Jeżeli nie graliście w squasha to polecam. Bardzo wyczerpująca dyscyplina dająca dużo frajdy. Jest super głównie ze względu na to, że w przeciwieństwie do tenisa początkujący może wejść na kort i sobie pograć od razu. Poza tym przynajmniej teoretycznie jeżeli dobrze ustawiasz się na korcie zawsze możesz sięgnąć do każdej piłki, wystarczy chcieć się ruszyć. Jeżeli grają zawodnicy na podobnym poziomie to walka jest emocjonująca.

Gra jest bardzo dynamiczna i każdy punkt się liczy. Jeżeli chcesz wygrać to musisz biec do każdej piłki, asekurować każde zagranie, skoncentrować się i walczyć. Można wpaść w pułapkę, jeżeli prowadzisz w miarę wysoko ? po co mam się męczyć, wygram kolejną. Zgubny nawyk. Im częściej odpuszczasz piłki tym łatwiej Ci będzie odpuścić tę, która może być na wagę zwycięstwa. I tym częściej będzie przychodziło Ci to do głowy: nie warto się męczyć.

Jeżeli decydujesz się na grę, to warto dawać z siebie maxa cały czas. Nie wiesz, który serw będzie kończący, nie wiesz, kiedy przeciwnik odpuści, nie wiesz jakie piłki będą później. Masz szansę to z niej skorzystaj, cały czas graj jakby było 0:0. To też ma przełożenia na życie. Czasem trzeba się pomęczyć i nic z tego nie będzie, czasem sprawa początkowo beznadziejna okazuje się otwierać niesamowite możliwości. Nigdy nie wiesz, dopóki nie sprawdzisz.

A ufanie sobie? Nie jest łatwo grać cały czas z nastawieniem psychicznym ? każdy serwis to osobne zagranie. Zawsze dzieje się w jakimś kontekście: wygrywasz lub przegrywasz, obserwują Cię ludzie zza szyby, grasz z kimś, kogo uważasz za gorszego lub lepszego gracza. Chociaż nie jesteś w stanie zmienić swojego stylu gry w czasie tego jednego meczu i w tej danej chwili, w zależności o otoczenia starasz się to robić. Chcesz dobrze wypaść przed publicznością (szczególnie to dotyczy wrażliwości facetów na przyglądające się przedstawicielki ?slabej? płci) to zaczniesz się skupiać na tym czy dobrze wyglądasz, a nie na tym jak grasz. Gdy przegrywasz i grasz piłkę meczową zaczynasz się spinać, bo to dla Ciebie być albo nie być.

Timothy Gallway i jego ?Inner game of tennis? („Wewnętrzna gra w tenisa”) opisuje dokładnie takie zjawisko. Największą przeszkodą dla nas samych stanowimy my sami, głównie dlatego, że zostaliśmy nauczeni, że umysł i świadomość to podstawa. Tak naprawdę to bzdura. Prosty test: nie umiem oddychać, naucz mnie. Opisz cały proces oddychania, jakie mięśnie się napinają, rozluźniają, jakie komórki mają robić co gdzie i kiedy, ile tlenu pobrać i jak często? Wątpię, czy ktoś na świecie jest w stanie to opisać na zrozumiałym schemacie. Przykład z mojego życia: uczyliśmy jeździć Wiktorię jeździć na rowerze. Spróbuj opisać w sposób zrozumiały dla trzylatka zasadę naciskania na pedały i zmiany nóg w czasie całego procesu! Na szczęście przestałem tłumaczyć zaraz na początku i po prostu pokazaliśmy co i jak popychając rowerek, a Witkoria załapała sama. Do tej pory nie potrafię opowiedzieć jak się jeździ na rowerze.

Wniosek: nasze ?ego? ma kontrolę na bardzo wysokim poziomie nad nami, nasze naturalne możliwości ?ja 2? {terminologia Gallwaya) są dużo większe niż nam się wydaje. Jeżeli uczysz się uprawiać nowy sport to wyraźnie widać. Skupiając się na właściwym ustawieniu nóg i rąk, doborze siły uderzenia, kierunku jest zbyt skomplikowane dla świadomości. Najłatwiej nauczyć się po prostu obserwując, próbując i korygując poszczególne elementy. Skupiając się na wszystkim na raz świadomie męczysz się bardziej niż trzeba, a efekty masz dużo mniejsze.

To co ma zastosowanie w sporcie można przenieść też na inne dziedziny. Często powstrzymujemy się przed zrobieniem czegoś, bo boimy się, że nie damy rady. Nauka języka, nowe wyzwanie zawodowe. Jak często zdarza się wam, że jednak ?się układa?. Gdy już człowiek się przyzwyczai do nowej sytuacji to ?jakoś się ułożyło?. To nie tyle się ułożyło, co Ty nauczyłeś się działać w nowej rzeczywistości.

Wnioski? Walczyć o swoje piłki nawet nie na swoim boisku, bo tam też dasz radę ;).