Książka z kategorii odkrycie życia. Przeleżała u mnie na półce ponad 5 lat. Nietknięta! Kupiłem ją na studiach jeszcze, bo gdzieś usłyszałem, że warto ją przeczytać. Zabierałem się do niej kilka razy. Z bardzo niewielkimi sukcesami. Udało mi się przebrnąć kilkanaście stron i książka lądowała w kącie. Kupiłem sobie nawet ?Inteligencja emocjonalna w praktyce? tego samego autora mając nadzieję, że uda mi się ominąć całą naukową papkę i dobrać się do esencji, czyli jak tego mogę użyć.
Przeczytałem ją w końcu w zeszłym roku, po tym, gdy wspomniał mi o niej mój mentor, jako o pozycji, od której powinienem zacząć, jeżeli chcę rozwinąć moje umiejętności angażowania innych w moje przedsięwzięcia. Udało mi się ja przeczytać tylko dzięki temu, że ustawiłem sobie codzienny ?poganiacz? w outlooku. Autentycznie codziennie zmuszałem się do czytania kolejnych kilku stron, podrozdziału, rodziału, tyle tylko na ile miałem cierpliwości. Mam nadzieję, że jeżeli się zdecydujesz to będzie Ci się to czytać lepiej, ale dla mnie było to ciężkie przeżycie.
Dlaczego o tym pisze? Żeby się do tej książki nie zniechęcić. Skoro ja ciężko ją trawiłem, nie jestem na pewno jedyny, a zdecydowanie warto przeczytać od deski do deski, bo treść jest przednia. Zmuś się, wyrzuć inne książki, czytaj po akapicie dziennie, ale nie poddawaj się. Jeżeli nie tego typu wrażenia nie będą Twoim udziałem, to tylko możesz się cieszyć.
Najważniejszym odkryciem z tej książki było dla mnie zwrócenie dużo większej uwagi na moje emocje. Zdałem sobie sprawę, że dokładnie tak jak Goleman to opisuje, nie potrafiłem wystarczająco dobrze nazwać i rozpoznać subtelności pewnych stanów emocjonalnych. Jeżeli chodzi o emocje negatywne typu gniew, to miałem włączony tryb zero-jedynkowy. Albo byłem całkowicie spokojny, albo kipiałem. Mało efektywne podejście. Dodatkowo nie przykładałem się specjalnie do rozpoznawania stanów emocjonalnych innych. Jesteśmy przecież dorośli, to co się będziemy przejmować jakimiś emocjami, weźmy to na logikę. Niestety jak się przekonałem na świecie są osobniki, dla których emocje są ważniejsze. Zaobserwowanie własnych emocji i ich nazwanie ułatwia mi wiele spraw nie tylko w relacjach z innymi, ale też z samym sobą. No i dla wszystkich zafascynowanych 7 nawykami, „Inteligencja Emocjonalna” jest bardzo dobrym uzupełnieniem nawyku piątego: Staraj się zrozumieć, potem być zrozumiany.
Pisząc ten tekst zdałem sobie sprawę, że dobrze będzie wrócić do książki raz jeszcze. Jak zwykle ze szczerym sumieniem polecam ?Inteligencję emocjonalną?. Odradzam natomiast ?Inteligencję emocjonalną w praktyce?, to już popłuczyny, szkoda pieniędzy.
Miłej lektury, mam nadzieję, że pójdzie łatwiej niż w moim przypadku ;).
Gdzie można znaleźć więcej:
1. Polska Wikipedia
2. Wikipedia – po angielsku
Dzień dobry!
Też miałam taki problem z tą książką. Już dawno wpadła mi w ręce, bo była w „kanonach”, już dawno zaczęłam ją czytać i tak samo: 20 stron i zastój. Ale również czuję, że to wartościowa lektura. Postaram się zastosować Twoje rady i dam znać, czy się udało i co z tej lektury dla siebie wyniosłam. Zapisuje na liście do przywiezienia z Polski.
Miłego dnia :)
Ja wypożyczyłem ją jeszcze przed maturą (tak było oszczędniej) i przeczytałem od deski do deski. Dziś już niestety niewiele z niej pamiętam, choć wierzę w to, że moja podświadomość zapamiętała kluczowe informacje i teraz pomaga mi reagować na/interpretować emocje swoje i innych.
Ja doznałem stanu uskrzydlenia czytając tą książkę – nie mogę się przez cały dzień od niej oderwać, do jutra skończę czytać :)
Gorąco polecam!
Wiem, że kiedy skończy się mój szał sięgania po książki, które ostatnio ogromnie mi się przydaja (nie tylko do mgr-ki, a do samorozwoju przede wszystkim) to sięgnę po te, które leżą odłogiem czas dłuższy.. do których też należy Inteligencja Emocjonalna, z tym że już za pierwszym podejściem dobrnęłam do kilkudziesięciu stron (może z racji tego, że to prezent od Towarzysza mego:), głupio mi jednak, ale od roku leży i leży.
Widzę, że nie jestem sama, a co zachęca to fakt, że do każdej książki czas nadchodzi dla każdego:)
@robbrojka: to książka zdecydowanie na małe kawałki :). Goleman też pewnie jej nie czytał do recenzji ;)