Podobno powiedział to Cezar przekraczając Rubikon. To ja mój symboliczny też właśnie przekroczyłem. Dziwne to uczucie, gdy zbierasz podpisy na kartce, które potwierdzają, że oddałeś sprzęt, dostępny do systemów są zablokowane. Pakowanie rzeczy z biurka w kartonowe pudło. Od tej pory po wyjściu za drzwi biura masz do niego wstęp już tylko jako gość.
Uczucie jest specyficzne, bo coś się kończy. To czego się nauczyłem od sierpnia do teraz, to na przyszłość wszelakie duże zmiany przeprowadzać szybko i efektywnie. Rozciąganie tego w czasie niesie ze sobą dodatkowe ryzyko. Mocno zastanawiasz się nad decyzją w momencie jej komunikowania, tuż po łapią Cię wątpliwości, czy dobrze zrobiłeś. Jeżeli nie masz luksusu wdrażania się w nowe życie w trakcie, to szanse na to, że dopadnie Cię pesymizm rosną.
Wątpliwości dopadły mnie tuż przed ostatnim dzień w biurze. Tym bardziej, że czytając nagłówki gazet i patrząc na czerwone giełdy trudno jest obronić swój optymizm ;) (chociaż teraz skorzystam z nadmiaru czasu i wdrożę się w giełdę, wycena niektórych spółek jest śmiesznie niska). W przyszłości zdecydowanie ? duża zmiana musi się dokonać w krótkim okresie po podjęciu decyzji, okres przejściowy to absolutne minimum.
Jakie jest moje postrzeganie pozostawania poza etatem w tym momencie? Cieszę się z decyzji ze względu na podstawową wartość ? jestem automatycznie zmuszony do rozwoju moich kompetencji i siebie. Im bardziej to robię tym większe dla mnie szanse zysku i zrobienia czegoś znaczącego. Moje decyzje bezpośrednio wpłyną na to co się wydarzy ze mną w przyszłości ? oczywiście mogę się maksymalnie obijać między szkoleniami, ale prędzej czy później odbije się to na mnie. Z drugiej strony sam decyduję kiedy potrzebuję zwolnić, a kiedy przyspieszyć. Nie ma opcji ?markowania pracy? bo będąc swoim szefem trudno się przed nim schować i udawać, że wszystko wporzo ;).
Kolejny plus to wybieranie projektów, w które chcę się zaangażować. Główny już mam, kilka dodatkowych krąży mi po głowie. Wiąże się to od razu z pewnym minusem ? nie mogę sobie pozwolić na rozgrzebywanie każdego, trzeba wybrać i zdecydować co będzie głównym tematem na kolejnych kilka miesięcy, inaczej nic dobrego z tego nie wyniknie.
Ale z drugiej strony doprowadziło mnie to do doprecyzowania tego jak chciałbym, żeby wyglądało moje życie zawodowe za kilka lat ? chcę brać udział w rozkręcaniu biznesów, wspieraniu ludzi z tym związanych, realizowaniu moich pomysłów, nadawania im pędu i przekazywania dalej, gdy ścieżka już będzie mocno wytyczona i wystarczy się jej trzymać. Bynajmniej nie jest to altruistyczne :), już dawno zorientowałem się, że po prostu lubię uczyć się cały czas czegoś nowego, a taki tryb pracy to umożliwia.
Najważniejsze chyba jednak jest to, że maksymalnie koncentruję się na tworzeniu wartości. Chcesz odnieść sukces biznesowy, musisz dostarczyć to, czego klient chce. Czasem trzeba stworzyć coś czego nie ma. To niesamowite wyzwanie i stąd czerpię maksimum radości. Sztuka dla sztuki na razie dla mnie nie istnieje ? wszystko ma mieć swój sens, miejsce i wartość.
Kluczowe pytanie: czy czuję wszechobecne chóry anielskie śpiewające ?Alleluja?? Muszę was rozczarować. Nic takiego się nie dzieje ;). Życie po prostu dalej się toczy swoimi trybami, dzień wstaje tak jak wstawał, noc zapada tak samo jak wcześniej. Czego to dowodzi? Wyobraźnia podpowiada dużo groźniejsze obrazy niż stwarza rzeczywistość, zrobienie dużego kroku jest dużo łatwiejsze niż się wydaje.
Wiem czym są takie męczarnie – ponad rok nosiłem się z zamiarem rezygnacji ze studiów… i nie mogłem się zdecydować. Gdy powiedziałem „Tak”, to poszło gładko. Dla kontrastu, gdy rozpoczynałem drugi kierunek… zajrzałem na stronę uczelni, była jeszcze rekrutacja (3 dni przed rozpoczęciem roku akademickiego), w 30 sekund zapadła decyzja i wypadło z drukarki podanie.
Szybkie decyzje są najmniej bolesne.
