Właśnie taki przeżyłem w poprzedzającym tygodniu. W środku tygodnia dokładnie. Jak na kogoś prowadzącego bloga nt. efektywności osobistej i radzenia sobie ze stresem, to trochę mi wstyd. Zamiast świecić przykładem pojechałem na maksa. Na szczęście przeżyłem, wyciągnąłem wnioski i jak zwykle postanowiłem się nimi podzielić.

Żeby uspokoić skołatane nerwy czytających ? nie było zawału. Po prostu nie byłem w stanie podjąć jakiejkolwiek skomplikowanej intelektualnie czynności typu napisanie składnego tekstu, przeprowadzenie spoktania, generalnie wszystkie funkcje poza obserwacją powiedziały: wrzuć na luz stary. Cena wrzucenia sobie za dużo na głowę, otworzenia zbyt wielu pomysłów, za dużo zmian w krótkim okresie, a co z tym się wiąże ? szczyt stresu. Wynik taki jak opisany powyżej: można klasycznie skopać najprostszy do rozwiązania problem. Nie chcecie doprowadzić do takiej sytuacji.

Z drugiej strony, w takim momencie ujawnia się u mnie tendencja do tworzenia skondensowanych wpisów, takich jak ten. Forumuła dosyć wygodna dla piszącego, treściwa i łatwoprzyswajalna ;). Mam nadzieję, że spotka się z ciepłym przyjęciem :).

Jak to się stało, że tak ładnie do to doprowadziłem? Po pierwsze, napompowałem swoje ego. Skoro potrafię tak dobrze kontrolować stres to nie muszę już codziennie rano spędzać tych 10-15 minut na relaksacji, tylko spokojnie pociągnę dalej. Po drugie, idzie mi świetnie, trochę odchodzę od normy, ale w takim razie nie muszę sprawdzać, czy dbam o siebie wystarczająco, bo wiem, że dam radę. Po trzecie, sytuacja się zmieniła, ale to nie powód, żeby zmieniać plany. Był dobry miesiąc temu to teraz też zadziała. Co z tego, że mam więcej do zrobienia, ?ja nie dam rady??.

No i to by było na tyle, jeżeli chodzi o doskonałość 7 nawyków ;). Mam nadzieję, że nikt przez to nie straci wiary w system. Bo najciekawsze jest to, że każdy z tych elementów był cały czas pod moją kontrolą. Po prostu ignorując podstawowe zasady sprowadziłem sobie kłopoty na głowę.

Jak nie powtórzyć mojego błędu? Po pierwsze i najważniejsze, najpierw dbaj o siebie. Planuj sobie wypoczynek i go realizuj! Odpuściłem medytacje i poranne ćwiczenia relaksacyjne + nie ćwiczyłem bo akurat wypadały wtedy jakieś kolacje, co w połączeniu z większą liczbą obowiązków doprowadziło do lokalnej katastrofy ;). Po drugie, obiecuj mniej, dostarczaj więcej. Przede wszystkim sobie. Dobre pomysły warto zapisać, żeby nie zginęły, ale nie rzucaj się od razu do ich realizacji. Lepiej skończyć 3 rzeczy, niż zacząć 33. Po trzecie, jak tylko przestaniesz wypełniać listę wellness , to od razu poproś kogoś, żeby Cię pilnował. Nie widzę innego sposobu.
Jest pewien pozytyw, przynajmniej jestem konsekwentny, sporo rad, których udzielam innym na temat rozładowania stresu zastosowałem teraz na sobie.

No i na podsumowanie: najsłabszym ogniwem systemu jest człowiek, szkoda, że w tym przypadku to ja :).