Zasada Pareto to chyba jedna z najmodniejszych reguł, którą bardzo często próbuje się zastosować nie do końca z godnie z przeznaczeniem. Pomysły na zastosowanie jej szczególnie na polu efektywności budzą mój gwałtowny sprzeciw.
Zasada głosi, że 20% przyczyn generuje 80% skutków, czyli np. pracując nad czymś prawdziwą wartość tworzysz tylko w 20% tego czasu (80%). Reszta jest już dużo mniej efektywna. Ta reguła sprawdza się chyba wszędzie z małymi odchyleniami: 20% ludzi posiada 80% bogactwa, 20% kierowców generuje 80% wypadków itd. itp. Daje do myślenia prawda? Gdyby tylko wiedzieć, które to jest te 20%, to możemy osiągnąć niesamowitą efektywność! Pomyśl tylko: 1 dzień to 80% pracy, 2 dni to 160%, a w ciągu tygodnia wykonasz aż 400%!!! Czyż to nie wspaniałe?
Byłoby, gdyby to nie była totalna BZDURA! Dlaczego? Bo nie ma możliwości, żeby określić te 20% przed wykonaniem danej czynności. Wszystkie analizy odbywają się post factum. Jeżeli robisz coś po raz pierwszy istnieje bardzo nikłe prawdopodobieństwo, że utrafisz, które 20% jest tym właściwym. Ale załóżmy, że znamy tę zasadę i staramy się ją zastosować w praktyce. Proszę bardzo.
Z mojego doświadczenia wynika, że największe rezultaty w czasie spotkań biznesowych osiąga się w ostatnich dziesięciu minutach, kiedy podsumowujemy spotkanie. Praktyczne zastosowanie: zaczynaj spotkanie od podsumowania! Ćwiczenia siłowe: największy efekt daje ostatnie powtórzenie w ostatniej serii ? rób tylko ostatnie powtórzenie! Efektywność gwarantowana! Istnieją po prostu czynności, które trzeba wykonać w pewnej sekwencji, żeby osiągnęły rezultat.
Jakkolwiek bym na to nie patrzył nie jestem w stanie znaleźć efektywnego zastosowania tej zasady przy takim podejściu, ale? tutaj wyjdzie moje rozdwojenie jaźni ? uważam, że ta zasada jest bardzo przydatna w życiu. Tylko trochę inaczej trzeba z niej skorzystać.
Po pierwsze, udowadnia ona przydatność doświadczenia i szukania kreatywnych rozwiązań. Zamiast organizować burzę mózgów w celu rozwiązania problemu bardziej efektywne może być poszukanie kogoś, kto już zrobił kiedyś coś podobnego. On lub ona korzystając ze swojego doświadczenia powie ci, na które 20% zwracać uwagę. Ja zacząłem doceniać poradniki. Jeżeli chcę się za coś zabrać to korzystam z doświadczenia innych, jestem wtedy dużo bliżej tych 20%.
Po drugie, warto pamiętać o zasadzie 80/20 gdy zaczynasz robić coś nowego. Warto sobie ustawić moment, w którym sprawdzisz co przynosi najlepsze efekty i porzucić ?duperele?, które zajmują czas, a niewiele wnoszą. Taką wiedzą będziesz dysponować dopiero po pewnym czasie, nie przewidzisz tego wcześniej. Dopiero teraz możesz eliminować np. pewne spotkania ze swojego kalendarza.
Po trzecie. Jeżeli tworzysz coś, np. dokument, prezentację, wypracowanie, artykuł to największą wartość dostarczysz do momentu, w którym zaczniesz się zastanawiać ?co by tu dalej napisać?. Z mojego doświadczenia to oznacza, że trzeba przerwać i albo uznać dzieło za skończone, albo pokazać komuś innemu. Inaczej kolejne minuty wiele nowego nie wniosą.
Na koniec jeszcze odrobina pozytywnej ;) matematyki. Przeczytałem ostatnio o podwójnej zasadzie 80/20. Oznacza, że 4% (20% z 20%)twojego czasu dostarczy 64% (80% z 80%) wyników. Zaraz sprawdziłem potrójną ? 1% dostarczy aż 50% tego, co robisz!!! Jeżeli pracujesz na etacie, to możesz w ciągu 24 minut załatwić 50% swojej pracy! Wow! No to cały tydzień załatwisz w godzinę (12 minut to przerwa na kawę ;) i już od 10 rano w poniedziałek zaczynasz weekend. Jeżeli ktoś zna na to przepis, to ja się piszę :).

