Zaczynam chyba podcinać gałąź, na której próbuję się wspinać. Nie jest to może najbardziej intuicyjna strategia, ale bardzo chętnie poznam Twoją opinię :). Dzisiaj wysączkował pewien wniosek, który otwiera dosyć interesujący wątek. Doszedłem do wniosku, że jeżeli chcesz odnieść sukces na miarę Bill?a Gates?a, Warren?a Buffeta jeżeli chodzi o finanse, Matki Teresy, Jana Pawła II, jeżeli chodzi o przywództwo, albo kogokolwiek tylko chcesz podstawić tu jako swój autorytet, to w tym momencie jedną z sensowniejszych rzeczy, które możesz zrobić jest wyłączenie przeglądarki, zapomnienie o tym, że kiedykolwiek ta strona znalazła się w spektrum twojego zainteresowania. Niezły ze mnie sprzedawca, nie?
Skąd taki pomysł. Zacznijmy mniej więcej od początku, czyli od filozofii uprawianej od dawna. Bez wnikania w szczegóły, których nie znam, albo, o których dawno już zapomniałem filozofowie od dawna szukali odpowiedzi na pytanie o sens ludzkiego istnienia. Mniej więcej dochodzili do tego, że ludzie dążą do szczęścia. Z większymi albo mniejszymi zawiłościami, mniej lub bardziej skomplikowanymi definicjami ostatecznie większość ludzi na świecie zgodzi się z tym, że to, czego chcą od życia to być szczęśliwymi.
Problem zaczyna się przy definiowaniu tego, co szczęście oznacza. Zanim zaczniesz czytać dalej zastanów się, co to znaczy dla Ciebie, bo zaraz się możesz zdziwić ;). W Wikipedii znalazłem to ?Szczęście jest pozytywną emocją, spowodowaną doświadczeniami ocenianymi przez podmiot jako pozytywne.? Mniej atrakcyjnie tego nie można podać, chyba ;). W zależności od filozofa, który będzie do czegoś Cię próbował przekonać, ta definicja też będzie inna.
No, ale nadeszły czasy nowoczesne, czyli mniej więcej nasze obecne. Gdzie jakimś dziwnym trafem szczęście zostało zrównane z sukcesem. To bardzo sprytne posunięcie, bo sukces jest mniej uniwersalnym pojęciem i dużo łatwiej jest ludziom dogadać się, co do tego, kogo uznają za człowieka sukcesu. No pomyśl przez chwilę czy Bill Gates odniósł sukces? Na pewno. Czy jest szczęśliwy? A kto to może wiedzieć? No właśnie! Dzięki temu, że można znaleźć ?obiekty odnoszące sukces?, można też zacząć prowadzić badania jak takie coś jak sukces się osiąga.
Podstawowy problem jest jednak następujący: zakładamy, tak jak filozofowie szukając szczęścia, że sukces można opisać jakimś modelem, który stworzymy na podstawie analizy wystarczająco dużej próby przebadanych ludzi sukcesu. Moje zdanie na ten temat? Mogę się założyć, że nie stanie się to za mojego życia. Ostatnio we wpisie ?Sukces i kariera?? natrząsałem się z modeli opartych o pierwsze litery słów kluczy. Niby dlaczego mają być lepsze modele oparte o magiczne liczby: 3, 7, 10. 7 nawyków też wpada pod tę krytykę. Żaden z modeli, z którymi się zetkniesz nie będzie kompletny. Dlaczego?
Ludzie zajmujący się badaniem ludzi uważanych za odnoszących sukcesy szukają rzeczy wspólnych. A tak naprawdę najistotniejsza jest ich wyjątkowość! Bo to ona doprowadziła do tego, że są jedyni w swoim rodzaju! Unikalna kombinacja cech charakteru, wiedzy, doświadczeń i umiejętności. W przypadku umiejętności dochodzi jeszcze aspekt świadomej i nieświadomej kompetencji. Jest wysoce prawdopodobne, że żadna z tych osób nigdy nie będzie w stanie powiedzieć dlaczego udało się jej to co się udało. Mogę się założyć, że wiele kluczowych umiejętności wykorzystywali instynktownie, w ogóle nie wiedząc, że to robią. Są urodzeni negocjatorzy, mówcy, trenerzy, przedsiębiorcy. Są genialni, ale w życiu nie nauczą Cię jak to robią, bo nie potrafią tego zrobić! Ci, którzy potrafią to wytłumaczyć zazwyczaj sami nie potrafią tego robić w tak dobrym stopniu :). Trochę beznadziejne kółko.
