Mówić do siebie. Poważnie. Nie korzystałem z tej techniki świadomie w przeszłości, ale zdarzało mi się, że przy bardziej skomplikowanych problemach chodziłem po pokoju w kółko i mówiłem na głos to, co akurat wymyśliłem. Zazwyczaj jednak ograniczałem się do rozrysowania problemu na kartce, wypisania elementów składowych, powiązań między nimi, możliwych rozwiązań. Teraz do warsztatu dodaję świadome dyskusje z samym sobą.
Na pewno zdarzyło Ci się nie raz, że po głowie chodziło Ci jakieś pytanie, postanowiłeś je zadać i w momencie, w którym zdążyłeś je zadać dostrzegałeś, że znasz już odpowiedź, albo, że pytanie nie ma sensu. Nie dostrzegałem związku pomiędzy jednym i drugim i zawsze wydawało mi się, że szybciej mówię niż myślę. Chyba jednak nie do końca tak jest. Dopiero wypowiedzenie pytania na głos powoduje uruchomienie procesu wyszukania odpowiedzi.
Nieważne zresztą jak to działa, fascynujące jest tak czy inaczej. Przekonałem się do tego, że rozmowa ze sobą jest skuteczna w momencie, gdy przygotowywałem się do egzaminu. Oczywiście w związku z tym zaczął pojawiać się stres. Przez głowę przebiegały mi różne myśli i postanowiłem sobie zracjonalizować to, że nie ma sensu się dodatkowo stresować, bo jestem gotowy. Działało to tak sobie dopóki nie zacząłem wypowiadać na głos pytań, które sobie stawiałem i argumentów, które miałem na uzyskanie spokoju. Dochodzenie do wniosków zajęło mi dużo mniej czasu, niż gdybym tylko myślał.
Można z tym ćwiczeniem pójść dalej. Masz jakiś problem, zapisz go sobie. Później sobie o nim opowiedz, możesz też go jakoś symbolicznie narysować, rozpisać w schemat. Możesz zmienić miejsca, tam gdzie siedziałeś pisząc rozprawkę o problemie zostawić kartkę i długopis, a samemu usiąść na krześle naprzeciwko i udzielić sobie samemu rady. Możesz chodzić po pokoju, przebiec się, zaprosić kogoś, żeby siedział i słuchał, mówić do zdjęcia, albo rapować rozwiązania. Część pomysłów ciężka do zastosowania w biurze ;), ale mi pomagało zawsze twórcze oderwanie się od pracy i myślenie w kategoriach absurdalno abstrakcyjnych.
Co takie ćwiczenie może dać? Wykorzystanie wszystkich możliwych zasobów, które masz do dyspozycji. Większość zagadnień, które przychodzi nam rozwiązać jest wielowymiarowych i na tyle skomplikowanych, że trudno je rozwiązać przy pomocy jednego narzędzia. Obojętnie czy techniki, które opisałem uruchamiają obie półkule mózgu, część z nich, czy działa to jakoś inaczej. W tym przypadku nie interesuje mnie podłoże naukowe, dopóki to działa ja zamierzam z tego skorzystać.
Rada praktyczna: na wszelki wypadek miejcie zestaw głośno mówiący na uchu, żeby nikt nie pomyślał, że coś z wami nie tak ;).
Dobre!
Na mnie działa oderwanie się od problemu i zajęcie czymś innym. Odkryłam to kiedy wychodząc z biura miałam jakieś nierozwiązane zagadnienie, a po powrocie następnego dnia okazywało sie nagle, że rozwiązanie jest proste i eleganckie. Warunek: nie można wałkować tego bez końca w tzw. międzyczasie, po prostu oderwać się.
Teraz, żeby nie czekać do jutra z rozwiązaniem, odrywam się do innych zajęć, wychodzę z pokoju. W moim przypadku działa, kiedy zmienię nie tylko punkt koncentracji, ale i otoczenie. I dobrze by było nie „odrywać się” od jednego problemu za pomocą drugiego :)
Też nie wiem jak to działa (może uruchamia się intuicja), ale działa.
Tak, mówienie pomaga. Zaobserwowałam, że kiedy miałam jakiś problem, który nie wiedziałam jak ugryźć, to kiedy zaczęłam mówić na głos jakie mam możliwości, z czasem zmieniał się ton głosu z mało pewnego na coraz pewniejszy.
Co za tym idzie, zmieniało się też nastawienie i pewność wykorzystania rożnych możliwości wzrastała.
Działa! :)
@kin: to zdecydowanie dobra metoda. Im dłużej myślimy o danym problemie tym bardziej się praraliżujemy. Zaufanie sobie, że znajdziemy rozwiązanie, po prostu potrzebujemy pozwolić naszemu „mądrzejszem-nieświadomemu” ja przeprocesować problem i podać rozwiązanie.
Z tego się bierze tzw. „wygadanie/wypłakanie”… zamiast tylko myśleć, można o tym opowiedzieć, ubrać w zdania i wtedy wiele rzeczy się po prostu porządkuje w głowie.
Wielokrotnie potrafiłem chodzić pół dnia i szukać w głowie odpowiedzi na jakieś pytanie, coś sobie przypomnieć… gdy w końcu pytałem kogoś: „Jak się nazywało…. aaaa… już wiem, przypomniało mi się :D”.
Kolejną metodą jaką stosuję to jest albo spacer albo zaczytanie się w jakiejś książce o samorozwoju. W tych momentach najwięcej ciekawych rozwiązań przychodziło mi do głowy.
Jednak każda metoda jest dobra jeśli jest skuteczna :)
Pozdrawiam,
Orest
Im więcej ich w repertuarze tym lepiej :). Dzisiaj znowu do mnie dotrało, tym razem w kontekście ćwiczeń fizycznych. Jeżeli to co robisz powoduje, że czujesz się jak w czasie zabawy to jesteś na właściwym tropie, niezależnie od metody :)
Trenowałem dwa lata temu kolarstwo, dość intensywnie… w tym roku jeżdże rekreacyjnie i zdecydowanie zgadzam się z Tobą, że ćwiczenia fizyczne powinny być zabawą :)