Jeżeli szukałeś strony na ten temat, potwierdzającej w dodatku to uczucie to mam dla Ciebie dobrą wiadomość. Właśnie coś Ci się udało ;). Skoro już sobie to ustaliliśmy, możemy zacząć rozmawiać poważnie.
Inspiracją do tego wpisu było przeglądanie słów kluczowych, po których ludzie trafiają na proaktywnie. Fraza ?nic mi się nie udaje? pojawia się dosyć często, dlatego postanowiłem coś z tym zrobić. Zastanawiałem się w jaki sposób przekonać kogoś, że jednak coś się może udać. Najpierw wymyśliłem proste ćwiczenie ?narysuj na kartce prostą linię?. Na szczęście zdałem sobie sprawę ile pułapek czeka na potencjalną ofiarę mojej pomocy. Można nie znaleźć kartki, albo czegoś do pisania. Linia może wyjść krzywo, można skaleczyć się kartką, wyjść poza kartkę i pomazać biurko, rozerwać kartkę, złamać ołówek, albo długopis przestanie pisać. I tragedia gotowa. Wtedy tytułowa fraza nabierze dużo głębszego znaczenia. Dlatego postanowiłem sobie takie ćwiczenia odpuścić, nie chcę mieć nikogo na sumieniu.
Dobra, trochę powagi. Jeżeli masz w tym momencie takiego doła to jest to dla Ciebie ważne. Znam to uczucie. Nieraz sam siebie słyszałem mówiącego do siebie w ten sposób. Parę lat temu, gdy zaczynałem pracę miałem na głowie dosyć ciężki jak na nowicjusza projekt. I co poniedziałek gdy spisałem sobie listę problemów do rozwiązania byłem przekonany, że zanim minie tydzień to mnie zwolnią. Do piątku udawało się rozwiązać jakoś problemy, tak, że na weekend byłem spokojniejszy, żeby w poniedziałek znowu stresować się wyimaginowanym zagrożeniem wykopania mnie z pracy. Niezależnie od tego, że udawało mi się rozwiązywać problemy na bieżąco nie mogłem się uwolnić od tego durnego myślenia.
Uczucie ?nic mi się nie udaje? najczęściej pojawiało się u mnie, gdy widziałem przed sobą problem, z którym się borykałem i dodatkowo pojawiały się jakieś małe pierdoły, które dodatkowo mnie dołowały. ?Złe wydarzenia to tchórze. Nigdy nie atakują pojedynczo.? Ta stara prawda zawsze się potwierdza, więc najrozsądniejsze co człowiek może robić w takiej sytuacji to nastawić się na ?nastukanie? każdemu problemowi po kolei z osobna.
Możesz sobie wszystko spisać na osobnych kartkach, losować jedną po drugiej i rozwiązywać na bieżąco, systematycznie, po kolei. Ważne jest to, że nie ma takiej możliwości, żebyś naprawdę niczego nie potrafił zrobić. Gdyby tak było nie miałbyś szans czytać tego zdania, bo najprawdopodobniej wykończyłbyś się grzechotką w dzieciństwie. Skoro jednak to czytasz, to coś Ci się jednak udaje ;).
Zgodnie z zasadami wymiany szkodliwych przekonań na bardziej użyteczne, warto żebyś się zastanowił, co możesz o sobie myśleć na temat ?udawalności? tego, czym się zajmujesz. ?Wszystko co robię mi się udaje? ? to może za agresywne na początek, ?Wiele rzeczy mi się udaje? ? już chyba lepiej?, ?Potrafię poprawić to, co mnie nie satysfakcjonuje?, ?Potrafię radzić sobie z problemami? ? co Ty na to?
Co zyskujesz dzięki myśleniu tak jak w tytule? Co chciałbyś myśleć? Jakie przekonanie chcesz mieć? Jeżeli już wiesz to zacznij je po prostu mieć. Moim skromnym zdaniem udaje Ci się dużo, dużo więcej niż Ci się w tej chwili wydaje.
