Interesujące zjawisko. Od czasu liceum bardzo odszedłem od wiary i zwyczajów, w których byłem wychowywany. Nadal jestem członkiem kościoła rzymsko-katolickiego, ale tylko nominalnie. Nie praktykuję. Odrzuciło mnie od kościoła bardzo skostniałe podejście, niedopuszczające najmniejszych wątpliwości, pytań i kwestionowania czegokolwiek, reprezentowane przez moich katechetów.
Efekt ? stwierdziłem, że to wszystko jest bzdurą i nie będę w ogóle zajmował się zabobonami. Na długi czas religia była całkowicie poza moim polem zainteresowania. Najdziwniejsze jest to, że poważniej zacząłem się nią interesować, gdy zainteresowałem się poważniej tematyką rozwoju osobistego i sukcesu. Jakoś dziwnie rzeczy, które świat odkrywa teraz na nowo, typu 7 nawyków skutecznego działania, coaching, medytacje, refleksje rano i wieczorem nad dniem, wycieszenie w ciągu tygodnia, zasady zdrowego trybu życia obecne są w wielu religiach, a także w tej, którą znam najbardziej: chrześcijaństwie.
Konkrety? Modlitwa rano i wieczorem. Jaką radę można znaleźć w wielu miejscach ? znajdź czas rano i wieczorem na refleksję nad swoim dniem. Pamiętaj aby dzień święty święcić ? coraz więcej miejsc, gdzie tym razem naukowcy i psychologowie piszą, że trzeba znaleźć dla siebie czas na strategiczne spojrzenie na to czym się zajmujesz. Siedem grzechów głównych ? gniew, chciwość, nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu, tak, żeby wspomnieć kilka namacalnych. We współczesnym świecie mamy inteligencję emocjonalną, psychologię inwestowania, diety.
Zdziwienie odnotowałem też, gdy okazało się, że medytacja istnieje także w chrześcijaństwie, niekoniecznie trzeba szukać tego na dalekim wschodzie. W chrześcijaństwie i islamie istnieje czas postu. Odpuszczenie sobie mięsa w piątki wydaje się mieć uzasadnienie zdrowotne.
Moja hipoteza jest następująca: religie powstały na bazie wiedzy ludzi, którzy dopracowali sposoby na przeżyciu w zdrowiu jak najdłużej (nie zmieniły się one od tysiącleci, to też ciekawe). Wymyślili pewne rytuały, które miały ułatwić wszystkim pozostałym wdrożenie tych rad w życie. Modlitwy jako refleksje, msze i obrzędy tygodniowe jako czas nauki, dzielenia się doświadczeniem, wspieranie. Początkowo rytuały ściśle wynikały z podstawowych zasad i je wspierały. Z czasem ideologia bóstwa i rytuały oderwały się od pierwotnego znaczenia. W tej chwili modlitwa w większości wypadków oznacza odklepanie gotowej formułki. Wizyta w kościele raz na tydzień to też przyzwyczajenie, tym bardziej, że nie pamiętam kazań z mojej kariery, które uczyłyby czegoś sensownego. Oprócz oderwania się rytuałów oczywiście pojawiły się tendencje do wykorzystania religii w polityce i tym samym całość mocno się wypaczyła. Dodatkowo w dzisiejszych czasach nie pomaga to, że większość zasad jest wyrażona na zasadzie ?czego nie wolno?, a nie ?jak postępować?. Zakazy są dużo mniej skutecznie niż przykłady.
Covey nawiązuje w swoich książkach do religii. Jakoś w kulturze anglo-saskiej religia zawsze bardziej łączyła osiągnięcie sukcesu z łaską bożą. W naszym kręgu kulturowym większą estymą darzeni byli ludzie pokroju Hioba, wbijało się do głowy ?jesteś pyłkiem i liściem na wietrze?, ?błogosławieni biedni?. Niespecjalnie łączy się wiara w Boga z sukcesem i biznesem. Moim zdaniem niesłusznie, ale to już inna sprawa. Tym niemniej w pewnym momencie decydując się na robienie kariery wiele osób odchodzi od religii. To akurat widzę z obserwacji mojego otoczenia.
