Ostatnio stres to moje drugie imię. Mam cholernie dużo zajęć, sporo rzeczy, którymi chciałbym się zając od zaraz czeka sobie w kolejce, ze względu na to, że ważniejsze sprawy trzeba załatwić wcześniej. Mój etat powinny obsługiwać teraz dwie osoby, żeby wszystko było zrobione tak jak powinno, a oprócz tego mam rodzinę, która wymaga uwagi, pozapracowe aktywności i no i siebie. Ja też od siebie wymagam uwagi i chciałym, żebym sobie należycie dużo tej uwagi poświęcał.


W takich sytuacjach, zazwyczaj wpada się w mocny ?Sajgon?. Robię maksymalnie dużo z tego co powinienem wykonać, na bieżąco identyfikuję najważniejsze rzeczy, które pozwolą mi złapać oddech za chwilę, mniej ważne rzeczy odkładam na później. No i wszystko jest ok., bo dokładnie tak powinno się to robić, więc jeżeli chodzi o wykonanie planu trochę się opóźnia, ale nie jest to jeszcze katastrofa.

Pojawia się jednak pewien problem. W głowie zaczynają się lęgnąć wątpliwości. Czy nie wziąłem sobie za dużo na głowę? Przecież lista tego co mam do zrobienia zajmie nie dwa ale trzy etaty, warto by było trochę też odpocząć, nie ma czasu na treningi, a jeszcze chcesz robić coś poza pracą? Nie lepiej odpuścić? Trudno odmówić im zasadności. Mam ochotę walnąć wszystko w kąt, usiąść sobie spokojnie przed telewizorem i obejrzeć jakiś fajny film, albo odpalić konsolę i pograć cały wieczór, albo nic nie robić. A życie nie pozwala, jedyne, co widzisz od momentu otworzenia oczu do momentu zaśnięcia to długa lista ważnych-pilnych i jeszcze dłuższa ważnych, których nawet nie dotknąłeś. To tylko potęguje efekt: nic więcej już nie dam rady.

Na szczęście sprzedaję samochód. To nie nagła zmiana tematu, tylko fajne doświadczenie :). Umówiłem się dziś w ciągu dnia z ludźmi, którzy chcą go kupić. Trwało to może 40 minut. Co zauważyłem po tej rozmowie? Rany, odzyskałem spokój! Jestem mocno zrelaksowany, spokojny, na całą moją obecną sytuację patrzę z dystansu i widzę, że wszystko jest pod kontrolą. Nie muszę z niczego rezygnować, wprost przeciwnie powinienem działać zgodnie z planem. A
jeszcze rano chciałem porzucić jeden z obiecujących projektów.

Potwierdza się po prostu to co już wiedziałem. W sytuacjach wali się na Ciebie kupa zadań, trzeba działać inaczej niż nakazuje instynkt. Nie walczyć do upadłego, tylko oderwać się na chwilę. Zastanowić, przegrupować i zaatakować problemy na zimno. U mnie tym razem to był przypadek, który tylko przyspiesza i wzmacnia moje postanowienie wygospodarowania tego czasu rano i wieczorem. Oby więcej takich pouczających przypadków :). Czego sobie i Wam życzę.