Archive for Wrzesień, 2008
Strach przed sukcesem
Posted by: | CommentsJakiś czas temu zastanawiałem się nad tym, dlaczego tak trudno podejmuje się decyzje, które intelektualnie są w 100% uzasadnione, natomiast pomimo tego, że wyrachowana kalkulacja podaje oczywiste rozwiązanie – wahamy się.
Przemknęło mi przez głowę tytułowe sformułowanie, ale zaparkowałem je, bo brakowało mi jakiejś puenty i konkretnych wniosków. W międzyczasie jednak temat za mną chodził. Pojawił się w dyskusji mailowej, później w audycji radiowej Psychologia Biznesu w TOK FM , a w tym tygodniu temat się zamknął, gdy poczytałem „Przebudzenie” DeMello i dotarłem do przekonania, że powinienem więcej czytać inspirujących tekstów, bo wena ostatnio mi nie dopisuje ;).
Teraz trochę do rzeczy. W moim przypadku podjęcie decyzji o odejściu z pracy, przyznaję, było ciężkie. Przemyślałem wszystko wzdłuż i w szerz, wiem, co należy robić dalej, pomimo to miałem wątpliwości. Dokładnie taki sam syndrom jaki tutaj . Zastanawiałem się nad tym, że coś w tym jest. Jeżeli uda mi się osiągnąć to co naprawdę chcę moje życie może się zmienić. Na pewno się zmieni!
Zmiana? Co z tego, przeszedłem ich tyle w ostatnich 3 latach, że niewiele powinienem sobie z tego robić, poza tym ta zmiana przecież powinna być pozytywna, więc o co chodzi? Zastanowiłem się jeszcze raz: co się stanie w najgorszym wypadku, jeżeli nie uda mi się to co zaplanowałem. Nie znalazłem niczego, co by uzasadniało moje obawy. Intelektualnie – zrób to! Emocjonalnie – a może jednak nie?
Zaraz po podjęciu decyzji, rozruszaniu całej machiny, a tym samym przekroczeniu przysłowiowego Rubikonu pojawiła się… spójność, harmonia, spokój. Po prostu czułem całym sobą, że jestem na właściwej drodze. Początkowo wyjaśniałem sobie tę całą sytuację tym, że odchodząc z firmy czułem, że zawodzę kilka osób, które zainwestowały we mnie sporo wysiłku. Wydawało mi się, że napięcie zniknęło, bo się z tym oswoiłem po kilku rozmowach.
Dopiero jednak w tym tygodniu DeMello naprowadził mnie na właściwy trop. Ludzie nie obawiają się nieznanego, bo tego po prostu nie możesz się obawiać. Ludzie boją się utraty tego co już mają! I tak też było w moim przypadku. Gdyby na studiach ktoś opisał jak będzie wyglądało moje życie teraz, to dokładnie opisałby moje marzenia! Osiągnąłem dokładnie to, co chciałem. A teraz okazuje się, że mam „porzucić” marzenie z czasów studiów dla nowego. Nic dziwnego, że było trudno, w końcu broniłem własnych marzeń.
Nie byłbym sobą, gdybym jakoś nie zgeneralizował tego doświadczenia, żeby było praktyczne, czyli jedziemy:
- Czujesz niepokój podejmując ważna dla Ciebie decyzję, która dokładnie przemyślałeś i racjonalne argumenty ją wspierają – to normalne, tak powinno być, to twoja podświadomość, twój „wewnętrzny głos” stara Ci się coś powiedzieć, wsłuchaj się
- Co silnie wiąże Cię z obecną sytuacją? Utraty czego obawiasz się najbardziej? – znając odpowiedzi zneutralizujesz wpływ obaw i odzyskasz kontrolę nad sytuacją
- Jaki jest najbardziej pesymistyczny scenariusz? – trzeba rozbroić obawy całkowicie, pozwól sobie na poznanie swojego strachu. Najlepsze horrory to te, w których do końca nie widać potwora, bo wyobraźnia widza jest dużo skuteczniejsza w straszeniu niż najlepsze efekty specjalne :). Zobacz „swojego potwora”.
