Czy stykacie się od czasu do czasu z małymi dziećmi? Albo przypominacie sobie jak zachowywaliście się jako dziecko? Dla mnie fascynujące jest pytanie ?dlaczego?. Moja córeczka zadaje się bardzo często, praktycznie bez przerwy drążąc każdy temat, aż uzyska satysfakcjonującą ją odpowiedź, albo się znudzi ;). Trudno wyczuć co się osiągnęło tak naprawdę ;). Tym niemniej jest to bardzo ciekawe ćwiczenie dla rodzica.
Po pierwsze ujawnia jak bardzo sam mało wiem o świecie i jak wielu rzeczy tak naprawdę nie jestem świadomy, po drugie wymusza jasne formułowanie myśli, tak, żeby trzylatek mógł poprowadzić dialog na partnerskich zasadach. Dzieci przez pytanie i doświadczanie uczą się świata. Dla nich wszystko jest nowe i ma zastosowanie całkiem różne niż to co my dorośli mamy już wdrukowane w siebie. Meble to narzędzie, na które się wdrapuje, i z którego się zeskakuje. Mąka to fajna zabawka, a farby najlepiej rozmazują się na dużych pionowych powierzchniach (logiczne, ale dlaczego to musi być ściana! Moja ściana).
Tak sobie trwa ten etap niewiedzy, na którym dziecko nie zastanawia się i nie ocenia siebie pod kątem tego, że nie wie. To jest dla niego naturalny stan ? chce poznawać, więc pytam i eksperymentuję. W pewnym momencie dociera do etapu, gdzie już wypada wiedzieć. Bardziej dorosłego. Przestaje pytać, bo nie wypada. Kto pyta ten się nie zna. A dorośli przecież powinni wiedzieć wszystko. I tak się dorosłym wydaje. Wszystko już wiem, teraz już udzielam odpowiedzi, pytanie to oznaka słabości.
Aż pewnego dnia do dorosłego człowieka dociera ?wiem, że nic nie wiem?. I jeżeli ma szczęście na nowo zaczyna pytać i drążyć, kwestionować to co się dzieje dookoła. Inni dorośli mogą patrzeć dziwnie, bo to zachowanie, które raczej okazują dzieci. Jeżeli taki dorosły się nie zrazi i nie zrazi wszystkich dookoła ;), to może osiągnąć spektakularne rezultaty.
Najbardziej zdałem sobie sprawę z siły pytań i przyjęcia postawy, w której z pokorą zakładam, że nic nie wiem i bardzo chcę się dowiedzieć w trakcie coachingu. Oczywiste pytania dają niesamowite rezultaty, stają się kluczami do rozwiązań, których szukało się bardzo długo. Widzę wartość pytań jako manager. Staram się myśleć w kategoriach: jakie pytanie zada mi mój szef, podwładny. Czy mam dla nich odpowiedź, która do nich trafi?
Koło rozwoju zaczyna się od stawiania pytań jako dziecko z czystej chęci poznania, przechodzi przez etap pewności i udzielania informacji, aż trafia znowu do pytań, które stawia światu świadomy dorosły.
Bądź jak dziecko: nie zakładaj ? pytaj. Nieważne, co pomyślą inni. Ważne, co zyskasz dla siebie.
Ja należę do osób często pytających i nie powiedziałabym, że dobrze na tym wychodzę. Po prostu niektórzy nie lubią, gdy się im zadaje dużo pytań i drąży temat. Wkurzają się, a ja nie wiem, co z tym zrobić. Podejrzewam, że chcą coś przede mną ukryć i czuję się niekomfortowo.
@Roksolana: a w jakim kontekście zadajesz te pytania? Moge sobie wyobrazić sytuację, gdzie będą działały zaogniająco :(. Kluczowe jest „świadome” pytanie.
Manager nie może pytać cały czas – musi podjąć decyzję; relacja coahingowa musi być jasno zaznaczona, bo inaczej ciągłe pytania mogą irytować.