Podzielam to zdanie z zamęczeniem się grzechotką :)
Dość często mamy zbyt duże wymagania wobec siebie i nie widzimy małych postępów, małych sukcesików. A ich jest wiele. To że jesteśmy na tym blogu to raz, że świadomie poszukujemy odpowiedzi na wiele pytań to dwa, że…
Wiele sytuacji można przekuć na sukces, na osiągnięcie – kwestia spojrzenia na odpowiednie aspekty danej sytuacji.
A zdanie, które ja sobie powtarzam brzmi: „Jestem młody i mam prawo wielu rzeczy nie umieć i nie wiedzieć. Mam więc duże możliwości rozwoju i mogę się jeszcze wiele nauczyć.”
Pozdrawiam,
Orest
@Orest polecam rozszerzyć przekonanie z ostatniego akapitu jeszcze na starość :)
całe życie możemy się uczyć i pamiętac o tej możliwości :)
pozdrawiam
Kasia
Kasia:
Racja… warto rozszerzyć to zdanie. Mnie póki co jednak wypada mówić o młodości :)
Pozdrawiam,
Orest
z tym niedocenianiem tego co się robi przychodzą mi do głowy jeszcze dwie refleksje.
1. to ta, że nie tak rzadko zdarza się, że cały czas chcę więcej, lepiej, szybciej itp. Wiem, że zasada jest taka, że to całkiem zdrowy objaw, ale chyba pod warunkiem, że nie popada to w skrajność. Jeśli cały czas będę nakierowana na przyszłość, to – może i będzie coraz więcej, lepiej, szybciej. Ale … co z tego, skoro nigdy nie będę z tego zadowolona… :(
2. pewne rzeczy uważam za …. truizmy. one – według mnie – po prostu istnieją i raczej nie wymagają komentarza. Zdarza mi się myśleć, że tak mają wszyscy. Ot. Przy okazji jednak wychodzi, że ktoś sobie jednak z tej rzeczy albo nie zdawał sprawy albo uważał zupełnie inaczej. W przypadku, gdy są to rzeczy które dodają człowiekowi jakiejś wartości, dobrze sobie zdawać sprawę i pamiętać o tym, że może jednak – to że to wiem – jest wartościowe. To pewnie dodałoby mi pewności siebie. A ona – ważna sprawa ;)
Jeszcze się uczę ad. 1 i ad 2 ;)
pozdrawiam
She:
Poruszyłaś ważny aspekt wybiegania w przyszłość. „Jak będę miał to czy to, to wtedy będę dopiero szczęśliwy”… a że apetyt rośnie w miarę jedzenia to nigdy nie będziemy syci. Więc jeśli upatrywać szczęście w „najedzeniu” się to możemy poświęcić spory kawał życia i nie osiągnąć tego co chcemy.
Jeśli jednak przyjemność i szczęście będziemy upatrywać w samym „jedzeniu”, delektować się każdym kęsem dziś, teraz, to będziemy zadowoleni z siebie w prawie każdym momencie życia oraz z całego naszego życia.
Może truizm, lecz sam zbyt często żyję przyszłością :)
A uczymy się wszyscy – a przynajmniej z tych obecnych tutaj :)
Pozdrawiam,
Orest
@orest: dokładnie „carpe diem”. Szczęście to stan, który można wywołać sobie od zaraz, nie ma sensu czekać. Szkoda, że na co dzień o taki truizmach najłatwiej zapomnieć. „Przecież nie może to być tak proste!” – czyżby przekonanie, które ktoś nam zamontował w przeszłości ;)
Dokładnie – przekonanie z przeszłości. Na każdym kroku stale nam się to powtarza… otoczenie, telewizja… Z drugiej strony to dzięki temu jest miejsce dla nas, którzy pokazują temu otoczeniu, że jest inaczej… i że można żyć tu i teraz :)
Pozdrawiam,
Orest
nienawidze swojego zycia!!Nic mi nie wychodzi!Mimo ze sie ucze mam slabe oceny,w domu awantury rodzicow,nie mam chlopaka a w dodatku jestem brzydka i glupia!!Nie wiem co robic,ale coraz czesciej mysle ze po co sie meczyc jak i tak to do czego darze nigdy mi nie wyjdzie.coraz bardziej mysle i napedzam sie mysla o samobojstwie,chyba najlepszy bd zloty strzal!