Pierwszy raz słyszę krytykę dotyczącą zasady pareto, ale argumenty powyżej przytoczone wydają się słuszne.
Choć znam kolesia który twierdzi, że się uczy zawsze około 20% książki i dostaje procentowo przeważnie powyżej 75%. Sam tego nie stosowałem ale wydaje mi się, że jest to możliwe…
Właśnie dlatego lubię Twoje notki, bo są inne od wszystkich :) Przemyślane i oryginalne, praktycznie nie powielane :)
Nie krytykuję zasady samej w sobie, tylko jej zastosowanie w pewnych sytuacjach. Tak jak z każdym narzędziem można sobie zrobić krzywdę jak się go źle używa.
Co do uczenia się 20% książki, to faktycznie może działać. Jeżeli robisz to z głową to jest to dobra metoda, szczególnie na przedmioty, do których nie masz serca.
„Kto dobrze opanował młotek wszędzie widzi gwoździe”, trzeba uważać, żeby samemu nie wpaść w taki rytm.
Zaczęłam czytać Twój blog, Mariuszu, i szczerze bardzo mi się podoba:) Trzymam kciuki za dalszy rozwój, z przyjemnością wykorzystam kilka Twoich wskazówek.
Cześć
Ostatnio przeczytałem kilka postów na tym blogu i generalnie mi się podobały. Zapisałem ten blog w RSS. Po tym wpisie wiem, że będę tutaj zaglądał i udzielał sie w komentarzach bo podoba mi się bardzo to, że nie powielasz tego gdzie ktoś już coś napisał i to co piszesz jest przemyślane , jest oparte na doświadczeniu i nazwijmy to „prawdziwym” świecie :)
Pozdrawiam
Krzysztof Sornat
@Inga: dziękuję, daj znać jak zadziałają w twoim przypadku.
@Krzysztof: zapraszam do udzielania się też na forum. Dlaczego „prawdziwym”?
Napisałem „prawdziwym” bo zauważyłem, że ludzie czasami albo i często pisząc o różnych zasadach nt. życia, działania itp. nie uwzględniają wszystkiego. Np. często jakieś zasady dla Amerykaninów chcą być stosowane w Polsce – a jest przecież duża różnica między tymi krajami.
To co jest dobre dla mnie nie musi być dobre dla Ciebie. I vice versa.
Często też pisze się o skrajnościach, a ja staram się stosować w wielu rzeczach złoty środek, którego tak na prawdę nie łatwo znaleźć i nie mamy nigdy pewności, że to co myślimy, że nim jest wcale nim być nie musi. No i każdy ma swój własny złoty środek w różnych aspektach życia.
Mariusz, chcialbym dodac swoje 3 grosze (czyli byc moze brakujaca/mniej produktywna czesc). Warto pamietac o tym ze dom nie moze przeciekac, NASA lata w kosmos na sprzecie ktory nie moze zawiesc, a wszystkie wielkie rzeczy sa drobiazgowo dopracowane. Zasady o ktorych piszesz moga byc istotne dla menedzera ale swiat idzie do przodu dlatego ze zaden tworca nigdy nie zwroci na nie uwagi. Zasada Pareto to abstrakcja nie tylko dlatego ze stosowac ja mozna tylko post factum, ale rowniez dlatego ze zwolnilbys elektryka ktory chocby o niej wspomnial;)
@PiotrK Bardzo podoba mi się Twoja wypowiedź: pokazuje, że jednak nie wszystko można „zrobić i się nie narobić”, co jest ostatnio mocno lansowane. Dla pewnych przedsięwzięć nie ma drogi na skróty. Idąc dalej tropem Twojego myślenia, co pomyślelibyśmy o lekarzu, który uczyłby się 20% potrzebnych wiadomości, bo to wystarcza do zdania kolokwium? Oczywiście to kolejne uogólnienie, ale wydaje się być trafnym.
