Obserwowanie siebie w nowej sytuacji dostarcza mieszanych komunikatów i uczuć. Pierwsze wszechogarniające: jak mi się już nic nie chce robić! Dajcie mi święty spokój, ja już swoje wypracowałem. Dosyć mocno mnie to zastanawiało skąd po początkowej euforii może pojawiać się taki stan. Doszedłem do kilku hipotez, jedna ciekawsza od drugiej ;).
Pierwsza. Opóźnione odreagowanie organizmu. Podświadomie wiem, że ciężka praca się dopiero zacznie, dlatego wolę odpocząć zanim to się zacznie. Bardzo prosta ścieżka do zaprzestania robienia czegokolwiek i w dodatku niezdrowy odruch. Dodatkowo pojawia się obawa o to, że chociaż tak liczyłem na to, że dzięki zmianie będę miał więcej czasu dla siebie może to się nie udać. To już bez sensu, bo będzie tak jak będę tego chciał, chyba że sam na siebie założę kierat. Rozwiązanie jest proste ? upewnić się, że dbam o najważniejsze rzeczy , ale zmodyfikować listę do nowej sytuacji. Ekologia przede wszystkim.
Druga. Utrata stabilnego oparcia. Pracując w dużej firmie przynależysz do dużej struktury z jej wszystkimi wadami i zaletami. Jedną z zalet, przynajmniej jeżeli chodzi o percepcję, a i na pewno ma swoje mocne oparcie w faktach jest: stabilność. Brzmi to trochę dziwnie, bo firmy w dzisiejszych czasach wprowadzają tyle zmian, że trudno nadążyć, natomiast jako całość dają bardzo solidne podarcie. Gdy nie wiesz co robić to patrzysz co ma do zrobienia twój szef i wymyślasz jak możesz mu pomóc to osiągnąć. Trudność pojawia się gdy szefa nie ma :), bo sam nim jesteś. Nie można sobie pozwolić na wyluzowanie i schronienie się za plecami innych. W razie kłopotów jesteś zdany na siebie i swoją kreatywność, nie ma do kogo pobiec i się poskarżyć ;). Poza tym, wystarczy spojrzeć na hierarchię Maslowa i od razu widać, że takie zmiany dotykają potrzeb bezpieczeństwa (zależność, opieka i oparcie, protekcja, wygoda, spokój) i przynależności. I tak teoria może się przydać w praktyce: oczywiście, że na Ciebie to nie działa, ale jak będziesz decydował się kiedyś na taki ruch, to zastanów się jak te potrzeby będziesz kompensować w nowej sytuacji.
Już pisałem o idealnym szefie . Wszystko bardzo szybko się ujawnia. Co robić dalej, czy na pewno to dobrze przemyślałem? Od tej pory nie ma wyjścia ? szefuj sobie sam. Wymyśl cel, strategię jego osiągnięcia, konkretne sposoby. Przekonaj do tego siebie, twoje otoczenie, klientów, nowych współpracowników. Nie ma miejsca na nawiedzone gadanie i wizjonerstwo, wszystko trzeba przełożyć na konkretną wartość. A kto ma to zrobić? Zdelegowanie tego wcale nie jest łatwe, bo szef i pracownik to jedna i ta sama osoba :). Tutaj zdecydowanie pojawia się potrzeba poczucia sensu działania i ukierunkowania. Jeżeli to gubisz łatwo wpaść w pułapkę nic nierobienia, bo skoro każda droga jest równie zła to po kiego grzyba się w ogóle męczyć?
Jak się to ma do tezy otwierającej, czyli ?nie chce mi się nic robić?. Odkładanie na później i znowu głos wewnętrzny , który po przetłumaczeniu mówi ?potrzebujesz konkretnego planu, czas do finalizować?. Ponieważ jest to jeszcze czas dogrywania konkretów i planowania kolejnego roku część rzeczy jeszcze pływa, dostaję od siebie jasny sygnał: zacznij to zamykać i czas do pracy, życie zweryfikuje resztę. Dodatkowo widząc aspekty, które w jakiś sposób ulegają osłabieniu w nowej sytuacji, wiem gdzie trzeba uważać, żeby stać na solidnej podstawie.
Wnioski uniwersalne: przy dokonywaniu dużych zmian nastaw się na to, że będziesz potrzebował czas na doprowadzenie swojego systemu do stanu równowagi. W momencie, w którym zaczynasz tracić oparcie pod nogami i wpadasz w ?apatię? wróć do swojego planu i zweryfikuj swoje cele (doprecyzuj lub skoryguj jeżeli trzeba), najprawdopodobniej zaczynasz mieć wątpliwości, to ćwiczenie z przemyśleniem celów pozwoli je rozwiać. Pamiętaj o tym, żeby dbać o siebie, nie sztuką jest się wykończyć, upewnij się, że masz siłę do nowych zadań.
Mariusz:
Trafiłeś w dziesiątkę:
„Nie ma miejsca na nawiedzone gadanie i wizjonerstwo, wszystko trzeba przełożyć na konkretną wartość. (…) bo szef i pracownik to jedna i ta sama osoba :).”
Jakie to jest prawdziwe, zwłaszcza, że jestem na własnym i ode mnie zależy co zrobię i jakie będą efekty. Zawsze myślałem, że własną działalność powinien mieć każdy, bo to się opłaca… teraz wiem, że to forma tylko dla osób z wysoką samodyscypliną. Tu samo gadanie efektu nie przyniesie. I choć jeszcze „nie nacieszyłem” się moją działalnością, to już zapisałem sobie dużymi literami w widocznym miejscu:
„Pracujesz na Siebie – Pracujesz na Swoim”.
Mógłbyś rozwinąć myśl z hierarchią potrzeb Maslowa? Chodzi mi o „kompensowanie” potrzeb w nowej sytuacji. Nie mogę podchwycić myśli przewodniej tego fragmentu.
Trzymam kciuki, życzę powodzenia i oby były efekty (w moim przypadku oby było na pierwszy ZUS ;)
Pozdrawiam,
Orest
@Orest: co do Maslowa. Pracując gdzieś jesteś częścią „ekipy”, częścią grupy, czujesz przynależnosć my-oni. Decydując się na zmianę albo wchodzisz w nową grupę, albo jako freelancer faktycznie zostajesz samotnym wilkiem. Od potrzeby prznależności się nie ucieknie. Jak ją zaspokoić działając w 100% na własną rękę?
Już podchwyciłem. Myślę, że każdy inaczej odczuwa potrzebę przynależności – jedni potrzebują być blisko z wieloma osobami, przez prawie cały dzień z tą samą grupą osób – inni niewielkiego kontaktu, z garstką ludzi, przez kilka godzin dziennie, a do tego ta garstka osób może być każdego dnia inna – takie osóby jako freelancerzy czuliby się zapewne dobrze. Zresztą działając w 100% na własną rękę i tak musisz mieć choć minimalny kontakt z ludźmi – sklep, urzędy, klienci… a i zawsze pozostaje zaangażowanie się w życie społeczności lokalnej :)
Pozdrawiam,
Orest