To ja sam. Gdy sobie to człowiek uświadomi to zaczyna się robić ciekawie. Tak mi przyszło do głowy to w związku z tym co się dzieje dookoła. Stanowczo za mało uwagi poświęcałem w ciągu ostatnich tygodni proaktywnie. Chociaż to nie tak. Wprost przeciwnie. Bardzo dużo myślałem o blogu i tym co dalej powinienem zrobić. Ostatnie trzy tygodnie zajmuję się przede wszystkim dbaniem o zdrowie, rozkręcaniem działalności, opieką nad dziećmi, jeżdżeniem pociągami i dostarczaniem szkoleń. Czuję się jakbym robił to cale życie.
Najistotniejsze jest jednak to, że przez te wszystkie rzeczy, a każda z nich jest bardzo wysoko na liście priorytetów stałem się największym zagrożeniem dla proaktywnie. Jak tak dalej pójdzie i nie znajdę sposobu na powrót do dawnej energii blog podzieli los wielu podobnych i zapomnianych w tym temacie. A to nie jest opcja. Zacząłem się zastanawiać po co tak naprawdę zainwestowałem tyle czasu i energii w to miejsce. I co się wydarzyło dzięki temu. Co się zmieniło.
Zgodnie z wersją, która miałaby podtrzymać mój PR powinienem iść w zaparte i twierdzić, że to tylko i wyłącznie po to, żeby pomóc innym. Wydaje mi się jednak, że głównie jednak po to, żeby pomóc sobie. Zebrać myśli, uporządkować kluczowe sprawy. Chociaż diabli wiedzą co tak naprawdę motywuje człowieka do działania. Najważniejsze dla mnie jest to, że oba cele udało się zrealizować. Cholerną frajdę sprawia mi to, że pomimo dużo mniejszej liczby uczestników Postanowień udało się zrealizować kilka z nich, a niektóre zrealizują się w trakcie. Nawet pomimo ograniczonego czasu, który tu ostatnio spędzam na forum udzielają się ludzie, którzy chcą coś osiągnąć i coś zrobić. To jest naprawdę fajne. I to daje mi dodatkowego kopa: chcę znaleźć sposób na to, żeby jechać dalej.
Na razie trzeba stawić czoła rzeczywistości ? czasu chwilowo miałem mniej niż do tej pory. Opieka nad dwójką maluchów jest dużo bardziej absorbująca niż mogłoby się wydawać, a przynajmniej mi się wydawało. Dotarło to do mnie dopiero w zeszłym tygodniu.
Decydując się na drugie dziecko i niemowlaka w domu rezygnuje się ze stałego trybu dnia. Maluch przede wszystkim. Dopiero później można się zabrać za pozostałe rzeczy. Przez jakiś czas się buntowałem ? przecież można mieć i dzieci i czas na zabawę i odnosić sukcesy w biznesie i rozwijać się, co jest nie tak! Wszystko jest ok ? można mieć wszystko, ale nie na raz! Trzeba dokonać wyborów.
Mój wybór w tym momencie to upewnienie się, że całe zamieszanie wywołane moimi decyzjami zawodowymi nie wpłynie na życie rodzinne, a wprost przeciwnie ? zgodnie z planem da nam więcej możliwości. Kolejny wybór to zdecydowanie co dalej z proaktywnie, a konkretniej ? znalezienie sposobu na dalszy rozwój. A ten możliwy jest tylko przez stworzenie jakiejś sensownej organizacji, która go będzie wspierać. Jeżeli masz ochotę się zaangażować i masz jakiś pomysł co możesz robić to daj mi znać mailem. Będzie dużo łatwiej w ten sposób.
Dzisiejszy wpis bez wątpliwości służy głównie temu, żebym uporządkował myśli. Z drugiej strony to maksymalnie szczere myślenie, mam nadzieję, że jakieś wnioski z tego wyciągniesz dla siebie. Mój naczelny jest taki: już wiem, czemu naprawdę ludzie sukcesu mało piszą o jego osiąganiu w trakcie. Bo są zajęci jego osiąganiem, co w samo sobie mocno ich absorbuje. Dlatego gdy tylko masz okazję posłuchać tych, których podziwiasz, to wykorzystaj to na maksa. Inspiruje mnie to od jak małych rzeczy zaczynali Ci, którzy teraz są na topie. I kończę tym zdaniem bo widać, że zaczynam pisać bez ładu i składu ;).
Nie poddawaj się! ;) Dla mnie jesteś wielki! :)))))))
A może masz pomysł, jak utrzymać wysoką motywację przy wykonywaniu „syzyfowych prac” tzn. prac, które muszą być powtarzane cyklicznie, sukcesu nie widać, a efekt jest jedynie krótkotrwały, jak np. przy zmywaniu naczyń czy odkurzaniu? Bo na pewno przy dalekosiężnych planach wykresy motywacji, które podałeś, działają, ale przy rytuałach? Wymyślisz coś?
Ja lubię rytuały (może mam obsesyjną osobowość ;) ), bo podczas takich czynności jakby się hibernuję. To dla mnie rodzaj medytacji: zwalniam myśli z uwięzi, a moje ciało wykonuje mechaniczne ruchy: myje podłogę, odkurza, whatever :))
Nie wiem czy Cię to pocieszyło, ale mnie pomaga :)
Dziękuję, @magda, za odpowiedź, ale mnie to niestety nie pomaga. Potrzebuję widzieć cel i sens wykonywanych czynności.
@gryf
Jeżeli pracujesz/uczysz się w domu, to mycie garnków/sprzątanie to świetne przerwy w pracy (które i tak trzeba robić) – umysł wtedy odpoczywa, a do tego minimum aktywności fizycznej zapewnione ;)
@gryf: ja kupiłem zmywarkę i wyoutsource’owałem odkurzanie ;). Bardziej poważnie to pisałem już coś na podobny temat Wszystko ma znaczenie .
Co się stanie gdy przestaniesz to robić? Co zyskujesz dzięki temu, że nie dopuszczasz do takiego stanu? Może jednak „wszytko ma znaczenie”
Dziękuję wszystkim za podpowiedzi. Przeczytałem też tekst „Wszystko ma znaczenie” i poprzyglądałem się sobie. Wnioski są takie:
Nie sprawdza się strategia „wyłączenia się”, „obowiązku”, itp. Umysł mi podczas zmywania nie odpoczywa. Wszelkie podstępy typu „jak pozmywasz, to będziesz mieć później czas” mój umysł wykrywa natychmiast ;-)
Nadawanie efektywnych znaczeń wygląda na to, co ma szanse się sprawdzić. Tyle że muszę uczciwie popracować nad znaczeniami.
Wygląda też na to, że muszę widzieć wymierny cel krótkoterminowy przed przystąpieniem do działania. Zamierzam wykorzystać moją skłonność do zadawania pytania „po co?” i koncentrować się na efekcie, który chcę osiągnąć. Czyli wyobrażać sobie czyste garnki (cel) zamiast góry brudnych naczyń w zlewie. Stając przed zlewem widzieć już w głowie czyste gary. I zadowoloną rodzinkę ;-)
I zadowolonego mnie.
Za jakiś czas dam znać, jak mi idzie i czy strategia się sprawdza.
Pozdrawiam.
Witam ponownie. Obiecałem dać znać, jak sprawdza się opracowana wyżej strategia. No cóż, po czterech miesiącach prób nadawania efektywnych znaczeń i wyobrażania sobie czystych naczyń – kupiłem zmywarkę.
Od tego czasu jest dobrze :)))