- Co zrobisz, gdy najgorszy scenariusz się zdarzy, żeby odzyskać twój obecny stan posiadania? – teraz potwór powinien dostać między oczy – masz w ręce, i co najważniejsze w głowie, plan działania w najgorszym wypadku, z pozostałymi sobie poradzisz.
Czy ja przestałem się obawiać? Tak. Zdałem sobie sprawę z ryzyka, wiem, że kolejne lata to będzie wytężona praca, ale dużo bardziej cieszę się na nowe doświadczenia, niż boję o codzienność. Tego też Tobie życzę.
Ewa Lewandowska – Mam talent
Posted by: | CommentsPożytek niewątpliwy z programów tego typu.
No i warto sobie poczytać odrobinę więcej o Ewie i jej życiu . Żywy przykład tego, że niezależnie od tego co się przytrafia można iść do przodu.
Podziękowania dla Damiana za temat.
Nuda, frustracja czy “flow”?
Posted by: | CommentsCzerpanie inspiracji z różnych miejsc do tego nie przeznaczonych to chyba moje hobby ;). Jedną z ciekawszych, na którą się natknąłem pochodzi z ostatniego numeru PSX Extreme , miesięcznika o grach konsolowych. Przyznaję się, ze jestem zapalnym graczem, w dodatku kolekcjonerem, który ostatnio ma dużo więcej czasu na czytanie o grach, niż aktywne granie. Jestem gotów się kłócić, że gry to niekoniecznie „nieważne i niepilne” ;), ale to może już następnym razem.
Teraz wracamy do inspiracji. To artykuł na temat pracy jako designer w branży tworzenia gier, a właściwie jeden konkretny element – projektowanie gry w taki sposób, żeby gracz czerpał z niej radość przez cały czas grania. Chodzi o to, żeby wyzwanie stawiane przez grę dostosowywało się do umiejętności gracza. Wyzwanie powinno stymulować rozwój umiejętności, w taki sposób, żeby gracz nie popadł we frustrację, jeżeli zadania przerastają jego możliwości, ani nie znudził się grą, jeżeli wszystko będzie przychodziło mu za łatwo. Tak jak to widać na załączonym obrazku.
Jak w życiu :). Od razu mi się to rzuciło w oczy. Jeżeli życie stawia przed Tobą wyzwanie, które znacząco przekracza twoje umiejętności to zaczniesz się frustrować. Jeżeli znowu masz robić w życiu coś, co wiesz, że potrafisz wykonać zaczynasz się tym nudzić. Największa zabawa wiąże się z przebywaniem w strefie „flow” (diabli wiedzą jak to przetłumaczyć: harmonijny wzrost? nurt?). Tutaj czujesz satysfakcję, dopływ pozytywnej energii i ekscytację każdym kolejnym zadaniem. Po prostu czujesz, że jesteś tu, gdzie powinieneś być.
Wszystko pięknie i wszystko fajnie, tylko, co z tego można wyciągnąć praktycznego? Przychodzi mi do głowy dwa zastosowania. Następujące ćwiczenie. Zastanów się, gdzie teraz jesteś. Jaki masz poziom umiejętności, jakie wyzwanie na Ciebie czeka. W której strefie się znajdujesz? Jeżeli poza „flow”, to w jaki sposób możesz tam wrócić? Jeżeli się frustrujesz, to czy masz szansę na szybkie zwiększenie swoich umiejętności, czy trzeba obniżyć wyzwanie? Jeżeli się nudzisz, to jak podnieść sobie poziom adrenaliny?
Drugie, trochę bardziej na planowanie. Jeżeli zastanowisz się nad tym co chcesz robić, możesz planować swoje przedsięwzięcia w oparciu o podobny model. Wypisując sobie na liście wyzwań to, co chcesz osiągnąć, możesz zaplanować jakie umiejętności i kiedy potrzebujesz pozyskać, żeby nie wypaść z „nurtu”. Ile czasu potrzebujesz, żeby je zdobyć? Ile czasu, żeby poczuć się z nimi pewnie. Jak długo będziesz się nimi cieszyć, zanim dorzucisz sobie kolejne wyzwanie?