Chcialam sprostowac moja wypowiedz,nie mam zamiaru sie w zaden sposob pozegnac z tym swiatem!!Kocham zycie jak nic innego,nie bylabym w stanie.Poniosla mnie fantazja literacka z tym zlotym strzalem,nawet nie wiem skad moglabym wziac takie cos.Mialam po prostu slabszy dzien i to sprawilo ze musialam cos napisac,ale na pewno nic takiego niezrobie.Przepraszam za postawienie wszytskich na nogi ;))
‘Zyj z calych sil,jakby to byla ostatnia chwila twojego zycia.’
@peral: To dobrze! Mnie postawiłaś. I nie tylko. Jak widać słowo ma sporą siłę sprawczą.
Chmmm… losować…
może wyliczmy:
1. Mój malutki synek ma 3 tydzień zapalenie płuc, już 2 antybiotyk i nadal nie zdrowieje, natomiast kilkanaście godzin na dobę płacze i niczym nie można go zająć.
2. Starszy synek ma anginę ropną i też płacze żeby go przytulać mu czytać.
3. Nie mam nikogo kto by mi pomógł chociażby zakupy zrobić (dzieci mają gorączke i nie mam jak z nimi pójść).
4. Jestem głodna.
5. Szef mnie zwolnił z pracy (za dużo biorę wolnego na dzieci).
6. Mogę wysłać mailem CV jak dzieci śpią, ale na rozmowę kwalifikacyjną nie mam jak pojść.
7. Ktoś na parkingu uderzył w moje auto i nie da rady nim jeździć.
8. Mam gorączkę i boli mnie gardło, ale do apteki nie mam jak pojść.
Ciekawe od czego by tu zacząć?
@Katarzyna: no i od czego zaczęłaś? Są takie momenty, gdzie faktycznie trudno dostrzec jakikolwiek jasny punkt, ale zawsze jest wyjście! Łatwo mówić z perspeektywyw? Może tak, ale wiem jak to jest być pod ścianą. Wiem jak się człowiek wtedy czuje – znikąd nadzei. A później się okazuje, że rozwiązanie i tak leżało w moich rękach.
Która z tych rzeczy, gdybyś ją zmieniła miałaby największy wpływ na pozostałe?
Katarzyna, mam nadzieję, że Twoje dzieci są już zdrowe. Czasem trzeba poprosić kogoś o pomoc: rodzina, koleżanki, sąsiedzi, to nie musi być najbliższa rodzina, partner. Chociażby te zakupy ktoś na pewno chętnie by Ci zrobił, nawet znana tylko z widzenia sąsiadka-emerytka.
Choroby dzieci zawsze matki wpędzają w rozpacz, jeśli to zakaźne, przemijają.
Ja nawet się nie spostrzegłam gdy mój malutki synek stał się dorosły i moje przytulanie nie jest już mu potrzebne.
Na Twoim miejscu zaczęłabym od zaspokojenia głodu – coś ciepłego, zdrowego. Zupa jarzynowa. Placuszki z jabłkami i cynamonem. Gorąca herbata z cytryną. Twój organizm potrzebuje energii, dbaj o siebie, to ważniejsze niż samochód.
Witam,
Z myśleniem pozytywnym jest u mnie coraz gorzej, już nie raz myślałam o samobójstwie, raz nałykałam się tabletek ale nie dało to efektu. Może i coś się udaje ale nie wiem co, mam wrażenie że wszystko się rozsypuje w moich rękach.