@Mariusz niedawno znalazłem Twojego bloga i podobają mi się Twoje spostrzeżenia. Tak trzymać :)
Pociągnę wkrótce temat 80/20, bo sądząc po dyskusji jeszcze wyczerpany nie jest. A co do elektryka, o którym pisze Piotr. No cóż, masz prąd w gniazdkach? Jest 80. To, że kable jadą skosem po suficie, to już detal :).
A co do NASA, oni nie stosują chyba ani zasady 80/20, ani 100/100. 100% katastrof i poważnych awarii ich promów powoduje pianka odpadająca od zbiorników bodajże, a oni jakoś tego nie zauważają.
mi od razu nasuwa się pomysł, żeby przeczytać książkę (a jest taka jedna jeśli nie więcej); ja widziałem delikatną krytykę zasady pareto 80/20, ale nie pamiętam adresu. tu musi kryć się jakaś szersza teoria na ten temat. pozdrawiam
Jestem zdania, że ta zasad działa. Odkąd wprowadziłam ją w życie wszytsko stało się łatwiejsze. Ta zasada jest aż tak prosta, ze aż genialna. Uchroniła mnie od zabójczego perfekcjonizmu. Najważniejsze w życiu jest to, by osiągnąć harmonię. Mieć rodzinę, pracę, hobby. I nie należy się jednej rzeczy poświęcać całkowicie bo się wypalimy. Będziemy nieszczęśliwi. Zawsze myślę jak wykonać nowe zadanie szybko i efektywnie. I nie ważne czy jest to sprzątanie mieszkania, wychowywanie dzieci, czy praca nad projektem w pracy.
@Zofia: ja też nie twierdzę, że nie działa :), uważam, że jak ze wszystkim trzeba wiedziec kiedy ja zastosowac, a kiedy nie. Sam mialem syndrom perfekcjonisty (chociaż nie wiem, czy to nie było akurat dobre ;) ) i o tym też piszę – „Po trzecie. Jeżeli tworzysz coś, np. dokument, prezentację, wypracowanie, artykuł to największą wartość dostarczysz do momentu, w którym zaczniesz się zastanawiać ?co by tu dalej napisać?. ”
Zgadzam się co do harmonii. Natomiast znam osoby, dla których wymienione przez Ciebie składniki – rodzina, praca, hobby nie będą tymi, które składają się na definicję harmonijnego życia. Ale to taki wtręt – mi pasują jak najbardziej :D
Pozdrawiam
Podzielam pogląd Pana Mariusza, więc nic nowego pewno nie wniosę. Ogólnie. Moja pierwsza zasada. Żeby coś zrobić, trzeba zacząć to robić. Wiem jak trudno jest zacząć. Druga moja zasada. Jeżeli masz coś zrobić np. napisać pracę magisterską, to nie szukaj u nikogo żeby ci napisał, pisz sam, bo ty jesteś z tego najlepszy. Trzecia sasada, też do pracy. Przed rozpoczęciem pisania ustal z temat i spis treści tej pracy. Jest to moim zdaniem krok podstawowy i najważnieszy. No i ostatnia zasada pisz codziennie i chociaż stronę i zapisuj źródła do przypisów. Widziałem już prace na 300 stro z dwoma przypisami – chociąż obszerna – do niczego.
Zsada Pareto wynika z badań statystycznych i nie wolno odwracać kota ogonem czyli wyniku badań metodą statystyczną zastępować wytycznymy do postępowania. No bo w ten sposób żadna sasada nie będzie statystyczna tylko sugerowana.
Chłopie, pieprzysz głupoty. Jak to nie mozna okreslic tych 20%? Moze nie zawsze i wszedzie, ale jednak. Pokaze ci na przykladzie.
Mam wlasną firme, importuje towar i sprzedaje go hurtowo.
Zarabiam miesiecznie 10 000zł
Pracuje 8h dziennie.
Widze, kto ile kupuje. Jaka firma ile zamawia i tak dalej. Teraz tylko sprawdzam, które 20% klientów daje mi 80% przychodu. Sa to firmy A, B, C i D. Wrzucam to na kalkulator i wychodzi w przyblizeniu, ze ich zamowienia, to okolo 70-90% mojego zysku. Jak moge na tym skorzystać?