Teraz dużo bardziej ufamy nauce, psychologom, trenerom sukcesu. Tak na dobrą sprawę przejęli oni role szamanów, tylko tym razem pozycjonują marketingowo swój komunikat w inny sposób. Zamiast straszyć ludzi gniewem Boga, podkreślają to, ze każdy jest Panem swego losu, może sam decydować o swoim losie. Dużo lepiej to się sprzedaje niż skostniałe zasady wielu religii. Ale nie zmienia to faktu, że jest to w wielu przypadkach znana już prawda podana w innym opakowaniu.
No i co z tego wszystkiego wynika? Decyzja należy do Ciebie. Ja zamierzam przyjrzeć się bliżej temu, co oferuje chrześcijaństwo i czego uczy. Na pewno jest tam wiele elementów, na które można spojrzeć z innej perspektywy i wpleść w swoją filozofię życiową, nawet jeżeli nie należysz do wierzących praktykujących.
Szkoda, że paradygmat wiary traktujesz jako narzędzie do osiągnięcia sukcesu. W
Twojej notce czuć, że nie wierzysz w Boga, a jedynie wmawiasz sobie, ze Bóg istnieje po to, aby poprawić swoją skuteczność w osiąganiu sukcesu…(tak ja to zrozumiałem)
Przez tą notkę trochę zawiodłem się na Tobie… Szkoda…
To potwierdza tylko to fakt, że gdy się coś robi, człowiek naraża się na niezrozumienie. Postraram się wyjaśnić, o co mi chodziło
1. Nie traktuję religii instrumentalnie, bo to byłoby głupie.
2. Kiedyś byłem mocno wierzącą osobą, ale dnia pewnego stwierdziłem, że nie wierzę i dołączyłem do grona ateistów
3. Kilka ostatnich lat to mocniejsza refleksja w kierunku religii. Teraz określiłbym się jako osoba poszukująca.
W tym artykule chciałem pokazać, że religie mają bardzo solidne podstawy, nie są to tylko i wyłącznie „puste rytuały” i warto przyjrzeć się im bliżej, bo oferują więcej niż to się wydaje na pierwszy rzut oka.
I niekoniecznie nowe zasady osiągania sukcesu są takie nowe, bo czerpią garściami z praktyk religijnych, tylko inaczej to wszystko „pakują”.
Pozdrawiam
Mariuszu, podjąłeś się jednego z najniebezpieczniejszych tematów i za to – szacun :)
Niebezpieczeństwo tego tematu polega na tym, że większość ludzi podchodzi do niego baaardzo emocjonalnie. W każdej religii jest wiele tajemnic, a ludzie nawet podświadomie próbują sobie je jakoś tłumaczyć (logiczny umysł nie tak łatwo daje za wygraną) i stąd prawie każdy człowiek ma zupełnie inny pogląd na tę kwestię. Czego @Morze jest najlepszym przykładem.
@Morze: szczerze mówiąc to ja zawiodłem się na Tobie, bo napisałeś że zawiodłeś się na deonie tylko dlatego, że nie spasował do twojego paradygmatu wiary/religii (co zresztą sam zaznaczyłeś). Każdy ma prawo szukać, a dopóki szuka – jest szansa, że znajdzie. „Szukajcie a znajdziecie” – mówią Pisma; „Jeśli czegoś pragniesz ze wszystkich sił, to świat przychodzi Ci z pomocą” – pisze Paolo Coehlo; o Prawie przyciągania wspominać chyba nie trzeba ;]. Myślę, że trzeba szukać rzeczy wspólnych w różnych ideologiach (w tym religiach), budować swój świat i nadawać mu sens WIARĄ – mocą stwórczą. Wtedy mamy szansę na podstawie doświadczenia coś zrozumieć.. Tak patrzę na to ja – jeden z miliardów.
