Takie natchnienie spowodowane przez zdrowy rozsądek, który dzisiaj został bardzo brutalnie potraktowany przez zewnętrznego konsultanta. Tak gwałtownie wstrząsnął moim światopoglądem, że kilka godzin dochodziłem do siebie. Bez obrażania ludzi pracujących w doradztwie, takich bzdur i niekonkretnych rzeczy na temat praktycznego zarządzania projektami nie słyszałem od bardzo dawna.
Zdarzają się konsultanci, którzy nie mówiąc nic konkretnego są w stanie zainspirować i pokazać Ci jak spojrzeć na daną sprawę z innej perspektywy i to pomaga. Ale są i tacy, którzy napiszą dwa artykuły i testują na żywym organizmie, czyli Tobie, swoje wydumane teorie. Trafiłem na typ numer dwa. Najbardziej zdziwiło mnie to, że facet przekonał już co do tego pomysłu kilka osób i dostał rekomendację konkretnego fachowca, czego niestety nie był w stanie w ogóle zademonstrować. Ewidentna ?ściema? i zamierzam skonfrontować ją z rzeczywistością jutro, zobaczymy jakie będą efekty. Pożytek z tej sytuacji to temat do dzisiejszego postu, więc nie ma tego złego.
Opiszę teraz pewną sytuację, spróbuj się wczuć w nią z własnego doświadzenia: siedzisz sobie w miarę wygodnie na spotkaniu. Osoba prezentująca albo wypowiadająca się coś mówi. W pewnym momencie doznajesz wrażenia, że coś jest nie na miejscu. Prezentowane rozwiązanie jest ?od czapy?, teoria nie trzyma się kupy, twoje doświadczenie jej całkowicie przeczy a prowadzący z niezmąconym spokojem i pewnością siebie ciągnie dalej.Rozglądasz się po sali, wszyscy siedzą wpatrzeni w prowadzącego i nikt nie zadaje pytań. Wydaje się, że każdy chłonie prawdę objawioną i bez najmniejszych problemów podąża za natchnioną myślą guru. Skoro nikt nie ma pytań, to zapewne wszyscy byli na poprzednim spotkaniu i czytali ostatnią książkę, na którą powołuje się człowiek z powerpointem. Spotkanie się ciągnie, Ty coraz mniej rozumiesz, kończy się, nikt nie ma pytań, wszyscy wychodzą. Na korytarzu zagaduje Cię kolega ?Możesz mi wyjaśnić o co mu chodziło, bo za nic nie kumam?!!! Przed chwilą ten sam osobnik siedział wpatrzony i nawet się nie zająknął!
Jak to się dzieje, że nagle wykształceni ludzie, doświadczeni specjaliści dają sobie wciskać głupoty? Prosty mechanizm: unikanie wstydu. W polskim systemie edukacji przez długie lata funkcjonujesz na zasadzie: wiesz czy nie wiesz, nie wychylaj się, bo tylko się wystawisz nauczycielowi na strzał i broń boże nie zadawaj pytań! Nawyk tak mocno zakorzeniony, że później w pracy też trudno się go pozbyć. Zazwyczaj na spotkaniach nie ma odważnego do zadania pierwszego pytania, a jeżeli już to rzadko jest to Polak (przynajmniej, jeżeli chodzi o firmy międzynarodowe). Myślę, że uwarunkowania ze szkoły mają swój mocny wpływ. Po spotkaniu okazuje się, że większość chciała zadać dokładnie to samo pytanie, co Ty! Ale ponieważ każdy boi się wyjść na głupka zadając pytanie, to nikt się nie wychyla. A im bardziej nikt się nie wychyla, tym bardziej nikt nie chce zadać pytania ;). Logika z Kubusia Puchatka, ale jakże realnie wpływająca na nasze życie.
No dobra, co z taką wiedzą zrobić?
Po pierwsze: jeżeli zdrowy rozsądek podpowiada Ci, że coś jest nie tak, to mu zaufaj ? ?Coś jest nie tak?.
Po drugie: nie ma głupich pytań, są tylko głupie odpowiedzi. 80% ludzi będących na spotkaniu, chce zadać to samo pytanie co Ty, więc je po prostu zadaj.
Po trzecie: jeżeli masz wątpliwości to znaczy, że myślisz. Gdy ich nie masz wtedy trzeba się martwić.
I na koniec zachęta do ćwiczenia. Gdy spotkasz się z taką sytuacją jak opisana powyżej, to obserwuj ludzi. W 80% przypadków się sprawdza w przypadku prezentacji w firmach: jeżeli uczestnicy robią notatki i Ty też je robisz, to znaczy, że wszystko jest ok. Jeżeli nikt nie robi notatek i ludzie rysują szlaczki, to znaczy, że dawno wszyscy się pogubili albo powinni być gdzie indziej. Zadając pytanie w takiej sytuacji dostarczasz urozmaicenia, które uczestnicy na pewno docenią :). Powodzenia i niech zdrowy rozsądek będzie z Wami.
Dorzucę do tego co piszesz może taki taki algorytm, który mi się sprawdza w podobnych sytuacjach: intuicja/zdrowy rozsądek = rozpoznanie i weryfikacja istoty rzeczy czy sprawy….
Pozdrawiam :-)
to jest norma…podobny problem mialem na zajeciach….jak reszta nic nie kumala to ja chcialem dowiedziec sie o co chodzi i zapytac wykladowce…to potem slyszalem tylko, ze przeciagam zajecia…w koncu zzz zawsze dziala
olac ta , robic swoje i pytac:)
Zawsze lepiej spytać, niż później pogrążyć projekt albo oblać egzamin. Na pewno pytać, gdy ktoś stosuje na Tobie technike „Jak każdy dobrze przecież wie…” . Nie jesteś każdy, możesz nie wiedzieć ;)
Pozdrawiam