Coraz bardziej powraca do mnie pomysł zorganizowania spotkania społeczności proaktywnie. Poprzedni wpis był inspirowany wpisem may, a do napisania tego zmotywował mnie jederman po naszej dyskusji na temat postanowień.
I znowu mamy do czynienia z teorią, którą każdy zna, ale jej zastosowanie w praktyce może mieć różnorakie efekty. Poprzednio było o nagrodzie, tym razem o upublicznieniu celu. Jeden ze sposobów podniesienia motywacji to ogłoszenie publicznie celu, do którego zmierzasz. Dzięki temu będziesz się czuć bardziej zobowiązany, do tego, żeby cel zrealizować. Dzięki temu, chcąc uniknąć wstydu lub chcąc udowodnić wszystkim, że potrafisz zrealizujesz swoje zamierzenie.
Jak to zadziałało u mnie. Robiąc wpis w dzienniku wojennym podjąłem zobowiązanie głównie wobec siebie, że zrealizuję moje postanowienia. Jednym z moich celów jest udowodnienie, że stosowanie w praktyce metod, na których opieram swoje działanie jest skuteczne. Postanowienia z tej listy zrobiłem już jakiś czas, temu i tak bym je realizował, ale na pewno z mniejszym przyglądaniem się im. Muszę przyznać, że wracam do tej listy szczególnie często i upewniam się, że daję radę.
Robię wszystko przede wszystkim dla siebie, ale jest też dodatkowa motywacja: moja wiarygodność jako osoby. Wszystko co piszę tutaj, piszę pod swoim nazwiskiem. Na swoją markę pracowałem dosyć długo, włożyłem sporo pracy w proaktywnie, a to jeszcze nie koniec. Nie mogę sobie pozwolić na to, żeby sprzedawać komuś głodne kawałki, najpierw wszystko testuję na sobie. Kto zaufa coachowi, który nie potrafi znaleźć sposobu na identyfikację właściwych dla siebie celów, motywacji i zasobów, żeby je osiągnąć? Kto kupi szkolenie o osiąganiu sukcesu od kogoś, kto sukces zna tylko z książek?
W takim razie jeden z elementów, który osłabia działanie publicznego oświadczenia jest anonimowość. Jeżeli traktujesz takie przedsięwzięcie bardzo anonimowo i czujesz się bezpiecznie, ten mechanizm po prostu nie zadziała. To nie Ty przecież, tylko twój awatar. Do tego konta można w przyszłości już nie zaglądać.
Jest jeszcze druga strona medalu, niestety groźniejsza w skutkach. Wyborażam sobie, że ktoś wierzył w momencie wpisywania swojego celu w jego realizację. Z zapałem zabrał się do pracy, ale jak to zwykle bywa nie udało się zrealizować tego, co zadeklarował wstępnie. Reakcje tym razem trochę ?naukowo? podzielę na dwa podejścia. Pierwsze ?Cholera, nie poszło zgodnie z planem. Co mogę zrobić, żeby do niego wrócić? Jak dobrze rozumiem co chcę osiągnąć? Czego potrzebuję, żeby działać dalej?. Drugie ?Cholera, nie poszło zgodnie z planem. Jestem beznadziejny, znowu nawaliłem. Nigdy mi się nie udaje. Nie będę nic pisał, bo nie mam nic do napisania. Zawsze tak się kończy?.
Różnica? Rezultat będzie całkiem inny u obu osób. W pierwszym wypadku szukasz możliwości, w drugim szukasz usprawiedliwienia. W każdym znasz istnieją oba podejścia. W zależności od nastroju silniejsze jest jedno albo drugie. Im bardziej jestem zmęczony tym większą siłę ma drugie, ale w momencie, w którym orientuję się, że zaczynam jęczeć zadaję sobie jedno ?Co chcę osiągnąć??. Naprawdę sprawdza się w praktyce.
Co w takim razie robić? Wbić sobie do głowy następującą zasadę ?Nie ma porażek?. To ty nadajesz takie znaczenie wydarzeniom. Każdy błądzi. Niewiele osób potrafi precyzyjnie opowiedzieć o tym jakie są ich cele. Ci, którzy osiągają swój cel, mogę się założyć, nie byli w stanie opisać w 100% jak on będzie wyglądał, gdy zaczynali. Najważniejsze: określ swój kierunek, zrób krok, sprawdź, czy idziesz tam gdzie chciałeś, czy ten kierunek nadal Ci odpowiada, czego potrzebujesz, żeby działać dalej. Rusz z miejsca, w którym czujesz się źle ze swoimi postanowieniami.
Człowiek nie jest komputerem. Cele są nieprecyzyjne, nabierają kształtu z czasem, czasem trzeba je porzucić, bo były aktualne w przeszłości ,teraz ich realizacja nie posłuży Ci najlepiej. Np. zostanie w tym momencie żołnierzem (marzenie z dzieciństwa) nie pomogłoby specjalnie w realizacji siebie, bo dużo się zmieniło.
Jeżeli czujesz dyskomfort przed napisaniem ?nie jestem tam gdzie chciałem? to zaryzykuj i zobacz co się stanie. Nadal niewiele ryzykujesz, a zyskać możesz naprawdę dużo. Wszyscy popełniamy błędy, to nie grzech. Grzechem jest nie wyciągać z nich wniosków.
Co do jęczenia i zadawania sobie pytania „Co chcę osiągnąć?” mam mój ulubiony cytat z Steve Jobsa:
„[...] I have looked in the mirror every morning and asked myself: „If today were the last day of my life, would I want to do what I am about to do today?” And whenever the answer has been „No” for too many days in a row, I know I need to change something.”
Dziś ten cytat wieszam na suficie nad łóżkiem, aby budzić się pamiętając o tym :)
Pozdrawiam,
Orest
„Dziś jest najlepszym dniem mojego życia.” To ta sama filozofia. Bardzo mi się podoba jako miernik tego, czy naprawdę jest się na właściwej drodze.
No i polecam Tracy Chapman w tym klimacie.
?Dziś jest najlepszym dniem mojego życia.? jest zdecydowanie lepsze od „Kiedyś to miałem dobrze/lepiej”.
Osobiście jednak wolę powiedzieć sobie:
„Dziś jest bardzo dobrze… jutro będzie jeszcze lepiej.” – to mnie napędza, na zasadzie kija i marchewki.
A Tracy Chapman skłania do refleksji.
Pozdrawiam,
Orest
Świetny artykuł i każdy powinien go przeczytać parę razy aby dokładnie go zrozumieć. W sumie to nawet porażki (które sami uważamy za porażkę) czegoś nas uczą lecz tylko w tedy gdy zastanowimy się nad tym przez chwilę. Dla każdego z nas każdy dzień to nowe wyzwanie ponieważ codziennie podejmujemy decyzje które mogą być wartością dodatnią w całej układance. W swojej komórce mam wbite powitanie dla siebie – „Nowy dzień to nowe możliwości” Znajomy pesymista jak się spotkamy powtarza w kółko to samo – „nie martw się jutro będzie gorzej”. Wolę jednak swoją „mantrę”. Pytanie – czy istnieje możliwość aby parę twoich artykułów opublikować na stronie antylicho (z linkiem do strony oczywiście). Pozdrawiam