Pie**le reszte, 80% klientów. Nie zajmuje sie nimi. Zajmuje sie tylko tymi 4 firmami (20%) ktore generuja mi 80% zysku. Efekt? Pracuje 5x mniej (bo nie 100% tylko 20% czasu) i zarabiam nie 10 000 tylko okolo 8000zl. Podsumowanie:
Przed:
8h pracy dziennie
10 000 zysku
Po zastosowaniu zasady pareto:
niecale 2h pracy dziennie
8000 zysku.
Co moge zrobic z wolnym czasem (6h)?
1.poswiecic go moim „zlotym” klientom, przygotowac dla nich specjalna oferte, pomyslec jak z nimi lepiej wspolpracowac, znalezc lepsze rozwiazania itd
2. Zacząć nową dzialalnosc, otworzyc nową firme, rozpoczac cos nowego i tam tez wprowadzic zasade pareto.
Pozdrawiam
@Martin: twój przykład jest idealny dla sensownego zachowania zasady Pareto, czyli ex post na podstawie zgromadzonych danych.
Cała masa „guru” mówi, że jesteś w stanie określić te 20% zanim wogóle zaczniesz coś robić, co jest dopiero bzudrne. Gdyby ta zasada działała w drugą stronę to nawet nie miałbyś innych klientów niż tych ABCD, bo od razu byś się na nich skupił. Robienie przeglądu działań co jakiś czas pod kątem 80/20 ma sens jak najbardziej, spinanie się, żeby na początku to określić da się czesto zrobić, ale działanie i nauka jest ważniejsze niż szukanie 20% zanim zaczniesz.
I na przyszłość proponuję stonować język bo nie nastraja do dyskusji tylko nawalanki. Dość jej na co dzień w TV. Spieszać z wyjaśnieniem – potrafię przeklinać, ale to też narzędzie, którego warto używać z sensem.
Pozdrawiam.
1 dzień to 80% pracy, 2 dni to 160%, a w ciągu tygodnia wykonasz aż 400%!!! – Błędny sposób myślenia kolego. Suma nie moża być wyższa niż 100%. Co Ty miałemś z matmy w szkole? Po prostu żal…
@Sajmon: wiesz, co. Ja już nie chcę być miły dla ludzi, którzy mają taką postawę. Wykorzystam po prostu jako antyporadnik dla komentujących:
1. Nie czytaj artykułu do końca tylko po 2 zdaniach określ, że jest bez sensu
2. Spraw wrażenie, że wiesz o czym mówisz powołując się na coś obiektywnego (nie musi być prawdziwe i sensowne)
3. Obraź drugą stronę sugerując, że jest niekompetentna
4. Okaż wyższość komentarzem retorycznym z trzykropkiem
5. Broń boże nie wdawaj się w dalszą dyskusję i nie podawaj żadnych merytorycznych argumentów.
Dziękuję tym wszystkim, którzy zabierają głos konstruktywnie. Dziękuję za konstruktywną krytykę i konstruktywne wsparcie. Tak trzymajcie, dzięki temu coś się rusza do przodu. A Sajmonów na swojej drodze spotkanie jeszcze nie raz, zapewniam. Da się z tym żyć :).
Pozdrawiam
Mariuszu: „Pomyśl tylko: 1 dzień to 80% pracy, 2 dni to 160%, a w ciągu tygodnia wykonasz aż 400%!!! Czyż to nie wspaniałe?”.
Coś wymyśliłam. Tylko bądź dla mnie wyrozumiały ;), bo się spłoszę. Ja rozumuję tak. Są dwie możliwości. Powiedzmy, że masz określoną, policzalną ilość pracy do wykonania przez 5 dni (100% czasu) Pierwszego dnia (20% czasu z 5 dni)wykonujesz 80% pracy, np.temperujesz 80 ze 100 ołówków, drugiego dnia temperujesz znów 80% tego co zostało z pierwszego dnia (80% z tych 20%, czyli 80% z 20 ołówków), trzeciego znów 80% tego co zostało i tak aż wyczerpiesz limit czasu. Obliczyłam, że po 5 dniach (100%czasu) masz wciąż niezatemperowane do końca ołówki, ściśle zostaje 0,032 ołówka. Wciąż robiąc 80% tego, co masz przed sobą do zrobienia. Czemu jednak nie temperujesz codziennie po 80 ołówków, skoro taką masz wydajność? Wtedy jednak nie byłaby to zasada Pareto. Chodzi o to, ze przez 20% czasu (1 dzień) wykonujesz 80% pracy (temperowanie 100 ołówków). Hm, mnie się zdaje, że Ty potraktowałeś każdy dzień osobno, jak 100% czasu, a ilość ołówków każdego dnia do zatemperowania ? wciąż ta sama ilość nowych niezatemperowanych ołówków.