Ech.. jak zacznę pisać, to znowu wyjdzie mi komentarz za długi żeby go zamieścić ;)
Szczególne pozdrowienia dla sceptyków ;]
kszyh, dzięki. Może pisz komentarze w wordzie i dziel na dwa :). Na poważnie, to długo się nad tym tematem zastanawiałem. Bardzo łatwo tu wejść w sekciarstwo, albo kogoś obrazić.
Bardzo mnie intryguje to, że wiele nakazów wiary kładzie spory nacisk przede wszystkim na dbanie o siebie i swoje zdrowie. 7 grzechów głównych to w moim rozumienie nie tyle grzechy przeciwko Bogu, co przewinienia wobec samego siebie.
Co do wiary, to czym się różni wiara w działanie prawa przyciągania od wiary w Boga? Być może tym, że Sekret łatwiej się sprzedaje, ludzie łatwiej uwierzą w naciągane tłumaczenie na poziomie fizyki kwantowej niż w to, że Biblia została napisana pod wpływem istoty wyższej. Czy mają rację?
Kszyh pisze o szukaniu rzeczy wspólnych. O to właśnie chyba chodzi. Skoro wierzę w wiele rad odnoszsących się do świeckiego systemu osiągania celów, a pokrywa się on z wielkimi religiami, to może jednak religie to coś więcej?
Ja postrzegam religię jako zbiór zasad, którymi powinniśmy się kierować, aby łatwiej było nam osiągnąć to co zostało „obiecane”. Paradoksalnie ludzie uważają, że te wszystkie instrukcje, swoiste „know how” ;) duchowego samodoskonalenia, są największą przeszkodą. Niestety niektóre rzeczy musimy brać „na wiarę”, ponieważ nie jesteśmy w stanie pojąć ich sensu. To tak jak z wychowywaniem dzieci – Nie jesteś w stanie wytłumaczyć maluchowi, że powinien wykonywać „coś” ponieważ jest to dla niego dobre (i ty jesteś pewien, że to jest dobre), bo tego po prostu nie rozumie. Ty wiesz, że to jest dla niego dobre i przymuszasz, a ono uważa, że tylko przeszkadzasz mu w zabawie i jesteś ten zły ;]
Jest jeszcze inna kwestia. Ludziom dużo łatwiej przychodzi bić czołem przed posążkiem, czy obrazem (od czasu do czasu), niż wziąć się za doskonalenie siebie, bo to wiąże się wyrzeczeniami.. Myślę, że stąd m.in. wzięły się tak rozbudowane rytuały w największych religiach. Niestety nie ominęło to również chrześcijaństwa, a wręcz przeciwnie – jest najlepszym tego dowodem. Ale czy tędy na prawdę droga?
Jasne, że najprościej było by spotkać się z Jezusem, Buddą, czy Mahometem i odtworzyć ich pierwotną wizję nie zmutowaną przez tłumaczenia, przekazy, gdzie każdy dodawał coś od siebie. Ale to jest nierealne. Co nam więc pozostaje? Modlitwa, medytacja, droga… prośba o opiekę „istot wyższych” i wiara w to, że nasz wybór jest słuszny..
Amen :)
Witam!
Moim zdaniem potrzeba religijności czy duchowości jest mocno wpisana w psychikę ludzką. Badania archeologiczne wykazują, że już neandertalczyk posiadał jakąś wizję religijności, a historia praktycznie nie zna społeczeństw ateistycznych bez posiadania jakieś formy religii. Ateizm występuje tylko wśród społeczeństw cywilizowanych i nawet tam nie dotyczy wszystkich jednostek. Natomiast wszelkie kościoły są zinstytucjonalizowaną formą religii nastawioną na zaspokajanie zbiorowych potrzeb członków i z ludzkiego punktu widzenia są niedoskonałe, a więc mogą ulegać wypaczeniom.