Z życia korporacyjnego… 3 miesiące temu rozpoczynała się moja współpraca, gdy miesiąc temu miała ona być już na pełnej prędkości, ja już byłem wypalony. Nosiłem się z decyzją, że czas zakończyć współpracę – już 2 tygodnie temu miałem zamiar ogłosić tę decyzję, lecz dopiero 4 dni temu zrobiłem to… od razu ciężar spadł, lepiej się z tym czuję. Tamten stan mnie męczył. Ja jutro zdaję swoje rzeczy… nie zdążyłem się przyzwyczaić, więc łatwiej mi będzie :)
Teraz jako wolni strzelcy bierzmy się do pracy :)
PS: Co do giełdy, wskaźników, to właśnie osoby o odpowiednich kompetencjach najlepiej sobie poradzą. Swoją drogą ja zaglądam raz na jakiś dłuższy czas – szkoda się stresować, lepiej robić swoje.
Pozdrawiam,
Orest
Mariusz,
Serdeczenie gratuluje konsekwencji i determinacji. Życzę Ci by wszystkie Twoje plany wypaliły. Życie jest zbyt krótkie by pozwolić aby inni decydowali o nim.
Trzymam za ciebie kciuki!
Warmest,
Mirek
Cześć Mariusz,
W początkowych momentach pracy na własny rachunek, niemal zawsze pojawiają się chwile zwątpienia, zwłaszcza, kiedy na karku ma się na utrzymaniu rodzinę. Chciałbym żebyś wiedział, że jeżeli będziesz potrzebował kiedykolwiek wsparcia, to na mnie możesz zawsze liczyć. Trzymam za Ciebie kciuki!
Widzę, być może się mylę, ale prawdopodobnie mamy wspólny cel, ten cel to pomaganie innym ludziom realizować własne marzenia.
Ja tak samo jak Ty, nosze się z zamiarem odejścia z korporacji, po piętnastu latach pracy na czyjś garnuszek, ma już dość. Widzę, że nie realizuję się w pełni. Co prawda prowadziłem w przeszłości dwa różne biznesy, ale z perspektywy czasu widzę, że nie byłem wtedy jeszcze na to przygotowany.
Chciałbym Ci podziękować, za to, że stworzyłeś ten blog. Jest ona dla mnie źródłem nieprawdopodobnych inspiracji. Mam nadzieję, że będę mógł wnieść jakiś wkład w dalszy rozwój tej strony.
Pozdrawiam,
wow
Mariusz!
Życzę powodzenia! Wiem dokładnie, jakie to uczucie, jako iż mój mąż kilka miesięcy temu porzucił życie korporacyjne i rozpoczął pracę na własny rachunek. Często trafiają mu się chwile zwątpienia, ale kiedy widzę, jak ta praca go pochlania i z jaką pasją pracuje nad swoimi projektami, wiem, ze to jedyna droga aby żyć NAPRAWDĘ: podążać za swoją pasją! :-)
Pozdrawiam serdecznie,
Gosia
Orest, Mirek, wow, Gosia. Dzięki.
Teraz dodatkowo widzę sprawę z realnej perspektywy :). 3-dniowy weekend jeszcze chyba nie ;), na razie poczeka. Rozważałem wczęśniej bycie freelancerem, jednak dotarło do mnie, że w zespole dużo rzeczy jest łatwiejsze (nawyk: synergize jednak ma sens).
Najlepsze jest jednak zweryfikowanie przekonania o tym, że świat się nie zatrzymuje po takich decyzjach :).
Nie jestem jednak przekonany, czy ze szczerzym sumieniem jestem gotów napisać generalizację: wszyscy odchodźcie z etatów, bo tylko na własnym jest sens. Jakoś nie jestem do końca przekonany, że taka jazda jest dobra dla każdego.
Wczoraj sobie pomyślałem, że pewnie zrobiłem bardzo długi, podwójny weekend stąd Twoja nieaktywność na blogu :) … a tu odwrotnie.
Freelancerka jest dobra dla osób, które potrafią sobą kierować i mają odpowiednią umiejętność samomotywacji. W przeciwnym wypadku lepiej zadbać o taką pracę, gdzie będzie ktoś nami kierował.
Pozdrawiam,
Orest
Mariusz,
ja też będę Ci mocno kibicował. I kto wie, może niedlugo sam podażę Twoim śladem (i Oresta też) :-)
A ponieważ wątpliwości pewnie jeszcze wrócą (lub pojawią się przeszkody, które trzeba będzie pokonać), i żeby moje kibicowanie nie było tylko takim „sobie, a muzom” – może pomocna okaże się książka Zbyszka Ryżaka „Energia Wewnętrzna”. Jest tam mi.in. ciekawy rozdział poświęcony podtrzymywaniu motywacji i determinacji, w sytuacji, kiedy się już zaczęło.
Powodzenia!
Rysiek