Ale bardzo dobrze sprawdzają się, gdy ktoś coś próbuje sprzedać, a coś nie do końca pasuje – pytaj, aż zrozumiesz o co chodzi, albo potwierdzisz, że to ściema :)
Mariuszu,
mam pytanie odnośnie rozwoju, a wydaje mi się, że ten post jest odpowiednim dla tego miejscem. Mowa tutaj o pewnej pokorze w podchodzeniu do nauki.
Wobec tego, jak wygląda na Twoim poziomie umiejętność posługiwania się językiem obcym (kilkoma?). Czy będąc na Twoim miejscu opanowanie 2 języków obcych kolokwialnie mówiąc „wystarczy aby sobie poradzić”? Oczywiście mam na myśli znajomość języków pozwalającą na swobodną rozmowę, włącznie z wykorzystaniem technicznego, fachowego słownictwa.
Dużo podróżujesz i z pewnością masz stycznośc w pracy z językiem obcym. Czy jeśli ktoś na Twoim miejscu stwierdziłby, że wystarczy tylko jeden język obcy (angielski) i starać się odpowiednio dobierać klientów (co nie zawsze jest możliwe) to jakbyś się do tego ustosunkował?
Z góry dziękuję za odpowiedź, ponieważ jestem teraz w bardzo waznym okresie życia, gdy muszę zdecydować, czy warto zainwestować czas i energię w solidną naukę języka francuskiego, u mnie drugiego po angielskim (mam 18 lat), czy skupić się na innych, równie cennych bądź na ten moment nawet wazneijszych dla mnie rzeczy (matura).
Pozdrawiam serdecznie,
Łukasz Kasza
@Łukasz: w zależnosci od tego co masz na myśli pisząc „poradzić sobie”. Poradzić sobie można bez znajomości jakiegokolwiek języka obcego. Od jego nieznajomości się nie umiera ;).
Na poważnie. Moim zdaniem: znajomość angielskiego to w tej chwili konieczność życiowa. Chcesz mieć dostęp do wiedzy, kontatków i informacji jak najszybciej – bez angielskiego ani rusz.
Co do drugiego języka. Ja dosyć długo nie korzystałem ze znajomości niemieckiego, i odkryłem teraz, ze jak najszybciej potrzebuję doprowadzić go do stanu płynnej konwersacji, bo może mi się przydać zawodowo (pojawia się silna motywacja, traktuję to jak inwestycję, do tej pory nie było mi to do niczego potrzebne).
Bezpośrednio odnosząc się do pytania czy warto zainwestować czas. Odpowiedź zależy od tego, co chcesz osiągnąć przez naukę języka, co się stanie jeżeli odłożysz naukę na „po maturze” (czy tracisz wtedy jakąś niepowatarzalną szansę, np. wynik decyduje o przyjęciu na stiudia), kiedy będzie Ci potrzebny drugi język (czy może poczekać ten rok albo dłużej), jak dużo czasu możesz mu poświęcić mając przedmioty do matury (które decydują o przyjęciu na studia).
Jeżeli matura jest dla Ciebie ważniejsza, to oceń, czy wystarczy Ci czasu i energii na naukę kolejnego języka. Może da się zrobić to jakoś inaczej (polecam wyjazdowe kursy wakacyjne, gdzie masz non-stop kontakt z językiem. Po miesiącu w Wiedniu po pierwszym roku studiów mój poziom niemieckiego wzrósł niesamowicie).
Mam nadzieję, że pomogłem. Jeżeli nie znaczy, że zadziałałem zgodnie z maksyma „If you cannot convince them – confuse them” ;)
Mariuszu,
pomogłeś zdecydowanie! Teraz widzę moją sytuację z innej perspektywy.
Nie zamierzam się tutaj rozwodzić nad tym, jaką ostatecznie podjąłem decyzję: francuskiego z pewnością nie rzucam, myślę raczej, że będzie to coś w stylu mądrego kompromisu.
Dziękuję i pozdrawiam, życząc owocnego budowania strony oraz radości z życia prywatnego (tym bardziej w tak radosnym dla Ciebie okresie, oby Mateusz rósł szczęśliwy!),
Łukasz Kasza