Dokąd zmierzam. Ano do tego, że na stronach takich jak ta, szkoleniach, w książkach możesz znaleźć tylko instrukcję obsługi młotka i historie o jego wykorzystaniu. W gwoździe musisz zainwestować z własnej kieszeni, i samemu musisz też znaleźć obiekt do zbijania. Analogia trochę toporna, ale lepsze były już zajęte ;). Czy to oznacza, że zachęcam w praktyce, żeby sobie odpuścić inwestowanie czasu w poznawanie nowych modeli ?osiągania suckesu?, czy są one bezużyteczne? Nie. Jeżeli pamiętasz o tym, żeby nie przywiązywać się do jednego, ale korzystać z kilku to mogą pomóc. To jak różne instrukcje wbijania gwoździ. W zależności od doświadczeń autora jeden będzie ostrzegał przed kontuzją palców, a inny głowy ;). Jeżeli przeczytasz obie zwiększasz swoje szanse powodzenia.
Najważniejsze jest jednak to, że nieistotne ile tych modeli znasz i jak dobrze potrafisz je opisać. Trzymając się ich bardzo rygorystycznie nie odniesiesz sukcesu, bo najważniejszego składnika, czyli Ciebie tam nie opisali. Nie przejmuj się więc tym, że nie znasz NLP, Inteligencji Emocjonalnej albo Bóg wie jeszcze czego. Ich znajomość może pomóc, ale wielcy ludzie rodzili się zanim te terminy się pojawiły.
To prowadzi właśnie do smutnego wniosku: ja opisuję modele i zastanawiam się nad sobą. Mogę dostarczyć inspiracji i narzędzi, odrobinę wiedzy. Sukces wypracujesz sobie sam według własnego sposobu albo w ogóle. Jeżeli widzimy się po raz ostatni, to nie zapomnij przysłać mi maila, gdy już będziesz człowiekiem sukcesu. Chętnie sam przeprowadzę własne badania :)
Ja tylko dodam od siebie taki zasłyszany kiedyś cytat:
„Każdy tworzy swój przepis na sukces”
Ciekawe taka w sumie esencja tego wszystkiego tj postaw proaktywnych i szukania jakies złotego środka. Całkowicie się z tym zgadzam:)
Najbardziej interesujące jest to, że za każdym razem docieram to tej samej odpowiedzi: to jakie mam życie, to jaki jest mój dzień, to jaki mam nastrój zależy ode mnie. Nie daje to gwarancji osiągnięcia każdego celu jaki przed sobą postawię, ale daje gwarancję tego, że poprawiam jakość swojego życia.
Techniki motywowania siebie, ich jakość jest drugorzędna. Nieistotne jakie one są, jeżeli działają tak jak sobie tego życzysz, znaczy, że są dobre. Kropka.
Patrząc na twój komentarz z 21 grudnia… Czy spotkałeś się może kiedyś z huną? :)
Natknąłem się na koncepcję, ale nie zgłębiałem. Jest na liście na kiedyś :). Wiesz coś więcej?
Ja trochę zgłębiałam. Najczęściej hunę zalicza się do szamanizmu i takich trochę „czary-mary”, niemniej fajnie działa w codziennym życiu i daje dobre efekty. A zapytałam dlatego, gdyż w tej wypowiedzi z grudnia podałeś dwie z siedmiu głównych jej zasad :)
To przyjrzę się bliżej. Najsilniejsze i najpopularniejsze „systemy” (religie, zasady efektywnosci itd) czerpia z tego samego rdzenia. Nie ważne czy to Huna, Sekret czy 7 nawyków. Najtrudniejsze, ale i najfajniejsze jednocześnie jest filtrowanie i docierani do „rdzenia”. Długa droga :)