Zgadzam się, że człowiek dążący do samorealizacji i doskonałości prędzej czy później zetknie się z problemem wiary w Boga i własnej duchowości. Wydaje mi się, że większość młodych ludzi przeżywa kryzys wiary, związany z jej interioryzacją. Obraz Boga kształtujemy w sobie na wzór naszych relacji z rodzicami, a oni nie są doskonali i dlatego możemy go wypaczyć, do czego jeszcze przyczynia się nauczanie katechetyczne, które kładzie nacisk na teorie teologiczne, a nie na samorealizację.
Przeglądałam kiedyś zeszyt od religii swojej córki i były tam tylko tematy teoretyczne z teologii i tylko jeden temat o pracy nad sobą, a brak tematów z teologii moralnej czy o rozwoju duchowym człowieka. Ja również w młodości byłam bardzo religijna i przeżyłam silny kryzys związany z moją chorobą, którego praktycznie do dziś do końca nie rozwiązałam. I niestety księża nie potrafią mi pomóc. Czuję się pozostawiona samej sobie ze swoimi problemami duchowymi, które opisuję w swoim blogu pt. MÓJ PIĘKNY UMYSŁ.
http://www.roksolana.bitmar.net
Serdecznie pozdrawiam.
Roksolana
Poszukujesz jednak trzeciej sfery? czyżby?
@krzysiek: nie jestem pewien do kogo jest to pytanie, ale „czyżby” sugeruje wątpliwość? Możesz doprecyzować o co chodzi?
Mam wrażenie, że ten wpis był po częsci spowodowany moim komentarzem do „motywowania poprzez skorumpowanie”. Stąd moje pytanie. Wydaje mi się, że sięgnąłeś po temat wiary aby znależć trzecią sfere ale zatrzymałes się, gdy znalazłeś analogie pomiędzy religią a zasadami obecnymi w Twoim życiu zawodowym. Wyprostuj mnie, jeśli jestem w błędzie.
@krzysiek: nie był. Ten temat chodził mi po głowie już od bardzo dawna. Zebrałem się w końcu, żeby go napisać. Zajęło to trochę, bo szczerze mówiąc obawiałem się reakcji na „analityczne” podejście do religii.
Ale nawiązując do twojego komentarza (http://www.proaktywnie.pl/motywowanie-przez-skorumpowanie/), to może to faktycznie jest słuszna droga? Robienie czegoś po prostu dlatego, że w to wierzysz. Nie szukanie materialnej nagrody, tylko czerpanie radości i siły z samego działania, wiary, że to co robisz ma sens, przyczynia się do dobra twojego i jednocześnie bierzesz udział w czymś większym.
Taki „system” wydaje się mieć dużo większy sens niż kupowanie sobie dupereli. Dojście do takiego stanu ducha wymaga więcej pracy, ale zdecydowanie buduje solidniejsze podstawy.
Mariusz, szukalem trafnej odpowiedzi na Twoj wpis. Siegnalem na polke, przeczytalem dwa tomiki Jacka Salija OP z serii „Szukajacym drogi” i juz wiem co zrobic … pozycze je Tobie. Postaram sie nie zapomniec, w srode.
sluchajcie Radia MAryja
Religia to bzdura; to biznes;
@Zoltar: i co nam to da w kontekście tego wpisu? Mógłyś rozwinąć myśl?
@jodl: Czy każda religia to bzdura? Czy sama religia to biznes, czy sposób jej wykorzystania? Czy zawsze religia była biznesem, czy się „zdegnerowała” w tym kierunu?
religia zawsze była biznesem w rękach właścicieli – czyli wysokich funkcjonariuszy; ++++ wyznawcy dla wysokich funjonariuszy w religii to coś w rodzaju mięsa armatniego+coś co daje dochody; Np prosty ksiądz się w ogóle nie liczy a biskup ma kase ==Wot i wsio
@jodl: nie zgadzam się z tym „zawsze”. To prawda, że ze wszystkiego można zrobić biznes. Ale pomimo tego, że tak się dzieje nie przekreślałbym całkowicie religii. Wyobraźmy sobie, że od dzisiaj wszyscy stosują się do dekalogu. Nie byłoby lepiej?
