Tydzień był tak wypełniony pracą i odkryciami, że wystarczy za kilka miesięcy. Najważniejsze odkrycie, wieńczące chyba cały cykl mojego rozwoju osobistego to uświadomienie sobie, że wszystko ma swoją cenę. Straszny banał odkryty na nowo nabiera głębokiego znaczenia.
Jakiś czas temu zauważyłem, że rozwój osobisty to swoiste kręcenie się w kółko, albo lepiej zataczanie coraz szerszych kręgów. Co jakiś czas docieram do miejsca, w którym byłem już jakiś czas temu, ale będąc tu po raz kolejny dostrzegam je w pełniejszym, czasem innym świetle. Bardzo ciekawe jest jednak to, że dzieje się to jak na zasadzie włączenia światła. Przez długi czas wszystko sobie biegnie swoim trybem, nagle ?pstryk? odkrycie. Już tu przecież byłem? Co się zmieniło? Nie wnikam jak to funkcjonuje, nie kontroluję, kiedy może się pojawić, ale bardzo dobrze, że jest.
Jeszcze w zeszłym tygodniu byłem przekonany, że chcę rozwijać się w kierunku coachingu, tak aby to stało się moim głównym zajęciem. Dzisiaj patrzę na całość moich doświadczeń z ostatniego ?cyklu rozwojowego? trochę inaczej. Zrobiłem małą retrospekcję, tego, co postanowiłem osiągnąć w ciągu 2 lat. Do końca zostało mi jeszcze pół roku. Dużo udało mi się już osiągnąć, sporo jeszcze mi się uda, ale wiem, że nie wszystko. Część celów wyrzuciłem z listy, pojawiło się kilka nowych. Czy udałoby mi się to, gdybym się nie przyłożył do rozwoju osobistego? Nie mam pojęcia. Tego się już sprawdzić nie da. Czy zamierzam kontynuować to co robię? Absolutnie, bo ta wiedza dramatycznie podnosi moje szanse odniesienia sukcesu na polu zawodowym. Chcę dokonać oczywiście pewnych korekt uwzględniając zdobyte doświadczenie.
Najważniejsza i nawiązująca do tytułu. Uwierzyłem, że skoro tyle wiem, przekazuję tę wiedzę i udaje mi się realizować moje zamierzenia, to mogę osiągnąć wszystko. Dorzucić sobie jeszcze więcej pracy, rozpoczynać kilka dużych rzeczy w tym samym czasie, uczyć się i w ogóle pokazać, jaki jestem boski. Rzeczywistość daje w takich przypadkach klapsa. Dobrze, że się za bardzo nie zapędziłem, a to dzięki rozmowom z przyjaciółmi. Dotarło do mnie, że napompowałem sobie porządny balon stresu, niewiele trzeba do eksplozji. Korekta: przedefiniowanie mojej roli. Jestem managerem, w tym kierunku chcę się rozwijać i to ma być moja „twarda umiejętność”. Coaching i wszystko, co związane z rozwojem osobistym ma być moim narzędziem, a nie celem samym w sobie. Dalej zamierzam rozwijać się w tym kierunku, w taki sposób, żeby te umiejętności wspierały mój główny cel.
Druga zmiana to skorzystanie z wiedzy z zarządzania projektami. Istnieje tam kwadrat równowagi: koszt, jakość, czas, zakres opisujący projekt. Jeżeli nie udaje Ci się realizować planu projektu to zmieniasz jeden lub kilka z tych elementów. W moim przypadku wybieram zmianę czasu dla trzech moich celów, które podałem publicznie na forum . Nie jest łatwo to robić, bo w pewien sposób ?nadwyrężam moją wiarygodność?, z drugiej jednak strony, ten blog ma być autentyczne i o życiu. I niestety życie polega na dokonywaniu wyborów. Po wybraniu roli managera, jako wiodącej te wybory to naturalna konsekwencja tej decyzji.