Nawet jeśli każdy dzień liczysz osobno to:
1 dnia masz zatemperowanych 80, drugiego 160 (ale ołówków, nie %, bo procent to jest „coś” od 100. Masz zatemperowanych 160 ołówków z 200 ołówków, czyli nadal 80%. Po trzech dniach 240 z 300 ołówków ? nadal masz 80%. Każdego dnia temperujesz 80% ołówków, każdego dnia rośnie ilość ołówków, ale procent zostaje taki sam ? 80%. Ale czy to jest przykład zasady Pareto? według mnie ? nie. Tak czy inaczej mogłam ilość ołówków, które zatemperuję policzyć w obu przypadkach, przed faktem.
dziękuję, że dzięki Tobie mogłam chwilę pogłówkować :) Pozdrawiam!
@Catta: będę wyrozumiały. Proponuję przeczytać kolejne zadanie zaraz po cytowanym i wszystko staje się jasne. Zabawa z procentami jest świetna. Podobnie jak z tym ile naprawdę pracujemy. Policzmy
Jest 365 dni w roku.
Wolnych dni mamy:
- 52 weekendy x 2 dni = 104
Zostaje nam 251 dni
- 30 dni na święta i inne takie = 221 dni
- 26 dni urlopu = 195 dni
- przesypiamy 1/3 roku, czyli 121 dni (zaokroglilem w dol), czyli zostaje nam 74 dni
- z których przepracowujemy średnio 8 godzin dziennie, czyli 1/3 z tego czasu, co ostatecznie daje nam wynik: 24,33 dnia rocznie!
Pracujemy tylko 24,66 dnia rocznie! Żadne Pareto nie jest potrzebne. Wystarczy przestać się obijać.
Howgh. I na poważnie to mówię. Niech mi ktoś teraz zarzuci, że nie potrafię liczyć, wyliczone jest czarno na białym. Naprawdę piszę to tak śmiertelnie poważnie jak nigdy. Howgh.
:) Mnie i tak, żadne Pareto nie dotyczy :). Mam wolne 365 dni w roku. Jestem wolna przez cały czas, poważnie! Nieważne – czy śpię, jem, obijam się, czy robię to, co jest akurat przede mną do zrobienia, mam zawsze „wolne”. To zbyt przyjemny stan ducha, żeby z niego rezygnować dla zadowolenia jakiegoś pana Pareto.
pozdrawiam wszystkich :)
„Jest 365 dni w roku.
Wolnych dni mamy:
- 52 weekendy x 2 dni = 104
Zostaje nam 251 dni
- 30 dni na święta i inne takie = 221 dni
- 26 dni urlopu = 195 dni”
..
Do tego miejsca jest ok później wyliczenia są błędne ;-)
195 dni roboczych w których 1/3 pracyjemy (średni 8h) co daje nam 65 dni pracy (1560 godzin).
Tak przy okazji zasady Pareto nasze wyliczone 65 dni to blisko… 18% wszystkich dni w roku :)
@Przemo: naprawdę? ;)
Jednak zasada ta ma zastosowanie nie tylko podczas pracy. Jest to ogólna zasada, która tyczy się, np. awaryjności maszyn. I tutaj na podstawie danych z różnych źródłem na temat zawodności danych części można w pewnym zakresie przewidzieć, co spowoduje owe 80% awarii w nowo projektowanej maszynie. Z tego co się orientuję, to z tej zasady korzysta inżynieria jakości.
@Zdrój: no tak. Do inżynierii jakości pasuje w 100%. Dostosowana na siłę gdzie indziej już różnie ;)