Mam ochotę skończyć ze sobą, tylko co ja zrobię z koniem którego kupiłam? Cały czas czuje się zagubiona , nie wiem co robić z sobą i swoim życiem. Czemu ja się wogóle urodziłam ?
Chciałabym zasnąć na wieki ale tak skutecznie.
Znacznie ciekawsze są tu komentarze, niż sam artykuł.. nie wynika z niego nic konstruktywnego. Autor pisze jedynie, jak siebie pocieszać, a nie „co zrobić, by zaczęło mi się choć trochę udawać”. Powinniśmy założyć, że na ogół każdy z nas wie, czego chce i nie będzie sobie stawiał wymagań tak bardzo przesadzonych. Więc czasem wystarczyłoby tylko powiedzieć komuś „będzie lepiej”, a w artykule nawet tego zabrakło. Ale tak niestety działa większość psychologów: po prostu mówią człowiekowi „jest dobrze”, co powoduje, że pacjent traci na asertywności, zamiast ją zwiększać.
@Sylwia: masz bardzo piękne imię. Pewnie niejedną cechę też masz fajną, a ja czasem mam samotne wieczory i gdyby to było możliwe, chętnie bym z kimś załamanym porozmawiał. Niestety w naszym społeczeństwie czasem nawet ciężko się z kimś skontaktować, pomimo tylu pociągów, telefonii komórkowej i internetu… Apropos: pociągi kosztują, bardzo lubię nimi jeździć, ale właśnie przeinwestowałem i nie stać mnie na wymarzoną wycieczkę po kraju… nic mi się nie udaje :(
@Tomek: masz rację. Artykuł to po prostu artykuł. Ileś słów poskładanych razem, które albo coś zainicjuję albo nie. jeżeli nie zainicjowały to znaczy, że nie spełnił swojego zadania w twoim przypadku. Szkoda :(. Pisałem artykuł z intecją – „wiele rzeczy Ci się udaje, wiele rzeczy Ci się udało. Potarfisz rozwiązywać problemy, przypomnij sobie jak to się robi”.
NIGDY nikomu nie mówie, że „jest dobrze” jeżeli tak nie uważam. A już na pewno nie osobom, których nie znam. A w jakiej sytuacji jest czytelnik nie wiem tym bardziej. Nie mówię też, że jest źle, bo też nie wiem. Psychologiem nie jestem, więc nawet obrazic się nie mogę ;)
Co powinno się pojawić twoim zdaniem, żeby to nie był kolejny artykulik, ale coś co pozwoli, że zacznie się udawać? Zainicjowaliśmy dyskusję, doprowadźmy ją do jakiegoś konstruktwynego finału.
Pozdrawiam,
MK
Zdanie „Potarfisz rozwiązywać problemy, przypomnij sobie jak to się robi” brzmi znacznie lepiej i jest już konstruktywne, być może pomogło mi właśnie w pewnej sprawie.
Dziękuję i liczę na zrozumienie moich żalów, ale przecież tytuł strony mówi sam za siebie o tym, w jakim nastroju będą się tutaj pojawiały wypowiedzi ;)
@Tomek: Rozumiem. Nauczyłem się, że jestem „ślepy” na pewne sprawy i dopiero reakcja z zewnątrz pokazuje mi, że czegoś nie zauważyłem. Rzeczywistość jest zbyt wielowymiarowo.
Daj znać czy „być może” przekształciłow się w „pomogło” :). Pozdrawiam.
Cześć! Ja również jestem w kompletnym dołku. I nie jest to chwilowy stan, ale właściwie całe moje dwudziestoletnie życie. Pomijając już nieudaną przeszłość, gdzie jeszcze miałam nadzieję na lepszą przyszłość, na zmianę codzienności, to teraz tej nadziei nie mam i boję się o przyszłość.
Z perspektywy czasu jedyna rzecz, jaka była moją potrzebą, a się spełniła to przeprowadzka do innego, mojego wymarzonego miasta. Niestety, ucieczka od problemów i chwilowe zadowolenie, spowodowały napiętrzenie się problemów i nowe porażki.
