, że to słuszne, ale od każdej reguły są wyjątki.
Czasem stoisz sobie, rozglądasz się dookoła i widzisz dookoła siebie tylko góry i pagórki na które możesz się wspiąć. Zasłaniają widok na tyle, że nie wiadomo, którędy najlepiej iść. Można sobie planować do woli, pytać ludzi o kierunek i nic z tego nie wyjdzie. Trzeba wejść na najbliższą górę, rozejrzeć się z perspektywy nowego doświadczenia, z założenia widok z góry jest lepszy niż dołu. Nawet wniosek ?o k? to nie ta góra? jest lepszy niż smęcenie, że nie wiadomo dokąd iść.
Skąd to mogę wiedzieć? Dobre pytanie sobie zadałem ;). Nie mam pojęcia. Może to prawda i zasada, która działa tylko w moim przypadku. Może za parę lat będę myślał o tym inaczej, tak jak teraz patrzę na życie trochę inaczej niż kilkadziesiąt doświadczeń temu. Może za parę lat dojdę do wniosku, że jednak pierwsza góra była tą właściwą?
Filozofia coraz bardziej mnie przyzywa, chyba naprawdę się starzeję ;). Co tak naprawdę jest sensem życia? Osiągnięcie celów, czy ich osiąganie? Cel podróży, czy droga sama w sobie? Jakiś czas temu pisałem, że samemu tworzymy cel naszego życia . Nadal się pod tym podpisuję, chociaż teraz raczej traktowałbym wszystko co da się osiągnąć jako etap w podróży.
Wiadomo, że można w takim punkcie chwilę odpocząć, ale zaraz trzeba będzie wstać i ruszyć dalej. Tutaj może odezwać się moje wrodzone dążenie do kolejnego i kolejnego celu, dlatego nie musi być to stwierdzenie prawdziwe dla Ciebie: ważne, żeby przejść dobrze swoją drogę i aby każdy kolejny cel był co najmniej ?o oczko? wyżej od poprzedniego. Tak poznam, że to co robiłem miało sens.
Teraz dopiero otwiera się lista pytań. A skąd wiadomo, że to jest większe wyzwanie? Co jest trudniejsze: rozwijanie firmy czy wychowanie dzieci? Trudniejsze jest zarobienie miliona, czy bycie w kumpelskich i szczerych relacjach z nastoletnim dzieckiem? Zdobycie grona przyjaciół, czy domu na Hawajach? Ile osób tyle pytań i tyle odpowiedzi.
Jakieś wnioski? Warto szybko wleźć na najbliższą górę, żeby nie zorientować się, że całe życie czekaliśmy na wejście na niewłaściwą. Warto działać i warto doświadczać. Dzisiaj doświadczenie to dla mnie największa wartość.
Ja również się ostatnio nad tym zastanawiam. Znowu pojawia się pytanie o sens życia.
Pytano kiedyś ludzi, którzy leżą na ?łożu śmierci?: czego im brakowało w życiu? Każdy z nich mówił, że kontaktu z bliskimi. Nie to, że wybudował piękny dom, kupił wspaniałą furę, czy miał prestiżowe stanowisko było powodem do jego dumy w tym momencie, ale to, że mógł się otaczać w ciągu swojego życia najbliższymi mu osobami.
Pozdrawiam.
Artur Rak
Podoba mi się ta metafora z górą – podkupuję ją :) Absolutnie się zgadzam, że nie patrzenie, planowanie powoduje zmiany, a działanie.
Poleciłem ten post u siebie.
Pozdrawiam radośnie,
Orest
Nawet wniosek ?o k? to nie ta góra? jest lepszy niż smęcenie, że nie wiadomo dokąd iść. – święte słowa!
Świetny post :-)
Pozdrawiam
Maciek
To, że lepiej działać niż smęcić często jest prawdą zapominaną. Niestety większość ludzi ma naturalny talent do folgowania sobie takim myślom.. swoją drogą ciekawe czemu tak jest – czyżby przez schematy, którymi jesteśmy karmieni przez innych ludzi ze skłonnościami do spekulacji, serwisy ze złymi wiadomościami itp?