Jeżeli jeszcze ktoś uważa, że gry komputerowe nie są pożyteczne, to mam nadzieję, że teraz zmieni zdanie ;).
Geronimo!
Posted by: | CommentsCzas uchylić rąbka tajemnicy. Oprócz oczywistych zmian, które wiążą się z pojawieniem się w naszym życiu Mateuszka i awansu Wiktorii na przedszkolaka jest też inna. Odchodzę z obecnej pracy i przechodzę całkowicie na własną działalność.
Samo w sobie nie ma to znaczenia w skali wszechświata ;), natomiast może być dla Ciebie pewnym studium przypadku. Jak już kiedyś wspominałem, lubię pisać i mówić o czymś o czym mam pojęcie. Jeżeli piszę, że warto żyć tak, żeby zrealizować swoje cele i marzenia, to sam chcę to też robić. Po pierwsze, żeby cieszyć się osiąganiem tego co mi się marzyło, a po drugie, żeby mieć natchnienie do pisania ciekawych i praktycznych tekstów ;).
Teraz wyjaśnia to trochę i może chociaż odrobinę usprawiedliwia pewne opóźnienia w realizacji jawnych postanowień noworocznych (których i tak nie odpuszczam). Priorytetem było stworzenie takiej sytuacji, w której mogę w miarę bezpiecznie i bezproblemowo zrezygnować z pracy, nie ryzykując wywrócenia życia całej rodziny do góry nogami.
Zastanawiałem się dosyć długo nad tą decyzją, nad jej konsekwencjami, kosztami, które się z nią wiążą i możliwościami, które dzięki niej uzyskam. Samo rezygnowanie z pracy w firmie, w której zostawiało się serce kilka lat jest sporym przeżyciem. Odchodzę z pracy, którą lubię, w której pracowałem i nadal jeszcze pracuję ze świetnymi ludźmi. Wiem, że mógłbym dalej robić jeszcze ciekawsze rzeczy i rozwijać się jako manager. Zostawiłem tam dużo siebie i bardzo dużo się nauczyłem, mam nadzieję to wszystko jak najpełniej teraz wykorzystać. Kilka razy dostałem pytanie: skoro wszystko jest tak super, to dlaczego nie chcesz zostać w tym miejscu?
Motywacji jest kilka. Jak pisałem już kiedyś autostrada niekoniecznie zaprowadzi mnie tam, gdzie chcę dojechać . Do tej pory prowadziła mnie tam, gdzie chciałem, teraz wiem, że jadąc nią dalej nie zrealizuję moich aspiracji. Rozstanie faktycznie jest lepsze dla obu stron, bez pasji nie będzie sukcesu. W P&G spędziłem 7,5 roku. Pomysł zmiany pracy pojawiał mi się kilka razy. Za każdym razem jednak dochodziłem do wniosku, że nadal jestem we właściwym miejscu. Aż do tej chwili.
Druga motywacja to „odwaga ze strachu ;)”. „Bałem się”, że nie będę miał wystarczająco dużo siły, żeby podjąć taką decyzję. Zostawić „ciepłą posadkę”, zrezygnować z pozycji, którą budowałem przez te lata i zacząć całkiem od nowa. Nie mogłem dalej ciągnąć już sytuacji, w której pracuję na etacie, zajmuję się proaktywnie i jeszcze staram się rozwinąć jakąś działalność. To odbijało się na mnie i na mojej rodzinie. Jedynym wyjściem było zrezygnowanie z czegoś. Gdybym zrezygnował z realizacji marzenia, to nie mógłbym sobie spojrzeć w oczy. Dodatkowo zmotywował mnie głos wewnętrzny „czy sobie poradzisz?”. Moje wszystkie osiągnięcia odnotowałem dzięki temu, że wychodziłem poza strefę komfortu i chciałem „walki”. Powoli zacząłem czuć, że z „wojownika” staję się „farmerem” i obrastam w „tłuszcz mentalny”.
