Czasem warto wracać do bajek z dzieciństwa. Zastanawiające jak dużo mądrych rzeczy człowiek może z nich się nauczyć. Mam to szczęście, że wkrótce odświeżę sobie większość z nich. Jasia i Małgosi mam już dosyć, bo to ulubiona bajka Wiktorii, a to oznacza czytanie jej co wieczór ;). Ale przechodząc do sedna.

Złoto czy tombak?

Wybraliśmy się do teatru na Szewczyka Dratewkę. Super sprawa pod wieloma względami, ale najważniejsze oczywiście kryje się w morale. Szewczyk oczywiście wykańcza smoka, a w nagrodę ma otrzymać rękę królewny i pół królestwa. Oczywiście Dratewka cieszy się maksymalnie, bo w końcu taka nagroda piechotą nie chodzi. Wtedy królewna mówi mu bardzo mądrą rzecz: ?Po co Ci królestwo? Będziesz tak samo nieszczęśliwy jak mój ojciec, uwiązany do niego. Mamy siebie i cały świat do dyspozycji, to dużo większe bogactwo.?

Nie jestem pewien ile dzieci siedzących na sali zinterpretowało te słowa tak jak ja ;), ale dla mnie to jedna z mądrzejszych myśli jakie usłyszałem ostatnio. Jak bardzo w pewnym momencie rzeczy materialne zaczynają posiadać nas. Niepostrzeżenie można stać się niewolnikiem tego, co wydaje się nam, że zdobyliśmy. Samochód, mieszkanie, przywiązują Cię do miejsca, w którym się znajdują. Oprócz swojej typowo użytkowej funkcji zaczynają wymagać od Ciebie czasu, zamiast dzięki nim zyskiwać nowe możliwości zaczynasz się ograniczać.

Ten syndrom dotyczy nie tylko rzeczy materialnych, ale też innych zobowiązań wobec ludzi dookoła, organizacji. Nie chodzi mi o to, że należy ich unikać za wszelką cenę, bo nie w tym rzecz. Istotny jest świadomy wybór i poznanie jego konsekwencji. Mieszkanie super sprawa, ale czy wszystkie życiowe decyzje od tej pory będą uzależnione od miejsca, gdzie ono się znajduje? Jeżeli ciekawe możliwości są gdzie indziej, to dlaczego się ograniczać?

Przeglądałem ostatnio też komentarze na youtube pod filmem Vollena . Tak mi się skojarzyło z tymi negatywnymi, że dzisiaj napisałem niesamowity banał. A jakoś te banalne prawdy za każdym razem odkrywam na nowo.