Podejmowanie ważnych decyzji powinno odbywać się tylko w sytuacji, w której znajdujesz się w równowadze. Bardzo łatwo w momencie skrajnych emocji, niezależnie od tego, czy są pozytywne czy negatywne zdecydować niekoniecznie w taki sposób jakbyśmy naprawdę chcieli.
Trochę podpadają pod to postanowienia noworoczne. W specyficznym klimacie ?rozpoczynania wszystkiego od początku? składamy sobie obietnice, których nie możemy dotrzymać, albo okaże się, ze nie są takie ważne. W takich okolicznościach nie jest to największy problem, postanowienia, za którymi nie idą natychmiastowe decyzje i działania można zmienić w trakcie. Dużo gorzej, gdy planujemy naszą przyszłość będąc w dołku.
Poprzedni piątek był dla mnie dniem kumulacji stresu i komplikacji związanych z sytuacją, w której się teraz znajduję. Problemów do rozwiązania jest dużo więcej niż się mogłem spodziewać, decyzji do podjęcia nie mniej, a dodatkowo ich waga jest dosyć poważna. Nie zapowiada się na to, że szybko to się skończy, a raczej można się spodziewać, że podobny stan potrwa jeszcze kilka miesięcy. W dodatku nie wszystko co wymyśliłem w pracy działa do końca tak jakbym tego oczekiwał. Po nałożeniu na siebie tego wszystkiego wpadłem w maksymalnego doła.
Nie wiem na ile instynktownie, a na ile przypadkowo (bo na pewno nie świadomie) po prostu się wyłączyłem od bieżącej pracy i zastanowiłem się nad sytuacją. Doszedłem do wniosku, że na poziomie, na którym jestem w tej chwili, zadania stojące przede mną mnie przerastają. Nie jestem w stanie dać rady wszystkiemu, co na mnie spadło. Pierwsza myśl, po uświadomieniu tego sobie nie należała do pozytywnych i pojawiło się pierwsze rozwiązanie ?zrezygnuj?. Zaraz później pojawiło się drugie ?zaakceptuj?. Zatem akceptuję. Nie doszacowałem wyzwań, spodziewałem się, że uda mi się zamknąć je praktycznie od ręki i zobaczę rezultaty. Nie zobaczę. Na pewno nie w krótkim okresie. Upewniłem się natomiast, że plan ułożony przeze mnie jakiś czas temu i strategia dojścia do celu ma sens.
Gdy zaczynał się cały proces byłem mocno ?przygnieciony? wyzwaniem. Po skończeniu okazało się, że jest bardzo blisko tego, co planowałem, że może się wydarzyć i rozwiązanie nadal pozostaje to samo. Gdybym dalej tkwił ?w problemie? on by rósł a ja bym miał coraz mniej pewności, że mogę go rozwiązać. Jedno z rozwiązań, które wraca jak bumerang, gdy czuję presję to odpuszczenie rzeczy ważnych: prowadzenia proaktywnie, ćwiczeń i coachingu. Nie ma takiej możliwości ?.
Jakie wnioski możesz wyciągnąć z tego dla siebie. Po pierwsze przyznaj przed sobą samym, gdy przestajesz sobie radzić. To pierwszy krok do tego, żeby znaleźć sposób jak sobie z nawałem obowiązków dać radę. Po drugie postaraj się nabrać dystansu i jak najszybciej odzyskać równowagę, zanim ocenisz sytuację i się poddasz, albo zdecydujesz się poświęcić ważne rzeczy na rzecz pilnych, to ślepa uliczka.
Witaj Mariusz!
Dziś po raz pierwszy jestem na Twoim blogu… i jest kolejnym miłym i ciekawym miejscem w internecie, gdzie chętnie powrócę.
Kilka dni temu przeczytałem, że nie warto z emocjami walczyć czy ignorować (np. znużenia) bo tylko je wzmacniamy. Jacek Santorski (w książce „Sukces emocjonalny”) pisał, że lepiej jest obserwować swoje reakcje, emocje i stany oraz postarać się je zrozumieć. Obnażając je osłabiamy ich moc.
Sam, gdy miałem nie najlepsze dni, ignorowałem swój stan, „coachowałem” się i nie przyniosło to żadnych pozytywnych efektów. Mając destrukcyjne myśli szukamy sposóbu jak je zrealizować… a to mało interesująca perspektywa :)
Napisałeś, że nie chcesz „odpuścić” prowadzenia blogu… tak więc zyskujesz kolejnego, stałego Czytelnika :)
Pozdrawiam serdecznie,
Orest
Orest: dzięk. Podziałało motywująco :D
Polecam się na przyszłość :)
Orest