Dojście do momentu, w którym podjąłem tę decyzję zajęło mi ok. 3 lat. Mogło wydarzyć się wcześniej, ale widocznie musiało poczekać do tego momentu. Postanowiłem sobie kilka rzeczy, które konsekwentnie realizowałem strategią małych kroków , aż do momentu, gdy trzeba wykonać większy. (Bardzo podoba mi się cytat: „Nie bój się wielkiego kroku. Nie pokonasz przepaści dwoma małymi”) Strategia jest skuteczna, bo doprowadzi Cię do miejsca, w którym możesz w miarę komfortowo przekroczyć swoją przepaść.
Teraz czas na udowodnienie, że decyzja była słuszna i zrealizuję pozostałe cele :). Już się cieszę na możliwości, które uzyskałem. Więcej czasu będę mógł poświęcić rozwojowi proaktywnie (multum pomysłów czekających na realizację), mam nadzieję, że będę miał dużo więcej czasu dla rodziny (planuję 3 dniowy weekend :) ) i dużo dużo więcej.
Co mogę powiedzieć na koniec? Jestem bardzo zadowolony z decyzji i z tego, czego dowiedziałem się o sobie i ludziach dookoła mnie w ciągu tego miesiąca. Wnioski dla Ciebie: masz przed sobą przykład tego, że można. No i możesz prześledzić drogę od pomysłu do tego miejsca, ze wzlotami i upadkami. Wydaje mi się, że to unikalna oferta :).
Nasz najgłębszy lęk
Posted by: | CommentsCytat z przemówienia Nelsona Mandeli, a on z kolei zaczerpnął to od Marianne Williamson, z jej ksiązki “Return to love”. Scena ze świetnego filmu “Coach Carter”, polski tytuł “Trener”. Polecam z całego serca.
Our deepest fear is not that we are inadequate.
Our deepest fear is that we are powerful beyond measure.
It is our light, not our darkness that most frightens us.
We ask ourselves, Who am I to be brilliant, gorgeous, talented, fabulous?
Actually, who are you not to be?
You are a child of God.
Your playing small does not serve the world.
There is nothing enlightened about shrinking so that other people won’t feel insecure around you.
We are all meant to shine, as children do.
We were born to make manifest the glory of God that is within us.
It’s not just in some of us; it’s in everyone.
And as we let our own light shine, we unconsciously give other people permission to do the same.
As we are liberated from our own fear, our presence automatically liberates others.
Marianne Williamson, “Return to love”
Walcz o każdą piłkę i ufaj sobie
Posted by: | CommentsJeżeli nie graliście w squasha to polecam. Bardzo wyczerpująca dyscyplina dająca dużo frajdy. Jest super głównie ze względu na to, że w przeciwieństwie do tenisa początkujący może wejść na kort i sobie pograć od razu. Poza tym przynajmniej teoretycznie jeżeli dobrze ustawiasz się na korcie zawsze możesz sięgnąć do każdej piłki, wystarczy chcieć się ruszyć. Jeżeli grają zawodnicy na podobnym poziomie to walka jest emocjonująca.
Gra jest bardzo dynamiczna i każdy punkt się liczy. Jeżeli chcesz wygrać to musisz biec do każdej piłki, asekurować każde zagranie, skoncentrować się i walczyć. Można wpaść w pułapkę, jeżeli prowadzisz w miarę wysoko – po co mam się męczyć, wygram kolejną. Zgubny nawyk. Im częściej odpuszczasz piłki tym łatwiej Ci będzie odpuścić tę, która może być na wagę zwycięstwa. I tym częściej będzie przychodziło Ci to do głowy: nie warto się męczyć.
