Rozmawianie ze sobą może być objawem różnych powikłań, więc na wszelki wypadek pozycjonuję dzisiejszy tekst jako polemikę ze sobą sprzed kilku-, kilkunastu miesięcy. Prawie rok temu napisałem, że Chcieć to za mało, żeby móc dochodząc do wniosku, że chęć do zrobienia czegoś nie gwarantuje osiągnięcia celu.
Dzisiaj spojrzę na to z innej perspektywy. Bez szczerej chęci osiągnięcia czegoś utrzymanie i zdobycie długookresowych osiągnięć graniczy z niemożliwością. Z autopsji, rozmów ze znajomymi i nie tylko przebija bardzo mocno akcent: jeżeli czegoś chcesz tylko tak trochę, to nic z tego nie wyjdzie. Najciekawsze jest to, że to, co często deklarujemy głośno i wyraźnie jako coś, co koniecznie chcemy zrobić wcale nie musi być prawdą. A przynajmniej nie do końca.
To, że chciałbyś coś zrobić nie znaczy automatycznie, że naprawdę chcesz!
Przykład: dbanie o zdrowie, zbilansowana dieta i ćwiczenia. Wiadomo, że wielu chciałoby się stosować do zdrowego trybu życia. Ile osób tak naprawdę jednak chce? Jest gotowe ponieść konsekwencje z tym się wiążące (godziny wysiłku tygodniowo, ograniczenie fast-foodów, regularny sen)? To wszystko wpływa zawsze na pewne status quo, które już się wykształciło. Trzeba zmienić wiele nawyków, dostosować tryb życia do nowego celu. Po tygodniu jest za ciężko i postanowienie ląduje w kącie. Dlaczego tak się dzieje? Bo święty spokój chcesz mieć koniecznie, a zdrowie tylko chciałbyś jako opcję.
Bywa też inaczej. Wydaje się nam, że chcemy czegoś bardzo. Poświęcamy się temu, zdobywamy to przy sporym wysiłku i okazuje się, że to jednak nie to, o co chodziło. Niby wszystkie kryteria sukcesu wyznaczone na starcie zostały spełnione, cel był mierzalny, osiągalny, określony czasowo i takie tam standardowe kryteria spełniał ;). Pomimo tego ? zonk, zamiast satysfakcji i radości, uczucie jakby ktoś nam zabrał cukierka.
To kolejna ważna rzecz. Wiedzieć, czego tak naprawdę się chce. Chcę czytać, co tydzień jedną książkę na temat rozwoju osobistego. W porządku, co Ci da przeczytanie tej jednej książki tygodniowo? Miejsce w rankingu, wiedzę, poczucie wiedzy? Co zrobisz z tą wiedzą, jak ją wykorzystasz? Może zamiast tego lepiej poczytać coś sensacyjnego? Widzisz, do czego zmierzam? To akurat prosty przypadek, ale w niektórych przypadkach konsekwencje mogą być idące dalej.
Pewnemu chłopakowi spodobała się dziewczyna, którą widywał na uczelni. Nie miał śmiałości do niej podejść i zaprosić do kina. Myślał, że nie ma szans. Postanowił je zwiększyć inwestując w tężyznę fizyczną. Cały rok mocno trenował, poświęcił dużo czasu i wyrzeźbił wspaniałą sylwetkę. Równo rok później podszedł do dziewczyny i odważył się jej zaproponować wspólne wyjście. Usłyszał ?Fajnie, że w końcu się zdecydowałeś, czekam już od roku?!
Przez podejście polegające na tym, że ?chcemy? coś może się okazać, że zmierzamy do naszego prawdziwego celu na około, a czasem środek staje się celem samym w sobie. I wtedy dopiero trudno się połapać, o co tak naprawdę chodziło na początku podróży.
Warto w końcu wyciągnąć jakieś wnioski. Jak dla mnie to dwa pytania, które sobie zadaj, gdy zdecydujesz się coś robić. Jak silną czuję determinację do tego, żeby to osiągnąć? Co tak naprawdę zyskam, dzięki temu, że osiągnę swój cel? Jeżeli odpowiedzi Cię nie przekonują, to warto przemyśleć sprawę raz jeszcze.
Mi osobiÅ›cie w determinacji pomaga systematyczność – jeżeli już uda siÄ™ jÄ… osiÄ…gnąć (na poczÄ…tku najtrudniej). JeÅ›li jednak pomyÅ›leć, iż „potem może być już tylko lepiej/Å‚atwiej” – to motywuje, a systematyczność, która za tym idzie, motywuje jeszcze bardziej (jesteÅ›my dumni z konsekwentnego, regularnego realizowania danego zadania).