Tomek zainicjował dyskusję , która jest na tyle ciekawa pod różnymi kątami, że postanowiłem w końcu napisać o grach komputerowych i nie tylko. Od czasu do czasu pojawiają się mniej lub bardziej nagłośnione dyskusje na dużo wyższych szczeblach, gwiazdy i politycy trąbią o tym jakim złem gry video są i jaki mają zgubny wpływ na naszą cywilizację. Podzielę się moimi przemyśleniami i mam Nadzieję, że jeszcze sobie podyskutujemy :).

W kwestii wprowadzenia. Przeszedłem długą drogę z grami, zaczynając jako sześciolatek od kontaktu z nawet nie pamiętam jakim komputerem, pamiętam tylko 2 gry. Wychodzi z tego, że gry są ze mną 24 lata. Całkiem spory kawał czasu. Pomimo tego jakoś nie biegam po ulicy z siekierą, moja psychika nie jest skrzywiona bardziej niż przeciętnego Kowalskiego i nie przebieram się na postacie z gier. Wprost przeciwnie. W czasie całej kariery gracza przechodziłem przez różne etapy. Potrafiłem grać po kilkadziesiąt godzin w tygodniu, na studiach urywałem się z wykładów, żeby pograć w Half-life (kto grał ten wie dlaczego. Dla tych, którzy nie wiedzą napiszę krótko: klimat stworzony tak, że po prostu musisz sprawdzić co jest za rogiem).

Teraz na gry nie przeznaczam więcej niż 2 godzin tygodniowo, bo inne zajęcia prawie całkowicie je wyparły. Czasem chciałbym mieć więcej czasu, który mógłbym na granie przeznaczyć, ale nie rozpaczam z tego powodu. Tutaj zgadzam się w 100% z Tomkiem, że na świecie jest dużo więcej ciekawych rzeczy niż granie. Prawdziwe życie jest też dużo ciekawsze od kina, filmu, książek, teatru i czegokolwiek innego, co je tylko imituje. Tylko gry z jakiegoś powodu są najbardziej na cenzurowanym, ale do tego zaraz dojdę.

Jak to się stało, że jednak wyrosłem na ludzi? Moja hipoteza jest następująca: nie negowałem żadnego medium, które było w stanie dostarczyć mi czegoś wartościowego i poszerzałem zainteresowania. Grałem, ale też bardzo dużo czytałem , oglądałem (lepszych i gorszych, kto jeszcze pamięta ?Pijanego Mistrza? z Jackie Chanem? ;) ). Od czasów liceum bardzo intensywnie uprawiałem sport. I nadal grałem. Co oczywiste też czytałem praktycznie wszystkie komiksy, które pojawiały się na rynku. W momencie, w którym odkryłem fantastykę czytałem jeszcze więcej. Co ciekawe teraz fantastyka mnie odrzuca, wolę poświęcić czas na autobiografie. Pamiętam jak siedziałem przed komputerem grając w przygotówki trzymając na kolanach słownik anieglsko-polski, bo nie znałem wtedy języka i tłumaczyłem słowo po słowie o co chodzi. Dzięki temu, gdy zaczynałem naukę pod koniec podstawówki miałem dosyć pokaźny zasób słów, chociaż z wymową był problem. Po grzyba to piszę? Żeby pokazać, że gry gdyby były złe z natury niewątpliwie zmarnowałby i moje życie, a mam wrażenie, że tak się nie stało.

Jak ktoś chce skopie sobie życie przy pomocy książek, filmów, kolekcji znaczków, czy nawet religii. Same w sobie są neutralne, użyte w nieprzemyślany sposób są szkodliwe. Wracając do gier i często powtarzanej opinii, że ogłupiają, są pełne przemocy i seksu. A jak się do tego ma telewizja albo film? Seria ?Piła? to niby co? Miałem problem z oglądaniem drugiej części bo była bardzo ciężkostrawna pod kątem estetycznym i intelektualnym. Głupich filmów, filmów porno i ociekających przemocą jest więcej niż gier, ale jakoś nikt nie nawołuje do zlikwidowania filmów. Chociaż, gdy kino powstawało też nie miało lekkiego startu.

Odnosząc się do argumentu Tomka, że gry mogą się równać pod kątem rozrywki z dobrym przedstawieniem teatralnym, czy wyjściem ze znajomymi. Upewnijmy się, że porównujemy jabłka do jabłek. Tak samo książka nie może się z tym równać, prawda? To nie prowadzi nas do wniosku, że książki to ?marnowanie życia?. A jak miałaby się na przykład książka do imprezy z przyjaciółmi, w czasie której tańczymy na macie, śpiewamy razem przy SingStar, czy bawimy się przy kamerce eye-toy? Książka będzie nas trzymać w nierealnym świecie, podczas gdy gry pozwolą na życie towarzyskie.

Rozrywka to szerokie pojęcie i w zależności od tego, czego szukamy wybieramy najlepszą dla nas opcję. Chcę biernej rozrywki wybieram film, chcę przy okazji spotkać się z ludźmi idę do kina, chcę spędzić czas sam uruchamiając wyobraźnię wybieram książkę albo grę. W chwili obecnej te gry, które widać najbardziej to branża rozrywkowa, bo właśnie tam jest najwięcej kasy. Podobnie jest z filmami i książkami. Nie widać tych ?najlepszych i najambitniejszych? tylko te, które są dobrą inwestycją biznesową. Akurat ten trend jest dla mnie jako klienta super. Proponuję obejrzeć film ?Helikopter w Ogniu?, a później zagrać w ?Call of Duty 4?. Wrażenia z gry są niesamowite, a gdy dodać do tego paintball to już klimat jest zupełny.
Kolejny argument za tradycyjnymi mediami, a przeciwko grom, który też podniósł Tomek ? książki i filmy mogą nieść przesłanie, które zmieni czyjeś życie. Co stoi na przeszkodzie, żeby gra niosła ze sobą przesłanie? Przyznaję, że nie gram w gry szukając w nich przesłania, ale od czasu do czasu trafiam na inspirację i tam.

Jak bym się zapatrywał na granie przez moje dzieci? Na pewno nie będę zabraniał, nawet chętnie z nimi pośpiewam, potańczę albo pościgam się na wirtualnym torze, a może kiedyś nawet dam klapsa w jakiejś bijatyce ;). Na pewno będę jednak upewniał się, że interesują się życiem jako całością i nie zamykają w jednym hobby niezależnie od tego, co to może być.

Zastanawiam się dlaczego ten temat mnie zawsze elektryzuje. Może dlatego, że tak naprawdę nie ma o co kruszyć kopii. Gry są i będą, a to tylko od nas zależy jak je wykorzystać do tego, żeby żyło się nam lepiej. Jak z każdym narzędziem, samo w sobie jest neutralne, można go użyć źle lub dobrze. Negowanie samego narzędzia to ograniczanie swojego wyboru, a jakoś niespecjalnie o to chyba chodzi.

Pozdrawiam wszystkich grających: upewnijcie się, że interesuje was też coś poza graniem.
Pozdrawiam wszystkich niegrających: co wam szkodzi spróbować?

Podziękownia dla Tomka za sprowokowanie tematu. Orest, Kwas, Lucas – dzięki za udział w dyskusji.
Mam nadzieję, że to dopiero początek :)