Jeżeli decydujesz się na grę, to warto dawać z siebie maxa cały czas. Nie wiesz, który serw będzie kończący, nie wiesz, kiedy przeciwnik odpuści, nie wiesz jakie piłki będą później. Masz szansę to z niej skorzystaj, cały czas graj jakby było 0:0. To też ma przełożenia na życie. Czasem trzeba się pomęczyć i nic z tego nie będzie, czasem sprawa początkowo beznadziejna okazuje się otwierać niesamowite możliwości. Nigdy nie wiesz, dopóki nie sprawdzisz.
A ufanie sobie? Nie jest łatwo grać cały czas z nastawieniem psychicznym – każdy serwis to osobne zagranie. Zawsze dzieje się w jakimś kontekście: wygrywasz lub przegrywasz, obserwują Cię ludzie zza szyby, grasz z kimś, kogo uważasz za gorszego lub lepszego gracza. Chociaż nie jesteś w stanie zmienić swojego stylu gry w czasie tego jednego meczu i w tej danej chwili, w zależności o otoczenia starasz się to robić. Chcesz dobrze wypaść przed publicznością (szczególnie to dotyczy wrażliwości facetów na przyglądające się przedstawicielki „slabej” płci) to zaczniesz się skupiać na tym czy dobrze wyglądasz, a nie na tym jak grasz. Gdy przegrywasz i grasz piłkę meczową zaczynasz się spinać, bo to dla Ciebie być albo nie być.
Timothy Gallway i jego „Inner game of tennis” (”Wewnętrzna gra w tenisa”) opisuje dokładnie takie zjawisko. Największą przeszkodą dla nas samych stanowimy my sami, głównie dlatego, że zostaliśmy nauczeni, że umysł i świadomość to podstawa. Tak naprawdę to bzdura. Prosty test: nie umiem oddychać, naucz mnie. Opisz cały proces oddychania, jakie mięśnie się napinają, rozluźniają, jakie komórki mają robić co gdzie i kiedy, ile tlenu pobrać i jak często? Wątpię, czy ktoś na świecie jest w stanie to opisać na zrozumiałym schemacie. Przykład z mojego życia: uczyliśmy jeździć Wiktorię jeździć na rowerze. Spróbuj opisać w sposób zrozumiały dla trzylatka zasadę naciskania na pedały i zmiany nóg w czasie całego procesu! Na szczęście przestałem tłumaczyć zaraz na początku i po prostu pokazaliśmy co i jak popychając rowerek, a Witkoria załapała sama. Do tej pory nie potrafię opowiedzieć jak się jeździ na rowerze.
Wniosek: nasze „ego” ma kontrolę na bardzo wysokim poziomie nad nami, nasze naturalne możliwości „ja 2” {terminologia Gallwaya) są dużo większe niż nam się wydaje. Jeżeli uczysz się uprawiać nowy sport to wyraźnie widać. Skupiając się na właściwym ustawieniu nóg i rąk, doborze siły uderzenia, kierunku jest zbyt skomplikowane dla świadomości. Najłatwiej nauczyć się po prostu obserwując, próbując i korygując poszczególne elementy. Skupiając się na wszystkim na raz świadomie męczysz się bardziej niż trzeba, a efekty masz dużo mniejsze.
To co ma zastosowanie w sporcie można przenieść też na inne dziedziny. Często powstrzymujemy się przed zrobieniem czegoś, bo boimy się, że nie damy rady. Nauka języka, nowe wyzwanie zawodowe. Jak często zdarza się wam, że jednak „się układa”. Gdy już człowiek się przyzwyczai do nowej sytuacji to „jakoś się ułożyło”. To nie tyle się ułożyło, co Ty nauczyłeś się działać w nowej rzeczywistości.
Wnioski? Walczyć o swoje piłki nawet nie na swoim boisku, bo tam też dasz radę ;).
Dzisiaj poznasz piąte i szóste z szesnastu PRAW SUKCESU, będących rezultatem uważnej analizy życiowego dorobku ponad stu mężczyzn i kobiet, którzy osiągnęli niezwykły sukces w swoim życiu. Jeśli nie czytałeś jeszcze poprzednich praw sukcesu, zapoznaj się z nimi teraz.