Obecnie jestem bez pracy, po drugim z kolei zwolnieniu w ciągu pół roku. Mam na głowie kawalerkę do opłacenia. Rodzice pomagają mi, płacą za studia, ale przecież nie o to chodzi żeby wiecznie na kogoś liczyć, tym bardziej, że w tym dorosłym życiu chciałabym coś sama osiągnąć. W dodatku nieosiągalne zauroczenie, a więc i nieposiadanie partnera, brak wsparcia i radości życia.
Boję się już marzyć, bo jak na razie moje plany i marzenia są albo nieosiągalne, albo obracają się przeciwko mnie, powodując więcej zmartwień niż pożytku. Nie są jakieś wygórowane, ale bez nich nie potrafię żyć teraźniejszością. Nie wiem jak sobie pomóc…
@Zuzanna: jeżeli jest tak jak piszesz, że całe twoje życie jest w dołku to powinaść spotkać się z kimś, kto się zajmuje depresją. Z drugiej strony:
1. masz 20 lat
2. studiujesz
3. zaczynasz dorosłe życie.
Ja tam się nie znam, nie wiem nic więcej. Pamietam tylko, że miałem zaczynając studia w miarę prosty cel „jak najszybciej się usamodzielnić i płacić za siebie”. Udało mi się to po 3,5 roku.
Coś się takiego wydarzyło, że piszesz to co piszesz „w nic nie wierszysz”. Znajjdź kogoś w swoim otoczneiu, komu o tym opwoiesz: psychologów jest dużo, coach’ów jak mrówków, warsztatów motywacyjncyh za darmo lub prawie za darmo też. Znajdź i idż!
Zuzanna!
Mogę Ci tylko powiedzieć ze nie jesteś sama. Wielu z nas ma podobny problem a z tym usamodzielnieniem sie to nie zawsze jest lepiej. Nasz kraj tez nie jest taki wspaniały, żeby ludzie mogli cos w nim osiagnać.
Ja tez chciałam się szybko usamodzielnić. Po maturze wyjechałam odrazu do Niemiec, byłam tam 5 lat, zarobiłam dużo pieniedzy, wróciłam do Polski kupiłam mieszkanie, ładny samochód, skończyłam jedne studia i nie dostałam tu żadnej pracy, pieniadze się skonczyły, nie miałam juz za co zyc i myslałam o sprzedazy mojego samochodu zeby przeżyc ale na szczescie znalazłam znowu prace w Niemczech oczywiscie fizyczna i tak sie utrzymuje sama. Miedzy czasie poszłam na drugie studia ale tym razem techniczne, własnie po to zeby wyjechac do konkretnej pracy za granice, wiem ze teraz potrzebuja specjalistów. Studiów zostało mi jeszcze tylko 3 miesiace, to jest moja ostatnia wielka nadzieja (oby mnie nie zawiodła) ze uda mi sie cos osiagnoć za granica bo w naszym kraju to mogłam wszystko stracic co miałam.
Czasami trzeba wypłynac na głeboka wode, bo inaczej nie idzie. Życie to nie bajka!!! Pomysl co jeszcze w zyciu mozesz zrobic zamiast sie udręczac ze nic ci nie wychodzi…
I jeszcze jedno: na wszystko w życiu jest czas i miejsce.
Ja mam teraz 30 lat, partnera tez nie mam( mimo, że jestem ładna) ale moze czeka na mnie za granicą :-).
hej Peral ja też tak myślałam wszystko dobrze się ułożyło , Babcia Mj tylko powiedziała że jaka bym była to mam wysoko nosić głowę. Tylko raz mi powiedziała i naprawdę. pomogło. Głowa do góry i inni mogą pomyśleć że jesteś, inna , niedostępna, z lepszej gliny, itp Małgorzata
Mam 13 lat i naprawde te pare słów mi pomogło myślałem że mi naprawde nic nie wychodzi ale trzeeba przede wszystkim wierzyć w siebie i innych ;D