Postanowienia, szczególnie te noworoczne robi się bardzo często pod wpływem emocji. Powstaje lista rzeczy, które w naszym przekonaniu są tym, czego realizacja spowoduje, że poczujemy się lepsi, otworzą się przed nami nowe możliwości i przybliżymy się do realizacji naszych marzeń i celów. Pytanie, czy zawsze ta lista odzwierciedla faktycznie to czego naprawdę chcemy? Z mojego doświadczenia, warto przemyśleć sprawę raz jeszcze.
Nie piszę tego pod kątem ?minął tydzień od Nowego Roku wymiękamy?, tylko, żeby rozwinąć wpis Postanowienia noworoczne można spełnić. Napisałem tam o kilku błędach popełnianych przy robieniu postanowień noworocznych, teraz czas napisać z czego skorzystać, żeby te błędy wyeliminować.
Jakoś tak się składa, że jestem fanatykiem pytania ?Czy to, co robię ma sens??. Jeżeli nie wiesz, dlaczego się czymś zajmujesz i co zamierzasz osiągnąć to szanse, że uda Ci się osiągnąć coś trwałego są dużo mniejsze. Jakiś czas temu sobie postanowiłem zmotywowany przykładem płynącym zewsząd ? będę czytał jedną książkę tygodniowo. Zabrałem się do dzieła i po pewnym czasie odpuściłem, chociaż bardzo lubię czytać. Dlaczego? Bo nie chodziło mi o mechaniczne czytanie i odhaczanie kolejnego tygodnia z książką, tylko o poszerzenie horyzontów, zajęcie się czymś innym niż, na co dzień, a to przecież mogę realizować na masę różnych sposobów, nie tylko czytając książki, ale oglądając filmy, czytając blogi, albo pisząc swojego ;).
Co się wydarzyło w tym konkretnym przypadku. Wpadłem w pułapkę pierwszego rozwiązania. Byłem na tyle leniwy, że po prostu wziąłem sobie cel z listy najczęściej występujących w postanowieniach noworocznych. Dopiero zastanowienie się nad prawdziwym motywem tego postanowienia pozwoliło mi na wymyślenie kilku innych sposobów na jego realizację.
Jaki z tego morał? Przede wszystkim wiedzieć, dlaczego akurat takie postanowienie przyszło Ci do głowy. I co teraz z tym możesz zrobić? Przejrzyj swoją listę postanowień pod kątem znajomości motywów.
Dlaczego akurat to sobie postanowiłeś? Do czego to postanowienie prowadzi? (np. gdzie cię zaprowadzi codzinne czytanie, ćwiczenia na siłowni, nauka) Jak się będziesz czuć, gdy osiągniesz cel? Czy to postanowienie to jest coś, co chcesz robić bo to wydaje się ciekawe (np. lubisz muzykę – nauka gry na gitarze, lubisz się uczyć języków – kurs językowy) czy masz silną potrzebę (np. zadbania o swoje zdrowie ? rzucenie palenia, wyjeżdżasz za granicę ? też kurs językowy, ale już w innym kontekście).
To nie szkoła i nie ma tu dobrych odpowiedzi, bo tylko Ty je znasz. Po tym ćwiczeniu twoja lista może się zmienić, ale może pozostać też bez zmian. Ważne, żeby poświęcić ten czas na jej przemyślenie, bo niedługo bierzemy się za realizację :).
Nigdy nie jest za późno na postanowienia (tegoroczne czy inne)… całe szczęscie. :) Pozdrawiam.
@Agata: święta prawda. Od zawsze to mówię :)
Mądrze napisane, przede wszystkim postanowienia muszą mieć jakiś cel, prowadzić w jakimś kierunku. Co do postanowień noworocznych (i nie tylko) dodam, że bardzo ważne jest według mnie jak najbardziej precyzyjne określenie, kiedy dane postanowienie będziemy mogli uznać za zrealizowane.
Napiszę, jak to wygląda u mnie:
Z niektórymi postanowieniami sprawa jest prosta (postanowienie typu „przeczytam książkę xxx” jest zrealizowane po przeczytaniu książki xxx ;)) ale nie wszędzie sprawa wygląda tak łatwo.
Przykład:
„Będę biegać przynajmniej raz w tygodniu po 30 minut”
Niby wszystko pięknie, ale co na przykład, jeżeli z różnych przyczyn nie będziemy mogli biegać przez jakiś czas? Całe postanowienie bierze w łeb? Albo czy częste bieganie „na siłę” również jest tym, o co nam chodziło?
W moim przypadku, moment w którym mogę „odhaczyć” to postanowienie, wygląda tak:
„Kiedy co najmniej przez 3 miesiące aż do końca roku (też w zimie) będę faktycznie biegać, bez przymuszania się, kiedy bieganie stanie się moim nawykiem, bez którego będę się źle czuć”
Czasem określenie tego „momentu odhaczenia” może się okazać jeszcze trudniejsze. Na przykład postanowienie: „Polepszę swoje relacje z teściami” ;)
Może i trudniejsze, ale warto je wymyślić, nawet jeżeli ukonkretnienie momentu odhaczenia brzmiałoby trochę głupawo albo nienaturalnie. Najważniejsze jest, że określenie to bardzo zwiększa motywację. Coś chyba nawet pisał o tym Allen w swojej książce o GTD („clarify your goals” czy coś w tym stylu ;))
Pozdrawiam
Łukasz
@Lukas: Pełna zgoda. A idąc krok dalej. Jaki będzie mój punkt wyjścia? Skąd wiem, kiedy dane postanowienie porzucić? Ale to już wyższa szkoła jazdy :).
Naturalna weryfikacja: to co sobie wymyśliłem robię z przyjemnością i dzięki temu moje życie jest lepsze. Nikt nie mówił, że życie będzie łatwe i słowa dotrzymał ;).