Trzecia zmiana: wrzucenie bardziej na luz i bardziej rygorystyczne oddzielenie pracy od życia prywatnego. Do tej pory wydawało mi się, że intuicyjnie dobrze to kontroluję. Tak było, ale teraz, gdy moja odpowiedzialność dosyć znacznie wzrosła chcę się posiłkować większym rygorem, inaczej w pracy będę się stresował życiem prywatnym, a w domu pracą. W momencie, gdy ogarnę sytuację w pracy wszystko wróci do normy.
Podsumowanie? Jeżeli możesz ucz się na cudzych błędach, jeżeli już popełnisz własne to im szybciej się do nich przyznasz tym lepiej. I nigdy nie słuchaj bezkrytycznie coacha i trenerów rozwoju osobistego, to też tylko ludzie. I jeszcze ostrzeżenie: im więcej wydaje Ci się, że wiesz, tym większe ryzyko popełnienia podstawowego błędu.
Zataczanie kregow, powrot do tego samego punktu. Tak, dopoki nie nauczysz sie swojej lekcji, bedziesz wracal i kazdy powrot bedzie cierpieniem. Ale zanim przyjdzie cierpienie, najpierw dostajesz od świata wszystkie informacje i instrukcje jak tego uniknąć. Żeby to odczytać wystarczy chwila uwagi.
Jesli chodzi o plany i ich realizacje, to
czytając książki o sukcesie, czy uczestnicząc w tego typu seminariach nasłuchałem się, że należy mieć zapisane cele i marzenia, że trzeba planować i afirmować. I Oczywiście zabrałem się za to z zapałem, ale po pewnym czasie zauważyłem, że to po prostu nie działa. Jak napisałem marzenia na które nie było mnie stać, to mój umysł mówił do mnie: ?ty głupi sobie pisz a przecież i tak wiesz, że cię na to nie stać i nigdy tego nie osiągniesz?. Ja mu oczywiście mówiłem: ?tak, teraz mnie nie stać, ale jak będę o tym myślał i afirmował, to to kiedyś osiągnę?. A on na to: ?Samo nic nie przyjdzie?. I tak w kółko. Jedna część mojego umysłu pisała marzenia i cele, a druga z miejsca je torpedowałą. Jedna część mówiła, że: ?z każdym dniem i pod każdym względem czuję się lepiej i lepiej?, a druga śmiała się i dodawała: ?z każdym dniem jesteś starszy, słabszy i chorszy?. I tak wszelkie moje szczytne cele i marzenia spadały z gwiazd na ziemię. Kiedyś na którymś z seminariów jakiś mądry człowiek powiedział: ?uwierz, a osiągniesz wszystko, co zechcesz?. Nawet mi się to spodobało i nie miałem wątpliwości co do prawdziwości tego stwierdzenia, tylko nie wiedziałem jak to zrobić, żeby uwierzyć. Gdzie jest ten przycisk uruchamiający wiarę. Wiedzy można się nauczyć, ale wiara jest poza zasięgiem umysłu i decyzji. To tak samo jak czasem słyszę natchnionych ludzi mówiących ?kochaj a miłość cię zbawi? albo ?kochaj bliźniego? ? czy coś w tym rodzaju. Zwykle w tym momencie ta druga część mojego mózgu pyta: ?jak uruchomić miłość?? Spróbuj wmówić sobie że kochasz kogoś kogo nie lubisz, albo odwrotnie. Gwarantuję, że Ci nie wyjdzie, bo na miłość też nie masz wpływu. Dlatego wszelkie dyskusje o wierze, miłości i marzeniach to tylko puste słowa. Możesz o nich pisać poezje, ale do pracy ich nie zaprzęgniesz. Natomiast gdy się pojawią to z łatwością zaprzęgną do pracy Ciebie.
Te powroty to nie cierpienie. Wprost przeciwnie, za każdym razem to bardzo interesujące przeżycie, pozwalające osiągnąć wyższy poziom.
Co do wiary, miłości i marzeniach. Ponieważ nie da się ich świadomie zaprogramować to właśnie dyskusje, poezja i emocje są w stanie je rozbudzić. Inspiracja pobudza do działania, działania prowadzące do sukcesu podbudowują wiarę w to, że się uda.
Bardzo chciałbym mieć umiejętność pobudzenia w sobie niezachwianej wiary na żądanie, ale jak widać nawyki analityka wygrywają :).