Wczoraj oglądałem (w przerywniku smażenia gofrów ;) – polecam przepis wczoraj sprawdzony http://pychotka.pl/przepisy-kulinarne/inne-wypieki/pyszne-gofry.html ) odcinek Ally McBeal i padł tam tekst, który bardzo mnie poruszył „Jeśli spojrzysz na ubiegły rok i stwierdzisz, że nie płakałeś z radości lub smutku, to znaczy, że ten rok był stracony”.. pozostawiam bez komentarza.
Nie dalej jak dziś słyszałem też cytat z Napoleona Hilla, w którym wspominał, że sukcesem nie jest zdobycie pieniędzy, co raczej bycie w stanie, w którym przez swoją pracę i życie doświadczasz uniesień, pozytywnych emocji i uczuć, bo to one tak na prawdę tworzą nasze życie. Myślę, że „droga sama w sobie” ma sens tylko w połączeniu z odpowiednim celem – jeśli masz wartościowy cel to i droga będzie wartościowa, pomimo różnych wyzwań jakie można napotkać. Z drugiej strony życie (droga) bez celu, zgodnie z założeniami prawie wszystkich „myślicieli” i „motywatorów” nie może być „mocne”.. Można nie osiągnąć nigdy celu ale przeżyć dobre i mocne życie.. ale mając mimo wszystko cel.
A jeśli chodzi o samą formę bloga – nie zastanawiałeś się Mariuszu nad usystematyzowaniem przekazywanej wiedzy przy pomocy np. słowo-kluczowej mapy myśli? Większość ludzi mając obraz całości najpierw dużo wydajniej potrafi pracować nad tematem – ja jestem jednym z nich i właśnie sam pracuję nad takim opracowaniem – konkretnie odnośnie Think & Grow Rich Pana Hilla. Tagi są ok, ale mimo wszystko słabo działają na wyobraźnię :)
Pozdrawiam serdecznie i witam ponownie ;]
@Artur: koło trzydziestki to podobno normalne. Wynika z tego, że potwierdzamy regułę ;).
@Orest: proszę bardzo. Używaj metafory na zdrowie ;). Szukam właśnie takiej symbolicznej góry w Warszawie i jeszcze nie wpadłem na dobry pomysł. Bo wspinanie się na PKiN nie skłania do refleksji ;)
@McMurphy: dzięki
@kszyh: Witamy ponownie :). Droga gdzieś tam prowadzi. To włażenie na górkę też czemuś powinno służyć, przynieść dla nas jakąś korzyść. Trochę pogibane jednak jest to, że to chodzi jednak o gonienie króliczka, niekoniecznie o jego złapanie.
Z formą trafiłeś w sedno. Właśnie o tym wczoraj rozmawialiśmy na konferencji zespołu, że trzeba uporządkować treść, bo trudno jest tutaj coś znaleźć. Będę wdzięczny za podpowiedź jak byś to widział, zawsze co dwie głowy to nie jedna.
Co komu po domu na Hawajach gdyby nie mial relacji z nastoletnim synem.
Po co mu jakis dom, gdzies skarb dla serca.
Szkoda czasu, energii i wieluuu jeszcze.
Ja wole bliskich, czyste sumienie, radosc dziecka, usmiech zony.
Wtedy to i mi sie geba usmiecha i serce jest spokojnne.
Pozdrawiam Slonecznie
Czemu pisać?
Choćby dlatego żeby lepiej przyswoić, zapamiętać. Tak jak to podsumowuje stare powiedzenie:
„Słyszysz – zapominasz,
Mówisz – pamiętasz,
Robisz – rozumiesz.”
Nawet jeśli nie piszesz czegoś odkrywczego, to poprzez powtarzanie się uczymy. Czynności które od dzieciństwa powtarzaliśmy niezliczoną ilość razy – jak np. chodzenie, traktujemy jak coś oczywistego. A kiedyś trzeba się było ich nauczyć.
Tak że powtarzaj się – ty się czegoś nauczysz a i my coś załapiemy.
Poza tym inne stare powiedzenie mówi że ten kto uczy drugiego uczy się szybciej…
@Swavec: a może i dobre relacje z synem i dom na Hawajach? Jedno nie przeczy drugiemu.
@Leszek: dzięki. Może gdybym się powtarzał to nie będzie tak źle, a co jak zacznę sobie przeczyć ;)