Czy zajmowanie się rozwojem osobistym, wyznaczanie sobie celów, koncentrowanie się na rzeczach najważniejszych z drugiej ćwiartki i stosowanie technik motywacyjnych jest bezpieczne? Jak już kiedyś pisałem to tylko narzędzia i jak ktoś nie wykaże się rozsądkiem to korzystanie z nich skończy się gorzej niż życie w błogiej nieświadomości. Grzech pychy jest poniekąd wstępem. Przeanalizowałem sobie jakie błędy popełniłem, ale co pozwoliło mi znaleźć wyjście z sytuacji.


Ignorowanie pojemności. Każdy ma ograniczoną ?pojemność?. Nie da się robić na raz więcej niż ta pojemność pozwala. Koniec i kropka. Każde nowe przedsięwzięcie wymaga sporo uwagi na początku, zanim poczujesz się z nim komfortowo i będziesz w stanie je ?zautomatyzować?. Do tej pory zajmowałem się blogiem, robiłem sobie hobbistycznie szkolenia i prezentacje z zarządzania projektami, dużo czytałem, uczyłem się nowych rzeczy, regularnie ćwiczyłem. Wszystko działo się w sytuacji, w której w pracy byłem w miejscu, które dobrze znałem, wiedziałem co się dzieje i jak nad tym zapanować. W momencie awansu pojawiło się sporo nowych obowiązków, których wcześniej nie było. Moje obciążenie w pracy znacząco podskoczyło. Zacząłem czuć, że kilka z moich kluczowych przedsięwzięć może być zagrożonych.

Jestem uparty, więc postanowiłem, że tak łatwo się nie poddam. Ogłoszę moje cele publicznie, żeby to mnie dodatkowo nakręcało. Na forum umieściłem moje cele. Myślałem nawet o tym, że samo ogłoszenie celów nie jest do końca skuteczne. Bardziej skutecznie jest zrobienie to w taki sposób, żeby nie było to anonimowe i żeby stawka była w miarę wysoka, poniekąd zaryzykowałem reputację proaktywnie. Początkowo działało to całkiem fajnie, później już nie bardzo.

Co prawda dalej robiłem to co założyłem, ale zacząłem czuć, że coś jest nie tak. Z początku trudno było mi się zorientować co jest. Składałem wszystko na karb zmęczenia. Przecież robię to co lubię, co zawsze mnie nakręcało, realizuję przecież moje własne cele! W wyniku bardzo skomplikowanego procesu myślowego odkryłem w jaką pułapkę zacząłem się wpędzać. Szkolenia i proaktywnie miały być dla mnie odskocznią od pracy, sposobem na zrelaksowanie się. Powoli jednak obie te rzeczy zaczęły stawać się ?muszę to zrobić?, a nie ?jak fajnie, że mogę się tym zająć?. Zamiast dawać mi pozytywną energię, zaczęły ją wysysać.

Stało się tak też dlatego, że nadużyłem trochę GTD. . Wrzucałem tam do zrobienia na konkretne dni kolejne kroki do osiągnięcia moich celów, np. stworzyć forum na proaktywnie, napisać kolejny rozdział szkolenia itd. Czasem jest to skuteczne rozwiązanie, żeby przełamać własne lenistwo, ale w momencie, kiedy jesteś na granicy pojemności takie rozwiązanie jest zabójcze. W sytuacji, w której twój plan zajęć jest przeładowany wrzucanie sobie jeszcze czegoś dodatkowego na dany dzień, co nie należy do kategorii ?świat zginie, jeżeli tego nie zrobisz? jest głupotą. Ja wykazałem się nią w 100%. Przypominanie o codziennej refleksji, medytacji i czytaniu czegoś ciekawego zamiast prowadzić do większego relaksu potęgowały tylko stres, bo widziałem, że nie jestem w stanie się ze wszystkim wyrobić. Gdy pozbyłem się tego wszystkiego od razu zrobiło się lżej.

Co ostatecznie udało mi się postanowić? Skoncentrowanie się na nowej roli w pracy, bo tutaj chcę jak najszybciej sobie uporządkować wszystkie sprawy, tak, żeby odzyskać kontrolę. Zarządzanie projektami odłożyłem sobie na wolniejsze tempo ?wtedy, kiedy mam czas i akurat potrzebuję?, a proaktywnie traktuję tak jak powinienem ? hobby i relaks, a nie kolejny cel do osiągnięcia. Dałem sobie też chwilowy luz od ćwiczeń siłowych, został tylko worek treningowy. No i postanowiłem zafundować sobie więcej rozrywki w postaci gier i książek niezwiązanych z tematami sukcesu i efektywności (czyli czwarta ćwiartka :), a miało jej całkiem nie być).

Rezultat: odzyskałem radość życia, chce mi się pracować i pisać artykuły, dużo lepiej reaguję na to co się dzieje dookoła. Powoli zaczyna mi się też chcieć wrócić do ćwiczeń, ale tu się jeszcze waham, zacznę od jutra ;). Pytanie jest następujące: jak oceniam to całe doświadczenie. Bardzo pozytywnie!

Nauczyłem się bardzo ważnej rzeczy: dla mnie sukces=radocha z tego co robię. Jeżeli tego nie czuję, znaczy, że coś powinienem zmienić. Proponuję o tym pamiętać przy robieniu i realizacji postanowień noworocznych ;). Pozostałe doświadczenia i wnioski wkrótce.