Dla mnie religia jest jak najbardziej w porządku. To w jaki sposób się ją wykorzystuje już mi się nie podoba (nie mówie tylko o moim podwóku, ale też o „dżihadzie” itd.). Nie chce dyskutować o naprawianiu hierarchii jakiegokolwiek wyznania. Dużo bardziej interesuje mnie to jak wiara może wpływać na człowieka.
To musi być niesamowite działać odważnie, bo wiesz, że ktoś nad Tobą czuwa, że ktoś pomoże! To nie różni się niczym od wiary w prawo przyciągania, ale co ciekawe więcej ludzi skusi się teraz na „Sekret” niż na dobre kazanie. Dlaczego? Kwestia marketingu? Prekonań? Rozczarowań?
Nawet jesli ktos nie wierzy w Boga to powinien wierzyc w prawdy, przykazania zawarte np. w dekalogu i je stosowac przyczynia sie przez to do tego ze swiat jest lepszy. Druga sprawa jesli ktos uwaza ze nie ma Boga to jego sprawa skupia sie np. na pracy wspina sie coraz wyzej i wyzej az na szczyt osiaga wszystko i nagle uswiadamia sobie ze tu nie ma „nic” nadal jest duchowo tym kim byl – zatacza kolo zycia i umiera. Zalosne ale prawdziwe…
Co do tego ze religia to biznes to co nie jest biznesem??
@Sławek: ja bym unikał słowa „powinien”. Nie każdemu musi zależeć, żeby świat był lepszy. Patrząc trochę przewrotnie na przykazania i kilka innych rytuałów religijnych, całkowicie egoistycznie: stosowanie się do sprawdzonych sposobów po prostu się opłaca. Pod warunkiem, że faktycznie się do tego stosuje, a nie „uprawia” na pokaz.
I prawda, że wszystko jest biznesem. Religie „oferują” najdoskonalszy produkt – wieczne szczęście. Co jest bardziej atrakcyjnego?
Dla osób o otwartych umysłach polecam książkę:
http://www.korespondent.pl/baza_wiedzy/pdf/ksiazki/Korespondent_Jezus_Ciesla.pdf
oraz drugą książkę:
http://www.korespondent.pl/baza_wiedzy/pdf/ksiazki/Korespondent_Sprawa.pdf
Jak czytać te książki? Krytycznie. Dyskusja z nimi, polemika – bardzo wskazane :)
@Mariusz: określiłeś się jako osoba poszukująca, mam nadzieję że wskazane przeze mnie teksty pomogą znaleźć odpowiedzi na kilka pytań tak Tobie, jak i innym poszukującym :)
pzdr
Bodzio
Witam jeśli chodzi o sprawy religii to od małego byłem zmuszany przez rodziców do chodzenia do kościoła czego naprawdę nie lubiłem,jestem wierzącym człowiekiem ale do kościoła nie będę chodził bo jak by się tak przysłuchało to tragedia co ten ksiądz wygaduje może nie dosłownie ale można wyciągnąć wnioski że bogaci ludzie są źli też tak nasze społeczeństwo odbiera bogatych ludzi ludzie przez to mają klapki na oczach wg.mnie kościół bardzo ogranicza społeczeństwo to taka moja refleksja chętnie poczytam waszą opinie co wy myślicie na ten temat.ozdr.
@Adam: Po pierwsze dzięki za głos w dyskusji. Po drugie – Interpunkcja! Interpunkcja! Nie jestem purystą, ale tutaj stanowczo przyoszczędziłeś, proszę nie oszczędzaj, aż tak w kryzysie nie jestesmy ;)